-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie pozostało mu nic innego, jak wziąć się w garść i przełknąć to, stawiając czoła nowym wyzwaniom. Nie miał pojęcia, jakie Eliana przed nim postawi, ale zamierzał sobie z nimi poradzić, dlatego kiedy proponując randkę usłyszał od niej, że ona wybierze miejsce, zgodził się w ciemno. Nie miał pojęcia, co wymyśli, ale chyba nie mogło być źle, prawda?
Jedyne, czego dowiedział się o dzisiejszych planach to to, że ma nie przychodzić w garniturze. Dostał też adres, ale nic mu on nie mówił po sprawdzeniu go. Nie było w okolicy nic, co pasowałoby szatynowi na randkę, dlatego nie potrafił odgadnąć zamiarów Broussard, co nieco go frustrowało, ponieważ nie miał pojęcia, na co się ma nastawić i czy czasem nie jest robiony w konia, ale nie miał innego wyjścia – musiał stawić się na miejscu i po prostu przekonać się, co z tego wyniknie.
Lance na miejsce dotarł chwilę przed czasem i wolny moment przed przyjściem brunetki wykorzystał jeszcze na rozejrzenie się po najbliższej okolicy w poszukiwaniu jakichś wskazówek. Doszedł do wniosku, że może w internecie nie było wszystkich informacji, dlatego sam musiał to sprawdzić, ale dalej nie potrafił niczego stąd połączyć randką, dlatego ostatecznie doszedł do wniosku, że albo Eliana wymyśliła coś bardzo niestandardowego, albo w tym miejscu jedynie się spotykali, a potem gdzieś mieli razem pójść… O cokolwiek chodziło, zaraz miało się to wyjaśnić, bo Broussard właśnie pojawiła się w zasięgu wzroku Cortlandta, który uśmiechnął się, ruszając w jej kierunku, bo nie było sensu, aby stał w miejscu jak kołek. Mógł wyjść jej naprzeciw.
– Cześć – rzucił na powitanie, po czym pocałował ją w policzek. Biorąc pod uwagę wciąż lekko napięte stosunki, doszedł do wniosku, że na więcej nie mógł sobie pozwolić. – Pokonałaś mnie. Miałem nadzieję, że jak tu przyjdę, to rozgryzę ciebie i twoje plany, ale nic z tego – przyznał rozbawiony, nawet będąc pod wrażeniem tego, że udało jej się rozegrać to tak, iż nie miał nawet cienia podejrzeń, co będą dziś robili.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A choć nie przyznała tego na głos, nie omieszkała też wytknąć mu jego błędów, kiedy nadarzyła się ku temu okazja. Nie ukrywała tego, że była na niego nie tyle zła, co raczej zwyczajnie rozczarowana jego postępowaniem. Nie chodziło jednak o to, że w ogóle się wycofał. Chodziło raczej o sposób, w jaki to zrobił - niczego jej wówczas nie mówiąc. Nie potrzebowała nawet wyjaśnień co do tego, co dokładnie między nimi nie zagrało, ale za to dobrą praktyką byłby sygnał, że jednak niczego od niej nie chciał.
Dzięki temu nie musiałaby zastanawiać się, co tak właściwie się stało.
Nie musiałaby się też pomylić, do czego według relacji bruneta doszło. Nie była co prawda w stu procentach przekonana do tego, czy na pewno powinna mu wierzyć, a jednak nie miała podstaw, aby upierać się przy swoim. Nie chciała też zresztą, ponieważ pomimo tego, co próbowała sobie udowodnić, w ciągu minionych tygodni naprawdę go polubiła i nie chciała rezygnować z tego, co jeszcze jakiś czas temu mieli.
Obiecała sobie jednak podejść do tej znajomości z nową dozą ostrożności, jednocześnie tworząc sobie okazje ku temu, aby czym prędzej przetestować, czy na pewno byli ze sobą k o m p a t y b i l n i. Właśnie dlatego poprosiła, aby to ona mogła zaplanować dzisiejsze wyjście i zamierzała zrobić to tak, aby sama mogła bawić się dobrze. Identycznej pewności nie miała co do Cortlandta, ale w ten sposób chciała sprawdzić, na ile był w stanie dać szansę temu, co lubiła ona. Jeśli dziś udowodni jej, że mógł bawić się z nią w takich okolicznościach, niewykluczone, że tym razem spojrzy na niego przychylniej.
— Cześć — odezwała się, kiedy Lance zamajaczył jej na horyzoncie. Nie protestowała, kiedy znalazł się bliżej i pozwoliła, aby musnął ustami jej policzek. Nie odsunęła się też jakoś szczególnie, kiedy już się wycofał. Z tej niewielkiej odległości pozwoliła sobie natomiast omieść jego sylwetkę spojrzeniem. — Widzisz? Jestem całkiem dobra w byciu tajemniczą — odparła, co nie było tak do końca prawdą. Mało tego, Eliana należała raczej do grona tych osób, z których zwykle dało się czytać jak z otwartej księgi. — Boisz się pobrudzić? — zapytała chwilę po tym, jak wymownie skinęła głową w odpowiednim kierunku, aby móc zaprowadzić go do miejsca, w którym mieli się dzisiaj b a w i ć. To, na szczęście, znajdowało się całkiem blisko.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miał jednak nadzieję, że to nie potrwa długo i uda mu się przekonać do siebie Elianę. Liczył na to, że zauważy, iż nie miał złych intencji – bo tym razem naprawdę ich nie miał (!) – i da ich relacji realną szansę, bez wątpliwości i podejrzeń, które teraz były obecne i które na razie Lance mógł przełknąć.
Podobnie jak zamierzał poradzić sobie ze stawianymi przed nim wyzwaniami, bo tak, spodziewał się tego, że nawet dzisiejsza randka może nim być. Kiedy Broussard od razu podkreśliła, że ona chce wybrać miejsce, zwęszył w tym podstęp, ale nie zostało mu nic innego, jak zgodzić się i stawić czoła temu, co dla nich przygotuje. Przygotował się na to, że może to być coś, co sprawi mu trudność, ponieważ sprawdziwszy, że w pobliżu nie było żadnych knajp, kin czy teatrów, założył, że to będzie coś innego… bardziej nietypowego. Dalej jednak nie wiedział, co mogła wykombinować.
Ale na szczęście nie okazało się, że nie był to numer i nie wystawiła go. Choć tą jedną rzecz z listy swoich obaw mógł wykreślić. – Kompletnie niespodziewane – rzucił z nutką złośliwości w głosie, po czym uśmiechnął się łobuzersko i poruszył zaczepnie brwiami. Droczył się z nią w przyjazny sposób, nie mając nic złego na myśli. Oboje jednak wiedzieli, że Eliana rzeczywiście nie należała do osób tajemniczych. Była na to zbyt szczera i otwarta, co było kolejną rzeczą, która niespodziewanie mu się w niej spodobała. Było w tym coś przyciągającego. Być może jej autentyczność w tym przemawiała do niego, bo był przyzwyczajony do tego, że ludzie wokół przez cały czas udawali. Szczególnie jego rodzina… Eliana była inna, a to mogło mu się podobać, skoro przy swojej rodzinie nie czuł się nigdy dobrze.
– W jaki sposób? – zapytał, idąc w wyznaczonym przez nią kierunku i spoglądając na nią podejrzliwie. Lekko udało jej się go zaniepokoić, bo nie miał pojęcia, co mogła mieć na myśli. Ale jego obawa mogła dość wymownie pokazać, że nie należał do mężczyzn, którzy lubili brudzić sobie ręce. Ale wyjątkowo też mógł dać temu szansę, skoro jej na tym zależało… Tak myślał, ale jeszcze musiał się upewnić, co chodziło jej po głowie.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie opierała mu się jednak w nieskończoność. Wystarczyło, iż pokazał jej, że mogło zależeć mu na tym, aby ją poznać, żeby stopniowo zacząć mu na to pozwalać. Była ostrożna, jednak wynikało to nie tylko z wątpliwości względem jego intencji, ale również z tego, iż zwykle bywała w takich relacjach dość zachowawcza.
Wychodziła z założenia, że im więcej kobieta dawała od siebie od razu, tym mniej dostawała w zamian.
Szkoda tylko, że to w ogóle jej się nie opłaciło, bo kiedy tylko rzeczywiście się zaangażowała, Lance zniknął z jej radaru. Zamilkł dokładnie tak, jak spodziewała się tego na samym początku, przez co złościła się na siebie, ponieważ wydawało jej się, że mogła to przewidzieć. On jednak postanowił to w y j a ś n i ć, a Eliana nie wiedziała już, w co powinna wierzyć.
Uznała jednak, że da mu kredyt zaufania. Nie nadmierny, ponieważ nie zamierzała rzucić się na głęboką wodę i od razu wrócić do tego, co łączyło ich jeszcze przed kilkoma tygodniami, ale jednocześnie nie próbowała też na siłę go odpychać. Dzisiejsze wyjście miało natomiast stanowić okazję ku temu, aby oboje przekonali się, czy coś rzeczywiście może ich połączyć.
Zmrużyła lekko oczy i spojrzała na Cortlandta tak, jakby jego słowa nie przypadły jej do gustu. Przez jej grymas przebijał się jednak łagodny uśmiech, co sugerowało, że nie zamierzała się przez to obruszać. Zresztą, wiedziała przecież, jak było. Z tajemniczością nigdy szczególnie się nie lubiła. — W trochę wymagający i taki, który niezbyt łatwo się zmywa, ale nie musisz się martwić, wciśniesz się najpierw w gustowny fartuszek — odparła, nie zamierzając od razu zdradzać mu wszystkich szczegółów, ponieważ odrobinę bawiła ją ta konsternacja, która wymalowała się teraz na jego twarzy.
Wiedziała też, że był porządnicki, zatem gliniany bałagan niekoniecznie musiał wpisywać się w jego gusta. Była ciekawa tego, jak Lance sprosta wyzwaniu, choć z drugiej strony nie chciała też, aby źle się przy niej bawił. Gdyby to dostrzegła, pewnie prędko odpuściłaby ten pomysł. — Chyba nie pękasz? — zapytała zaczepnie na krótko przed tym, jak skręciła w boczną uliczkę. Wtedy też trafili już na miejsce, a Eliana nie zwlekała z otwarciem odpowiednich drzwi i wprowadzeniem Lance’a do środka. Szyld na zewnątrz nie mówił wiele, ale gdy tylko przekroczyli próg, powinien połapać się, po co się tu znaleźli.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale wierzył, że może je odbudować, dlatego nie poddał się, co w jego wykonaniu było sporą sztuką, biorąc pod uwagę to, że dotąd nie lubił za bardzo zawracać sobie głowy związkowymi sprawami i jak robiło się niewygodnie lub oczekiwano do niego zbyt wiele, to sobie odpuszczał. Ale nie tym razem. Zawziął się i starał udowodnić szatynce, że nie miał złych intencji, bo tym razem rzeczywiście ich nie posiadał i podchodził do niej na poważnie.
Lekko zmrużył oczy, słuchając o planach, które dla nich przygotowała i z których nic sensownego Lance nie umiał stworzyć we własnej głowie. – Brzmi jakbyśmy mieli coś gotować – skomentował bez przekonania, ponieważ nie był pewny, czy wysnuł dobrą teorię. Niby istnieją różne warsztaty gotowania, ale jakoś nie był pewny, czy Eliana postawiłaby na coś takiego, planując dla nich randkę.
Ale co innego brudzącego, z fartuszkami, mogłaby wykombinować? O tym najwyraźniej miał przekonać się na miejscu, dlatego bez marudzenia dalej szedł z nią do miejsca docelowego i gdy się przed nim znaleźli, Cortlandt wyraźnie próbował wywnioskować coś już na zewnątrz, ale brak komentarza jasno pokazał, że nie miał pojęcia, czego się spodziewać.
Rzeczywiście dopiero po wejściu do środka zrozumiał, o co chodziło. I gdy to sobie uświadomił, popatrzył na Elianę. – Będzie jak w Uwierz w ducha? – zapytał, a na jego twarz wkradł się zadziorny uśmiech. Czy pomysł Eliany go zachwycił? Nie było to coś, co sam by wybrał, bo nie lubił takiego brudzenia się, a do tworzenia sztuki zupełnie się nie nadawał, ale… Rozumiał, że testowała go, a przy okazji chciała mu pokazać coś, co jej się podobało, dlatego postanowił to przełknąć i nie kręcić nosem. W końcu nic nie powinno mu się stać, jeśli na chwilę wyjdzie ze swojej strefy komfortu, prawda? Nawet jeśli miał wrażenie, że do garncarstwa kompletnie się nie nadawał.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie mógł traktować jej na poważnie, na pewno nie na początku, dlatego zupełnie nie rozumiała, czemu aż tak bardzo obstawał przy tym, aby dała tej znajomości szansę. Przez jej umysł przemknęła myśl o tym, że mógł próbować sobie coś udowodnić, a jednak nawet przez sekundę nie pomyślała o tym, iż jednocześnie mógłby chcieć udowodnić coś także swojemu najlepszemu przyjacielowi.
Najwyraźniej w ogóle go nie doceniła.
Odczuła natomiast to, jak nagle zapadł się pod ziemię po tym, kiedy mu się oddała. Skłamałaby mówiąc, że jej to nie zabolało, ale zdołała już polubić go do tego stopnia, iż skłonna była ugiąć się pod własną naiwnością. Chciała uwierzyć, że mówił prawdę i rzeczywiście nie wystawił jej dlatego, że mu się znudziła.
Skoro dziś byli tutaj, może wcale nie była to nieprawda?
— Gdybyśmy mieli gotować nie wystarczyłoby, żebym zaprosiła cię do… ciebie? — zapytała po chwili zastanowienia, w ten sposób wyznaczając zresztą kolejną granicę. Nie zrobiła tego wcześniej i teraz również zbyt prędko nie zamierzała zaprosić go do swojego mieszkania. Był to element zasad, które postawiła przed sobą, kiedy ich sytuacja się s k o m p l i k o w a ł a.
A skoro nie zamierzała zapraszać go do siebie, mogła przynajmniej wyciągnąć go do miejsca, w którym mieli bawić się dobrze. I najwyraźniej Lance też planował, skoro od razu zaczął się zgrywać. Gdy usłyszała jego komentarz, Eliana obejrzała się przez ramię i uśmiechnęła się łagodnie. — Zdajesz sobie sprawę z tego, że zabrakło tam szczęśliwego zakończenia? — zapytała, unosząc ku górze jedną brew.
Na chwilę musiała zapomnieć o dalszej rozmowie, aby zatrzymać się przy kontuarze. Miała to szczęście, że znała właścicielkę, a ta nie miała nic przeciwko temu, aby zrobić jej przysługę. Podczas z a j ę ć mieli mieć czas tylko dla siebie, więc kiedy Eliana została pokierowana do właściwego pomieszczenia, otworzyła drzwi i wykonała przy nich zapraszający gest dłonią. — Żółtodzioby przodem — odezwała się, a na jej ustach wymalował się szeroki uśmiech. Dało się zauważyć, że sprawiało jej to sporo frajdy.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Po spędzonym z nią czasie i wszystkim tym, co razem przeżyli, obudził się w nim ogrom sympatii do niej. Nie miał pojęcia jak i dlaczego, ale obdarzył Broussard uczuciami, których dotychczas nie czuł. Na miłość było za wcześnie, ale było to coś na tyle głębokiego, żeby chciał o to zawalczyć, nawet jeśli kłóciło się to ze wszystkim, co dotychczas wyznawał i było dla niego kompletnie nowe.
Bo prawda jest taka, że jeszcze nigdy czegoś takiego nie czuł, a przez to jeszcze nie do końca to rozumiał.
– Och, to teraz muszę być do siebie zapraszany? – zapytał przekornie, a na jego twarz wkradł się zadziorny uśmiech. Zwrócił uwagę na to, że Eliana wzbraniała się przed zapraszaniem go na siebie. Właściwie to zauważył to już wcześniej, ale teraz najdobitniej dała mu do zrozumienia, że nie chce go u siebie, co nieprzyjemnie było usłyszeć, ale to kolejna rzecz, którą musiał przełknąć, mając nadzieję, że Broussard w końcu mu zaufa i się na niego otworzy.
Garncarstwo nie było dla niego, ale postanowił dać temu szansę dla niej, skoro to ona go tutaj zaprosiła. – Naprawdę? Nigdy nie widziałem tego filmu – wzruszył ramionami, nie kłamiąc. Kojarzył tę jedną scenę, o której chyba wszyscy słyszeli, ale nigdy nie miał okazji obejrzeć tego filmu w całości, dlatego nie miał o tym pojęcia.
Czekając, aż Eliana wszystko załatwi, Lance stał kawałek za nią i rozglądał się, aby czymś się w tym czasie zająć. Nie minęło jednak wiele czasu, a oni mogli udać się do pomieszczenia, gdzie miały odbyć się zajęcia. – To teraz tak się mówi do swoich uczniów? – omiótł brunetkę spojrzeniem i uniósł kącik ust, mijając ją w drzwiach. Nie przeszkadzało mu to, że mówiła do niego w ten sposób. Bawili się, więc nie miał powodów, by się oburzać.
Wbrew pozorom Lance nie miał kija w tyłku.
Kiedy przekroczył próg pomieszczenia, przystanął, czekając na dalsze instrukcje, bo nie miał pojęcia, od czego zacząć. Eliana go tu sprowadziła i jako bardziej doświadczona, musiała się nim teraz zająć. A Cortlandtowi nie pozostało nic innego, jak zdać się na nią, mając nadzieję, że nie wykorzysta przeciwko niemu tego, że był ż ó ł t o d z i o b e m.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie czuła też silnej potrzeby naprowadzania złego chłopca na właściwą drogę. Nie marzyła o tego rodzaju uczuciu, a kiedy na jej drodze pojawił się Lance, prawdę powiedziawszy w ogóle nie myślała o związkach. Było jej dobrze tak, jak było, a mimo to pozwoliła, aby szatyn wkradł się do jej życia i sprawił, że go polubiła.
Zrobił to tak skutecznie, że teraz ciężko byłoby jej się wycofać.
Niezależnie więc od oporów, jakie jeszcze mu stawiała, Lance najbardziej powinien skupić się właśnie na tym, że Eliana mimo wszystko była tutaj z nim. Chciała dać temu jeszcze jedną szansę i przekonać się, czy to, co ich łączyło, rzeczywiście było prawdziwe. On natomiast musiał pomóc jej rozwiać wątpliwości co do tego, czy traktował ją p o w a ż n i e.
— Może? — odparła, odrobinę się z nim drocząc. Nie była to raczej opcja, z której realnie zamierzała skorzystać, ponieważ w jej gestii mogło co najwyżej leżeć zaproszenie go do siebie, jednak do tego potrzebowała jeszcze trochę czasu. Wciąż nie stała w tej relacji na tak twardym gruncie, aby uznać to za właściwy krok, dlatego tak bardzo się wzbraniała.
I chyba powinna zacząć bardziej, skoro Lance najwyraźniej omijał takie klasyki, jak Uwierz w Ducha. Jedna z brwi Eliany powędrowała wówczas ku górze, a sam wyraz jej twarzy zdradzał, że za sprawą tego wyznania trochę w niego zwątpiła. — Koniecznie powinieneś go nadrobić — zawyrokowała, a później na moment wydęła usta, najwyraźniej nad czymś się zastanawiając. — W piątek. O ile dzisiaj się spiszesz — stwierdziła, po czym ruszyła w głąb pomieszczenia. Zaraz też zamierzała udowodnić, że nie kłamała, kiedy wcześniej opowiadała mu o tym, jak będą spędzać dzisiejszą r a n d k ę.
Chwyciła za jeden z mało pociągających fartuszków, który na jednym palcu uniosła wyżej. W wymowny sposób spojrzała wówczas na Cortlandta, nie odmawiając sobie również tego, aby zaczepnie poruszyć brwiami. — Może ulepimy tobie i temu twojemu marudnemu koledze pasujące plakietki na biurko? — zażartowała, czekając na to, aż Lance do niej podejdzie. Mogła trzymać go na dystans, ale najwyraźniej nie zamierzała odmawiać sobie przyjemności, która miała wiązać się z tym, że to jej dłonie pomogą mu w ubraniu tego fartucha.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na razie jednak jego obawy nie wzięły nad nim góry i z niczego nie planował się wycofać, co było dobrym sygnałem. I bardzo niecodziennym w jego przypadku, ale najwyraźniej naprawdę polubił Elianę i traktował ją teraz poważnie, odcinając się od tego, na co wcześniej umówił się z przyjacielem. To już nie miało dla niego znaczenia.
Mimowolnie kącik jego ust uniósł się, gdy usłyszał jej odpowiedź. A nie chciał okazywać rozbawienia, jeszcze nie, bo najwyraźniej jeszcze przez chwilę chciał poudawać, że rozmawiali teraz na poważnie. – Ciekawe. Na coś jeszcze potrzebuję zgodę? – zapytał, po czym omiótł brunetkę uważnym spojrzeniem. Przekomarzał się z nią dalej, będąc po prostu ciekawym, co jeszcze wymyśli. Może to mu się później jakoś przyda?
Od razu wyczuł, że najwyraźniej swoją deklaracją podpadł. I widząc to, na chwile uciekł spojrzeniem w bok, jakby próbował udawać, że nie ma pojęcia, o co chodzi. – Czyli jesteśmy umówieni – to już powiedział z pełnym przekonaniem, a charakterystyczna dla niego pewność siebie znów od niego biła. Lance naprawdę był przekonany o tym, że sprawa była prosta, a dogadanie kolejnej randki to już zwykła formalność.
Cortlandt naprawdę chciał dopiąć swego i zaangażować się, jednocześnie przekonując Broussard do tego, że sama również powinna ponownie się zaangażować, zamiast się wycofywać. Nie chciał, żeby to wszystko już się skończyło.
Popatrzył na nią z politowaniem, gdy zobaczył, co trzymała w ręce. Fartuszek zupełnie gryzł się z jego zmysłem estetycznym, ale… Tu chyba nie miał co wybrzydzać, dlatego westchnął głośno, pokonując dzielący ich dystans. – A miałem nadzieję, że zrobisz dla mnie kubek z napisem najseksowniejszy prawnik w mieście – poruszył zaczepnie brwiami, uśmiechając się do niej. Żadna okazja nie była zła na to, aby być łasym na komplementy.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Teoretycznie Cortlandt zmienił swoje nastawienie i przekonał ją do tego, aby dała mu kolejną szansę, ale mimo to nie wiedziała, czego d o k ł a d n i e od niej oczekiwał.
Planowała jednak dać sobie nieco czasu na to, aby to rozgryźć. Musiała zresztą skupić się także na własnych pragnieniach, które w ostatnim czasie nieco maskowały się pod naciskiem wątpliwości. Tym jednak nie chciała dać za wygraną, co najwyraźniej nie było też wcale takie trudne, skoro dziś była tutaj z nim. I chyba nie bawiła się tak znów najgorzej, skoro niemal od samego początku na jej twarzy gościł uśmiech.
Nie mogła przecież popsuć wszystkiego przez bezsensowne fochy.
Uniosła jedną brew ku górze i omiotła jego twarz spojrzeniem, jak gdyby w ten sposób chciała ocenić, na ile poważne było jego pytanie. Zanim jednak doszła do jakiegokolwiek wniosku, nieznacznie wzruszyła ramieniem. — To zależy… Coś konkretnego chodzi ci po głowie? — zapytała, lekko przechylając przy tym własną. Istniał przecież cały ogrom rzeczy, na które mógł potrzebować zgody, a jednak część z nich bynajmniej nie była ważna.
Cortlandt zresztą całkiem szybko udowodnił, że on sam wieloma rzeczami się nie przejmował. Kiedy znów odpowiedział jej z tą typową dla siebie pewnością, Eliana nieznacznie pokręciła głową. — Jak ty to robisz? — zapytała, ponieważ tym zaskakiwał ją za każdym razem. Trochę mu zresztą tego zazdrościła, ponieważ przez swój sposób bycia Lance sprawiał wrażenie kogoś, komu wszystko przychodziło z łatwością. Broussard zaś pewnością siebie wykazywała się wyłącznie na kilku płaszczyznach, a i to nie było wcale aż tak wyraźne.
Zresztą, czy nie dało się tego po niej zauważyć?
Prędko odpłaciła mu pięknym za nadobne, bo kiedy usłyszała jego pytanie, Eliana również spojrzała na niego z politowaniem. Zaraz też przełożyła mu górną część fartucha przez głowę, a sznurek znajdujący się na wysokości pasa postanowiła zawiązać w dość nietypowy sposób. Nie podążyła bowiem za bruneta, tylko objęła go w pasie, w ten sposób t r u d z ą c się z wiązaniem.
Lance Cortlandt