Nie mogła się z tym nie zgodzić, choć jednocześnie sądziła, że tak poukładane i przewidywalne życie nie byłoby dla niej komfortowe. Prędzej czy później zaczęłaby się w nim dusić. Doszłaby do wniosku, że to właśnie wszystkie niespodzianki, zarówno te dobre i te znacznie mniej przyjemne, stanowią kwintesencję jej ścieżki.
Nie przewidziała też, że poczuje do Maxa sympatię. Nie żałowała jednak tego i nie analizowała swoich uczuć bardziej, niż było to konieczne. Przyjmowała je takimi, jakie były. Tak samo, jak bez większego zastanowienia zgodziła się przepłynąć z nim połowę jeziora. Był nową osobą w jej życiu. Kimś zupełnie innym od ludzi, którzy dotąd przewijali się przez codzienność.
Słowa Lilian z pewnością nie miały skłonić Maxa do dodatkowych rozmyślań nad jej losem. Nie chciała psuć tego wieczoru ani odsłaniać przed nim pełnego obrazu tego, jak bardzo przez ostatnie lata była podporządkowana Dolores. To były osobiste problemy. Jej błędy, zaniedbania, strach i konsekwencje decyzji, z którymi od dawna powinna była się zmierzyć. Nie zamierzała jednak przerzucać tego ciężaru na Maxa.
Potaknęła ochoczo, gdy wspomniał o Disney Channel. To chyba naprawdę do niej pasowało. Taki lekki, trochę dziecinny klimat, bez potrzeby wcielania się w dojrzałą postać, którą być może nawet nie powinna być podczas tego imprezowego wieczoru. Nie zamierzała więc komentować swojego wyboru i jedynie upiła kolejny łyk świeżo przyniesionego Aperola. Po chwili oderwała wzrok, aby spojrzeć na pustą szklankę Maxa, a potem ponownie przeniosła wzrok na jego błękitne oczy. Miała wrażenie, że zaczyna w nich tonąć. Gubiła się w kolorze i uważności, z jaką na nią patrzył.
—
Eliasem? — ocknęła się i natychmiast uniosła brwi ze zdziwieniem. Akurat takiego wyboru zupełnie się nie spodziewała. Elias North był dosyć osobliwą postacią. Z jednej strony rozpoznawalną, bo jego nazwisko cieszyło się w Kanadzie ogromną popularnością, a z drugiej na tyle tajemniczą, że niewiele osób potrafiło powiedzieć o nim coś konkretnego.
Poczuła zainteresowanie. Tym bardzziej, że sama była fanką książek tego autora i nie raz zastanawiała się, kim naprawdę był człowiek ukrywający się za historiami. Teraz zaś z jeszcze większą ciekawością przyglądała się Maxowi. Próbowała zrozumieć, co sprawiło, że wybrał właśnie jego. I zaraz dostała swoją odpowiedź.
Wiesz, co jest w nim najlepsze?
Wszystko, odpowiedziała w myślach, choć jedynie uśmiechnęła się na dźwięk własnych słów we własnej głowie.
—
Rozumiem — potaknęła. —
To zabawne — odezwała się po chwili z ledwo widocznym uśmiechem, po czym ponownie upiła łyk drinka. —
Większość ludzi marzy o tym, aby ich zauważono, a ty wybrałeś faceta, którego największą zaletą jest to, że nikt tak naprawdę go nie zna. Z drugiej strony nigdy nie sprawiałeś wrażenia osoby, która potrzebuje uwagi innych ludzi, więc Elias chyba idealnie do ciebie pasuje, Max.
Kiedy skończyła mówić, przez moment przyglądała mu się znad brzegu szklanki. Im dłużej słuchała jego słów, tym bardziej dochodziła do wniosku, że ten wybór nie był przypadkowy. Max najwyraźniej dobrze go sobie przemyślał. Na tyle, na ile zdążyła go poznać, zwłaszcza w trakcie jego współpracy z protekcjonalną Dolores, doskonale radził sobie z cudzymi oczekiwaniami i potrafił odnaleźć się w każdej sytuacji.
Z wahaniem spojrzała na wyciągniętą dłoń, a potem ponownie na twarz meżczyzny. Mimo tego ponownie podczas wieczoru zacisnęła palce na jego ręce i naprawdę nie widziała w tym nic złego. Następnie, po usłyszeniu kolejnej wypowiedzi Maxa, podążyła wzrokiem za jego spojrzeniem w stronę parkietu.
—
Zaskakujesz mnie dzisiaj — przyznała zgodnie z prawdą. Co prawda, skoro mieli udawać kogoś innego, zachowanie Korhonena wydawało się całkiem adekwatne do przyjętej roli, ale mimo wszystko było dla Lilian odrobinę
dziwne? Spojrzała więc na towarzysza z wyraźnym zdumieniem, a kiedy kazał jej tego nie robić, mimowolnie wybuchnęła śmiechem. —
To jak mam dziś na ciebie patrzeć? — zapytał prędko, przy czym przechyliła lekko głowę, wciąż obserwując go z zainteresowaniem.
—
W porządku, Eliasie — zaakcentowała to nowoprzyjęte imię —
A nie będzie ci przeszkadzało, jeśli bardziej polubię ciebie jako Eliasa niż jako Maxa? — zapytała z czystej ciekawości; nie ze złośliwości. Potem dopiła ostatni łyczek alkoholu i odstawiła pustą szklankę na blat.
Ich rozmowa zeszła na dalszy plan, gdy z głośników popłynęły pierwsze dźwięki Justina Biebera. Lilian odruchowo zaczęła wybijać rytm palcami o swoje nagie udo. Następnie nie była skłonna protestować, kiedy Max wciągnął ją włąb tłumu.
Od początku piosenki poruszała się naprawdę swobodnie. Nie próbowała wygladać kobieco ani niebywale zjawiskowo, a pomimo tego łapała męskie spojrzenia, dobrze bawiąc się w rytmie melodii. Kołysała biodrami i co jakiś czas z pomocą mężczyzny wykonała obrót wokół własnej osi. Co chwilę unosiła ręce nad głowę i uśmiechała się rozanielona oraz rozbawiona do ludzi, a potem znów wracała spojrzeniem do Maxa.
W końcu piosenka dobiegła końca, a zaraz potem z głośników popłynął kolejny, znacznie bardziej energiczny utwór. Tłum zareagował równie entuzjastycznie. Ludzie zaczęli jeszcze intensywniej napływać na parkiet, a przestrzeń wokół Lilian i Maxa gwałtownie się zacieśniła. Jeszcze przez chwilę nie zwróciła na to większej uwagi. Nadal tańczyła, śmiała się i poruszała w rytm muzyki, a jednocześnie notorycznie zerkała w kierunku
Eliasa. Z każdą minutą między nimi pojawiało się jednak coraz więcej osób. Najpierw jedna para, potem kolejna grupa, aż w końcu cudze plecy skutecznie przesłoniły jej widok.
Uniosła głowę ponad tłum, próbując go odnaleźć, ale wszędzie widziała jedynie obcych ludzi. Max zniknął. To było głupie. Minęło zaledwie kilkanaście sekund, a mimo to nagle poczuła się mniej pewnie. W dodatku ktoś ją popchnął, a ktoś inny niby przypadkiem musnął dłonią jej pośladek, aż podskoczyła przestraszona.
Max Korhonen