Uśmiechnęła się szeroko, widząc jak rozbawiła go przedstawiona chwilę wcześniej parodia zachowania nauczycielki. Jakby nie patrzeć, właśnie taki efekt chciała osiągnąć, więc punkt dla niej.
— Możliwe. Byłam w końcu całkiem niezłym obserwatorem. Ale nie martw się, o żadnych kompromitujących sytuacjach raczej nie mam w zwyczaju plotkować, więc wszystkie twoje sekrety są ze mną bezpieczne. — Puściła mu oczko niby zaczepnie, ale w tym wszystkim było coś na wzór drugiego dna. Przyglądała mu się uważnie, ale nie aż nazbyt nachalnie, tak jakby próbowała go przejrzeć i upewnić się czy czasem jednak wieczorami nie zakłada skórzanych spodni i nie tańczy ku uciesze podjaranych jego przystojną buźką kobiet. Bo może nie zdawał sobie z tego sprawy, ale w liceum miał grono swoich wielbicielek. Kilka uczennic wzdychało do niego ukradkiem, niemalże mdlejąc, gdy tylko spojrzał na nie na korytarzu. Te same, którym nogi się trzęsły, gdy nieśmiało prosiły czy mógłby sprawdzić ich zadanie domowe zanim trafiłoby pod ostrzał czerwonego długopisu Johnson. Cóż, przynajmniej miały więcej taktu niż inne
dziunie oferujące otwarcie Dantemu seks, nawet wtedy, gdy ten już spotykał się z Elsą.
— Złota rączka? W sumie… pasuje to do ciebie. W liceum co prawda poprawiałeś błędy w moich pracach, więc można powiedzieć, że zaliczyłeś jakąś ewolucję. — Parsknela cichym śmiechem. Norweżka raczej nie miała problemów z pracami stylistycznymi, ale kiedy jakiś akapit brzmiał bardziej jak sprawozdanie z doświadczenia fizycznego to oczywiście, że uniżenie prosiła Maxa o pomoc.
— Ale wiesz, że jedno nie wyklucza drugiego? Na wieczory panieńskie kobiety często zatrudniają tancerzy w stroju hydraulika czy elektryka, więc czemu by nie połączyć tych dwóch profesji? — I znów się zaśmiała na swój spontaniczny aczkolwiek chyba nie taki głupi pomysł. Ludzie sobie dorabiali na różne sposoby i to nie w jej gestii było ocenianie ich wyborów. Zresztą, póki nikt nikomu nie robił krzywdy to jej to totalnie nie przeszkadzało. Sama nie była jakąś ostoją moralności, więc tym bardziej nie podejmowała się jakichś osądów.
Poprawiła smycz na nadgarstku, kiedy ruszyli ścieżką. Jej pies natychmiast wystrzelił do przodu, jakby właśnie dostał misję życia polegającą na obwąchaniu absolutnie każdego źdźbła trawy w okolicy. A niby taka była z niej dama…
— Jako mała dziewczynka chciałam być balsamistą zwłok… ale okazało się, że hemofobia trochę to utrudnia. Jednak szybko odkryłam, że lubię zajmować się włosami i wychodzi mi to całkiem nieźle. I chyba coś w tym jest, bo przecież przez te wszystkie moje eksperymenty w liceum to już dawno powinnam być łysa. — Mimowolnie wzruszyła ramionami. Cóż, dosyć regularnie zmieniała kolor włosów, a każdego dnia przychodziła do szkoły w praktycznie innym upięciu. Nie wszystkim pasowało to, że Eriksenówna aż tak zwracała na siebie uwagę, głównie chłopców, ale… tym akurat ona się nie przejmowała. W końcu skupiała się przede wszystkim na nauce, romanse były totalnie poza jej punktem zainteresowań. No… dopóki nie pojawił się Dante.
— A jak tam twoja prywata? Jakaś żona? Mąż? Dzieci? — zagadała, zerkając w jego stronę. Cóż, mieli w końcu prawie trzy dychy na karku, więc nie byłoby nic dziwnego, gdyby się ustatkował i założył rodzinę. Za chwilę jednak zatrzymała się, spoglądając z wyraźnym zainteresowaniem w stronę wody.
— Też to widzisz? Tam na środku jeziorka… to… to szop? — Zmarszczyła brwi, wyciągając z torebki telefon i włączając w nim aparat i zbliżając obraz, aby poznać tożsamość tej dziwnej ciemnej plamy. Początkowo myślała, że to może gałąź, potem, że kaczka, ale ruch był zbyt zamaszysty.
Tak. Szop. Topił się.
— Cholera, jak on się tam znalazł?! Potrzymaj proszę — powiedziała nerwowo, podając mu szybko smycz, do której przypięta była jej mała shorkie, a sama zaczęła ściągać z siebie ubrania. Woda wyglądała paskudnie zimno, ale nie miała wyjścia. Została jedynie w bieliźnie i po chwili wbiegła do jeziora, pozwalając, aby jego chłód objął ją z każdej strony. Normalnie przed podjęciem jakichś decyzji to kalkulowała wszystko, wypisywała w głowie każdy plus i każdy minus, ale jeśli chodziło o życie zwierzątek to działa instynktownie. A jej instynkt podpowiadał, że musiała jak najszybciej pomóc temu biednemu szopowi.
Dobrze pływała. W liceum należała do drużyny pływackiej i do dziś regularnie trenowała na miejskim basenie, więc przy biednym topielcu znalazła się dosyć szybko. Od razu go złapała i uniosła do góry, aby mógł spokojnie złapałam powietrze.
— Mam go!
Max Korhonen