ODPOWIEDZ
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
She loved like a storm. Loud, messy, and destructive enough to ruin everything around her, including herself.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

🎀⋆𝑩𝐅𝐅⋆🎀

Nienawidziła samej siebie.
Powód był jeden i wszystkim dość dobrze znany. Nie powinna pozwalać sobie na jakąkolwiek bliskość z Williamem. Jakiekolwiek myśli schodziły na dalszy plan, nawet w pracy zastanawiała się, jaką sprawę on prowadzi. Wszystko krążyło dookoła niego, a ślub z przyjacielem był jedną, wielką, czerwoną flagą. Zdawała sobie sprawę.
Powinna się wyleczyć.
Jak miałaby to zrobić bez przyjaciółki? Dobre słowa, pocieszenie i może szansa na zrozumienie. Ich relacja była przedziwna. Nikt nie rozumiał jej za to tak dobrze jak Adeline. Nie pamiętała, kiedy ostatnio widziały się na aktualizacji ich statusu. Potrzebowały chwili dla siebie. Tyle że nawet tego Kovalski nie posiadała. Powrót do Toronto łączył się z powrotem do pracy, ciągłymi sprawami, telefonami. Męczyło ją to.
Dlatego spotkały się właśnie tu. W parku dla psów, gdzie dwie chmurki biegały, wesoło merdając ogonkami. Na sam widok przyjaciółki uśmiechnęła się szeroko i niemalże od razu przytuliła ją na przywitanie. Zresztą nie tylko ona. Psiaki stęskniły się za ciocią Ade.
Wiem, że stypa, bo z psami — w końcu mogły spotkać się u niej w domu, pubie, klubie. Gdziekolwiek, gdzie alkohol lałby się litrami, a nie piździłoby tak mocno — ale mam dla nas coś na wzmocnienie — uśmiechnęła się zadziornie, a z torebki wyjęła zestaw startowy. Kolorową wódkę oraz piwko. Tak powinno zaczynać się dobrą zabawę — proszę — przekazała szklaną buteleczkę rudej, a sama odkręciła ją i upiła sporego łyka. Idealne. Jeszcze dźwięk otwieranego piwa. Finalnie znajdowała się w dobrym miejscu.
Opowiadaj, co u Ciebie, bo jak zacznę... — zmarszczyła przez moment czoło — to się zesrasz — sama by się zesrała, gdyby ktokolwiek opowiadałby jej o Williamie Patelu. Był ewenementem. To musiała mu przyznać szczerze bez bicia. Chociaż z jakiegoś powodu podbił jej serce.
Albo przynajmniej wypierdolisz mnie do innego miasta — o, tego też się obawiała — bo jestem idiotką — jak inaczej można nazwać zakochanie się w mężczyźnie, który nie był w stanie obiecać wierności? Debilizm.
27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

006
Ade brakowało przyjaciółki. Sama była ostatnio za bardzo zajęta własnym projektem, przez który spędziła weekend w kuchni tak, jak miała to w swoim zwyczaju, kiedy coś ją gryzło. Tym razem powodem pieczenia masowej ilości ciasta klementynkowego była nie tylko możliwość przyszłego awansu, przed którym się stresowała, ale też niespodziewane spotkanie z przeszłością. I to nie byle jakiej przeszłości, a przybierającej formę pewnego blondyna, od którego odcięła się wraz z wypadkiem.
Teraz rozumiała, jak ogromny wtedy był to błąd. I jednocześnie nie spodziewała się, że jego ponowne pojawienie się w życiu rudowłosej stanie się… trwałe. Bo mimo szumu w głowie spowodowanym mieszaniną wina i whisky nadal pamiętała złożoną przez niego obietnicę.
Idąc przez park cały tamten wieczór wydawał jej się coraz mniej realny. Widok Lotte momentalnie przywołał na jej twarzy szeroki uśmiech. Przytuliła się do niej na powitanie, żeby po chwili kucnąć przy kochanych białych kuleczkach. Czy psy nie były lekiem na całe zło?
Borze zielony, czytasz mi w myślach - oczy jej się zaświeciły, gdy tylko zobaczyła dobrze jej znany zestaw, po który bez namysłu wyciągnęła ręce z równie łobuzerskim uśmieszkiem. — I to już nie jest stypa, tylko dobry beforek - dodała, zanim pociągnęła spory łyk kolorowej wódki, którą zaraz popiła piwem. Wtedy przypomniała sobie jeszcze o jednym. — Ja za to mam coś na zagrychę - przebiegły uśmiech wstąpił na jej twarz, kiedy ze swojej torebki wyciągnęła plastikowe pudełko ze słodką zawartością, które otworzyła, ukazując nic innego, jak swoje słynne ciasto. - Nie myśl sobie, że o Tobie zapomniałam - poczęstowała przyjaciółkę, sama biorąc kawałek. Będzie je jadła jeszcze przez tydzień, ale nie zamierzała sobie żałować.
Na następne słowa Charlotte rudowłosa spojrzała na nią, najpierw unosząc brwi w wyraźnym zaskoczeniu, które zaraz ustąpiło miejsca ogromnemu zaciekawieniu.
O kurwa, po takim wstępie stwierdzam, że musi być grubo, więc dajesz - ruchem dłoni wskazała, by się nie krępowała, po czym upiła kolejny łyk piwa. To musiało być dobre.

Charlotte Kovalski
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
She loved like a storm. Loud, messy, and destructive enough to ruin everything around her, including herself.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

🎀⋆𝑩𝐅𝐅⋆🎀

Wystarczyło, by zobaczyła przyjaciółkę, a na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech. Adeline była dla niej jak pies, lekiem na każde zło świata. W życiu Lotte przechodził prawdziwy huragan, a kto byłby w stanie lepiej ją z niego otrząsnąć niż prawdziwa przyjaciółka? Zasadniczo znały się praktycznie od dzieciństwa, to dzięki niej trzymała się w garści, w każdym trudnym momencie życia.
Ktoś musi to zrobić, honey — wiecznie przygotowana, często miała wszystko zaplanowane na ostatni guziczek, nic dziwnego, że miała przy sobie małpki oraz piwsko. Na trudne sprawy alkohol nadawał się idealnie jako wygłuszasz myśli — i co potem? Polecimy w kluby? — odprowadzenie psów po zabawie było w punkt. Podobnie jak melanż. Zagłuszenie wątpliwości oraz emocji związanych z Williamem powoli przypominało obowiązek, którego chciała dopełnić.
Jezu, kocham Cię — aż dała jej od razu buziaka w policzek, a sama uśmiechnęła się szeroko. Zgarnęła szybko ciasteczko, gryząc kawałek i zdążyła się rozpłynąć — mmm... tego właśnie potrzebowałam— wymruczała zadowolona. Pieski krążyły cały czas gdzieś obok, szczekając raz na jakiś czas, by zwrócić na siebie uwagę. Trzeba było rzucać im piłeczkę, bo dranie nie dałyby nawet momentu na odpoczynek.
Miała być pierwsza. Sama poczuła delikatny stresik. Osąd przyjaciółki mógł wiele jej powiedzieć. Denerwowała się, ale czas na niekończącą się opowieść. Wzięła piwo, wypijając z butelki kilka solidnych łyków.
Pamiętasz tego wkurwiającego sąsiada? — musiała pamiętać. Charlotte na niego narzekała, odkąd zamieszkała na przeciwko niego — od Sylwestra cały czas się na niego natykałam i... — westchnęła ciężko. Wiele słów mogłaby powiedzieć, a żadne z nich nie byłoby odpowiednio dobre — nawet dobrze się przy nim bawiła — w końcu całowali się, imprezowali, tylko później przyszła nieustanna faza unikania się nawzajem — ale potem się pokłóciliśmy, a on został adwokatem mojego ojca przy rozwodzie — tym samym pozbawił jej matkę jakiegokolwiek majątku — wtedy już pokłóciliśmy się na amen... — bała się wychodzić z własnego mieszkania, tylko byle się na niego nie natknąć. Potrzebowała przerwy i dlatego wyjechała.
I jak wiesz, wyjechałam na wakacje — aż zaśmiała się gorzko. Wyjechała, uciekając od niego, a to właśnie z nim się tam spotkała — on zrobił to samo i spotkaliśmy się na La Palmie z daleka od innych. Uratował mnie od mężczyzn, którzy próbowali mnie zgwałcić — William został jej bohaterem, na nowo zyskał jej zaufanie, ale też sympatię — bawiliśmy się całkiem dobrze, wręcz zajebiście — zwiedzanie razem wyspy, oglądanie gwiazd, a przede wszystkim jego głębokie, ciemne tęczówki zapadły jej w pamięć — i chyba się w nim zakochałam — powiedziała całkiem poważnie. Rzadko kiedy rzucała deklaracjami, nawet przy najbliższych, a tu musiała. William potrafił stworzyć w jej głowie prawdziwy mętlik, którego nie potrafiła uporządkować — ale on nie był w stanie obiecać mi wierności... Pocałował na moich oczach inną laskę — i mimo że się pogodzili, to dalej miała mu to za złe. Ani razu nie rzucili wobec siebie żadnych deklaracji — pokłóciliśmy się, ale znowu pogodziliśmy — niekończąca się spirala — ostatni dzień spędziliśmy w łóżku i... — głos się załamał, zadrżał. Przymknęła na moment oczy, biorąc głęboki oddech — wiesz co, ja chyba naprawdę go kocham... — i to w tym wszystkim było najgorsze. Był dla niej niebezpieczny, nie dałby jej stabilizacji, ale równocześnie ten sam chaos pokochała całą sobą.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Coronation Dog Park”