24 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A ty co, przepraszam, dwa buchy i głuchy?
Spojrzał na nią zaskoczony.
Zamrugał nawet kilka razy. Ale to nawet nie dlatego, że nie rozumiał, co ona do niego powiedziała, a bo chyba jego mózg zastanawiał się, czy ten tekst finalnie bawił, czy może jednak bardziej oburzał. I zaraz okazało się, że jednak to pierwsze, bo Miller buchnął gromkim śmiechem, patrząc na nią z takim rozbawieniem, że aż mu łezka z lewego oka poszła. I tak, tak, wcale to nie był szczyt komizmu Caldwell, jednak jego rozbawiło. Do tego stopnia, że gdzieś pomiędzy brechtem a czknięciem, postanowił jej nawet odpowiedzieć.
A ty co, przepraszam, nawet nie czujesz, jak rymujesz? — spojrzał na nią wymownie. — Sarkazm produkujesz i jak dziki skurwysyn balujesz — sam spróbował, ale wyszło mu… źle. Tragicznie nawet można by rzec. Całe szczęście, że spalili gibona, to może Caldwell chociaż trochę doceni jego wielki wysiłek.
Tak jak on docenił to, że nie chciała mu powiedzieć swojego sekretu, który razem mieli zabrać do grobu. Tak docenił, że aż się na nią obraził. Skrzyżował ręce na piersi i na moment odwrócił wzrok dla podkreślenia dramaturgii. I może kilka długich sekund byłby na nią zły, tylko Indie znowu rymowała… i znowu go bawiła, więc chichocząc pod nosem, spojrzał na nią wymownie.
Myślisz, że to zioło było jakieś lewe? — spytał całkiem poważnie, ewidentnie się nad czymś zastanawiając. — Że teraz już będziesz rymować dopóki nie zejdzie ci faza? — mogło tak być, on nie miałby absolutnie nic przeciwko. Musiał przyznać, ze było to wyjątkowo urocze. Jej kreatywność. W ogóle wszystko, co robiła Indie było fajne. A może to już od zioła mu tak odbijało? To że patrzył na nią jakoś inaczej. Już miał to nawet powiedzieć na głos, że chyba na niego towar zadziałał inaczej, ale wtedy wyznała mu w końcu swój sekret. Spojrzał na nią podejrzliwie.
Nie wiem co jest bardziej pojebane: to że chodzisz i rozdajesz udawane numery, czy może jednak fakt, że znasz numer do randomowego subwaya w Vancouver na pamięć — pokręcił głową z niedowierzaniem, ale chyba jednak to drugie. Nie no, zdecydowanie to drugie. Lucas za nic nie miał pamięci do cyfr. Czasami ledwo pamiętał własny numer, a co dopiero do przypadkowych knajp. — A często pytają się ciebie o numer? — zmienił nagle ton, spoglądając na nią już o wiele bardziej intensywnie. Była śliczna, to normalne, że mogła mieć branie, ale… jakoś wcześniej o tym nie myślał. Teraz jednak pojedyncza taka myśl, sprawiła, że coś ukuło go gdzieś w podbrzuszu.
Całe szczęście Indie zawodowo zmieniła temat, pierwsze na dziewczynkę, której ukradł hajs (swoją drogą ciekawe skąd wiedziała), a zaraz potem na widok, który faktycznie był piękny.
No przecież widze, babo!! — trącił ją ramieniem. — Ja się bujam, bo ja po prostu dodaje ci plus dwadzieścia do całego doświadczenia — pośpieszył z kolejną wymówką, która na dobra sprawę była o dupę rozbić. — To trochę jak kino 5D — dodał dumnie, wypinając pierś do przodu. Zgrywał się przy niej, to prawda, ale w międzyczasie naprawdę rzucił okiem na to, co dookoła. Panorama miasta ciągnęła się przed nimi, światła mieniły się milionem kolorytów, a tuż po prawiej, gdzieś w oddali...
Ej kurwa, patrz tam — aż się obruszył i wyprostował, wskazując paluchem w odpowiednim kierunku. — Widzisz to ognisko tam!? Tam na wysepce przy jeziorze, odprawiają jakieś modły — próbował ją jakoś nakierować na miejsce, przy którym przy zapalonym ognisku, kilka osób ubranych w białe kitle skakało dookoła ognia. — Indie, nie tam, tuu... — naprawdę chciał ją nakierować, ale ona gówno widziała, więc Lucas szarpnął ją bliżej siebie, otoczył ramieniem i prawie wciągnął na kolana. Złączyli się w jedno, udo do uda i nawet twarz do twarzy, którą Miller złączył, muskając własnym policzkiem ten jej. — Tam — złapał jej dłoń i spokojnie, przymykając jedno oko, nakierował ją na odpowiedni kąt, przy okazji otulając jej twarz własnym oddechem.

Indie ִֶָ. ..𓂃 ࣪ ִֶָ🔥་༘࿐
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
have you ever seen a pretty girl get ugly like this?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwała głową w zastanowieniu na sugestię Lucasa, zaczynając rozważać to w myślach równie poważnie i intensywnie co on. Rzeczywiście jakoś podejrzanie łatwo jej się rymowało... Co, tak nawiasem mówiąc, wcale nie sprawiałoby jej aż tak wielkiej frajdy, gdyby nagrodą za te wszystkie górnolotne rymy nie był gromki śmiech Millera. Znów pomyślała, że najchętniej już do końca życia by tak cyrkowała. Bez przerwy.
EJ, ej... jakoś pół roku temu miałam sen o tym, że opętał mnie duch Tupaca — podzieliła się przyciszonym, konspiracyjnym tonem. — Też nie mogłam przestać rymować... i wygrałam rap battle z Diddy'm — przypomniała sobie. — Może to wizja była, a nie sen? Wiesz... proroctwo jakby? — zaczęła zastanawiać się na głos. — Znaczy to o rymach. Chyba, że...? — Przecież nie mogli wykluczyć takiej możliwości... Nawet rozwinęłaby myśl, tak też chyba zamierzała zrobić, ale Lucasa bardzo zaintrygował jej sekret, więc zamiast tego zajęły ją wyjaśnienia. — Nie no, ten numer to akurat przypadkiem zapamiętałam — przyznała zgodnie z prawdą. Do praktycznych rzeczy jakoś nie miewała pamięci, ale jak trzeba było zapamiętać numer do najbliższego Subwaya to już wcale nie brakowało na to zasobów. Przy odrobinie wysiłku może nawet przypomniałaby sobie numer do jedynego kebaba 24/7 w Whitby, który jeszcze nie tak dawno przecież też miała wyryty na blachę. Imprezując zdarzyło jej się zapomnieć własnego adresu, ale kontaktu do najważniejszego lokalu gastronomicznego w całym zasranym mieście? No kurwa, ani razu. — Blisko miałam i często rozdawali kupony — wyjaśniła krótko, wzruszając ramionami. Na kolejne pytanie zareagowała natomiast szelmowskim uśmiechem, przechylając lekko głowę, zanim dyplomatycznie ucięła temat: — A co, też chciałeś spytać? W porządku, pomyślę.
Jakoś nie kupował jej ten bardzo mocny argument o tworzeniu doświadczenia rzędu kina 5D, więc tylko przewróciła na niego oczami, chociaż nawet gdyby zamierzała cokolwiek powiedzieć, najpewniej nawet nie miałaby na to szansy. Nie zdążyła nawet zacząć formułować swojej kolejnej myśli, a Lucas już wytykał jej jakieś rzekome modły nad ogniskiem, co, rzecz jasna, natychmiast obudziło jej szczere zainteresowanie.
Gdzie!? — przejęła się od razu, rozbieganym spojrzeniem starając się odnaleźć miejsce, na które wskazywał, ale ciężko było. Wcale jej nie pomagał wymachując tym swoim paluchem, bo ni chuja nie mogła czegokolwiek takiego się dopatrzeć. — No gdzieee... — stęknęła, już mając zrobić niepocieszoną minę, kiedy Lucas bezceremonialnie przeholował ją do siebie; całe szczęście z jego pomocą (co prawda po dobrych kilku sekundach) jej wzrok w końcu natknął się na ognisko, o którym mówił:— ...eee– AHA, AHA, WIDZĘ. — Spędziła chwilę przyglądając się całej scenie ze zmrużonymi oczami, z całego tego przejęcia nawet nie zauważając, że siedzieli z Lucasem tacy sczepieni. — Myślisz, że to coś w stylu Illuminati, czy bardziej jak ci z Midsommar? No wiesz, ci... jak im tam... — zaczęła zastanawiać się głęboko, żeby po całych dwóch sekundach poważnego namysłu dokończyć z pełnym, stuprocentowym przekonaniem: — Szwedzi. — Kolejne trzy sekundy zajęło jej z kolei dojście do wniosku, że chyba nie o to jej jednak chodziło, ale nie bardzo chciało jej się teraz kminić, o co innego w takim razie, więc... — Że to takie Illuminati, czy Szwedzi? — Niech będzie, że Szwedzi. Była tak ciekawa jego opinii na ten temat, że naturalnie musiała wbić w niego wyczekujące spojrzenie, a że daleko do siebie nawzajem nie mieli — na gówno się to zdało, bo przecież przekręciła głowę, ale nie wpadła już na to, żeby się odsunąć, więc w efekcie skończyła siedząc z czołem opartym o jego skroń. No z tej perspektywy to rzeczywiście dużo mógł zobaczyć, ale na to Indie również nie wpadła. — Ale śmiesznie wyglądasz z tego kąta — odezwała się jeszcze zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, chichocząc pod nosem. Nadal była przejęta sprawą domniemanej sekty, ale trochę rozproszył ją widok, który miała z tej pozycji, bo pomyślała, że to trochę... — Jak to jedno zdjęcie konia. — No aż nie mogła przestać się chichrać. — Wiesz które?

<𝟑 .ᐟ
ʟᴇᴏ
nie lubię ai, niedbałej interpunkcji i niekonsekwentnego trybu narracji
24 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słuchał jej z szeroko otwartymi oczami.
Pewnie na trzeźwo całą tą historię o śnie z Diddym potraktowałby jako tylko machnięciem ręki i gromkim śmiechem, ale biorąc pod uwagę, że sam przed chwilą spalił pół jointa, od razu oczy miał jakoś szerzej otworzone w szoku i niedowierzaniu, a kiedy jeszcze powiedziała, że wygrała ten Rap Battle, to zaczął jej klaskać, z jakimś wiedziałem, że ci się udań a ustach. Chuj, że to był tylko sen i że pewnie głowa Indie po prostu dawała jej fory w takich rzeczach, ale jemu i tak bardzo podobała się ta historia. Tak samo jak ta, że pamiętała na pamięć numer do randomowego Subwaya. To w ogóle było pojebane swoją drogą, ale w tym samym czasie BARDZO w stylu Indie, więc nawet nie był zaskoczony.
Zaskoczony natomiast był widokiem, który mieli z diabelskiego młynu, a którego Indie z początku za chuja nie mogła namierzyć. Miller nie miał pojęcia, jakim cudem jego przyjaciółka była aż tak zawodowo ślepa, ale podobno bliskich się nie ocenia, tak? No więc Lucas nie oceniał i zrobił wszystko, żeby pomóc jej namierzyć miejsce, którym mówił.
Jak dla mnie to jakaś sekta — odezwał się, dodając własne cztery grosze do tematu. — Popatrz tylko na te tańce, co odpierdalają wokół tego ogniska. Jak chuj to jest jakieś składanie w ofierze dziewic — oznajmił i to kurwa tak pewnym siebie tonem, że aż mogło to być martwiące. Bo skąd on niby wiedział, że te kilka kobiet, które biegały wokół ognia w białych ciuchach to były dziewice? SATĄD WIDZIAŁ? Może i by to sobie porozkminiał, ale Indie zaczęła nadawać o jakiś Szwedach, więc Miller zamyślił się na zupełnie inny temat, nawet z początku nie zwracając uwagi na to, że Caldwell przystawiała swoje czoło do jego skroni. Spojrzał w bok dopiero, gdy o tym wspomniała.
Jak śmiesznie? — spytał, oczywiście zapuszczając w jej stronę charakterystyczne side eye, dokładnie jak ten jeden koń ze zdjęcia, do którego nawiązała. — Wiem, a ty wyglądasz jak… — zastanowił się na moment, przekręcać głowę jeszcze bardziej w jej stronę, tak, że teraz oboje stykali się czołami od frontu. — Jak MUCHA — wyjaśnił i również zaśmiał się głośno. Trochę nawet za głośno chyba, bo ktoś z gondoli wyżej wyjrzał na nich, żeby sprawdzić, z czego oni się tak napieprzali. Cóż, dużo chyba nie zobaczył. Tylko dwójkę dorosłych, stykających się za czoła w bliżej nieokreślonym celu.
Ej chociaż pod tym kontem trochę inaczej — przekręcił się nieznacznie, tym razem patrząc na nią spod byka, dociskając czoło do jej brwi. Nie było to nic specjalnego, ale jak widać oni bawili się świetnie. Lucas jeszcze kilka razy zmienił pozycje i nawet próbował zrobić tak, żeby oboje mieli po jednym oku[/i], ale Indie zawsze o te kilka milimetrów przekręcała się o kilka milimetrów za bardzo. — Caldwell, co ty masz owsiki? — spytał już lekko zrezygnowany, a tym razem wytaczając ciężkie działa w postaci własnych rąk, bo nie pozostało mu już nic innego. Złapał jej policzki w dłonie. Ciepła skóra polików Indie momentalnie zakontraktowała z chłodem jego opuszków. — Tutaj daj ten ł… łeb chciał powiedzieć, ale jakoś w ostatniej chwili się powstrzymał. — Tą swoją śliczną główkę — proszę bardzo, od razu ładniej. Uśmiechnął się delikatnie, a potem próbując ze wszystkich sił zignorować zapach jej perfum, nakierował ją na odpowiednie miejsce, które powodowało, że ich oczy łączyły się w jedno i już nawet nie wyglądali jak mucha, a jak jakieś cyklopy. — Widzisz to? Pytam czy widzisz to, Caldwell??? — dopytał podekscytowany, starając się, żeby się nie ruszyć, chociaż w tym samym czasie jego kciuki poszły w ruch i nawet nie zakodował dokładnego momentu, w którym zaczął delikatnie gładzić jej policzki, jednym kciukiem nawet zahaczając o kącik jej ust.

Indie :przytulon:
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
have you ever seen a pretty girl get ugly like this?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A to Ty z aż tak daleka widzisz, że to dziewice? — zdziwiła się zupełnie szczerze, z jakiejś przyczyny w ogóle nie kwestionując samej sugestii, że dziewicę dało się rozpoznać gołym okiem. No bo chuj wie, może się dało? Akurat nigdy jakoś nie miała okazji zainteresować się sprawą cudzego dziewictwa, więc kto wie, może istniały jakieś... wyznaczniki, o których jako amatorka po prostu nie miała pojęcia? A może działało to na podobnej zasadzie, co wróżka czytająca czyjąś aurę energetyczną i trzeba było mieć do tego wrodzony dar? Tak czy inaczej, Indie była pod wrażeniem, tak ogromnym, że aż musiała bardzo wylewnie wyrazić swój podziw wobec umiejętności Lucasa: — Wow.
Zachichotała mu tuż nad uchem jeszcze głośniej, kiedy wzorowo odtworzonym side eye dopełnił cały obrazek i zrealizował jej dokładną wizję. Bardzo postąpił przekręcając głowę przodem do niej, bo już miała zacząć bajdurzyć o tym, że mogłaby normalnie przysiąc, że on i koń ze zdjęcia wyglądali wprost i d e n t y c z n i e. Przeszkodził jej w tym fakt, że nie mogła jednocześnie śmiać się i piłować ryja, a — stety albo niestety, zależy jak na to patrzeć — akurat rozbawiła ją nowa perspektywa i porównanie do muchy.
Doborowo bawiła się w tej przypominającej kalejdoskop formacji, przynajmniej do czasu zarzutów o owsikach; z pewnością wyartyokuowałaby Millerowi swoje głębokie oburzenie i z pewnością zrobiłaby to bardzo dobitnie, gdyby jego palce szybciej nie znalazły się na jej twarzy, chcąc nie chcąc zmuszając ją do puszczenia tych pretensji w zapomnienie, gdy zwyczajnie zabrakło jej na nie podzielności uwagi. Bez żadnego oporu pozwoliła wyręczyć się w przybraniu prawidłowej pozycji, ufnie ustępując dłoniom, którymi nakierował ją na właściwy kąt i b i n g o — natychmiast zrozumiała, o co ta cała afera, bo zastał ją widok jakimś cudem nawet bardziej zabawny niż ten, który sobie wyobrażała. Już miała stwierdzić, że tylko go pociągnąć zieloną farbą i proszę, Mike Wazowski we własnej osobie, ale nie zdążyła podzielić się tą obserwacją przed kolejnym pytaniem.
Czy widziała się pytał. Pokiwała głową. Widziała. Tyle tylko, że już nie Wazowskiego, a z powrotem swojego Lucasa, bo chłód sunących po skórze palców jakoś wtórnie uświadomił ją o tym, że miała go obok naprawdę, jakkolwiek idiotycznie to nie brzmiało. Nie rozumiała. Nie rozumiała jakim cudem, prawem kurwa jakim, wbrew całej tej destrukcji, którą nieumyślnie zasiała w jego życiu, wciąż był skłonny dać jej szansę. Nie potrafiła pojąć tego nawet kompletnie trzeźwa, a co dopiero w obecnym stanie — w głowie jej się nie mieściło, że ze wszystkich osób, z którymi Lucas Miller mógł spędzać swój wolny piątkowy wieczór, dziś to właśnie ona miała go na wyłączność. Że dziś to na jej policzkach czule układał dłonie, że dziś to właśnie ją chciał trzymać tak blisko i...
...i chuj, nieważne. Nieważne, bo to przecież nie był właściwy czas na podobne refleksje, zwłaszcza, że te konsekwentnie zbijały ją z tropu, a nie o tym przecież teraz, tak? W ogóle nie o tym, więc...? Dosłownie jeszcze chwilę temu głęboko dumała o Tupacu i tym, czy jej powołaniem nie była czasem działalność w rapie i wojnach gangów, a teraz jakoś za nic nie mogła wymusić na sobie żadnej myśli o czymkolwiek, co nie było... no, Lucasem.
Noooo... widzę — potwierdziła wreszcie, dyplomatycznie pozostawiając bez komentarza fakt, że nie dość, że zabrzmiało to bardzo elokwentnie, to jeszcze zajęło jej nieprzyzwoicie długo. Całe szczęście, że winę mogła zrzucić na skręta — i za to, i za fakt, że za chwilę równie błyskotliwie spytała: — A Ty? — A on co, tak w sumie? Bo wypadało doprecyzować chyba? — Widzisz? — No przecież chyba kurwa musiał widzieć, skoro jej pokazywał, ale na ten temat zreflektowała się dopiero po chwili, trochę za późno. Trudno.

ᥫ᭡
ʟᴇᴏ
nie lubię ai, niedbałej interpunkcji i niekonsekwentnego trybu narracji
24 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Widział.
Widział aż za dużo.
Bo chociaż jego twarz była dosłownie przyklejona do tej jej, ograniczając kompletnie pole widzenia do tego jednego wielkiego oka w jakie połączyły się ślepia Indie, to Miller miał wrażenie, ze widział o wiele więcej. Więcej nawet niż chciałby przed sobą przyznać.
Bo jak to się działo, że życie mogło wywracać mu się do góry nogami, walić, palić i roztrząsać, a jednak kiedy był z nią… to wszystko gdzieś odchodziło na dalszy plan. I może robiło to w niego okropnego człowieka, może w środku tak naprawdę był zgniły za to, w jaki sposób pozwalał sobie myśleć, ale gdy miał ją tak blisko nawet na moment nie myślał o Charlotte. O tym jak złamał jej serce, jak ja zdradził, jak kłamał jej w żywe oczy, ze Caldwell była tylko nieważnym elementem historii, z którym on nie chciał mieć już nic wspólnego. A przecież jeszcze kilka dni temu byli w związku. Miała się do niego przeprowadzić. I co? I on tak po prostu zapominał? A może nigdy o niej nie myślał w takich ramach? Może ten cały związek z Char był jedynie desperacką przykrywką do tego, żeby jakoś poradzić sobie z odrzuceniem i faktem, że Indie od niego uciekła te kilkanaście miesięcy temu. Wodoodpornym plasterkiem, który przykleił i który chociaż trzymał się dłużej niż te zwykłe, gówniane, to jednak pod dołem wciąż były te same rany, potrzeby i pragnienia. Ukryte ale przecież były.
I to wszystko co stało się odkąd ona wróciła — to właśnie sprawiło, że plaster został w końcu odklejony, a wspomnienia na nowo zaczynały wwiercać się w jego głowę. Łudził się, że może już nie będą mieć tej samej chemii, że po tym wszystkim co się stało, już nigdy nie będzie między nimi tak samo. Ale było. Kurwa no było.
Czuł to w całym ciele. W mięśniach, które się spinały, czując jej bliskość, w dreszczu, który wędrował po plecach, gdy jej ciepły oddech osadzał się na jego lekko zarośniętych policzkach i w dotyku, gdy jego kciuki błądziły po jej twarzy, zupełnie przypadkowo wcale nie muskając raz po raz kącik jej ust. Dlatego kiedy spytała go czy widział, złapał więcej powietrza w płuca i delikatnie się odsunął. Bo chociaż wersja Indie aka Mikę Wazowski była zajebista, tak zdecydowanie bardziej lubił patrzeć w jej błękitne oczy z kilkumilimetrowym odstępem.
Widzę — skinął głową, nawet na moment się ściągając z niej spojrzenia. Dłoni również nie ruszył z miejsca, wychodząc z założenia, że jeśli by ich nie chciała, sama mogła się odsunąć. — W chuj rzeczy widzę, Caldwell — nawet nie miała pojęcia jak d u ż o. Tak dużo, że aż go to wewnętrznie przerażało. Ale tym razem nie miał zamiaru się poddać, a tym bardziej odpuścić. Nie kiedy miał ją tak blisko. Dlatego zaraz wzrok bezczelnie przeskoczył nieco w dół, na pełne usta, których smak już przecież znał. Pamiętał doskonale, bo wyrył piętno w jego durnej głowie nie raz, a dwa razy. I może nawet by to zrobił — sprawdził, czy po raz trzeci wciąż smakowały tak samo dobrze. Tylko to przecież miał być jej dzień. A co za tym szło — ona podejmowała wszystkie decyzje.
Ty tu dzisiaj rządzisz — przesunął dłoń delikatnie w dół po jej policzku, docierając do żuchwy, którą ujął, znowu zaczepiając ją gdzieś w tym wszystkim kciukiem. — Ja tylko wykonuje twoje polecenia — dodał nieco ciszej, przysuwając się bliżej, o ile bliżej w ogóle się jeszcze dało. Kolejka znowu na chwilę się zatrzymała, świadcząc o tym, że ktoś na dole pewnie wsiadał lub wysiadał. Oni wciąż znajdowali się gdzieś w połowie, widok z pewnością dalej był nieziemski, ale Miller już skupiał się w pełni na zupełnie innym, troche mijając się z całym celem pójścia na diabelski młyn, ale chuj z tym! Indie była tego warta. Zawsze przecież była. — Co tylko chcesz, Caldwell — te słowa powiedział już tak blisko jej twarzy, że prawie zahaczył ustami o jej wargi. Nie pokonał jednak tej ostatniej bariery. Zostawił jej tą decyzje, chociaż serce w jego piersi kurewsko niebezpieczne przyśpieszało.

Co tylko chcesz, Caldwell ₊˚⊹ᰔ
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
have you ever seen a pretty girl get ugly like this?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W chuj rzeczy widzę, Caldwell. Widać byli w tej kwestii zgodni. Też widziała w chuj, a nawet wszystko — cały swój świat, tak konkretnie, i to wcale nie ten, który zjawiskową panoramą rozciągał się za metalowymi barierkami, tylko ten, który podziwiała teraz z odległości zaledwie kilkunastu milimetrów. Sceneria owszem, była kurewsko wręcz piękna, ale nie mogła rywalizować z widokiem, który Indie miała bliżej, dosłownie tuż przed oczami, więc niezmiennie to właśnie jemu pozostawało wierne jej spojrzenie. Przyglądała się Lucasowi dokładnie, wnikliwie, wyjątkowo uważnie jak na kogoś równie zjaranego, co ona, a w międzyczasie w jej głowie tylko utwierdzało się, że tak, totalnie, rozumiała go totalnie — w chuj widziała.
W chuj i jeszcze trochę więcej, bo przywykła do tego, że patrząc na niego patrzyła się na całą swoją rzeczywistość, wszystko, co znała, ale dziś widziała w nim także namiastkę swojej przyszłości. Kurwa, przecież jeszcze rok temu oddałaby dosłownie wszystko, żeby móc powiedzieć to samo, a jeszcze do niedawna nie miała marzenia bardziej odległego i nierealnego niż to, które spełniało się w tej chwili. Właśnie tu i teraz, kiedy na swoich ustach czuła każde wypowiadane przez Lucasa słowo, gdy zapewniał ją, że to ona tu rządziła. Uważnie patrzyła, jak jego spojrzenie osuwa się i zatrzymuje na jej ustach, usiłując zignorować pędzący rytm własnego serca oraz sposób, w jaki wówczas przyspieszył tylko jeszcze bardziej i... popierdolone, na myśl nasunęło jej się tylko to, że to wszystko było strasznie popierdolone.
Co tylko chcesz, Caldwell.
Wszystko w Indie wyrywało się w jego kierunku, ale wyjątkowo nie pospieszyła się z odpowiedzią, przynajmniej nie aż tak, jak robiła to przedtem, bo... nie musiała. Po prostu. Po raz pierwszy nie musiała się spieszyć, wcale. Nie musiała przeszkadzać sobie uwierającą w sumienie myślą o tym, jak bardzo nie powinna, ani martwić się, o to, że Miller w każdej chwili mógł oprzytomnieć i zmienić zdanie, nagle przypomnieć sobie o swoim nowym życiu i tym, że nie było w nim miejsca na nią. W ostatnich miesiącach zdążyła całkowicie pogrzebać nadzieję na to, że kiedykolwiek miało się to zmienić, więc nie spodziewała się doświadczyć tego wyjątkowego rodzaju spokoju, z którym mogła patrzeć się na niego teraz, dlatego nie potrafiła odmówić sobie okazji ku temu, żeby przez chwilę po prostu cieszyć się ukojeniem, które stanowił dla niej ten nowy porządek świata, ale nie milczała długo. Nie wystarczyło jej cierpliwości na to, żeby w ciszy spędzić więcej niż parę marnych sekund, więc zaraz po raz kolejny tego wieczoru powtórzyła sobie w myślach jego słowa.
Co tylko chciała.
Raz, drugi, może zrobiłaby to też po raz trzeci i czwarty, gdyby nie to, że nie potrzebowała czasu na zastanowienie. W ogóle.
Przecież dobrze wiedziała, czego chciała, więc...
Więc zrób to. — Wydawało jej się, że na tym etapie musiało to być już bardziej niż oczywiste, zwłaszcza, że w którymś momencie całkowicie porzuciła próby krycia tych pragnień, ale nie istniał już żaden formalny powód, dla którego miałaby nie przyznać tego wprost, otwarcie: — Chcę, żebyś to zrobił. — Sama nie zauważyła, kiedy uniosła jedną ze swoich dłoni, ale ta w międzyczasie zdążyła znaleźć sobie miejsce na szyi Lucasa, spoczywając na niej tuż po tym, jak palce wcześniej przelotnie musnęły jego policzek. — Pocałuj mnie.

ᥫ᭡
ʟᴇᴏ
nie lubię ai, niedbałej interpunkcji i niekonsekwentnego trybu narracji
24 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie powinni.
Oni wiecznie kurwa nie powinni.
Nie powinni dać się ponieść wtedy ponad rok temu zanim wyjechała na drugi koniec kraju.
Nie powinni robić tego znowu na wyjeździe pracowniczym.
I nie powinni robić tego teraz.
Przecież Lucas był ledwo co po zerwaniu. Zerwaniu swoją drogą, które było przecież skutkiem tego, co działo się miedzy nimi. Znowu. Znowu wszystko w jego życiu wywalało się do gry nogami, kiedy tylko pozwalał Indie podejść bliżej, wskoczyć do swojego świata, dać się ponieść. A najgorsze w tym wszystkim było chyba to, że jemu tak naprawdę się to podobało.
Miller nienawidził monotonii. Męczyła go szara codzienność. Powtarzalność czynności i brak zaskoczeń. Bo przecież on tak bardzo lubił się zaskakiwać. Chlotte nigdy nie była mu w stanie tego dać. A Indie? Indie dawała mu tego aż w nadmiarze. I teraz również, kiedy jej jasne, lekko zjarane spojrzenie wbijało się w niego, jakby chciała prześwietlić mu jebaną duszę. Z ogniem i zadziornością, jakby faktycznie chciała od niego czegoś więcej. Wskoczyć na głęboką wodę i po prost dać się ponieść.
I on też chciał.
Kurewsko chciał.
Tak samo bardzo, jak chciał ją pocałować.
Jej zapach drażnił jego zmysły. Wwiercał się przez nos i siał spustoszenie nie tylko w głowie ale i całym ciele. Jej bliskość, ciepło i oddech, który lądował prosto na jego lekko zarośniętych policzkach — to wszystko składało się na przyjemny dreszcz, który zawędrował przez jego plecy od samej głowy, a swoją podróż skończył w okolicy lędźwi. Nie chciał jednak zrobić nic przeciwko jej woli. W końcu to miał być jej dzień. Ona decydowała. I chociaż cholernie miał nadzieje, że w jej głowie siedziało dokładnie to samo co w jego, wciąż postanowił zostawić jej ostateczne słowo. Słowo, które ona już po chwili powiedziała, znajdując miejsce dla własnej dłoni na jego szyi.
Pocałuj mnie.
Nie musiała dwa razy powtarzać. Nawet zdania nie musiała kończyć, bo Lucas od razu wyrwał się do niej i przytrzymując ją sobie za podbródek, złączył ich usta w pocałunku. Na początku delikatnym, ostrożnym, takim którym testował granice. Sprawdzał, czy na pewno to coś, co kręciło się między nimi faktycznie tam było. Ale było. Kurwa i to w jakiej ilości. Bo w końcu zrobili to za obupulną zgodną. Bez krzyków i pretensji, a przede wszystkim bez kolosalnej ilości alkoholu we krwi. I Miller zaraz pogłębiał go odpowiednio, jakby było mu mało. Jakby chciał mieć ją jeszcze bliżej, chociaż metalowa belka skutecznie mu to utrudniała. Wolną dłoń przesunął po jej udzie na biodro, gdzie zaraz wdarł się chłodnymi palcami pod materiał koszulki. I kiedy chciał musnąć jej skórę krótkimi paznokciami, nad ich głową wybrzmiał jakiś brzęczyk.
Ej gołąbeczki!!! — krzyknął ktoś z obsługi, albo jakiś kurwa głos z niebios? Miller nie był pewien. Chociaż kiedy oderwał się Indie i spojrzał nad jej ramieniem, faktycznie był to facet z czapeczką z logo festynu. — Ile można na was czekać. Wysiadać, bo ja tu mam kolejkę!! — krzyknął obruszony i kompletnie nie przejęty tym, że to był kurwa zajebiście ważny moment. Ludzie to jednak wszystko potrafili spierdolić. Chociaż z drugiej strony, to przecież było tak bardzo w ich stylu.
No już, już — machnął na niego ręką, a zaraz razem podnosili metalową belkę, która ich trzymała. Lucas zeskoczył pierwszy, a następnie złapał Indie za rękę i pociągnął do wyjścia, żeby tuż za budką, popchnąć ją na jakąś pierwszą, lepszą drewnianą ścianę i docisnąć się do niej, ponownie wpijając w jej pełne, słodkie usta. — Jak mi kurwa znowu uciekniesz, to przysięgam, tym razem autentycznie będę cię gonić, Caldwell — rzucił, gdy już się od niej oderwał. Twarz jednak pozostawił tuż przy tej jej. — Albo pójdę do tej sekty i powiem, żeby odprawili nad tobą jakieś modły albo zrobili ci laleczkę voodoo.

Indie Caldwell <3
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”