Nie mógł wymagać od niej, żeby tak po prostu nagle zmieniła wszystkie swoje plany i pojechała z nim…
no właśnie, niespecjalnie miał nawet pomysł na to, gdzie chciałby przenieść się na ten wspomniany już rok.
Daleko pewnie mogłoby być całkiem trafną, choć niezbyt satysfakcjonującą odpowiedzią. Wciąż jednak jak najbardziej zgodną z prawdą – zwłaszcza, że nie zależało mu przecież na żadnym konkretnym miejscu. Równie dobrze mógłby ten czas spędzić nie zatrzymując się nigdzie na dłużej, kolejne miasta odwiedzając tylko
na chwilę. A to chyba tym bardziej nie brzmiało jak coś, co miałby jej zaproponować, wierząc w dodatku, że miałaby się na podobny pomysł zgodzić.
Przyglądał się, jak jej lustrzana kopia starała się pospiesznie uporać z zapięciem guzików i… był to dziwnie
uwierający widok. Może przez to, że jakaś część jego podświadomości wciąż wolałaby, żeby te zostały jak dotychczas, a może – co wydawało się bardziej prawdopodobne – przez tę rosnącą powoli świadomość, że wcale nie powinien ich rozpinać tych kilka chwil temu. Nie, kiedy zamierzał jej niewiele później powiedzieć o tym cholernym wyjeździe.
Ale samą tę rozmowę
nie tak sobie przecież wyobrażał. Chociaż… bliższe prawdy byłoby może stwierdzenie, że nie wyobrażał jej sobie
w ogóle. Jasne, miał zamiar powiedzieć jej, że będzie musiał wyjechać
na jakiś czas, ale… trochę tak, jakby liczył przy okazji, że miałoby się to zadziać tak po prostu, samo z siebie. Nie bez powodu zwlekał przecież z tym
odpowiednim momentem. Ostatecznie trafiając dokładnie w ten, który z
odpowiednim miał prawdopodobnie najmniej wspólnego.
–
Rozmawiałem z nimi wczoraj – chyba nie było sensu rozwodzić się przy okazji nad tym, że w rzeczywistości niewiele miało to wspólnego z
rozmową. Zwłaszcza, że ta informacja – jeśli nie była aż nazbyt oczywista i bez tego – i tak przecież miała w pewnym sensie pojawić się już chwilę później… –
A rano faktycznie się jakoś dogadaliśmy. Więc… jutro. Jeszcze nie wiem gdzie dokładnie, na początek może gdzieś w okolice Montrealu, później… się zobaczy…
Bo Montreal był stanowczo
za blisko. A on nadal nie miał pomysłu na to, jak dokładnie miałoby to wszystko wyglądać. Tyle tylko, że w tym przypadku – paradoksalnie – ten
brak pomysłu wcale nie był aż tak wielką przeszkodą jak ta, która nie pozwalała mu zostać na miejscu. Bo przecież w trakcie wyjazdu wcale nie potrzebował żadnego planu, konkretów, czy czegokolwiek podobnego. Mógł to wymyślać
na bieżąco. Dokładnie tak, jak to najczęściej miał w zwyczaju, przynajmniej jeszcze przez ten rok kompletnie nie przejmując się tym, że takie podejście nie miało zupełnie nic wspólnego z całą tą
odpowiedzialnością, do której wciąż ani trochę mu się nie spieszyło. A w takim wypadku… znalezienie sobie pracy w przerwie przed studiami – nawet jeśli faktycznie mogłoby wydawać się całkiem sensownym pomysłem na zagospodarowanie czasu, który w przeciwnym razie mógłby spędzać w domu – też nie mogłoby być tym trafionym rozwiązaniem. Możliwe zresztą, że takiego po prostu
nie było.
Dopiero w momencie, kiedy zapytała, czy to miałby być
koniec ich związku, uniósł spojrzenie – już nie na jej lustrzane odbicie, a dokładnie na
nią.
–
Nie – i w tej krótkiej odpowiedzi zdecydowanie nie było już żadnego zawahania, jakby faktycznie wierzył w to, że miałoby to być tak bardzo oczywiste. Może i miał zamiar wyjechać na rok, ale ani przez chwilę nie stawiał tego faktu na równi z zerwaniem z nią. –
Po prostu… nie będzie mnie w Toronto przez… trochę. Ale… nie chcę niczego kończyć.
Sięgnął po jej dłoń, pociągając ją lekko w dół. Potrzebował jej bliżej siebie i… chyba już samo to powinno być dla niego jasnym sygnałem, jak bardzo nietrafionym pomysłem był cały ten wyjazd. Tym bardziej, że niewątpliwie był to jeden z tych kompletnie nieprzemyślanych, zbyt spontanicznych pomysłów, które wpadały mu do głowy zdecydowanie zbyt często. Póki co jednak żaden nie dotyczył przynajmniej wyprowadzki z miasta – a przynajmniej nie aż tak długiej, bo jednak chwilowe wypady poza Toronto, o których
czasami zdarzało mu się zapomnieć zawczasu poinformować innych, można było chyba pod tym względem pominąć.
–
To znaczy… nie oczekuję, że będziesz na mnie cały ten czas czekać, jak nie masz na to ochoty… Chociaż pewnie byłoby miło – uśmiech, który pojawił się na jego twarzy przy tym ostatnim zdaniu, raczej niewiele miał wspólnego z tym, który mogła oglądać dotychczas. Możliwe zresztą, że tak samo niewiele wspólnego miał
w ogóle z czymś, co faktycznie dałoby się uznać za pełnoprawny uśmiech. Mimo wszystko, nawet ta niezbyt udana próba jakiegokolwiek rozładowania atmosfery wydawała się być najlepszym, na co mógłby się teraz zdecydować.
Elsa Eriksen