Niestety, ale odkąd Jesse zameldował się w Toronto, swoją rehabilitację znacząco zaniedbał. Mieszkając jeszcze w Stanach, uczęszczał do swojej ulubionej pani doktor dwa razy w tygodniu na specjalnie przygotowane zajęcia. Wówczas często narzekał, że jest to zbyt często i że w rzeczywistości nie jest mu to tak naprawdę potrzebne - przecież czuł się wyśmienicie! Dopiero, gdy od kilku tygodni nie wykonywał konkretnych ćwiczeń, zaczynał odnosić wrażenie, że chyba aż tak dobrze z nim jeszcze nie było i to one sprawiały, że był w miarę sprawny fizycznie. Przynajmniej do tej pory.I. They expected me to find somewhere some perspective, but I sat and stared
Z uwagi na nowe miejsce służby oraz ogólnie miejsce do życia, w którym spędzić miał następne dwa lata – a teraz już tylko dwadzieścia trzy miesiące (nie, żeby liczył oczywiście), miał trochę spraw do pozałatwiania. Zapoznanie się z nowymi obowiązkami, z nowymi przełożonymi oraz współpracownikami, z nową trasą do domu, nową szkołą syna, a nawet nową trasą do nowego marketu. Wszystko było nowe, co dla człowieka w jego pięknym wieku było dość nietypowe. Chociaż prawda była taka, że nowe miejsca zazwyczaj nie były problemem dla Hendersona. Za tak zwanego dzieciaka przeprowadzał się częściej niż ktokolwiek by o tym pomyślał. Dodatkowo, będąc na misjach, dość często ich przebazowywano z uwagi na zróżnicowane zagrożenie w regionach ich stacjonowania. Można by nawet rzec, że do zmian był bardziej przyzwyczajony i nauczony niż do pewnego rodzaju stabilności. Nie wiedział więc, dlaczego wyjątkowo ciężko było mu się odnaleźć. Coś w tym wszystkim po prostu nie grało i Jesse nie był w stanie powiedzieć, co dokładnie - albo po prostu jeszcze nie potrafił.
Powoli jednak próbował wracać do normalności. Po załatwieniu najważniejszych spraw związanych z bytowaniem, służbą oraz tych dotyczących syna, postanowił chociaż trochę zadbać również o siebie. Noga coraz częściej dawała się we znaki i szczególnie w trakcie biegów przypominała mężczyźnie, że nie dość, że dwudziestu lat już nie ma, to jeszcze niecałe dwa lata temu niemal się z nią żegnał po nieszczęśliwym wypadku. Popytał trochę w jednostce i któryś z młodszych żołnierzy z podobnymi dolegliwościami polecił mu rehabilitantkę w tutejszym szpitalu. Terminy miała raczej odległe, jednak karta weterana otwierała wiele drzwi – nawet jeżeli podstemplowana była w zasługach dla innego kraju.
Był to wtorek, dość późna godzina. Szpital mimo tego dalej tętnił życiem. Pacjenci jak i lekarze kręcili się korytarzami, co w tym wypadku było akurat na korzyść żołnierza, który pogubił drogę do gabinetu. Niby wszystko było poopisywane, jednak jakoś niewystarczająco klarownie dla może trochę już zmęczonego dniem mężczyzny. Postanowił więc poprosić o pomoc. Najbliżej byli jacyś pacjenci, lecz nie podejrzewał, że oni mu pomogą. Z tego powodu, widząc w zasięgu wzroku jedyną pielęgniarkę lub lekarza - ciężko mu było powiedzieć, kim dokładnie była kobieta, do której podchodził, bo stroje mieli bardzo podobne. — Przepraszam — odezwał się, chcąc zwrócić na siebie uwagę. — Poszukuję sali. . . — zaczął, sięgając do kieszeni po wizytówkę, na której wszystko miał rozpisane. Zerknął na swoje bazgroły — dwieście . . . — zaczął, podnosząc wzrok na kobietę. I nagle czas, jakby zwolnił, żeby nie powiedzieć, że zatrzymał się.
Miał wrażenie, że coś mu się przywidziało. Zamrugał kilkukrotnie, ale obraz dziewczyny pozostawał ten sam. — . . .dwadzieścia trzy — dokończył, chociaż prawda była taka, że droga do pomieszczenia przestała go jakkolwiek interesować. — Co ty tutaj do cholery, robisz? — rzucił, chyba nawet bardziej donośnie niż zamierzał. Nie można było mu się jednak dziwić. To był dla niego szok.
Niby miasto nowe, a jednak coś - a raczej ktoś z przeszłości się jednak znalazł.
Iris Valentine