25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiała się, słysząc kolejną próbę udowodnienia jej, że nie miała racji. Ruelle naprawdę porywała się z motyką na słońce, jeśli uważała, że jest w stanie nie tylko przegadać River, ale jeszcze zmienić jej zdanie w jakiejś kwestii. Poczuła się pewnie zbyt pewnie po tym sukcesie odbicia jej z rąk Saint Clair i w dupie się jej poprzewracało
— Chcesz się kłócić ze mną o szczegóły? Powiedziałam, że masz mnie gdzieś zaprosić, bo chcę ci coś pokazać, a ty od razu nazwałaś to randką — wyjaśniła cierpliwie, odwołując się do ich pierwszego spotkania, gdy pokazała jej zaledwie jeden szkic. Wiedziała, że prawda jest po jej stronie i że ma w kieszeni dowody na wszystko, co mówi. Nie chciała jednak wymachiwać jej od razu przed twarzą telefonem. Liczyła, że ją oświeci i przyzna jej w końcu rację. Była przecież świadoma, jak uważna na nią była Cross. Zachłannie spijała każde jej słowo i gest, bo uwielbiała obserwować takie detale, by móc potem przekładać je na rysunki. Wierzyła, że na przykład, że na to, w jaki sposób człowiek na kogoś patrzy, składa się bardzo wiele elementów. Sposób, w jaki wybierała słowa, tempo z jakim przeczesywała włosy czy siła, z jaką przygryzła wargi, próbując powstrzymać jakąś reakcję – to wszystko miało znaczenie. Osobno pewnie niewielkie, ale poskładane razem tworzyło dziewczynę, dla której błyskawicznie straciła głowę.
— Mam spróbować dobrać rozmiar na pamięć czy pójdziesz ze mną na przymiarki? — Na jej wargach natychmiast pojawił się cwaniacki uśmiech, a w głowie rozhuczało od pomysłów. Przeniosła jedną z dłoni na jej szyję, obejmując ją jak najdokładniej tak, jakby chciała zmierzyć obwód. Normalne pary pewnie mogłyby prowadzić podobną dyskusję na temat pierścionka, ale one nie były ani normalne, ani tym bardziej parą. No i na pierścionkach River znalazła się o dziwo dużo lepiej niż na obrożach. Spojrzała na własną biżuterię, która odznaczała się teraz na gładkiej skórze Prescott. Czuła pod skórą jej puls i tempo oddechu. Kusiło ją, by zacisnąć palce mocniej i zmienić ten rytm, ale na to będzie mnóstwo czasu później. Przesunęła więc dłoń na jej kark, by znaleźć się w pozycji niezagrażającej niczyjemu życiu.
Drgnęła zaskoczona, gdy usłyszała odpowiedź nie dość, że w zrozumiałym dla niej języku, to jeszcze niebędącą jakąś pyszałkowatą kpiną. Zdecydowanie się tego nie spodziewała. Wytrąciło jej to z rąk bronie, które miała w pogotowiu do dalszego pojedynku i na krótką chwilę zaburzyło rytm kolejnych pocałunków. Ogarnęła się sprawnie, mimo że słowa Prescott wywołały mocniejsze przyspieszenie jej pulsu niż zmysłowe pieszczoty. Uwielbiała być przez nią zaskakiwana. To zawsze wiązało się z całą masą przyjemności.
— To jaka do mnie pasuje? — zapytała, napierając na nią jeszcze mocniej i zmuszając do odchylenia się, aż dotknęła plecami baru. Przytrzymywała ją mocno w pasie, by nie spadła z hokera, co w tej prawie półleżącej pozycji bez oparcia na pewno by się wydarzyło. Zeszła z pocałunkami niżej, obdarowując nimi jej żuchwę, szyję, ramiona i dekolt w każdym miejscu, gdzie tylko pozwalał na to materiał jej ubrań. Miała ochotę scałować z niej całą tę zazdrość i odłożyć sobie gdzieś na potem, by wracać do niej w dowolnym momencie, gdy zatęskni za tym uczuciem. Każdym kolejnym muśnięciem wargami czy szarpnięciem zębami chciała przypomnieć jej, że naprawdę jest jej aktualną obsesją i tak banalne jednostki jak Blair nie mają najmniejszych szans, by tym zachwiać. Jeżeli cokolwiek się zmieniło od ich ostatniego spotkania, to było pogłębienie tego opętania, o które Rue zadbała samodzielnie, wtrącając się dzisiaj w jej randkę. Podciągnęła wyżej jej koszulkę, gotowa przenieść pocałunki na jej brzuch, ale z tego rytuału uwielbienia wyrwało ją głośne chrząknięcie i jakieś wulgaryzmy po hiszpańsku. Podniosła niechętnie wzrok i złapała wyraźnie zirytowane i zmęczone ich zachowaniem spojrzenie barmana, który pewnie w międzyczasie próbował jej wytłumaczyć, że są w miejscu publicznym i mogłyby się nieco ograniczyć. Cholera wie, River go nie słuchała. Warknęła niezadowolona, ale pomogła Prescott się wyprostować. Podała jej szklankę z którymś tam z kolei niedokończonym drinkiem, po czym sięgnęła po kieliszek tequili, który został chyba po Saint Clair. Uderzyła o jej szkło i opróżniła go jednym ruchem. Rano z pewnością będzie żałować takich ilości.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Catch the local sports fever
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zapewne mogłyby się tak kłócić o szczegóły w nieskończoność, wytykając sobie wzajemnie używanie konkretnych zwrotów i dyskutować odnośnie interpretacji każdej wiadomości z osobna, aby obnażyć intencje autora. To chyba jednak byłoby zajęcie niezwykle czasochłonne i nie odniosłoby żadnego efektu.
- Nie masz przypadkiem problemu z odczytywaniem tonu wiadomości? - mruknęła jeszcze, pochylając się w jej stronę, żeby przygryźć jej dolną wargę, inicjując tym samym kolejny namiętny pocałunek.
Przynajmniej w ten sposób mogła ją skutecznie zamknąć i nie ciągnąć dalej tej bezsensownej dyskusji dotyczącej wymiany wiadomości tekstowych. Nie musiały zajmować się teraz analizą tekstu skoro miały o wiele przyjemniejsze rzeczy, którymi mogły się w tej chwili zająć. Właśnie na tym Ruelle wolała się skupić: na sposobie w jaki całowała ją River oraz na tym jak na nią patrzyła. Czuła się wtedy jakby sama w sobie była dziełem sztuki lub bożkiem godnym oddawania mu czci.
- Masz już w głowie to jaką obrożę byś dla mnie chciała? - zapytała mrukliwym tonem, gdy tylko dłoń rysowniczki pieszczotliwie niemal otuliła jej szyję, chcąc zbadać dokładnie jej obwód. - Lubię niespodzianki, ale jeśli chcesz ją odpowiednio dobrać... Mogę pójść z tobą.
Nigdy nie robiła czegoś podobnego. Głównie dlatego, że nigdy nie zabawiła z kimś dłużej, aby w ogóle rozważać jakieś plany czy pomysły. Cross jednak zatrzymała ją przy sobie na dosyć skutecznie. Może dlatego, że to, co utworzyło się między nimi było uzależniającą fizyczną przyjemnością z domieszką wyjątkowej obsesji. Coś takiego była w stanie zaakceptować. Nie myślała nawet, że mogłoby się to zmienić w jakieś prawdziwe uczucie.
Przez moment nawet oczekiwała mocniejszego zaciśnięcia palców na gardle. Czegoś, co utrudniłoby jej wzięcie głębszego oddechu i odszczekanie się na cokolwiek, co tylko mogłaby powiedzieć dziewczyna. Zamiast tego rysowniczka przesunęła dłoń na kark Ruelle, a któryś z jej pierścionków przyjemnie zadrapał jej skórę w sposób, który wywoływał dreszcze.
Ten jeden raz była po prostu szczera. Nie sądziła nawet, że jej odpowiedź wywrze na River podobne wrażenie. Czuła jednak to, że artystka zgubiła rytm i nie odpowiadała w ten sam sposób na kolejne inicjowane pocałunki. Wydawała się przez moment być zaskoczona na tyle, że zamarła wręcz na chwilę i nie potrafiła powrócić tak szybko i sprawnie do kolejnych pieszczot.
- Ktoś kto nie jest durnym banałem.. - zaczęła, gdy tylko Cross naparła na jej ciało tak, że tanatopraktorka poczuła blat baru wbijający się w jej plecy. - Ktoś kto nie będzie bezmyślnie chichotał na twoje słowa i podążał za tobą jak wierna psinka z przysmakiem przed nosem...
Kolejne pocałunki składane coraz niżej w dostępnych dla artystki miejscach sprawiły, że oddech jej przyspieszył, stając się bardziej płytkim i niekontrolowanym. Wsunęła palce w jej włosy i zacisnęła je na nich gotowa do tego, aby w każdej chwili zacząć kontrolować sytuację.
- Ktoś kto nie wygląda tak płytko i jednowymiarowo... - dodała jeszcze, a głos uwiązł jej w gardle, gdy poczuła palce wkradające się pod materiał koszulki i podciągające je śmiało w górę. Przez moment miała wrażenie, że River zaraz padnie przed nią na kolana, ale uniemożliwił jej to dźwięk, który wydał z siebie stojący tuż obok barman, któremu nie w smak były tak nieobyczajne sceny.
- Lo siento, Martín - wykrztusiła z siebie przepraszająco, spoglądając na mężczyznę z rumieńcem, który zdążył już pokryć jej twarz pod wpływem tych bezeceństw.
- Controla mejor a tu novia - burknął w odpowiedzi.
- Ella no es... - zaczęła, ale Martín przerwał jej błyskawicznie machnięciem ręki.
- Bez znaczenia. Panuj nad nią - powtórzył tym razem po angielsku i zajął się którymś z innych klientów.
Zostawił je same, a Prescott przyjęła bez słowa tego przeklętego drinka, którego zamówiła dla niej River, a którego dalej nie tknęła. Upiła jednak tym razem łyk. Gorąc i duchota panująca w tej chwili w lokalu sprawiły, że alkohol wydawał jej się niemal od razu uderzyć do głowy. Czuła, że jeśli miałaby się zsunąć ze swojego siedziska to pewnie nie dałaby rady ustać.
- Muszę się przewietrzyć - mruknęła opierając czoło o ramię Cross, którą objęła mocno, przyciskając do siebie. - Ale sama nie dam rady...
Nie prosiła jej o nic. No... może trochę. Na pewno zrobi im dobrze drobny spacer i sprawi, że nieco ochłoną po tym wszystkim. Chyba obie tego potrzebowały w tej chwili, aby nie utonąć całkowicie w swojej obsesji.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Parsknęła rozbawiona, uznając, że tym razem wygrała bitwę, a pocałunek jest jej nagrodą. W jej głowie wyszło, że miała rację i to najważniejsze. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że Ruelle nie próbowała jej wtedy do niczego zachęcać, ale i tak uznawała za bardzo zabawne, że w ogóle pomyślała o takim słowie w kontekście ich spotkań. Gdyby go wtedy nie przywołała w ramach kpiny, pewnie nie usłyszałaby go ani razu aż do dzisiaj. Wszystko było wyłącznie jej winą. Jak zawsze.
— Odważnie, Mała — pochwaliła ją. W oczach rysowniczki aż błysnęła ekscytacja, a na wargach pojawił się uśmiech, za który od razu powinni ją gdzieś przymknąć, bo zwiastował chęć wpakowania się w kolosalne kłopoty. Może tym razem nie będzie niczego podpalać, ale wszystko, co robiła w towarzystwie Prescott, dawało jej równie dużo ekscytacji. Nie żeby kiedykolwiek podpaliła coś dla hecy! No dobrze, może raz. Albo dwa.
— Szczerze mówiąc, myślałam raczej, że mogę ją dla ciebie uszyć... ale skoro jesteś taka chętna do pokazania światu, że gdzie twoje miejsce... — Przygryzła wargę, powstrzymując kolejny diaboliczny uśmiech. Uszycie takiego akcesorium nie byłoby dla niej żadnym problemem. Nie była pod tym względem tak zdolna, jak jej matki, ale to przecież nie był skomplikowany projekt. Wpasowałoby się to też w potrzebę tworzenia przez Ruelle i dla Ruelle.
— A wrócisz stamtąd na uwięzi? — dopytała ciszej. Miała wrażenie, że jej własny ton głosu wciska się pod skórę modelki, żeby zostać tam już na dobre. Wspólna wizyta w sklepie z gadżetami erotycznymi to jedno. A może jednak powinna zabrać ją do zoologicznego? Wszystko jedno. Pomysł poprowadzenia jej na smyczy gdziekolwiek poza ścianami loftu artystki był tym najbardziej ekscytującym fragmentem. Poczuła od razu przyjemne mrowienie w palcach na myśl o zaciśnięciu materiału na szyi Ruelle i uczuciu satysfakcji, że ma nad nią taką kontrolę.
Była zaskoczona z jak wielką uwagą była w stanie wysłuchać opisu potencjalnej partnerki. Nie docierał do niej żaden bodziec niepowiązany z Prescott. Myślała, że ogranicza się wyłącznie do jej ciała, ale po raz kolejny jej umysł w pełni wyostrzył się na to, co miała do powiedzenia. Rzucała ogólnikami, które miały na celu głównie kpić z Blair, ale to nic. Podobała jej się ta wizja. Tanatopraktorka przecież dobrze rozumiała jej potrzeby.
— I skąd ja kogoś takiego wytrzasnę? — dopytała jeszcze, udając, że nie przychodzi jej do głowy nikt spełniający chociaż część tych wymagań. W rzeczywistości byłaby w stanie dobrać całe naręcze takich postaci, a ostatecznie pewnie i tak interesowałaby ją wyłącznie jedna z nich.
Uniosła brew po krótkiej wymianie zdań z barmanem. Miała ochotę mu się odszczekać, że zdecydowanie nie ona jest tą, nad którą trzeba zapanować i że to nie jest takie proste, jak mu się wydaje, ale sobie odpuściła. To było jeszcze mniej istotne niż obecność Sain Clair.
— Chodź — rzuciła tylko krótko, zgarniając z baru własny długopis. Nie zwykła zostawiać po sobie narzędzi pracy. O niedokończonym szkicu nawet nie pamiętała. Nie rozejrzała się, czy serwetka jeszcze leżała na ladzie, czy została zgarnięta do śmieci przez Martina. Nie miała przy sobie niczego więcej. Dopytała, czy Prescott potrzebuje czegoś konkretnego, bo jeśli tak, to chciała owe coś dla niej zgarnąć. Nie przerażała jej wizja zetknięcia się z jej pokręconymi koleżankami. Przynajmniej mogłyby ocenić ją sobie z bliska, a przecież było na co patrzeć!
Przerzuciła wreszcie rękę przez ramię Prescott i przycisnęła ją mocno do swojego ciała w geście dużo bardziej zaborczym niż wymagała tego sytuacja. I ich relacja. Wyszły na zewnątrz, a Cross odruchowo zmrużyła oczy, spodziewając się kontaktu z nisko wiszącym słońcem. W takiej pozycji było jednak, kiedy wchodziła do środka. Zdążyło w międzyczasie zajść, a wokół zrobiło się dość szaro. Nieświeże powietrze dużego miasta uderzyło jej do głowy, uświadamiając ją mocnym podmuchem, że była bardziej pijana niż powinna. Trzymała się jednak na nogach o własnych siłach, to powinno wystarczyć. To na pewno nie zwiastowało niczego złego. Cross ruszyła przed siebie, wciąż nie odrywając rąk od Ruelle. Przed innym barem kawałek dalej zauważyła palącą papierosa i rozmawiającą z kimś Blair. Dobrze, że znalazła sobie zastępstwo.
— Na pewno nie chcesz, żeby do nas dołączyła? Ostatnia szansa — szepnęła konspiracyjnie, nachylając się do Prescott i ruchem głowy wskazując jej w stronę Saint Clair. Nadal była tylko odrobinkę złośliwa.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Catch the local sports fever
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak czy inaczej River uznałaby swoje zwycięstwo niezależnie od tego czy było ono słuszne. Dlatego postanowiła się zbytnio nie katować i urwała rozmowę w sposób, który raczej nie zachęcał do tego, aby to wszystko ciągnęła. Mogła po prostu rozkoszować się trwającym pocałunkiem i całkowicie zignorować całą wcześniejszą rozmowę. W końcu to było ciekawsze niż dalsza dyskusja na temat tego kto i z jakiego powodu chciał nazywać ich spotkabia randkami.
- Wiem, że ten pomysł cholernie cię kręci - przyznała mrukliwym tonem, rozkoszując się jeszcze chwilę uczuciem dłoni przylegającej do jej szyi.
Widziała ten charakterystyczny błysk w oku. Były to te niepokojące iskierki diabolicznej ekscytacji, które w połączeniu z uśmiechem, od którego wciąż powstrzymywała się River, mogły jej podpowiedzieć, że cokolwiek miała ona na myśli był to zdecydowanie diabelski plan.
- A masz już w głowie jakiś projekt? Jak by wyglądała? - zapytała, czując ponownie silny ucisk podniecenia w podbrzuszu na myśl, że Cross chciała stworzyć dla niej kolejną rzecz.
Naprawdę była przez nią rozpieszczana. W końcu takie gesty kryły za sobą dużo więcej niż zwyczajne kupno obroży w pierwszym lepszym sklepie. W zasadzie widziała już część szkiców, na których wokół jej szyi zaciśnięty był materiał obroży, więc mogła zakładać, że byłoby to coś w przybliżonym stylu. Chociaż z River nigdy nie było wiadomo.
- A wytresowałaś mnie do chodzenia na smyczy? - odpowiedziała z lekko wyzywającym uśmiechem, który wkradł się na jej wargi na samą myśl o całym tym przedsięwzięciu.
Wizja paradowania w takiej smyczy wydawała się być wyjątkowo posłuszna, ale na pewno nie mogła na to wszystko pozwolić Cross tak od razu.Na pewno zabiłoby to w ten czy inny sposób ekscytację z całego przedsięwzięcia. Rysowniczka musiała na to wszystko zasłużyć i zaskarbić sobie posłuszeństwo Prescott. Na pewno wszystko będzie dosyć interesującym procesem.
Zadziwiająco dobrze szło jej jeszcze formułowanie myśli. Nie wtrącała przy tym, co rusz hiszpańskiego, najwyraźniej mając jeszcze nad sobą wystarczającą kontrolę, aby nie pozwolić wymsknąć się nieodpowiednim słowom. Musiała z tego korzystać póki jeszcze faktycznie jakoś dawała sobie radę.
- Na pewno dasz radę kogoś takiego znaleźć - odpowiedziała, nie sugerując swojej kandydatury na podobną pozycję, bo już nie o to chodziło.
Najzwyczajniej w świecie Saint Clair nie pasowała jej do kogoś takiego jak River i wyłącznie o ten fakt jej chodziło. Może i powinna mieć całkowicie obojętny stosunek do jej życia seksualnego czy nawet romantycznego, ale przecież gust Cross w tych kwestiach też w jakimś stopniu świadczył o samej tanatopraktorce, która znajdowała się w kręgu jej zainteresowania.
Wymian zdań z Martínem nie była szczególnie istotna. Zwłaszcza, że mężczyzna szybko wrócił do swoich obowiązków, skupiając się na pozostałych klientach. Ruelle spojrzała jedynie na zwinięty przez River długopis po czym zsunęła się z barowego stołka prosto w jej ramiona.
Nie miała ze sobą rzeczy, które zostawiłaby przy przyjaciółkach. Zresztą nawet jeśli tak by było to te na pewno by je zabrały ze sobą i zwróciły dosyć szybko oraz sprawnie. Tacy ludzie były najprawdziwszym skarbem w jej życiu.
Przylgnęła mocno do boku Cross, obejmując ją mocno. Palce na materiale jej koszulki zacisnęła tak mocno jakby miało od tego zależeć jej życie. Nic dziwnego skoro utrzymywanie pionu było dla niej swojego rodzaju wyzwaniem. Całe szczęście mogła jednak polegać w pełni na artystce, która ją podtrzymywała i pomagała przeć do przodu.
Potrzebowała świeżego powietrza. Miała nadzieję, że właśnie ono pomoże jej i nieco otrzeźwi po tych dwóch zdecydowanie zbyt mocnych drinkach. Wciągnęła w płuca ciężki oddech przesycony esencją całego Toronto. Poczuła się nieco lepiej z chłodnym lekkim wiatrem, który owiewał rozgrzane ciało, pomagając mu powrócić do normy. Nawet nie zauważyła, że faktycznie w pobliżu wciąż znajdowała się Blair, która jednak nie uciekła zbyt daleko. Obdarzyła ją jedynie przelotnym spojrzeniem nim odwróciła się do rysowniczki.
- A ty tego chcesz? - zapytała mrukliwie, przesuwając się na tyle, aby móc dosięgnąć wargami nagiej skóry na jej obojczyku, którą natychmiast zassała, zaznaczając swoją bytność na ciele rysowniczki. - Chcesz, żeby była naszym miłym dodatkiem? Może być.
W głowie Ruelle powstała już bowiem konkretna hierarchia. O ile mogła mieć pewne wątpliwości co do tego, które miejsce zajmują w niej z River to nie miała absolutnie żadnych powodów do tego by kwestionować to, że Blair na pewno znajdowała się pod nimi dwiema.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie zbyt dobrze rozumiała, co zrobić, by oczarować sobą rysowniczkę. I zbyt śmiało z tego korzystała. Nie powinna się na nią za to wściekać. Dostawała przecież dokładnie to, czego chciała. Problem w tym, że była gotowa dać wszystko to, a nawet więcej, swojej modelce. Prescott była nieobliczalna i z pewnością mogłaby wykorzystać to na wiele sposobów, które będą dla artystki nie tylko wyjątkowo przyjemne, ale i brutalnie destrukcyjne.
— Nic ekstrawaganckiego. Wiesz, że nie lubię odwracać od ciebie uwagi. Ale muszę przyznać, że kusi mnie też taka ze ściągaczem z łańcucha. Mam do nich słabość. — Przekrzywiła nieznacznie głowę, próbując zwizualizować sobie oba z tych pomysłów. Jak zwykle trudno było jej się zdecydować i najchętniej dałaby jej wszystko od razu. Na szkicu, który dla niej stworzyła, szyję Prescott ściskał prosty, skórzany pasek. Nietrudno było jednak zauważyć, że artystka szczególnymi uczuciami darzyła metalowe ozdoby. Należała przecież do tych, dla których przejście przez bramkę na lotnisku w zwyczajny dzień byłoby wyjątkowo uciążliwe. Pomyślała o chłodnych ogniwach łańcucha wbijających się w skórę jej modelki wraz z mocnym pociągnięciem. To zdecydowanie była kusząca wizja. No i bardziej subtelna. Tego rodzaju obroża przed szarpnięciem wyglądałaby przecież jak zwyczajny wisior, może nawet podobny do czegoś, co nosiła na co dzień sama Cross. Dodanie do tego nuty ich prywatnego sekretu również miało mnóstwo plusów. Cholera, zawsze miała przy niej za dużo pomysłów.
Zaśmiała się krótko słysząc uwagę na temat właściwego wytresowania. Czyżby zaczynała czuć się w jej towarzystwie dużo bardziej swobodnie i przyjemnie nawet, gdy nie zdzierały z siebie ubrań? Możliwe. Albo to wina wypitego wcześniej alkoholu. Tak, to musi być tego kwestia. Pijaną Cross po prostu łatwiej rozbawić.
— Racja, mój błąd. Nie odmówię nam przecież obserwowania, jak dla mnie pękasz — zapewniła. Ostatnie próby nauczenia jej proszenia, czyli wyjątkowo prostej sztuczki, trwały przecież długo. Nie spodziewała się, by tym razem miało być jakkolwiek inaczej. Nie miała też wątpliwości, że dla ich obu będzie to nad wyraz przyjemny trening.
Wydostanie się z baru na szczęście poszło gładko. Ruelle przylegała do niej wyjątkowo mocno, co z kolei wyjątkowo się jej podobało. Trzymała ją pewnie, choć sama nie była perfekcyjną opoką w tej sytuacji, bo wypita wcześniej tequila szumiała jej w głowie dużo intensywniej niż powinna. Najwyraźniej trzymała się i tak lepiej niż Prescott. A może to kwestia adrenaliny i potrzeby wejścia w opiekuńczą rolę? Albo bardziej przystosowanych do przyjmowania promili rozmiarów. To pewnie mieszanka każdej z tych rzeczy, na którą musiała teraz liczyć całą sobą, bo bardzo nie chciała, by obie do reszty straciły nad sobą panowanie albo co gorsza pamięć o tym wieczorze.
Jej dzisiejsza partnerka zdecydowanie nie traciła czasu. Przyjemne ciepło rozlało się po ciele artystki, gdy poczuła wargi otaczające jej skórę przy obojczyku. Puste płótna ich skór na pewno szybko dadzą się całkowicie zabrudzić.
— Do większej kurwicy doprowadziłoby cię obserwowanie, jak to ja ją pieprzę czy ona mnie? — Zatrzymała je na środku chodnika, po którym szły. Ujęła podbródek tanatopraktorki, zmuszając ją, by na nią spojrzała. Nowe wizje, które rozlały się po jej myślach, wywoływały ścisk podniecenia w okolicach podbrzusza.
— Tym razem pozwoliłabym ci patrzeć. Słuchanie to za mało — doprecyzowała, nachylając się do niej. Najwyraźniej w tej wizji Prescott znów była niemal całkowicie pozbawiona sprawczości, zapewne przywiązana do czegoś w podobny sposób, jak ostatnio. Przesunęła językiem po jej dolnej wardze, chcąc zebrać z niej wszystkie bzdury, którymi dziewczyna mogłaby się zaraz zacząć bronić. Kontakt z jej ciałem działał na artystkę elektryzująco. Skupienie się na Saint Clair w tym momencie było naprawdę karkołomnym wyzwaniem. Wpiła się zachłannie w usta swojej modelki, stęskniona za pocałunkami, od których nie minęło nawet dziesięć minut. Popchnęła ją kawałek, zmuszając, by oparła się plecami o jakiś samochód stojący obok. Objęła ją mocno w pasie, przyciągając biodra bliżej, jakby chciała wtopić ją we własne ciało.
— Ale nie dzisiaj. Teraz chcę cię mieć tylko dla siebie. — W zachrypniętym od pożądania głosie kryło się tyle samo zaborczości co w każdym geście, jakim ją do siebie przyciągała. Całowała ją bez opamiętania, całkowicie porzucając takie obowiązki jak oddychanie. Uderzyła w szybę samochodu tuż obok ciała Ruelle, jakby chciała w ten sposób dostać się do środka i wciągnąć za sobą modelkę, by dać im choć iluzję prywatności. Alarm, który włączył się od tego nagłego ciosu, nieco ją otrzeźwił. Ale tylko nieco.
— Daj mi siebie wreszcie tyle, żebym była w stanie później pracować — warknęła wściekle przy jej uchu, wciskając ją jeszcze mocniej w głośno protestujący samochód. Palce świerzbiły ją, by zrobić jej od razu całą masę rzeczy. Najlepiej samych krzywd. Musiała jednak nad sobą zapanować. Alkohol zbyt śmiało rozwiązywał jej język i rozbijał bariery. Wydała z siebie niezadowolony pomruk i pozwoliła im odkleić się od samochodu. Ani jednak myślała, by odkleić się od Rue. Przyciągnęła ją do siebie i pociągnęła gdzieś dalej chodnikiem, chcąc oddalić się od zwracającego na siebie uwagę samochodu .

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Catch the local sports fever
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uczyły się siebie wzajemnie. Studiowały uważnie wszystkie reakcje, aby dobrać z jeszcze większą dokładnością słowa i gesty tak, aby wywierać na siebie jak najmocniejszy wpływ. Wychodziło im to coraz lepiej z każdym kolejnym spotkaniem. Cokolwiek między nimi powstawało z pewnością działało w obie strony.
- Brzmi dobrze... Też nie lubię zbytniej przesady - przyznała, bo w kwestiach estetycznych wydawały się być całkiem zgodne ze sobą.
Sama wyobrażała sobie zwykle prosty skórzany wyrób. Czasem nabijany ćwiekami, aby nadać mu więcej charakteru. Wiedziała jednak, że River była obdarzona wizją artystyczną, która przy odpowiednich materiałach i umiejętnościach mogła stworzyć coś niesamowitego.
Doskonale zdołała się przekonać o tym jaki właściwie styl towarzyszył Cross jeśli chodziło o decyzje modowe. Sama od niego zanadto nie odbiegała, a obroża siłą rzeczy musiałaby się wpasować w estetykę charakterystyczną dla River. Tak, żeby jeszcze bardziej podkreślić fakt, że należała akurat do niej. Z jednej strony podobna myśl wydawała się Ruelle niezdrowo ekscytująca, a z drugiej niedorzeczne było dla niej to, że mogłaby w ogóle czuć coś podobnego w związku z byciem postrzeganą jako własność rysowniczki.
Nic nie mogło przyjść artystce zbyt łatwo. Obie za bardzo lubiły cały ten proces sprowadzania Prescott do uległości i wymuszenia na niej konkretnego zachowania. Ostatnio zresztą River odniosła spory sukces edukacyjny chociaż wciąż było jej mało. Nie mogły przepuścić okazji do tego, aby nie zrobić podobnie z obrożą i smyczą.
Dla kogoś takiego jak tanatopraktorka, Cross była doskonałą podporą. Przynajmniej do momentu, gdy sama nie poczuła się nieco pewniej na własnych nogach. Była niczym nowonarodzony źrebak, który uczył się chodzić. Potrzebowała chwili na to, aby odnaleźć się w tej nowej pozycji chociaż kolana miękły jej zdecydowanie zbyt szybko. Co dziwne nie była to wina znajdującej się obok dziewczyny, a szalejącego w jej żyłach alkoholu. Mogła być jedynie wdzięczna za to, że ma koło siebie kogoś takiego jak River.
Była zbyt świadoma tego, że ktoś mógłby chcieć zająć jej miejsce. Przecież widziała to ledwie chwilę temu. Wolała zatem zostawić po sobie jakiś ślad. Pokazać, że ktokolwiek chciałby spędzić noc nie byłby tak wyjątkowy jak mogłoby mu się to wydawać. Chyba zresztą obie zdążyły się zrobić o wiele bardziej zaborcze.
Nie zamierzała jej odpowiedzieć, ale doskonale wiedziała, która opcja byłaby dla niej najbardziej uwłaczająca i doprowadzająca do szaleństwa. Sama musiała zawsze wywalczyć dla siebie choćby odrobinę kontroli, wymuszając na niej przynajmniej częściowe posłuszeństwo. Najgorszą karą byłoby obserwowanie tego jak dobrowolnie Cross oddaje się komuś całkowicie bez stawiania jakiegokolwiek oporu. Nie zamierzała jednak mówić tego na głos.
Samo spoglądanie w jej roziskrzone oczy, które wpatrywały się w nią tak intensywnie było wystarczające do tego, aby poczuła coraz silniejszy uścisk podniecenia w podbrzuszu. Wizja całkowitej bierności była jednocześnie rozkoszna, a z drugiej niezwykle frustrująca, bo w swojej głowie widziała zupełnie inne sceny. To wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej, ale wizje rysowane przez River zawsze były dla niej wyjątkowo pociągające i sprawiały, że przechodziły ją dreszcze.
Nie była jednak w stanie w żaden sposób się odgryźć. Nie w momencie, gdy Cross przesunęła językiem po jej dolnej wardze i zamknęła jej usta kolejnym wyjątkowo zachłannym pocałunkiem. Nim zdołała się zorientować, była już przyciśnięta do boku jakiegoś przypadkowego auta, całując rysowniczkę tak zapamiętale jakby właśnie walczyła o własne życie. Może zresztą po części tak było?
- Och? A więc jakiegoś innego wieczoru chciałabyś patrzeć na to jak pieprzę się z kimś innym w twoim łóżku? - zapytała zaczepnie, zarzucając jej ramiona na szyję, aby przynajmniej postarać się przybrać nieco wygodniejszą pozycję.
Nie była w stanie myśleć o nikim innym w momencie, gdy River całowała ją tak zachłannie jakby chciała ją pochłonąć. Ruelle starała się oderwać grzbiet od samochodu i naprzeć na nią mocniej swoimi biodrami, ale nie udało jej się to. Została powstrzymana przez mocny cios w szybę tuż obok siebie, które uruchomiło alarm. Dzwoniło jej w uszach od tego ostrego i donośnego dźwięku, który dziwnym trafem nie potrafił zagłuszyć wściekłego warknięcia ze strony Cross, które wniknęło pod jej skórę.
- Nie umiem, bo tobie zawsze jest mało - przypomnienie sobie właściwych angielskich słów przychodziło jej z coraz większym trudem.
Lekko zataczając się, pozwoliła zaciągnąć się gdzieś dalej. Nie była już w ogóle pewna tego czy Cross da radę tym razem dotrzeć do mieszkania czy może postanowi się nią zadowolić w jakimś ciemnym zaułku nim finalnie trafią w miejsce, gdzie mogłyby mieć pełną prywatność i sposobność do oddania się w pełni swoim fantazją.
Zniknęły za rogiem idealnie w momencie, gdy zaaferowany właściciel auta wypadł na chodnik, a Ruelle pchnęła rysowniczkę na pobliską ścianę za jakimś kontenerem, nie dbając wcale o to, gdzie się znajdowały. Musiała do niej przylgnąć i raz jeszcze wpić się w jej usta.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znęcanie się nad Prescott z pomocą dodatkowej osoby na pewno nie byłoby łatwe. Zabawa z Blair nie potrwała przecież długo. Wystarczył jeden pocałunek, żeby Cross kompletnie zapomniała o obecności swojej pierwotnej randki i zatraciła się cała w obecności Ruelle. Ograniczenie jej byłoby niezbędne, żeby plan miał jakiekolwiek szanse się powieść. Inaczej na pewno zrobiłaby coś, by niby przypadkiem oderwać myśli i ciało artystki od tej dodatkowej osoby, a ona poddałaby się temu jak durna. Bardzo jednak lubiła się dla niej starać. Uwielbiała obserwować, jak powoli pęka pod wpływem jej działań, by ostatecznie oddać się jej całkowicie. W takim przypadku byłoby to pewnie podwójnie satysfakcjonujące. Nic dziwnego, że natychmiast znalazło się na liście rzeczy, które chciała zrobić swojej modelce. Trzeba było jednak wybrać do tego odpowiednie warunki. Nie mogła być aż tak nienasycona jak dzisiaj. Ach, tylko jak zrobić, by Prescott była wariacko wygłodniała, a River czuła się stabilnie? Na to też musi znaleźć jakiś sposób. Strasznie dużo z tym zachodu. I pomyśleć, że to wszystko dla sztuki. Wyłącznie dla sztuki. Bo niby czemu jeszcze?
— Nie tworzę w kooperacji. Liczy się wyłącznie moja wizja — odpowiedziała twardo. Jeszcze tego brakowało, by ktoś wpieprzał się w dokańczanie jej dzieł! Była gotowa roznieść każdego amatora, któremu wydawałoby się, że ma cokolwiek do powiedzenia w tej kwestii. Ledwo powstrzymywała się w rozmowach z własnym wydawcą, który przecież zapewniał, że miała w ogóle pieniądze na dalsze rysowanie. W ich przypadku nie miałaby jednak takiego noża na gardle i mogła ustawiać warunki tak, jak tylko chciała. Oczywiście, że wpadała w podwójne standardy. Nie ma szans, by pozwoliła swojej muzie na wszystko, do czego posunęłaby się sama. Ruelle powinna to doskonale rozumieć. Niejednokrotnie powtarzała jej, że skoro to ona jest artystką, to powinna układać sceny, w które je pakuje, pod własną wizję. A w żadnej z nich nie było miejsca na kogoś, kto mógłby wyczyniać z jej modelką jakieś bzdury, które podpowiedziałaby mu własna wola. Mógłby być co najwyżej całkowicie sterowany przez widzimisię River. Ale skąd wytrzasnęłaby kogoś tak skrajnie posłusznego?
Odpowiedź Ruelle była co najmniej nie satysfakcjonująca. Potrzebowała momentu, by właściwie ją przetrawić. Najpierw musiały oddalić się nieco od wyjącego auta, by były w stanie słyszeć własne myśli. Potem należało odrzucić tę umiejętność, bo panował w nich taki chaos, że chęć opierania się na nich, była po prostu daremna. Zanim zdołała wyłuskać z nich cokolwiek wartościowego, Prescott przycisnęła ją do ściany i wróciła do zachłannych pocałunków, udając, że ta krótka przerwa się w ogóle nie wydarzyła. Pocałunki tanatopraktorki przytłumiły i tak już cichy jęk, który rozszedł się wibracją po jej miękkich wargach. River miała cholerną ochotę dobrać się do niej natychmiast, nie zwracając najmniejszej uwagi na niesprzyjające otoczenie. Zacisnęła palce na jej biodrach, osuwając się plecami po ścianie nieco niżej, kompletnie zatapiając się w pieszczocie.
Nie, chwila. Wcale nie tak kompletnie. Poprzednie słowa dziewczyny odbiły się echem po całym jej ciele i wróciły wreszcie do łba, rozbrzmiewając w jego wnętrzu raz jeszcze. Nie mogła pozwolić jej na coś takiego. Odepchnęła ją od siebie i wbiła w nią spojrzenie, w którym nie czaiło się już wyłącznie pożądanie. Była wyraźnie zirytowana. Nie kryła niezadowolenia, choć pewnie nazywanie tego w taki sposób można byłoby uznać za eufemizm.
— Chujowa odpowiedź — odezwała się wreszcie, unosząc wyżej podbródek. Wyprostowała się cała i zrobiła krok w jej stronę, zmniejszając odległość, którą sama przed momentem między nimi stworzyła. Patrzyła na nią z góry – dosłownie i w przenośni – zastanawiając się, czy aby na pewno była warta ułożenia wieczoru w taki sposób. Niestety niemalże całe jestestwo Cross wrzeszczało w jej wnętrzu, że jak najbardziej była. Mruknęła niezadowolona bardziej do własnego ego niż do samej Prescott. Powinna zastosować jakąś dotkliwą karę. Zostawić ją tutaj w cholerę i odezwać się najwcześniej za miesiąc. W tej jednej kwestii była zdecydowanie za mało uparta.
— Może po prostu się postaraj? — dodała. Akceptowanie półśrodków nie było przecież w jej stylu. Miała jednak miękkie serce i była gotowa dawać ludziom drugie szanse. Nawet takim jak Ruelle. Wierzyła, że jej muza jest w stanie wykrzesać z siebie coś więcej niż nie umiem. Złapała ją za rękę i pociągnęła dalej w stronę własnego mieszkania. Nie chodziło w tym o żadne romantyczne gesty. Wciąż nie chciała jej wypuszczać, ale musiała zorganizować choć minimalną karę. Albo otrzeźwienie dla samej siebie. Trzymanie jej blisko, ale jednak nie przyklejoną do własnego ciała, wydawało się odpowiednie.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Catch the local sports fever
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Biorąc pod uwagę chorobliwą wręcz potrzebę kontroli przejawianą przez Cross to wszelkie układy z udziałem dodatkowych osób mogłyby być naprawdę niezwykle uciążliwe i wręcz niemożliwe do realizacji. Wymagałyby one zaangażowania odpowiedniej persony, a dodatkowo musiałyby być wyjątkowo starannie zaplanowane, co odbierało im przynajmniej częściową ekscytację związaną z aktem powstającym pod wpływem chwilowego natchnienia. Chociaż kto wie... Może takie wyczekiwane od dawna przyjemności byłyby równie wyborne, co te powstałe dzięki naturalnemu instynktowi?
- Wiem. Jesteś, kurewsko, ciężka do współpracy - potwierdziła, bo już zdążyła zauważyć, że dla River liczyło się wyłącznie jej własne zdanie.
Niezwykle ciężko było ją nakłonić do współpracy. Chyba, że akurat była w odpowiednim nastroju i ciekawił ją rozwój dalszych wydarzeń. O ile naprawdę Prescott potrafiła docenić wizję artystyczną rysowniczki tak jednak czasami chciała wykazać się również własną inicjatywą, co wcale nie było takie proste. River musiała bowiem kontrolować każdy jej ruch, oddech, pojedyncze zmysły. Jednocześnie to uwielbiała jak i przeklinała. Całkowite podporządkowanie się było zarówno pełne rozkoszy jak i wyjątkowo uciążliwe.
Ze względu na odmienne wizje potrafiły się gryźć ze sobą zadziwiająco mocno. Zarówno w sensie metaforycznym jak i dosłownym, bo ileż to razy czuły na swojej skórze wbijające się w nią zęby? Chyba jednak za bardzo im to odpowiadało, żeby potrafiły zrezygnować z tych swoich rytuałów. W końcu jeśli tylko pragnęły większej odmiany to zawsze mogły iść do kogoś innego. Co zresztą już próbowała zrobić Cross. Wyglądało jednak na to, że po raz kolejny wpadały na siebie i wszystko kończyło się tak jak zwykle.
Może i odpowiedź była mało satysfakcjonująca, ale za to prawdziwa. Za każdym razem, gdy tylko dawała od siebie więcej to River pragnęła jeszcze bardziej, mocniej, więcej... Zawsze czuła niedosyt. Jakakolwiek satysfakcja w ich przypadku była jedynie chwilowa i raczej związana ze zmęczeniem niż faktycznym nasyceniem. Zawsze starała się jak mogła i czy to nie był kolejny przejaw szaleństwa? Wiecznie robiły to samo, licząc na to, że uzyskają inny wynik.
Wydawało się, że już dawno zdążyła spić smak tequili z jej warg. Niemniej wciąż smakowały tak samo dobrze. Uwielbiała czuć jej język tuż przy swoim, a każdy drobny jęk, który wydostawał się z jej gardła był wyjątkowo podniecający. Nawet jeśli nie był w stanie wybrzmieć w pełni.
Wsunęła dłonie pod skraj jej koszulki, aby nacieszyć się dotykiem rozpalonej skóry. Była tak miękka i gładka. Całkowicie pozbawiona jakichkolwiek sińców czy zadrapań, a Prescott czuła przemożną potrzebę, aby ten fakt zmienić. Nie miała jednak ku temu okazji, bo zaraz też została odepchnięta w tył.
Zachwiała się, ale udało jej się jakoś zachować równowagę, co było nie lada wyczynem. Czuła na sobie jej zirytowane spojrzenie, które zdawało się palić żywym ogniem, który wnikał pod skórę i przenikał ją do samego wnętrza. Nawet w takim wydaniu działała na nią wyjątkowo mocno. A może zwłaszcza w takim?
- A jakiej... chcesz? - zapytała ostrożnie, zastanawiając się nieco nad zadaniem jej pytania w odpowiedniej formie.
Słowa powoli jej uciekały i nie miała pojęcia czy była to wina alkoholu czy może mącącej jej w głowie dziewczyny. Przez moment wytrzymywała jej twarde spojrzenie nim w końcu Cross warknęła coś jeszcze i podeszła bliżej, aby pociągnąć ją za rękę. Nie miała pojęcia, co działo się w jej głowie.
- Myślisz, że tego nie robię, pendeja? - wypaliła bez większego namysłu, chwytając mocniej jej dłoń. - Nie moja wina, że wiecznie ci mało...
Miała wrażenie, że nogi jej się plączą, gdy próbowała dorównać River kroku, ale mimo tego dawała z siebie wszystko, aby nie musiała być ciągnięta za rysowniczką. Prawda była taka, że chyba zostały dotknięte klątwą wiecznego głodu. Musiały jednak sobie jakąś z nią poradzić. Podobnie jak z drogą, którą obecnie starały się przebyć do mieszkania rysowniczki.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— A ty nie chcesz bezwartościowych zastępstw — bardziej stwierdziła niż zapytała. Zaborczość artystki stanowiła tu bardzo ważny element i znacznie utrudniała potencjalne wprowadzenie dodatkowej osoby w ich wspólne, długie wieczory. Wiedziała jednak, że nie są to wyłącznie problemy jej pokręconej głowy. Nie była w stanie wyobrazić sobie sytuacji, w której Ruelle jest równie zadowolona z pieszczot otrzymywanych przez kogoś innego, co z tych, które oferowała jej River. Artystka chciała jej dawać wszystko, co najlepsze. Nie powinna pozwalać na rozpraszanie jej jakimiś głupotami i drobiazgami, po których i tak będzie musiała poprawiać. Robiła to również dla jej dobra. Cross miała szczerozłote serce.
Poddanie się jej byłoby dużo prostsze. Mogłaby po prostu ulec tym pocałunkom i pozwolić znowu omotać się wokół palca. Musiałaby to zrobić na swoich warunkach, ale to raczej oczywiste. Kompletnie opętana bliskością Prescott była gotowa wziąć ją choćby zaraz, nawet w tym ciemnym zaułku oddalonym od głównej drogi o zaledwie kilkadziesiąt metrów. Nie była jednak fanką prostych rozwiązań. Zawsze musiała robić pod górkę samej sobie i wszystkim wokół. Odepchnęła ją od siebie gwałtownie, bo wiedziała, że każda kolejna sekunda stanowiła znaczące utrudnienie w zbuntowaniu się. Powstrzymała się również od wyciągnięcia ręki w jej stronę, by złapać ją, zanim się przewróci. To dopiero byłoby kretyńskie. Na szczęście potencjalna pomoc nie była nawet konieczna, bo tanatopraktorce udało się zachować równowagę.
— Mniej ubogiej ambicjonalnie, Prescott — odwarknęła, powstrzymując się od dołączenia do tej wypowiedzi dziesięciu dodatkowych epitetów, którymi wyraziłaby frustrację. Mówienie tego, co kotłowało jej się w myślach, szło o wiele łatwiej, gdy to były pozytywne rzeczy – a już w ogóle najlepiej takie połączone z seksem. To jednak nie zaliczało się do żadnej z tych kategorii. Leżało po przeciwnej stronie głowy. Poczuła się potraktowana jak formalność, a nie wyzwanie, a to paskudna obraza. Nie tak okropna jak niektóre komentarze Ruelle na temat jej sztuki, ale równie irytująca. A może nawet bardziej? Przy tych krytycznych uwagach Cross przynajmniej miała wrażenie, że tanatopraktorka robi to specjalnie, by ją dodatkowo rozjuszyć. Tym razem to tak nie brzmiało.
Na pewno mogła być ostrożniejsza albo chociaż iść wolniej. Wiadomo jednak, jak to bywało z tempem chodzenia osób queerowych! A jak się ma jeszcze takie długie nogi, to już w ogóle człowiek zapierdala jak dyliżans. Złość dodatkowo ją napędzała, więc równie dobrze mogłaby teraz wziąć udział w maratonie i ciągnąc za sobą Prescott kilka metrów nad chodnikiem jak latawiec. Ale kto normalny wybrałby taką zabawkę? Tak niezwykle irytującą i kompletnie oderwaną. No dobra, akurat ta druga cecha to spora zaleta u latawców. Ale przecież Ruelle nie była zwykłym kawałkiem szmaty na sznurku. Nie miała przecież jeszcze smyczy. Artystka zatrzymała się gwałtownie i obróciła w stronę swojej towarzyszki.
— To jest wyłącznie twoja wina. — Świeże powietrze niespecjalnie pomagało jej ochłonąć. Nie wiadomo, jak mocno musiałoby wiać, by zbalansować emocje, które wzbudzała w niej ta dziewczyna. Cross już sama nie wiedziała, czy mocniej gotuje się w niej przez Rue czy wypitą tequilę. W każdym razie przez jakiś latynoski wymysł. Może w Kanadzie też powinien powstać jakiś mur na granicy, żeby się tego pozbyć?
— Nieskończenie wkurwia mnie, jaka jesteś skuteczna — dodała nieco ciszej, wpatrując się w nią tak, jakby miała ochotę złapać ją za szyję i cisnąć pod rozpędzony samochód. A może jednak tak, jakby chciała się z nią znowu pieprzyć? Trudno było zarysować różnicę między tymi dwiema emocjami. W tym momencie kompletnie się jej zlewały i to już musiała być wina alkoholu. Gdyby chociaż miała gwarancję, że bycie przy niej trzeźwą, coś byś pomogło, to na bank przeszłaby na abstynencję. Problem w tym, że nie robiło to praktycznie żadnej różnicy. Może po prostu teraz była nieco bardziej bezpośrednia, co w przypadku Cross jest jednak bardzo dziwnym sformułowaniem.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Catch the local sports fever
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie musiała nawet przytakiwać na słowa River, bo ta doskonale zrozumiała jej przekaz. Była też świadoma tego jak mocno potrafiła sobie zaprzeczać. Raz mówiła, że nie obchodzi jej to z kim właściwie sypia River, ale potem chciała mieć pewność, że jest to ktoś kto nie jest jedynie marnym zastępstwem. Tym razem jednak wszelkie niespójności w logice należało jej wybaczyć ze względu na stan upojenia... Chyba zresztą to nie był pierwszy raz, gdy plotła przy niej głupoty i sama gubiła się w tym, co mówiła.
Obie na pewno nie zadowoliłyby się byle kim. Biorąc pod uwagę panującą między nimi energię musiałyby mieć kogoś, kto byłby w stanie je obie znieść. W dodatku, biorąc pod uwagę jak wielką obsesję artystka posiadała na punkcie Ruelle i jak bardzo chciała sprawować kontrolę w ich skromnym układzie to nagle pojawienie się osoby trzeciej mogło być bardziej frustrujące niż ekscytujące. Sama powiedziała przed chwilą, że nie pracowała w kooperacji.
Zadziwiające było to jak bardzo musiały się pilnować, aby nie poddać się za bardzo temu elektryzującemu uczuciu między nimi. Jeden nieostrożny krok i obie przepadłyby bez reszty. Tylko dzięki temu trzymały się ostatnich strzępków zdrowego rozsądku zawieszonego na cienkiej żyłce samokontroli. Nawet jeśli w każdej chwili to wszystko mogło pójść w diabły. Zwykle tak właśnie się działo, a Prescott nagle zdawała sobie sprawę, że znajduje się w łóżku artystki, a jej gardło zdziera się od kolejnych jęków.
- Czyli co? Może powinnam zrobić tak, abyś nie była w stanie siadać przez tydzień? Wtedy byś była zadowolona? - zapytała, spoglądając na nią nagle z o wiele większym zacięciem.
Chyba naprawdę powinna przejąć kontrolę. Ostatnio była zdecydowanie zbyt łagodna, biorąc pod uwagę wszystko, co później zgotowała jej Cross. Powinna jej się za to odpowiednio odpłacić i sprawić, że przez pewien czas nie będzie w ogóle zdolna do tego, aby chociaż pomyśleć o zaciągnięciu kogokolwiek do łóżka. Gorzej było tylko z tym, że River była tą, która o wiele lepiej trzymała się na nogach i dysponowała nieco większą siłą fizyczną. Dotychczas naprawdę Prescott nie miała zbytnich powodów by narzekać na swoje nieszczególnie wielkie rozmiary.
Trudno było jej nadążać za krokiem rysowniczki, ale w końcu odnalazła odpowiedni rytm i była w stanie w jakiś sposób utrzymywać równe tempo, zostając w najgorszym razie jedynie krok czy dwa za dziewczyną, która ciągnęła ją do swojego mieszkania bez jakiegokolwiek zważania na to czy Ruelle dawała radę.
- Tego się nauczyłaś z tych pornosów, co? Najlepiej zwalić na kogoś - prychnęła w odpowiedzi na jej poirytowany ton.
Naprawdę musiały teraz odbywać podobną rozmowę? Miała wrażenie, że miały o wiele lepsze rzeczy do roboty niż wykłócanie się o podobne szczegóły. Tym bardziej, że frustracja w głosie River była wyraźnie wyczuwalna. Pewnie znowu uderzyła w jakiś jej czuły punkt i będzie musiała się użerać z jej marudnymi uwagami.
- Ach, tak? - zapytała, ciągnąc ją za rękę i zmuszając do tego, aby zwolniła. - Dale. Mów jak skuteczna jestem.
Chciała to usłyszeć. Szczera i otwarta komunikacja była czymś czego zdecydowanie im brakowało. Chciała skorzystać z każdej możliwej okazji do tego, aby wysłuchać jej niefiltrowanych myśli i dowiedzieć się, co kłębi jej się w głowie odnośnie osoby tanatopraktorki oraz sposobu w jaki na nią działała.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Casa Loma”