-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Nie rozbrzmiewający, między kolejnymi uderzeniami serca i oddechami ciała udręczonego gorączką, pełen zirytowania głos. Nie zażenowanie malujące się na twarzy brunetki czerwonymi plamami, kiedy przyłapała go nago. W zasadzie nawet nie gorączka, przez którą przez pół tamtego dnia funkcjonował jak człowiek z uszkodzonym oprogramowaniem. Tylko tamten moment, kiedy objął ją ramionami, a ona odpowiedziała na ten gest tym samym, z taką naturalnością, jakby robiła to od zawsze.
Był wtedy rozgrzany od choroby i zmęczony do granic rozsądku, ale mimo to doskonale pamiętał ciężar jej ciała oparty o jego klatkę piersiową i ten dziwny spokój, który pojawił się w jego umyśle na te kilka minut. Jakby ktoś wreszcie wyciszył chaos tłukący mu się pod czaszką od ostatnich tygodni.
To było irytująco przyjemne wspomnienie.
Kiedy więc tego popołudnia podjeżdżał pickupem pod pensjonat rodziny Dolores, mimowolnie zacisnął mocniej dłonie na kierownicy. Oficjalnie przyjechał tutaj tylko dokończyć kilka napraw; poprawić instalację w jednej z łazienek, wymienić zawiasy w drzwiach i sprawdzić przeciekający kran w kuchni. Nieoficjalnie sam nie był pewny, czy bardziej liczył na spotkanie z Lilian, czy wręcz przeciwnie.
Pensjonat wyglądał spokojnie; drewniana elewacja nagrzana słońcem, otwarte okna i delikatny szum drzew w tle tworzyły ten sam znajomy obraz, który pamiętał, a jednak tym razem wszystko wydawało się jakieś… bardziej osobiste. Może dlatego, że po raz pierwszy od dawna myśl o wejściu do środka wywoływała w nim coś więcej niż zwykłą obojętność?
Wyłączył silnik i przez chwilę siedział nieruchomo, opierając dłonie o kierownicę. Na siedzeniu obok leżała skrzynka z narzędziami i kilka nowych części zamówionych specjalnie dla Dolores, która — mimo całego zamieszania sprzed kilku dni — najwyraźniej nie zamierzała rezygnować z jego usług. Prychnął cicho pod nosem.
Wysiadł z samochodu, a chłodniejsze powietrze od razu uderzyło go w twarz. Gdzieś niedaleko ktoś się śmiał, z tarasu dochodził dźwięk przesuwanych krzeseł mieszający się z odgłosem rozmów. Wszystko było zwyczajnie normalne. Tylko Max miał wrażenie, że sam od kilku dni normalny nie jest.
Ruszył w stronę wejścia ze skrzynką narzędziową w dłoni i niemal od razu usłyszał głos Dolores dobiegający z recepcji. Kobieta jak zwykle czymś dyrygowała, wydając polecenia tonem generała zarządzającego armią.
— Korhonen! Nareszcie! — rzuciła od razu, gdy tylko przekroczył próg. — Jeśli dzisiaj nie naprawisz tej łazienki na piętrze, przysięgam, sama cię tam zamknę.
— Dzień dobry również pani — odpowiedział spokojnie Max, ściągając okulary przeciwsłoneczne i zaczepiając je o kołnierz koszulki. I wtedy uniósł wzrok.
Lilian stała kilka metrów dalej. Przez chwilę po prostu patrzył, próbując w umyśle poskładać w całość jej postać. W gorączce sprzed kilku dni wiele rzeczy rozmywało mu się przed oczami, część wspomnień mieszała się ze sobą w chaotyczny obraz, ale jednego był pewny — wcześniej miała dłuższe włosy, a teraz kończyły się mniej więcej na wysokości ramion. Mógł nie zauważyć tego wcześniej?
To była niewielka zmiana, a jednak z jakiegoś powodu uderzyła go mocniej, niż powinna. Odsłaniała bardziej jej szyję i obojczyki, sprawiała, że wyglądała lżej, trochę ostrzej, dojrzalej. I cholernie do niej pasowała. Max mimowolnie zmrużył lekko oczy, jakby próbował upewnić się, że wcześniej naprawdę tego nie zauważył.
— Obcięłaś włosy — stwierdził w końcu spokojnie, zanim zdążył się zastanowić, czy w ogóle powinien to komentować. Po chwili kącik jego ust drgnął minimalnie. — Prawie cię nie poznałem. - i, ku własnemu zaskoczeniu, nie było w tym nawet grama ironii.
Lilian Davenport
-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Minęły trzy dni, odkąd wydarzyło się coś, czego sama do końca nie potrafiła zrozumieć ani logicznie wytłumaczyć. Wielokrotnie wracała myślami do tamtej sytuacji i analizowała zachowanie Maxa, ale przede wszystkim swoje własne. Płonęła ze wstydu za każdym razem, gdy przypominała sobie pomysł z prysznicem oraz tekst, którym rzuciła przed wyjściem.
Mimo wszystko próbowała funkcjonować normalnie, choć czasami, zupełnie niespodziewanie i w najmniej odpowiednich momentach dnia, cała się spinała i znowu zaczynała o wszystkim myśleć.
Prawdopodobnie właśnie tamto żenujące spotkanie pomogło jej uniknąć prawdziwej żałoby po włosach, które Dolores w przypływie gniewu i potrzeby zemsty obcięła jej do ramion. Nagle ten mankament, początkowo wydający się Lilian ujmą na godności, stał się mniej istotny.
Tego dnia nie spodziewała się Maxa. Właściwie z jakiegoś powodu była przekonana, że jeszcze długo nie pojawi się w pensjonacie w najbliższym czasie, dlatego zamarła, kiedy podczas sprzątania stolików na tarasie dostrzegła jego pickupa na podjeździe. Serce momentalnie podeszło jej do gardła i zupełnie odruchowo, pod wpływem nagle narastającego wstydu, zasłoniła się tacą, po czym wbiegła do środka.
Minęła babkę Dolores, która odprowadziła ją krytycznym spojrzeniem, a chwilę później drzwi kuchni zatrzasnęły się za jej plecami. Wtedy usłyszała, jak staruszka ochoczo wita Maxa.
Oparła się plecami o framugę, próbując uspokoić oddech. Miała ochotę schować się tam na najbliższą godzinę. Najlepiej do momentu, aż mężczyzna zniknie z pensjonatu. Niestety los najwyraźniej wyjątkowo jej nie lubił. Kucharz wepchnął do rąk Lilian tacę z owocami morza i nakazał zanieść ją gościom na taras.
Ostrożnie wysunęła się z powrotem na recepcję, a wzrok Maxa niemal natychmiast osiadł na jej sylwetce. Momentalnie poczuła, jak jej całe ciało się spina. Serce znowu zabiło szybciej, a w głowie przemknęła absurdalna myśl, że była zzestresowana przez jego towarzystwo. Pierwszy raz. Szczególnie, że patrzył wyjątkowo intensywnie, jakby taksował każdy detal jej ciała. Jednak nie chciała dać po sobie niczego poznać, więc odruchowo się odruchowo i jedynie mocniej zacisnęła palce na srebrnej tacy.
Potem spięła się jeszcze bardziej, kiedy usłyszała komentarz dotyczący jej krótkich włosów. Wówczas, nieco wytrącona z równowagi, zapomniała o wszystkim, co wydarzyło się trzy dni wcześniej i pomyślała o tamtym okropnym wieczorze z babką. Przypomniała sobie o każdym szarpnięciu i o palcach, które starucha uporczywie wczepiła w jej głowę. Lilian w tamtym momencie nie poruszyła się prawie wcale, choć drżała i płakała. Bała się, że kobieta mogłaby przypadkiem, albo i nie do końca przypadkiem, zrobić jej krzywdę nożyczkami.
Odruchowo uniosła dłoń do końcówek włosów, a spojrzenie spochmurniało. Przesunęła wzrok na Dolores, która jakby sama przyjęła do siebie komplement Maxa. Odezwała się, zanim Lilian zdążyła wydusić słowo:
— Ładnie, prawda? Sama je skróciłam — pochwaliła się niezwykle dumnie.
Na te słowa Lilian tylko prychnęła pod nosem. Nie odezwała się ani słowem, bo poczuła, jak w gardle narosła jej niewyobrażalnie bolesna gula. Kiwnęła więc jedynie głową i jeszcze mocniej zacisnęła palce na tacy, aż zbielały opuszki. Następnie minęła babkę i Maxa i pośpiesznie wyszła na taras.
Chciała mu powiedzieć, że porozmawiają na dworze, ale właściwie sama nie była pewna, o czym mieliby jeszcze rozmawiać. Tamtego dnia zgodziła się z nim w milczeniu, że najlepiej będzie, jeśli oboje po prostu spróbują zapomnieć o całej sytuacji. A włosów i zachowania Dolores nie zamierzała nawet komentować, bo czuła, że każde słowo tylko pogorszyłoby jej i tak już kiepski nastrój. Mogła jedynie zapytać czy już całkowicie wyzdrowiał. Z drugiej strony Lilian łatwiej było zająć się obowiązkami, dlatego pośpiesznie i z wyraźną nerwowością rozdała owoce morza gościom. Potem — o zgrozo — wróciła do recepcji, aby oddać tacę.
— Lilian, pokaż Maxowi dziurę w murze — odezwała się ponownie Dolores, a Lilian tylko westchnęła ciężko. Już po samej intonacji babki wiedziała, że nie będzie to nic dobrego. — Wiesz którą — dodała Dolores tym swoim charakterystycznym, pretensjonalnym tonem, którego używała, aby kogoś upokorzyć. — Tę, którą ostatnio wymknęłaś się z koleżaneczką. Trzeba ją załatać.
Odwróciła się przodem do Maxa, tak aby Dolores nie mogła dostrzec jej twarzy i tego, jak bardzo miała już dosyć jej zachowania.
— Może pójdziemy od razu? — zapytała.
Max Korhonen
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Początkowo naprawdę myślał, że to tylko kwestia niezręczności po tamtym wieczorze, wydarzeń, które nie powinny mieć miejsca, a skoro jednak się wydarzyły, to postanowili je przemilczeć. Aczkolwiek słowa w tym przypadku były zbędne, bo gdy utkwił niebieskie tęczówki w postaci brunetki od razu dostrzegł spięte ramiona czy zbyt mocno zaciśnięte dłonie na tacy. Maxowi nie umknął także ten drobny ruch, kiedy automatycznie dotknęła końcówek włosów zaraz po jego komentarzu. I wtedy odezwała się Dolores, coś w środku blondyna nieprzyjemnie się ścisnęło.
Nie był naiwny, ani tym bardziej głupi. Widział już podobne reakcje; ludzi, którzy milczeli nie dlatego, że nie mieli nic do powiedzenia, ale dlatego, że każde słowo mogło pogorszyć sytuację. I kiedy starsza kobieta wypowiedziała swoje sama je skróciłam z tą dziwną dumą w głosie, blondyn mimowolnie przesunął wzrok z Dolores z powrotem na Lilian. Wtedy dostrzegając znacznie więcej niż wcześniej, a tym samy widząc relacje tych dwóch kobiet wyraźniej.
Mimochodem Max poczuł narastające pod skórą rozdrażnienie, ale nie powiedział ani słowa. Jeszcze nie. Zamiast tego odprowadził Lilian wzrokiem, kiedy wyszła na taras, a później spokojnie odstawił skrzynkę obok recepcji. — No jasne. Dziura w murze brzmi jak sprawa najwyższej wagi — rzucił neutralnie, choć pod spokojnym tonem wyraźnie czaiła się ironia. Dopiero kiedy Lilian stanęła przodem do niego i zaproponowała, żeby poszli od razu, obdarzył ją uważniejszym na spojrzeniem. — Pewnie — odpowiedział i ruszył za nią bez żadnych pytań, choć wiele cisnęło mu się na usta i niekoniecznie dotyczyły ich ostatniego spotkania. Ale kiedy tylko oddalili się od recepcji i znaleźli poza zasięgiem Dolores, zwolnił krok. — Jaśminku — odezwał się spokojniej, niż sam się spodziewał. — Co się właściwie wydarzyło?
Lilian Davenport
-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Lilian postanowiła nie dać jej takiej szansy, dlatego zaproponowała łatanie muru od razu.
Wyszli na taras, a potem wolnym krokiem zeszli ze schodów. Lilian szła dwa kroki przed nim, ale wciąż na tyle blisko, że czuła na sobie jego oddech i spojrzenie, a może było to jedynie irracjonalne wrażenie. Taka pozostałość po tej niezręcznej sytuacji sprzed chwili. Uparcie patrzyła przed siebie, próbując skupić uwagę na czymkolwiek innym niż na obecności Maxa tuż za plecami.
Poprowadziła ich przez ogród. Był to splątany labirynt krzewów, majowych kwiatów i wąskich, kamiennych ścieżek, które miejscami ginęły pod warstwą zieleni. W pewnym momencie weszli to sekcji drzewek. Po obu stronach rosły wysokie jaśminowce oraz dzikie róże, a ich gałęzie rozpościerały się nad metalowymi łukami nad alejką.
To wtedy Lilian drgnęła, słysząc przydomek, którym Max ją ochrzcił, ale zatrzymała się dopiero gdy dotarło do niej zadane przez niego pytanie. Mino tego nie odwróciła się od razu. Stała nieruchomo, wpatrzona przed siebie, jakby próbowała zdecydować, co odpowiedzieć. I kiedy w końcu się odezwała, stała już naprzeciwko Maxa.
— W sensie? — Udała zdziwienie. — Pytasz o dziurę w murze? Chyba ukruszył się ze starości. — Wzruszyła ramionami, po czym odwróciła na moment wzrok w stronę ogrodu. — A jeżeli chodzi ci o to, co mówiła babka, to jest po prostu przewrażliwiona. Wolałaby, abym siedziała w pensjonacie, więc czasami się wymykam.
Powiedziała to najogólniej, jak tylko się dało, choć na język cisnęło jej się znacznie więcej słów. Mimo wszystko nie czuła, aby potrafiła aż tak otworzyć się przed Maxem. Ich relacja wciąż była pełna niedopowiedzeń i nie do końca wiedziala, w którą szufladę powinna go włożyć. W dodatku nie była też przekonana, czy on rzeczywiście byłby gotów zmierzyć się z jej osobistymi problemami, z którymi tak naprawdę powinna w końcu nauczyć się radzić sobie sama.
Wieczna krytyka ze strony babki, ciągłe podważanie jej wyborów i utrudnianie każdej próby samodzielnego decydowania o sobie wyniszczały Lilian. A ostatnio ścięte włosy tylko przelały czarę goryczy, którą odczuwała od dawna. Chyba zaczynała rozumieć, że stała się ofiarą przemocy.
Wsunęła dłonie do tylnych kieszeni jeansów.
— U ciebie już wszystko w porządku? — zapytała, mierząc mężczyznę uważnym spojrzeniem od góry do dołu, choć przecież i tak nie była w stanie dostrzec niczego szczególnego. Wyglądał normalnie, a przynajmniej zdrowo, skoro nie słaniał się na nogach. — Dobrze się czujesz? — Uniosła wzrok na jego błękitne oczy. Tamtego felernego dnia naprawdę martwiła sie o Maxa i chociaż nie była skłonna się do tego przyznać, to na pewno przecież zauważył z jakim zaangażowaniem próbowała zbić mu gorączkę.
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Dlatego, kiedy szli przez ogród, nie naciskał, pozwalając jej prowadzić. Sam szedł kilka kroków za nią, przesuwając spojrzeniem po gęstej zieleni oraz kamiennych ścieżkach, choć tak naprawdę co chwilę wracał wzrokiem do niej. Do krótszych włosów muskających kark przy każdym ruchu głowy. Do napięcia widocznego w barkach, którego chyba nawet nie była świadoma.
Dopiero kiedy zatrzymali się pomiędzy łukami oplecionymi różami, Max pozwolił sobie na nieco dłuższe spojrzenie. Słuchał jej odpowiedzi w milczeniu, ale im dłużej mówiła, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że celowo omijała sedno sprawy. Nie miał jej tego za złe. Sam był mistrzem przemilczania tematów, których nie chciał poruszać. — Jasne — mruknął tylko. — I rozumiem, że mur przypadkiem wykruszył się dokładnie tam, gdzie najłatwiej przejść na drugą stronę. Bardzo praktyczne pęknięcie. — kącik jego ust drgnął lekko, zdradzając rozbawienie.
Nie zamierzał jednak ciągnąć tematu. Przynajmniej nie teraz. Było coś w sposobie, w jaki Lilian odpowiadała, co wyraźnie mówiło mu, że każde kolejne pytanie spotkałoby się wyłącznie z następnym wymijającym komentarzem. A Max nigdy nie należał do ludzi, którzy wchodzili z butami w cudze sprawy i życie, nawet jeśli czasami bardzo korciło go, żeby spróbować.
Na pytanie o samopoczucie parsknął cicho pod nosem i odruchowo potarł kark dłonią. Wspomnienie tamtego dnia było dziwnie niewyraźne. Gorączka zabrała część szczegółów, pozostawiając jedynie pojedyncze obrazy: zimną wodę spływającą po skórze, własne majaczenie i Lilian kręcącą się wokół niego z uporem godnym podziwu albo diagnozy psychiatrycznej. - Tak. Jestem już całkowicie sprawny. — odpowiedział. — Nawet rozczarowująco sprawny, bo jak tylko poczułem się lepiej, sam uznałem, że nie ma sensu dłużej siedzieć w domu i wróciłem do pracy. — westchnął teatralnie, chociaż tak naprawdę nie było mu jakoś ciężko z tym tematem, po wydarzeniach mających wówczas miejsce oraz rozbiciu wywołanym przez chorobę, powrót do normalności był nad wyraz przyjemny.
Dopiero po chwili spojrzał na nią uważniej, a z jasnych tęczówek umknęło wcześniejsze rozbawienie, zajęte przez wyraźną ciekawość i coś jeszcze - pojedynczy błysk troski, który dodatkowo objawił się prostym pytaniem. — A ty? Wyglądasz, jakbyś przez ostatnie kilka dni spała może po trzy godziny na dobę. - dodał, raz jeszcze przesuwając wzrokiem po jej twarzy, zatrzymując się na moment na oczach. Nie wyglądała na zmęczoną fizycznie. Raczej na kogoś, kto od dłuższego czasu nosił na barkach coś zdecydowanie cięższego niż tacę z owocami morza. — I zanim odpowiesz, że wszystko jest w porządku, uprzedzam, że to wyjątkowo słabe kłamstwo. — oznajmił, dając jej tym samym do zrozumienia, że zdążył dostrzec już pewne rzeczy, ale nadal pozostawiał jej wybór. — Zwłaszcza po tym, co przed chwilą widziałem w recepcji. - skomentował, nie umiejąc ugryźć się tym razem w język. Mógł oczywiście odpuścić temat, tak jak robiła większość ludzi, ale z doświadczenia wiedział, że czasami największą krzywdę wyrządzało właśnie milczenie. Lilian nie była mu nic winna. Nie znali się na tyle dobrze, by oczekiwał od niej zwierzeń czy wyjaśnień. Jeśli chciała, mogła puścić jego słowa mimo uszu i wrócić do rozmowy o murze, pogodzie albo czymkolwiek innym. Max po prostu dawał jej znać, że dostrzegł więcej, niż powiedziała na głos.
Lilian Davenport
-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— To akurat dobra cecha. Jesteś pracowity — zauważyła. Sama była podobna. Nie należała do ludzi, którzy potrafią tygodniami dochodzić do siebie, leżąc w łóżku. Zawsze musiała coś robić, dlatego zwykła bezczynność przychodziła jej z trudem.
I wtedy, kiedy myślała, że rozmowa nabrała innego toru, Lilian nagle dotknął zawód. W końcu wiedziała, że zauważył. Już wcześniej dostrzegła, że Max był wyjątkowo spostrzegawczy, jednak miała nadzieję, że tym razem naprawdę to zbagatelizuje albo uszanuje fakt, iż wyraźnie dała do zrozumienia, że nie chciała rozmawiać o sobie i babci. Kiedy jednak wrócił do tematu, zaczęła się zastanawiać, co nim kierowało. Czy było to zwykłe wścibstwo, czy może coś więcej. Jednak nie była pewna, czy mogłaby nazwać to troską. To słowo wydawało się zbyt poważne albo zbyt niewłaściwie przy ich niewiadomej relacji.
— A niby co widziałeś w recepcji? — odpowiedziała nerwowo, krzyżując ramiona na piersi.
Lilian zapętliła się. W pogoni za uniknięciem tej rozmowy sama zaprowadziła się w ślepy zaułek, bo wiedziała, co dokladnie widział Max. I właśnie wtedy ntychmiast poczuła znajome ukłucie irytacji i tę instynktowną, agresywną potrzebę obrony. Nie chciała, aby jej skomplikowana relacja z babcią ujrzała światło dzienne, a jednak podświadomie (chyba) równoczenie pragnęła komuś się wygadać. To głupie.
— Może nie powinieneś wtykać nosa w nie swoje sprawy, Max? — zapytała ironicznie.
Był to kolejny moment, w którym czuła, że nie miała racji, i kolejny, w którym w rzeczywistosci nie widziala niczego zlego w zainteresowaniu mezczyzny. W końcu nie zrobił niczego złego. Nie naciskał szczególnie, nie przekroczył żadnej granicy, a mimo to Lilian towarzyszyło narastające, njezrozumiałe rozdrażnienie. Co gorsza kierowała je właśnie na niego, choć źródło problemu nie leżało po jego stronie.
Niespokojnie poruszyła nogą, stukając czubkiem buta o podłogę. Oblizała usta i na moment odwróciła wzrok, jakby szukała czegoś, co pozwoliłoby jej zepchnąć rozmowę na bezpieczniejsze tory. Frustracja Lilian jednak nie chciała ustąpić. Wręcz przeciwnie. Nie panowała nad tym, więc mimowolnie to uczucie ciągle narastało.
W końcu podniosła spojrzenie na Maxa. Przez krótką chwilę wahała się, lecz złośliwa myśl zdążyła już zakiełkować w jej głowie. Skoro ona czuła się niekomfortowo, jakaś mała, mało chwalebna część niej chciała, aby on również poczuł się choć odrobinę nieswojo.
— Pod prysznicem powiedziałeś, że mnie pragniesz — bąknęła i przechyliła na bok głowę, patrząc w stronę mężczyzny z niezdrowym uporem. — Czego właściwie pragniesz? — To pytanie padło szybciej, niż zdążyła się drugi raz zastanowić.
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Mimo to coś go podkusiło. Nie rozsądek, bo ten już dawno sugerował zmianę tematu, raczej ta przeklęta część jego natury, która nie znosiła niedopowiedzeń. Właśnie ona szepnęła mu do ucha, że reakcja Lilian nie była przypadkowa, że za tym wszystkim kryło się coś więcej. A teraz stał naprzeciwko niej i miał nieodparte wrażenie, że właśnie popełnił błąd.
Kiedy rzuciła mu w twarz, żeby nie wtykał nosa w nie swoje sprawy, westchnął tylko ciężko i już otworzył usta, żeby odpuścić temat. Powiedzieć, że ma rację. Wycofać się. Zrobić dokładnie to, co powinien zrobić kilka minut wcześniej, jednak nie zdążył. — Pod prysznicem powiedziałeś, że mnie pragniesz. Wybrzmiało, on Max przez ułamek sekundy po prostu patrzył na nią w milczeniu, jakby nie był pewien, czy naprawdę usłyszał te słowa. A potem poczuł, jak wszystkie przygotowane wcześniej odpowiedzi momentalnie ulatują z głowy. — Serio? — wyrwało mu się z niedowierzaniem. — Właśnie tym postanowiłaś się odegrać?
Pokręcił głową i parsknął krótkim, pozbawionym wesołości śmiechem. Był zażenowany. Sobą. Sytuacją. Tym, że pamiętała akurat to. — Lilian, miałem czterdzieści jeden stopni gorączki. — uniósł brew. — Więc nie jestem pewien, czy powinienem być wiarygodnym źródłem informacji na temat czegokolwiek, co wtedy mówiłem. - oznajmił, czując wzbierające w nim emocje. Mogła być na niego zła, że porusza niewygodne tematy, mogła ukrócić ciekawość czy też ten dziwny rodzaj troski, którym postanowił się w jej przypadku kierować, a zamiast tego wyciągnęła właśnie to. Jedno zdanie, które od trzech dni obaj uparcie omijali szerokim łukiem, oczekując, że….... właściwie czego oczekiwała!? Poczuł, jak coś nieprzyjemnie ściska go w klatce piersiowej. Frustracja mieszała się z niepewnością, a pod nimi kryło się coś znacznie gorszego — obawa, że niezależnie od odpowiedzi i tak powie coś nie tak.
Blondyn westchnął ciężko i przez chwilę przyglądał jej się w milczeniu. - Czego właściwie ode mnie oczekujesz? — zapytał w końcu, unosząc do góry prawą brew, nie krył przy tym swojego zirytowania, podobnie jak ona nie kryła złości wymierzonej w jego osobę. — Że powiem, iż wszystko zwalę na gorączkę? Czy wręcz przeciwnie? - teraz on zaczął zasypywać ją pytaniami i nie chodziło w tym o tą samą złośliwość, którą kierowała się brunetka, Max zwyczajnie chciał zrozumieć.— Może Lilian, po prostu powiedz mi, co chcesz usłyszeć?
Lilian Davenport
-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W tamtym momencie buzowało w niej zbyt wiele emocji. Każda zdawała się ostrzejsza i bardziej drapieżna od poprzedniej. Gniew mieszał się z bezsilnością, a wstyd z frustracją. Przede wszystkim nie potrafiła przyznać, że była słaba; że potrzebowała pomocy w rozprawieniu się z Dolores i z tym, co kobieta zrobiła jej przez te wszystkie lata, dlatego atakowanie Maxa było łatwiejsze.
A czym miała go zaatakować skoro się nie znali? Najłatwiej było powrócić do momentu, w którym widziała go słabego.
Nie zareagowała więc, kiedy zapytał o sposób odegrania się. Lilian nawet nie drgnęła powieką. Zamiast tego mocniej zacisnęła usta i z jeszcze większą dawką niepotrzebnej oraz niezdrowej dumy, uniosła głowę. Przy okazji cicho, ale wyraźnie zaczerpnęła głębszego oddechu, jakby w ten sposób mogła choć odrobinę ostudzić wszystkie nagrzmiałe emocje.
Dopiero wzmianka o czterdziestu jeden stopniach gorączki wylała na nią kubeł lodowatej wody, a do całej tej mieszanki gniewu, frustracji i bezsilności dołączyło nagle zażenowanie. Zaraz za nim przyszło rozczarowanie samą sobą. Lilian nigdy nie zachowywała się w podobny sposób. Nigdy świadomie nie próbowała kogoś zranić ani wyprowadzić z równowagi tylko po to, aby poczuć się lepiej.
Potrzebowała zaczerpnąć jeszcze jednego oddechu, zanim na krótką chwilę odwróciła spojrzenie. Nagle utrzymywanie z Maxem kontaktu wzrokowego stało się trudniejsze. To był moment, w którym wzrok mężczyzny zaczął absurdalnie palić skórę na jej twarzy. To był moment, kiedy żółć podeszła jej do gardła i miała ochotę zwymiotować, bo stres wywołany tą rozmową uderzył ją w żołądek.
— To pragnienie było zdecydowanie gorączką — stwierdziła, odpowiadając zarówno Maxowi, jak i samej sobie. Od początku nie dopuszczała przecież do siebie myśli, że mogłaby mu się w jakikolwiek sposób podobać. Nawet pomimo tych kilku osobliwych sytuacji, spojrzeń i przypadkowych otarć nie czuła, aby kiedykolwiek popatrzyli na siebie inaczej. — Chciałam cię wkurzyć — dodała już zgodnie z prawdą. Nie widząc sensu, aby dalej brnąć w tę rozmowę.
Potem wzruszyła ramionami, aby udać, że zobojętniała i zmieniła pozycję rąk, znowu wsuwając je w tylne kieszenie jeansów.
— Myślę, że nadużyłeś tego, że pracujesz w pensjonacie — zaczęła surowo. — Kilka dni temu zabrałeś mnie w jakieś odosobnione miejsce i wrzuciłeś do wody. Potem mimo że chciałam ci pomóc i mimo że również wolę myśleć, że wszystko było skutkiem gorączki, zachowałeś się bardzo niestosownie. A teraz próbujesz wchodzić w moje prywatne sprawy. — Urwała na moment, aby zaczerpnąć wdechu. Wiedziała, że to co dalej powie nie będzie miłe ani dla niej, ani dla Maxa, bo wcale nie myślała w ten sposób. — Nie dziw się, że się denerwuję. Coraz częściej czuję się przy tobie niekomfortowo. Mam nadzieję, że kiedy skończysz wszystkie prace w pensjonacie, przestaniemy na siebie wpadać.
Lilian miała wrażenie, że musi osłonić się przed własnym zawstydzeniem, które z każdą minutą stawało się coraz trudniejsze. W głębi duszy wiedziała, że nic z tego, co wydarzyło się nad jeziorem ani później w mieszkaniu Maxa, nie było dla niej traumatyczne. Może nie wszystko rozumiała, ale żadna z tamtejszych sytuacji wbrew pozorom nie wywołała złych doznań.
— Lilian!
I jak na złość, gdzieś spomiędzy ogrodowych zarośli rozbrzmiał się głos babki. Lilian mimowolnie przymknęła powieki i nerwowo ścisnęła palcami nasadę nosa, zastanawiając się, czy los naprawdę aż tak z niej drwił. Jeszcze nie widziała babki, ale była pewna, że nadchodziła.
Max Korhonen
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Do wychowania Maximiliana przyczynił się nie tylko ojciec, ale przede wszystkim matka. To ona przez całe życie wpajała mu szacunek do kobiet. Nauczyła go patrzeć dalej niż na wygląd, dostrzegać człowieka, a nie własne zachcianki. Dlatego teraz sama myśl o tym, że tamtego dnia, choćby pod wpływem wysokiej gorączki, pozwolił sobie myśleć o Lilian w tak prymitywny sposób, wywoływała w nim nieprzyjemny ucisk gdzieś pod żebrami. I może właśnie dlatego nie potrafił odpowiedzieć na jej pytanie. Nie dlatego, że odpowiedzi nie znał. Wręcz przeciwnie.
Kiedy usłyszał kolejne słowa Lilian, coś w nim nieprzyjemnie się zacisnęło. I nie było to wywołane zaskoczeniem, z jakim mógł przyjąć to co powiedziała, ponieważ w pewnym sensie spodziewał się ataku. Dostrzegał to napięcie malujące się na jej twarzy, nerwowość ukrytą za zaciśniętymi ramionami i dumę, która nie pozwalała jej zrobić nawet pół kroku wstecz. Mimo wszystko zabolało, bo choć mogła uważać inaczej, nie próbował wejść w jej życie z butami, ani tym bardziej oceniać. Po prostu zauważył rzeczy, których najwyraźniej nikt wcześniej nie chciał zauważyć albo wszyscy postanowili ignorować.
Przez chwilę milczał. Patrzył na nią uważnie, jakby próbował odnaleźć w jej słowach choć odrobinę szczerości. Problem polegał na tym, że im dłużej słuchał, tym wyraźniej miał wrażenie, że Lilian nie rozmawia teraz z nim. Walczyła z czymś zupełnie innym, a on po prostu znalazł się na linii ognia. — W porządku. — odezwał się w końcu cicho, opuszczając nieco gardę. Nie brzmiał ani jak człowiek, który zamierza się kłócić, ani jak ktoś, kto zamierza się tłumaczyć. — Jeżeli rzeczywiście czujesz się przy mnie niekomfortowo, uszanuję to. - oznajmił, kiwając lekko głową, choć gdzieś pod skórą czuł narastające rozczarowanie. Nie tym, że chciała go od siebie odsunąć, tylko tym, że oboje wiedzieli, iż nie o to tutaj chodziło.— Tylko mam wrażenie, że to nie o jezioro, gorączkę czy mnie tutaj chodzi. - dodał, po raz pierwszy od początku rozmowy odwracając od niej wzrok. Przesunął spojrzeniem po ogrodzie, po ścieżce prowadzącej między krzewami róż, po gałęziach kołyszących się na lekkim wietrze. — Bo gdyby naprawdę chodziło o jezioro, gorączkę albo o to, że zadałem jedno pytanie za dużo, skończylibyśmy tę rozmowę pięć minut temu. - spojrzał na nią ponownie. - A tymczasem mam wrażenie, że od kilku minut robisz wszystko, żebyśmy przypadkiem nie porozmawiali o tym, co naprawdę cię zdenerwowało.- skomentował jeszcze, biorąc w dłoń walizkę z narzędziami, dokładnie wtedy, gdy w powietrzu wybrzmiało znajomy głos nawołujący imię brunetki. Mimowolnie Max przeczesał, nieco już przydługie włosy palcami.
Lilian Davenport