OUTFIT
Minęły trzy dni, odkąd wydarzyło się coś, czego sama do końca nie potrafiła zrozumieć ani logicznie wytłumaczyć. Wielokrotnie wracała myślami do tamtej sytuacji i analizowała zachowanie Maxa, ale przede wszystkim swoje własne. Płonęła ze wstydu za każdym razem, gdy przypominała sobie pomysł z prysznicem oraz tekst, którym rzuciła przed wyjściem.
Mimo wszystko próbowała funkcjonować normalnie, choć czasami, zupełnie niespodziewanie i w najmniej odpowiednich momentach dnia, cała się spinała i znowu zaczynała o wszystkim myśleć.
Prawdopodobnie właśnie tamto żenujące spotkanie pomogło jej uniknąć prawdziwej żałoby po włosach, które Dolores w przypływie gniewu i potrzeby zemsty obcięła jej do ramion. Nagle ten mankament, początkowo wydający się Lilian ujmą na godności, stał się mniej istotny.
Tego dnia nie spodziewała się Maxa. Właściwie z jakiegoś powodu była przekonana, że jeszcze długo nie pojawi się w pensjonacie w najbliższym czasie, dlatego zamarła, kiedy podczas sprzątania stolików na tarasie dostrzegła jego pickupa na podjeździe. Serce momentalnie podeszło jej do gardła i zupełnie odruchowo, pod wpływem nagle narastającego wstydu, zasłoniła się tacą, po czym wbiegła do środka.
Minęła babkę Dolores, która odprowadziła ją krytycznym spojrzeniem, a chwilę później drzwi kuchni zatrzasnęły się za jej plecami. Wtedy usłyszała, jak staruszka ochoczo wita Maxa.
Oparła się plecami o framugę, próbując uspokoić oddech. Miała ochotę schować się tam na najbliższą godzinę. Najlepiej do momentu, aż mężczyzna zniknie z pensjonatu. Niestety los najwyraźniej wyjątkowo jej nie lubił. Kucharz wepchnął do rąk Lilian tacę z owocami morza i nakazał zanieść ją gościom na taras.
Ostrożnie wysunęła się z powrotem na recepcję, a wzrok Maxa niemal natychmiast osiadł na jej sylwetce. Momentalnie poczuła, jak jej całe ciało się spina. Serce znowu zabiło szybciej, a w głowie przemknęła absurdalna myśl, że była zzestresowana przez jego towarzystwo. Pierwszy raz. Szczególnie, że patrzył wyjątkowo intensywnie, jakby taksował każdy detal jej ciała. Jednak nie chciała dać po sobie niczego poznać, więc odruchowo się odruchowo i jedynie mocniej zacisnęła palce na srebrnej tacy.
Potem spięła się jeszcze bardziej, kiedy usłyszała komentarz dotyczący jej krótkich włosów. Wówczas, nieco wytrącona z równowagi, zapomniała o wszystkim, co wydarzyło się trzy dni wcześniej i pomyślała o tamtym okropnym wieczorze z babką. Przypomniała sobie o każdym szarpnięciu i o palcach, które starucha uporczywie wczepiła w jej głowę. Lilian w tamtym momencie nie poruszyła się prawie wcale, choć drżała i płakała. Bała się, że kobieta mogłaby przypadkiem, albo i nie do końca przypadkiem, zrobić jej krzywdę nożyczkami.
Odruchowo uniosła dłoń do końcówek włosów, a spojrzenie spochmurniało. Przesunęła wzrok na Dolores, która jakby sama przyjęła do siebie komplement Maxa. Odezwała się, zanim Lilian zdążyła wydusić słowo:
—
Ładnie, prawda? Sama je skróciłam — pochwaliła się niezwykle dumnie.
Na te słowa Lilian tylko prychnęła pod nosem. Nie odezwała się ani słowem, bo poczuła, jak w gardle narosła jej niewyobrażalnie bolesna gula. Kiwnęła więc jedynie głową i jeszcze mocniej zacisnęła palce na tacy, aż zbielały opuszki. Następnie minęła babkę i Maxa i pośpiesznie wyszła na taras.
Chciała mu powiedzieć, że
porozmawiają na dworze, ale właściwie sama nie była pewna, o czym mieliby jeszcze
rozmawiać. Tamtego dnia zgodziła się z nim w milczeniu, że najlepiej będzie, jeśli oboje po prostu spróbują zapomnieć o całej sytuacji. A włosów i zachowania Dolores nie zamierzała nawet komentować, bo czuła, że każde słowo tylko pogorszyłoby jej i tak już kiepski nastrój. Mogła jedynie zapytać czy już całkowicie wyzdrowiał. Z drugiej strony Lilian łatwiej było zająć się obowiązkami, dlatego pośpiesznie i z wyraźną nerwowością rozdała owoce morza gościom. Potem — o zgrozo — wróciła do recepcji, aby oddać tacę.
—
Lilian, pokaż Maxowi dziurę w murze — odezwała się ponownie Dolores, a Lilian tylko westchnęła ciężko. Już po samej intonacji babki wiedziała, że nie będzie to nic dobrego. —
Wiesz którą — dodała Dolores tym swoim charakterystycznym, pretensjonalnym tonem, którego używała, aby kogoś upokorzyć. —
Tę, którą ostatnio wymknęłaś się z koleżaneczką. Trzeba ją załatać.
Odwróciła się przodem do Maxa, tak aby Dolores nie mogła dostrzec jej twarzy i tego, jak bardzo miała już dosyć jej zachowania.
—
Może pójdziemy od razu? — zapytała.
Max Korhonen