Czuła, że Kira mogła nie potraktować poważnie zadania z listą. I szczerze? Wcale nie miała jej tego za złe. W końcu to był odklejony pomysł Whitmore, która więcej w swoim życiu przespała niż doświadczyła, a większość z rzeczy, które spisała dla kogoś takiego jak Finch na pewno były
codziennością. W liście Daisy nie było nic wyjątkowego, jedynie kilka występków, które
może udałoby się kiedyś zrobić. Nie oczekiwała przecież, że nagle zrobi
wszystko z tej listy. To byłoby zbyt proste. Szczególnie, że jak
Kira słusznie zauważyła, niektóre z tych rzeczy były
nielegalne. Jak na przykład nocne wyścigi samochodowe. Prychnęła pod nosem, gdy Finch spytała
czy ona tak serio.
—
No serio, a co? — pokręciła głową, przyglądając się uważnie jej profilowi. —
Nie mów, że ty byś nie chciała. Przecież kochasz samochody. Nie chciałaś nigdy wziąć udziału w takich nocnych wyścigach po jakiś opuszczonych miejscach? — samo mówienie o tym wszystkim dawało jej ciarki. W przypadku Whitmore to nawet nie chodziło o same samochody, ale samą otoczkę tego typu eventu. Faktu, że ludzie się zbierali w określonym miejscu, imprezowali, a to wszystko było jeszcze doprawione wyścigami.
Niebezpiecznymi wyścigami, jak słusznie zauważyła Kira. —
No wiadomo, nie jako kierowca, jestem na to zbyt cienka, ale może pasażer? — Finch mogła coś wiedzieć o jej
ograniczeniach prędkości, kiedy to sama musiała ją namawiać, żeby przycisnęła nieco bardziej samochód podczas testów. Daisy lubiła rollercoastery i szybką jazdę, ale samej sobie wcale nie ufała aż tak za kółkiem, żeby brać udział w wyścigach. Bardziej w tym przypadku widziała się jako
passager princess.
Słuchała listy Kiry z wyraźną uwagą. Niby widziała po blondynce, że szyła na bieżąco, robiąc przerwy i się zastanawiając, ale i tak doceniła fakt, że chociaż spróbowała i trzeba było przyznać, że rzeczy, które wymieniała brzmiały…
świetnie. Jak się można było domyśleć: Whitmore również nic z tego nie robiła.
—
O ale popatrz, można je łączyć — wtrąciła się gdzieś w połowie, poprawiając na fotelu i przyjmując przy okazji telefon, żeby włączyć muzykę. Od razu też ją ściszyła, żeby mogły spokojnie porozmawiać, bez potrzeby ciągłego przekrzykiwania melodii. —
Wbijemy komuś na ślub, jako zupełnie inni ludzie. No wiesz, połączymy udawanie kogoś, kim się nie jest z imprezą weselną — proszę bardzo, plan idealny. Nie dość, że odhaczą dwie rzeczy z listy, to jeszcze zapowiadała się świetna zabawa. Chociaż Whitmore musiała przyznać, że pomimo tego, że mówiła o tym wszystkim z uśmiechem na ustach, tak gdzieś w ciele już na samą myśl czuła… strach. Rzeczy z listy były zdecydowanie wyjściem z jej strefy komfortu, ale to właśnie po to ją zrobiła, czyż nie? Żeby się w końcu przełamać, zrobić
coś więcej i zacząć czuć. Tęskniła za adrenaliną i dopiero spędzanie czasu z Kirą przypomniało jej, jak bardzo ją lubiła.
—
Lasy w słoiku? — zaśmiała się głośno, patrząc na Finch z rozbawieniem. —
Chce to zobaczyć — pokręciła głową zadowolona, a zaraz wygrzebała z torebki długopis i zaczęła dopisywać wszystkie rzeczy, jakie wspomniała Kira tuż pod tymi jej. Żeby nie zapomniały! Szczególnie tych lasów w słoiku. Jakoś nie wyobrażała sobie Finch jak przez godziny przysypuje mech do niewielkiego słoika, ale zdecydowanie chciałaby to zobaczyć. Na pierwszy rzut oka wydawała się człowiekiem, który nie potrafił usiedzieć w miejscu, ale kto wie? Może obie mogły się jeszcze zaskoczyć? Tak jak Kira zaskoczyła Whitmore pytanem prosto z mostu o to, co ta chciała zrobić w pierwszej kolejności.
—
Nie wiem — przekręciła głowę, spoglądając na profil Kiry. —
No chyba zobaczymy, co nam będzie pasować do sytuacji? Chociaż trzeba przyznać, że ten znak drogowy z listy… no brzmi jak coś, co możnaby od razu odhaczyć — tylko czy im naprawdę będzie się chciało jeździć przez cały weekend z kradzionym znakiem drogowym w bagażniku? —
No chyba że znasz tam kogoś, kto nam załatwi coś lepszego niż zioło — rzuciła nieśmiało. Daisy może i była pewną siebie kobietą, jednak w sprawach nielegalnych, takich jak narkotyki była torche jak szara myszka, która za bardzo nie wiedziała, co powinna ze sobą zrobić.
—
Patrz, tam jest zjazd na stacje — wskazała dłonią odpowiednie miejsce, na moment zmieniając temat. —
Ja stawiam kawę, i co tam tylko będziesz chciała — dodała, a już po chwili odpinała pasy i kierowała się do środka, chociaż jeszcze odwróciła się w stronę Kiry. —
I weź zatankuj do końca, weźmiemy to na kartę redakcji. W końcu to wyjazd firmowy.
So come on, spin me around, now I don't wanna go home