ODPOWIEDZ
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

O umówionej godzinie wzdłuż drogi prowadzącej do pensjonatu nie rozległ się charakterystyczny ryk silnika. Przynajmniej nie w pobliżu budynku. Maximilian nauczył się już, że Dolores Davenport posiadała słuch godny wojskowego radaru, a jeśli istniała choćby niewielka szansa, że odgłos motocykla skłoni ją do wyjrzenia przez okno, zamierzał jej tego oszczędzić. Sobie zresztą również. Dlatego zatrzymał motocykl dobre kilkaset metrów dalej, przy bocznej drodze ukrytej za pasem drzew. Dopiero stamtąd ruszył pieszo w stronę pensjonatu. Kask trzymał pod pachą, a w kieszeni kurtki brzęczały kluczyki. Wieczór był przyjemnie ciepły, powietrze pachniało wilgotną ziemią i kwiatami z ogrodu Davenportów, a Max po raz kolejny doszedł do wniosku, że bierze udział w czymś, co rozsądny człowiek nazwałby wyjątkowo kiepskim pomysłem. Mimo tego, zupełnie mu to nie przeszkadzało. Jasnobrązowa marynarka dobrze układała się na szerokich ramionach, biały t-shirt skutecznie odbierał całej stylizacji przesadną formalność, a ciemne spodnie i jasne sneakersy sprawiały, że wyglądał bardziej jak mężczyzna wybierający się na letnią imprezę niż człowiek, który jeszcze kilka godzin wcześniej pracował przy budowie huśtawki. Max nigdy nie należał do osób przesadnie przejmujących się własnym wyglądem. Dzisiaj jednak poświęcił temu odrobinę więcej uwagi, co irytowało go to bardziej, niż chciałby przyznać. Jeszcze kilka tygodni temu po prostu przyjechałby po menedżerkę pensjonatu. Teraz łapał się na tym, że zastanawia się, czy Lilian w ogóle zwróci uwagę na jego strój. Czy rzuci jakąś złośliwą uwagę. Czy się uśmiechnie. Absurdalne rzeczy, nad którymi dorosły facet nie powinien się zastanawiać.
Kiedy dotarł pod mur, odruchowo uniósł głowę. I tam była. Siedziała na kamiennym zwieńczeniu niczym wyjątkowo zadowolony z siebie kot, który właśnie dokonał czegoś, czego absolutnie nie powinien był robić. Nogi zwisały jej po zewnętrznej stronie muru, ciemne włosy poruszał lekki wiatr, a na twarzy malowało się rozbawienie człowieka przekonanego, że cały plan przebiega dokładnie tak, jak sobie wymarzył.
Max zatrzymał się kilka kroków od niej i wsunął dłonie do kieszeni marynarki. Przez chwilę po prostu się przyglądał. W świetle ogrodowych lamp wyglądała niemal niewinnie. Niemal. Zdążył już nauczyć się, że Lilian Davenport i niewinność rzadko występowały w jednym zdaniu. No dobrze, Jaśminku. — wyciągnął ku niej ręce. — Obiecałaś, że jeśli cię złapię, pójdziesz ze mną wszędzie. Więc zanim twoja babcia odkryje, że organizujesz nocne ucieczki, chodź tutaj.- dopiero wtedy podszedł bliżej i wyciągnął ręce ku górze.
Droga do portu minęła im zaskakująco szybko. Ciepły wiatr uderzał w twarze, a światła miasta przesuwały się obok nich w rozmazanych smugach. Gdy w końcu dotarli na miejsce, już z daleka było słychać muzykę niosącą się nad wodą.
Port żył własnym rytmem. Muzyka niosła się nad wodą, odbijając od zacumowanych łodzi i magazynowych budynków, a rozwieszone między masztami girlandy świateł rzucały na wszystko ciepłą, złotą poświatę. Tłum ludzi przewijał się pomiędzy stoiskami z jedzeniem i niewielkimi barami ustawionymi wzdłuż nabrzeża. W powietrzu mieszał się zapach grillowanego mięsa, słodkich drinków, morskiej bryzy i rozgrzanego drewna pomostów.
Tu i ówdzie ktoś tańczył, ktoś śmiał się głośno w gronie znajomych, inni siedzieli na krawędzi kei z nogami zwieszonymi nad wodą. Nad wszystkim unosiła się ta szczególna atmosfera letnich wieczorów, kiedy człowiek przestawał przejmować się godziną, obowiązkami i problemami czekającymi następnego dnia.
Max zwolnił krok, pozwalając Lilian chłonąć widok. Nie był wielkim fanem tłumów ani imprez, ale właśnie dlatego wybrał to miejsce. Tutaj nikt nie zwracał uwagi na innych. Można było zgubić się wśród muzyki, świateł i rozmów. Na kilka godzin przestać być menadżerką pensjonatu, majstrem, wnuczką Dolores czy człowiekiem dźwigającym własne problemy. Przez jeden wieczór można było po prostu dobrze się bawić. — Witaj w miejscu podejmowania złych decyzji. — rzucił z lekkim uśmiechem. — Mam nadzieję, że jesteś gotowa przynajmniej na kilka.


Lilian Davenport
wanilia
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie do końca czuła się psychicznie gotowa na takie spotkanie z Maxem. Zgodziła się bardziej pod wpływem własnej impulsywności niż szczerej chęci, choć od dłuższego czasu nie potrafiła pozbyć się myśli, że naprawdę potrzebowała wyrwać się z pensjonatu. Jednak wizja tak intymnego spotkania z Maxem, nawet jeśli miało odbyć się wśród tłumu ludzi i przy dźwiękach muzyki, wydawała jej się czymś niezwykle absurdalnym. Lilian nie potrafiła nazwać tego randką, ale określenie „przyjacielski wypad” również zupełnie nie pasowało do tego, co czuła.
Mimo wszystko porządnie się wystroiła. Włożyła obcisłą, czerwoną sukienkę sięgającą do połowy ud i czarne koturny odsłaniające palce. Nie była przyzwyczajona do mocnego makijażu, dlatego ograniczyła się do malinowej pomadki, którą siłą wyłudziła od Archiego podczas ostatniej wizyty w markecie, oraz odrobiny brokatowego cienia na powiekach. Nie wiedziała, czy rzeczywiście wyglądała ładnie, ale wyjątkowo tak się czuła, kiedy podczas prysznica babki wymknęła się na zewnątrz.
Z lekkim trudem wspięła się po drabinie w tych wysokich butach, a potem odczekała parę minut, aż na horyzoncie pojawił się Max. Od razu zauważyła, że wyglądał inaczej; bardziej elegancko i nieszablonowo, jak na pozycję majstra, którą na codzizeń zajmował. Marynarka oraz proste spodnie poruszały się w rytm jego kroków, a podeszwy jasnych butów roznosiły wokół absurdalne echo kroków.
Uśmiechnęła się i w tym samym momencie wyciągnęła dłonie, gotowa w pełni mu zaufać, że ją złapie.
Masz tylko jedną szansę — zaśmiała się dźwięcznie. — Potem mogę skręcić kark — zażartowała ponuro.

Na pewno nie spodziewała się, że będą podróżowali motocyklem. Gdyby wiedziała o tym wcześniej, wybrałaby coś znacznie bardziej praktycznego niż obcisłą sukienkę. Materiał już przy samym wsiadaniu zaczął niebezpiecznie przesuwać się ku górze, zmuszając ją do ciągłego poprawiania go. Od razu przysunęła się bliżej. Zacisnęła uda po obu stronach siedzenia, a chude ramiona oplotła wokół brzucha mężczyzny.
Na miejscu chłonęła widokiem każdy mankament przedsięwzięcia. Ostatni raz wyszła na miasto z Sheeran, ale wybrały bardziej skromny bar, aniżeli wielką imprezę w centrum miasta. Port naprawdę tętnił życiem. Muzyka lawirowała pomiędzy gośćmi, złote światła migotały między masztami, a wokół przewijały się tłumy roześmianych ludzi. W powietrzu mieszał się zapach jedzenia oraz mocniejszy alkoholu. Wszystko wydawało się niesamowicie piękne i dla Lilian niebywale ekscytujące.
To od czego zaczniemy te złe decyzje? — podłapała temat i oderwała wzrok od kolorowych budek, aby ponownie zerknąć błyszczącymi oczami w stronę Maxa. Zupełnie mimowolnie, wręcz intuicyjnie pod wpływem trwającej sielanki, złapała mężczyznę za rękę. — Od drinka — zadecydowała samodzielnie, zanim zdążył odpowiedzieć i pośpiesznie pociągnęła go w kierunku stoiska z kolorymi alkoholami w długich, przeźroczystych, plastikowych kubeczkach.
Rozglądnęła się po menu, przesuwając wzrokiem po kolorowych zdjęciach drinków. Nawet nie zauważyła, że wciąż splatała palce z palcami Maxa. Dopiero po chwili uniosła wolną dłoń i wskazała na ilustrację aperola. Nie miała pojęcia, jak smakowała większość pozycji z karty, więc kierowała się wyłącznie wyglądem. Zdaniem Lilian Aperol prezentował się zdecydowanie najlepiej spośród pozostałych propozycji.
Tego poproszę. I tamtego w sumie też. — Skinęła na Sex on the beach.
Miała dziwne wrażenie, że ten wieczór skończy się szybciej, niż by chciała, a potem znów będzie musiała wrócić do pensjonatu. Przywykła do nieustannej presji czasu, która podczas podobnych wypadów zawsze siadała jej na barkach i nie pozwalała w pełni cieszyć się chwilą. Lilian wręcz niezrowo czuła, że każda dobra rzecz w jej życiu bardzo szybko dobiegała końca, dlatego nie zamierzała marnować cennych minut.

Max Korhonen
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Max miał przygotowanych kilka komentarzy na wypadek, gdyby Lilian utknęła po drugiej stronie muru albo w ostatniej chwili zmieniła zdanie. Mimo, iż ich relacja weszła na jakiś nowy, może nieco dziwny poziom, to nadal nie potrafił wyzbyć się tej naturalnej dla niej złośliwości, jednak obecnie teraz w większości okraszonej rozbawieniem niż rzeczywistą chęcią zrobienia krzywdy. Wszystkie one uleciały jednak mu z głowy, kiedy ją zobaczył. Przywykł do widoku dziewczyny w lekkich sukienkach, wymiętych fartuchach czy niedbale zarzuconych swetrach - taką znał ją na co dzień. Teraz jednak wyglądała zupełnie inaczej; czerwień obcisłej sukienki przyciągała wzrok niemal natychmiast, podkreślając lekko oliwkową skórę i ciemne włosy, a wysokie koturny sprawiały, że nawet siedząc na murze prezentowała się bardziej kobieco niż zwykle. Przez krótką chwilę po prostu patrzył. Może odrobinę za długo, a na pewno wystarczająco długo, żeby dojść do wniosku, że zabieranie Lilian na imprezę było prawdopodobnie bardzo złym pomysłem dla jego własnego spokoju.
Podczas jazdy motocyklem kilkukrotnie próbował skupić się wyłącznie na drodze. Nie pomagał fakt, że Lilian siedziała tuż za nim, obejmując go w pasie. Za każdym razem, gdy zwalniał albo wchodził w zakręt, mimowolnie przywierała do niego mocniej, a Max coraz częściej łapał się na tym, że myśli uciekają mu w zdecydowanie niewłaściwym kierunku. Dlatego kiedy w końcu dotarli do portu, był niemal wdzięczny za tłum ludzi, muzykę i zamieszanie, które pozwalały zająć głowę czymś innym.
Port tętnił życiem. Między zacumowanymi łodziami rozwieszono sznury ciepłych świateł, które odbijały się w ciemnej tafli wody tysiącami złotych refleksów. Z oddali dobiegała muzyka, mieszając się z rozmowami i śmiechem uczestników imprezy. Powietrze pachniało jedzeniem, alkoholem i słoną wodą. Wszędzie coś się działo. Ludzie tańczyli, spacerowali między stoiskami albo siedzieli na drewnianych pomostach, obserwując nocne życie miasta. Max rozejrzał się wokół i mimowolnie się uśmiechnął. Właśnie tak wyobrażał sobie ten wieczór. A może nawet lepiej. Niemniej bardziej podobało mu się jednak coś innego - widok Lilian, która chłonęła wszystko dookoła z niemal dziecięcym zachwytem. Od dawna nie widział jej takiej; bez spiętych ramion, bez zmarszczki między brwiami i bez ciężaru odpowiedzialności wypisanego na twarzy. Przez moment wyglądała po prostu na szczęśliwą.
Dopiero kiedy pociągnęła go w stronę baru, zorientował się, że od kilku dobrych chwil prowadziła go za rękę. Spojrzał na splecione palce, ale nie powiedział ani słowa. Nie dlatego, że nie zauważył. Wręcz przeciwnie. Po prostu zbyt bardzo mu się to podobało. — Od drinka? — uniósł brew, pozwalając jej ciągnąć się między ludźmi. — Myślałem, że zaczniemy od czegoś mniej niebezpiecznego. Na przykład od zgubienia się w tłumie albo wydania wszystkich pieniędzy na jedzenie. Stanął obok niej przy stoisku i obserwował, jak z pełnym przekonaniem wybiera kolejne pozycje wyłącznie na podstawie kolorowych zdjęć. Pokręcił głową z rozbawieniem. — Niesamowite. — parsknął śmiechem. — Nawet nie próbowałaś przeczytać składu. - spojrzał na nią z boku, zatrzymując wzrok odrobinę dłużej na błyszczących oczach i rumieńcu, który pojawił się na jej policzkach. Coraz trudniej było mu ignorować fakt, jak bardzo działała mu na nerwy… i jak bardzo jednocześnie lubił jej obecność. — Powiedz mi, Jaśminku…. — odezwał się w końcu, opierając łokieć o blat baru. — Czy istnieje choć jedna decyzja w twoim życiu, której nie podjęłaś całkowicie impulsywnie?- zadając to pytanie, blondyn zerknął jeszcze raz na kolorowe menu, jakby rzeczywiście analizował dostępne opcje, choć prawda była znacznie prostsza. Większość z nich niewiele mu mówiła. W końcu wskazał jedną z pozycji. — Poproszę Hugo. Był przewidywalny nawet w kwestii alkoholu. Nie przepadał za przesadnie słodkimi drinkami ani eksperymentami, które kończyły się bólem głowy po dwóch łykach. Hugo wydawał się bezpiecznym wyborem — lekki, chłodny i wystarczająco elegancki, by nie wyglądał jak człowiek, który zamawia pierwszy lepszy alkohol tylko dlatego, że spodobał mu się kolor na zdjęciu.




Lilian Davenport
wanilia
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A co jest niebezpiecznego w drinku, Max? — udała zdziwienie, choć w gruncie rzeczy dobrze domyślała się, co miał na myśli. Nie była święta. Jako dwudziestotrzyletnia dziewczyna miała już swoje za uszami, w tym kilka bardziej zakrapianych imprez. W normalnych okolicznościach jednak stroniła od alkoholu, bo nie pasował on do jej natury. W końcu na pierwszy rzut oka Lilian sprawiała wrażenie spokojnej, niewinnej młodej damy. Nie była pruderyjna, nie używała brzydkich słów ani nie popadała w konflikty.
Spojrzała na mężczyznę jedynie kątem oka, podczas gdy on z wyraźnym zainteresowaniem przyglądał się ilustracjom kolorowych alkoholi. Stał obok, nonszalancko oparty o blat, co nawet na chwilę nie zmusiło go, aby wypuścił z palców jej dłoń. W jakimś stopniu była mu wdzięczna, że w tłumie tych wszystkich roztańczonych, lekko podchmielonych osób mogła mu towarzyszyć; że zaprosił ją na tę portową imprezę i prawdopodobnie zamierzał nie odstępować jej na krok. O dziwo dobrze czuła się w jego towarzystwie z tym planem, który wyklarował się w jej głowie jako osobliwy pewniak.
Oderwała oczy od tablicy, kiedy przestrzeń wypełniło pytanie Maxa. Wówczas delikatnie zmarszczyła brwi i skierowała wzrok na jego twarz. Wyglądał na rozluźnionego, choć na krótką chwilę sam skupił się na lustrowaniu menu, jakby szukał czegoś konkretnego.
Hmm... — zamyśliła się przez chwilę, wypuściwszy z dłoni jego rękę. Tak naprawdę odpowiedź znała od razu. — Nie jestem pewna. Ludzi kształtują różne wydarzenia — zaczęła z lekkim uśmiechem, przy czym sugestywnie przekręciła głowę, patrząc najpierw na profil Maxa, a potem prosto w jego błękitne oczy. Jej spojrzenie było głębokie i uważne, co zdradzało, że sięgnęła pamięcią do ważnych spraw. — Jestem impulsywna, bo najwyraźniej coś wpłynęło na mnie tak, że taka się stałam. Moja babcia zawsze była dosyć upierdliwa, więc jeśli chcę korzystać z życia, nie mogę nad wszystkim się zastanawiać. Na przykład teraz boję się, że zadzwoni i ściągnie mnie do domu. Potem będę bała się tego, co ze mną zrobi, kiedy wrócę. — Wzruszyła ramionami, chcąc pozbyć się tego osobliwego napięcia, które osiadło na barkach, kiedy wspomniała o Dolores. — Ale co z tobą, Max? Jakie wydarzenia ukształtowały człowieka, którego mam właśnie przed oczami?
Była tego ciekawa.
Była tego bardzo ciekawa, bo z dnia na dzień poznawała go coraz lepiej, a mimo to wciąż niewystarczająco. Każdy człowiek miał swoje tajemnice i każdy dźwigał własną porcję nieszczęść. Piętą Achillesa Lilian była Dolores. To ona miała wpływ na jej charakter, lekkomyślność i bojaźliwość. Również na większość podejmowanych decyzji i na to, że obawiała się wyjść poza bezpieczne ramy pensjonatu i naprawdę rozwinąć.
Odruchowo spojrzała na najpierw przygotowany przez kelnera, a potem podany przez Maxa drink, który wyglądał skromniej niż Aperol na ilustracji. Mimo tego uśmiechnęła się w podziękowaniu i objęła dłońmi szkalnkę. Zaraz obróciła ją ostrożnie, doglądając mankamentów napoju i dopiero wtedy ostrożnie upiła przez słomkę pierwszy łyk.
Smaczny — potaknęła ochoczo, po czym podetknęła słomkę pod usta towarzysza. — Ale wolę ten kolorowy — wytknęła język z rozbawieniem. — Aperola poproszę. Kolega stawia — dodała.
W spojrzeniu kelnera pojawił się figlarny błysk. Puścił do niej oczko, uśmiechnął się w łobuzierski sposób i w końcu zabrał się za realizację zamówienia.

Max Korhonen
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

— A co jest niebezpiecznego w drinku, Max? pytanie wypełniło przestrzeń między nimi, a kącik ust Maximiliana mimochodem uniósł się ku góry. Gdyby kilka lat temu ktoś zadał mu to pytanie, odpowiedziałby pewnie, że nic. Alkohol sam w sobie był przecież tylko alkoholem. Problem polegał na tym, że zaskakująco często pojawiał się przy wszystkich decyzjach, których człowiek później żałował; niektóre kończyły się jedynie bólem głowy następnego ranka, natomiast inne zostawiały po sobie znacznie trwalszy ślad. Max zdążył już nauczyć się, że największym zagrożeniem nigdy nie był procent w szklance, tylko to, co człowiek pozwalał sobie zrobić, kiedy przestawał słuchać rozsądku. Tym bardziej bawiło go to, że stojąca obok Lilian nie potrzebowała do tego nawet jednego łyka alkoholu. Ona podejmowała złe decyzje całkowicie na trzeźwo. — O, sam drink jest całkiem niewinny — odparł w końcu z wyraźną wesołością. — Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy trafia na odpowiednich ludzi albo nieodpowiednich. Zależy od punktu widzenia. - skwitował, przechodząc do kolejnego tematu rozmowy. I o ile spodziewał się tylko zdawkowych odpowiedzi, tak brunetka postanowiła go zaskoczyć.
Przez chwilę słuchał jej w milczeniu. Z początku z lekkim uśmiechem, który jednak stopniowo bladł, gdy wspomniała o Dolores. Nie dlatego, że był zaskoczony od dawna widział, jak wielki wpływ na życie Lilian miała jej babka. Widział też, jak często dziewczyna bagatelizowała własne problemy, obracając wszystko w żart.— Wiesz… — odezwał się spokojnie, nie oceniająco — To nie jest normalne, że dorosła kobieta wychodzi z domu i od razu zastanawia się, jaką karę dostanie po powrocie. — w spojrzeniu Maxa pojawiło się coś na kształt współczucia. — Nie mówię tego, żeby cię pouczać. Po prostu czasami mam wrażenie, że przyzwyczaiłaś się do rzeczy, do których nikt nie powinien się przyzwyczajać. - wyjaśnił, nie chcąc ciągnąć tematu dalej. Wiedział, że Lilian nie lubiła, kiedy ktoś próbował rozwiązywać jej życie za nią, zamiast tego upił łyk drinka, który się przed nim pojawił i oparł się wygodniej o blat.
A jeśli chodzi o mnie… — urwał na chwilę, obserwując jak światła odbijają się w szkle trzymanej przez nią szklanki. — Nie wiem, czy było jedno konkretne wydarzenie. Raczej zbiór kilku rzeczy oraz osoby, które wpłynęły na mnie — przyznał w typowy dla siebie zagadkowy sposób, rozważając na ile może, a przede wszystkim powinien się otworzyć na dziewczynę. Nigdy nie przychodziło mu to z łatwością, musiał darzyć kogoś naprawdę ogromnym zaufanie, aby powiedzieć mu o sobie coś więcej, a tajemnic skrywał wiele. — Mój ojciec należał do ludzi, którzy zawsze mieli plan. Wszystko musiało być przemyślane, policzone i zrobione we właściwym czasie. Dorastając przy nim szybko nauczyłem się, że impulsywność rzadko prowadzi do czegoś dobrego. — uśmiechnął się lekko. — Z kolei moja matka była zupełnie inna. Potrafiła podejmować decyzje sercem, nawet wtedy, kiedy rozsądek podpowiadał coś zupełnie odwrotnego. Myślę, że przez większość życia próbowałem znaleźć jakiś kompromis pomiędzy nimi.
Kącik jego ust drgnął, kiedy bez najmniejszego zawahania podsunęła mu słomkę pod nos. Posłusznie spróbował drinka, choć bardziej skupiał się wtedy na niej niż na samym alkoholu. — Rzeczywiście. Smaczny. — przyznał, a potem westchnął teatralnie, kiedy zamówiła Aperola na jego rachunek. — Czuję się wykorzystany - stwierdził, lecz mimo tych słów bez protestu wyciągnął portfel. Właściwie nawet nie próbował ukrywać, że bawi go cała sytuacja. Zwłaszcza kiedy zauważył rozbawione spojrzenie kelnera i błysk satysfakcji w oczach Lilian. — Korzystaj póki możesz, Jaśminku. — mruknął, nachylając się nieco bliżej. Kiedy kelner odszedł od baru, Max odprowadził go wzrokiem tylko przez sekundę. Wystarczająco długo, by zauważyć puszczone oczko i ten charakterystyczny uśmiech, który mężczyźni posyłali kobietom, gdy wydawało im się, że mają szansę. Nie skomentował tego, zamiast tego sięgnął po świeżo przygotowanego Aperola i zanim Lilian zdążyła zrobić krok naprzód, sam podał jej szklankę. Przy okazji przesunął opuszkami palców po jej dłoni nieco dłużej, niż było to konieczne. — Proszę. - powiedział stając obok niej. Nie przed nią. Nie za nią. Po prostu wystarczająco blisko, by nie pozostawiać większych wątpliwości, z kim przyszła.



Lilian Davenport
wanilia
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian dotąd nie dostrzegała problemu w swoim zachowaniu. Nigdy nie analizowała siebie zbyt dokładnie — po prostu taka była. Stanowiła wypadkową wszystkich wydarzeń, które ją ukształtowały, dlatego jeden czy dwa drinki nie wydawały jej się czymś, co mogłoby cokolwiek zmienić, więc na słowa Maxa wzruszyła obojętnie ramionami.
Dopiero później spięła się, kiedy wyznaczył swoją wersję granicy. Granicę. Właściwie ranicy, która dla większości ludzi powinna być czymś oczywistym. Wtedy Lilian nie przytaknęła, choć nie odrywała od wzroku od twarzy mężczyzny. Z każdą kolejną chwilą czuła narastającą irytację, a zwłaszcza gdy mówił o przyzwyczajeniu. I nawet jeżeli nie dodał nic więcej, to doskonale wiedziała, co miał na myśli.
Lilian przyzzwyczaiła się po prostu do upodlenia. To słowo od dawna tkwiło gdzieś z tyłu jej głowy. Zdawała sobie sprawę, że relacja łącząca ją z Dolores daleka była od normalnej więzi między babcią a wnuczką. Problem polegał na tym, że nie potrafiła otwarcie o tym powiedzieć. Chyba wstydziła się, że przed laty stała się ofiarą cudzej dominacji i że do dziś ponosiła konsekwencje własnego braku asertywności. W liceum mogła przymknąć na to oko. W końcu Była młoda i głupiutka. Z czasem jednak traciła kolejne ważne dla siebie elementy. M. in. Straciłą Nicolasa i szansę na rozwój w Nowym Jorku. Potem już nigdy nie poszła na studia i na długie lata utknęła w tym cholernym pensjonacie.
Dolores nieustannie miała ją na oku, a pod pozorem babcinej troski tkwiła mania kontroli.
Lilian głośno westchnęła i w końcu oderwała wzrok od oczu Maxa. Powoli przesunęła spojrzeniem po tłumie, jakby szukała w nim odpowiedzi. Co miała mu powiedzieć, aby do końca nie zniszczyć sobie szampańskiego nastroju? Jak miała przyznać mu rację, skoro przez tyle lat żadne podobne słowa nie potrafiły przejść jej przez gardło?
Ponownie zwróciła się w stronę mężczyzny, gdy po raz kolejny zabrał głos. Poprzedni temat uznała za zamknięty, dlatego z uwagą wysłuchała dalszej części jego wypowiedzi.
Hmm... Dlatego wydawało mi się, że nawet kiedy działasz pod wpływem chwili, tak naprawdę wciąż masz nad wszystkim kontrolę. Wygląda na to, że zanim zrobisz jakikolwiek krok, musisz mieć pewność, że wszystko pójdzie po twojej myśli — powiedziała swobodnie, składając w całość wszystkie obserwacje, które przez ten czas zdążyła zgromadzić na temat Maxa.
Od samego początku sprawiał wrażenie człowieka niezwykle pewnego siebie. Kogoś, kto instynktownie przejmował kontrolę nad sytuacją, lubił dominować i zawsze chciał mieć ostatnie słowo, a jednocześnie potrafił słuchać oraz wyciągał poprawne wnioski. Był osobliwą mieszanką dojrzałości i niedojrzałości. Ba, z jednej strony opanowany, świadomy siebie i innych, z drugiej zaś skrywający pod tą fasadą emocje, które ujawniały się dopiero w chwilach słabości. Tak jak wtedy pod prysznicem, kiedy maska Maxa pękła na moment, odsłaniając wszystko to, co najwyraźniej trzymał głęboko w sobie, czyli emocje i intymne pragnienia.
Lilian przypomniała sobie, jak powiedział, że jej pranął, a kilka dni później wydawał się tego żałować.
Babcia płaci ci wystarczająco dużo, żeby było cię stać na mojego drinka — zauważyła z rozbawieniem i nawet szturchnęła go lekko w ramię w przyjacielskim geście. — Nie zamierzam się dziś w niczym ograniczać, Max. Dziękuję za alkohol. — Wyciągnęła rękę po drinka. Nie poświęciła jednak większej uwagi temu, że przesunął palcami po jej dłoni. Nie zrozumiała, że tym gestem Max chciał podkreślić przed wszystkimi wokół, że tego wieczoru stanowili nierozłączną całość, czego Lilian widocznie nawet nie była jeszcze świadoma.
Zamiast tego czuła się rozemocjonowana z powodu tłumu ludzi, kolorowych świateł i głośnej muzyki, która dominowała przestrzeń; gwiazdami nad nimi oraz całokształtem zapowiedzi wspaniałej zabawy.
Na zdrowie! — zawołała, stukając swoim Aperolem o Hugo Maxa, po czym jednym haustem opróżniła całą szklankę, aż pozostał w niej sam lód i pomarańcza. Tym gestem ponownie zwróciła na siebie uwagę kelnera oraz kilku gości stojących przy barze. Zaraz odstawiła puste szkło na blat i natychmiast zawołała: — Kolega zamawia jeszcze jednego Aperola!
Po tych słowach chwyciła wolną dłoń Maxa i uniosła ją w górę, znowu splatając z nim palce. Tym razem to ona, zupełnie nieświadomie, dała wszystkim do zrozumienia, że tego wieczoru byli razem.

Max Korhonen
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Max przez moment przyglądał się jej w milczeniu. Słuchał uważnie, obracając szklankę między palcami. Musiał przyznać, że jej obserwacja była trafna. Przez większość życia rzeczywiście starał się mieć kontrolę nad wszystkim. Nad pracą. Nad własnymi decyzjami. Nad emocjami. Zwłaszcza nad emocjami. Problem polegał na tym, że odkąd Lilian pojawiła się w jego życiu, coraz częściej odnosił wrażenie, że ten system zaczynał się sypać. A najgorsze było to, że wcale nie był pewien, czy mu to przeszkadzało.
Może coś w tym jest — przyznał w końcu z lekkim uśmiechem. — Lubię wiedzieć, na czym stoję. To oszczędza wielu problemów. — wzruszył ramionami. — Chociaż ostatnio mam wrażenie, że nie wszystko da się zaplanować. Niektóre rzeczy po prostu… dzieją się same. — Zatrzymał na niej spojrzenie odrobinę dłużej, niż powinien, po czym upił łyk Hugo. Za tym krótkim stwierdzeniem kryło się znacznie więcej, niż zamierzał powiedzieć na głos. Ostatnie tygodnie nie należały do szczególnie spokojnych. Rozmowa z Adeliną wciąż wracała do niego w najmniej odpowiednich momentach, zostawiając po sobie nieprzyjemny ciężar i pytania, na które nadal nie znał odpowiedzi. Podobnie było ze spotkaniem z Corą, które przypomniało mu o sprawach, jakie od dawna próbował zostawić za sobą. Coraz częściej odnosił wrażenie, że życie z uporem ignoruje wszystkie przygotowane przez niego plany, zmuszając go do działania pod wpływem chwili. Paradoksalnie najbardziej niepokoiło go jednak to, że po raz pierwszy od dawna nie miał ochoty z tym walczyć. Zwłaszcza kiedy obok stała Lilian. To właśnie przy niej najczęściej łapał się na tym, że robił rzeczy, których wcześniej nigdy by nie zrobił. I choć rozsądek podpowiadał mu, że powinien zachować dystans, coraz trudniej było mu słuchać własnych rad.
Widok Lilian opróżniającej cały Aperol za jednym zamachem sprawił, że omal się nie zakrztusił. Uniósł brwi wysoko, obserwując pustą szklankę, a potem spojrzał na nią z autentycznym niedowierzaniem. — Jaśminku… — westchnął teatralnie. — Czy ty właśnie potraktowałaś drinka jak szklankę wody po maratonie? — zapytał, kręcąc głową. Mimo to w jego głosie pobrzmiewało wyłącznie rozbawienie. Dopiero kiedy ponownie splotła z nim palce i bez najmniejszego zawahania uniosła ich dłonie w górę, poczuł znajome ukłucie satysfakcji. Tym razem nie musiał niczego zaznaczać. Lilian zrobiła to za niego. Nawet jeśli sama kompletnie nie zdawała sobie z tego sprawy. Kącik jego ust drgnął lekko, gdy zauważył spojrzenia kilku osób stojących przy barze. — Wiesz co? — odezwał się nagle, odrywając wzrok od tłumu. — Mam propozycję. — przesunął kciukiem po grzbiecie jej dłoni. — Dzisiaj możemy być kimkolwiek chcemy. Bez pensjonatu. Bez Dolores. Bez obowiązków. Bez całej reszty. Tylko przez jeden wieczór. — nachylił się odrobinę bliżej. — Więc powiedz mi, Lilian… gdybyś dziś nie musiała być sobą, to kim chciałabyś być? - pytanie zabrzmiało lekko, niemal żartobliwie, ale Max naprawdę chciał poznać odpowiedź. Bo czasami najwięcej o człowieku mówiło nie to, kim był, lecz to, kim marzył zostać, kiedy nikt nie patrzył.




Lilian Davenport
wanilia
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Życie nie jest przewidywalne, Max. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, więc twoja kontrola jest tylko ułudą — powiedziała całkiem poważnie w odpowiedzi na jego słowa o potrzebie planowania wszystkiego. Po chwili przekręciła głowę, przyglądając mu się uważniej. Tym razem to Lilian miała wrażenie, że za fasadą spokoju Maxa kryło się znacznie więcej, niż chciał pokazać. W jego spojrzeniu dostrzegała ślady trosk, o których nie mówił głośno, ale nie zamierzała go o nie wypytywać. Każdy miał prawo do własnych sekretów, ale wtedy nawet nie przypuszczała, że wspominał o niej. Nie przyszło jej do głowy, że mogła w jakikolwiek sposób go zaskakiwać ani że nieświadomie burzyła mury stabilizacji oraz rutyny których starał się trzymać.

Więc jeżeli Max Korhonen byłby wodą, Lilian byłaby ogniem. Kastroficznym i niosącym spustoszenie żywiołem w jego sercu.

Przywykła do tego, że potrafiła rozplanować każdy dzień w pensjonacie. Kiedy jednak chodziło o jej prywatne życie, los raz za razem niebywale ją zaskakiwał, dlatego z czasem przestała się wszystkiemu opierać. Mimo czujnego oka babki, która zdawała się czyhać na każdy jej krok, starała się płynąć z biegiem wydarzeń i mierzyć się z konsekwencjami.
A co? To tak nie można? — zapytała zdumiona, zerkając najpierw na Maxa, potem na opróżnioną szklankę, a na końcu na twarze kilku wyraźnie zaskoczonych gości eventu. Rzeczywiście alkohol przyjemnie zapiekł ją w gardle, ale wciąż nie na tyle, aby poczuła się po nim źle. Ostatecznie wzruszyła więc ramionami. Widząc rozbawienie malujące się na twarzy Maxa, jeszcze bardziej się rozluźniła.
Lilian było daleko do damy. Jeszcze dalej do kobiety, która doskonale wiedziała, jak zachowywać się na podobnych imprezach. Nie potrafiła odnaleźć się w flirtach ani wychwytywać wszystkich ukrytych znaczeń w cudzych gestach. Równie niezręcznie czuła się wtedy, gdy ktoś zbyt długo zatrzymywał wzrok na jej ciele. A przecież tego wieczoru już zdarzyło się to często. Obcisła sukienka i długie nogi przyciągały męskie spojrzenia, których albo nadal nie zauważała, albo jeszcze nie chciała zobacyć.
Jaką? — zapytała.
Poczuła przyjemne ciepło, które rozlało się po klatce piersiowej i powoli spłynęło niżej, kiedy Max przesunął kciukiem po grzbiecie jej dłoni. W odpowiedzi zacisnęła palce na jego ręce, dając mu do zrozumienia, że ten gest wcale jej nie przeszkadzał. Potem mężczyzna nachylił się bliżej, na co Lilian instynktownie wyprostowała się i opuściła dłoń, którą wcześniej podpierała brodę. Przez chwilę słuchała go z ustami ułożonymi w charakterystyczne „o”.
Potrzebowała chwili. Kilkunastu sekund, aby zastanowić się, kim właściwie chciałaby być.Zerkając na tłum i wciąż zaciskając palce na palcach towarzysza, analizowała każdą z możliwych opcji. Dopiero po jakimś czasie wróciła wzrokiem do twarzy Maxa i głośno westchnęła.
Nie chcę być nikim innym, Max. Chciałabym być lepszą wersją siebie. Chciałabym być wolnym i szczęśliwym człowiekiem. — Może także kochanym i zaopiekowanym. Niesamotnym i niepozostawionym samemu sobie w ogniu cudzej krytyki... Te słowa jednak zachowała dla siebie.
Chwilę później wypuściła dłoń Maxa i szybko odebrała od kelnera drugiego Aperola. Upiła solidny łyk, choć tym razem nie zamierzała opróżnić szklanki za jednym zamachem.
Moje myślenie zaczyna być przytłaczające. Nie podoba mi się to, więc chcę być Haną Montaną. Miley Cyrus jest super! — oznajmiła nagle, wracając do swojego naturalnie wesołego tonu. Zaśmiała się szczerze, wyraźnie tym rozbawiona i zanim ponownie się odezwała, znowu napiła się alkoholu. — A ty kim byś chciał być i dlaczego? — odbiła pałeczkę.

Max Korhonen
ODPOWIEDZ

Wróć do „Bluffer's Park Marina”