-
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćtakwątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracji-postaćautor
Kilka dni.
Minęło już kilka dni, odkąd pokłóciła się z Noe. To była porządna i głośna kłótnia, po której człowiek zastanawiał się, czy jeszcze będzie o czym rozmawiać. Do końca sama nie wiedziała, o co dokładnie im poszło, ale była zbyt uparta, żeby wykonać ruch ku zakończeniu tego sporu. Wmawiała sobie, że ich przyjaźń już nie istniała. Nie było sensu się oszukiwać, że byli w stanie wrócić do tego, co kiedyś ich łączyło. Nigdy nie wierzyła w związki. Była tym lekkoduchem, który bardziej ufa spontanicznym przygodom niż wielkim deklaracjom. Żyła chwilą i nie planowała niczego na siłę. Czemu więc sama wzmianka o innej dziewczynie wywoływała w niej ten nieprzyjemny ucisk w żołądku? Nie mogła przez to spać i tylko Bóg był świadkiem, jak wiele razy wahała się, czy nie odblokować na telefonie przyjaciela.
Nie zrobiła tego.
Zajmowała swój umysł i czas wszystkim innym, żeby tylko odwrócić swoją uwagę od tej porąbanej relacji, która łączyła ją z Noe. Dziś miała tylko jedno zadanie - wyprowadzić psy swoich kuzynów. Zdecydowanie wolała zabrać te małe urwisy do parku niż sprzątać ten syf, który narastał w ich mieszkaniu. I co najgorsze, to nawet nie był jej chaos. Madox i Riczi mieli ją za syfiarę, ale wbrew wszystkiemu w jej artystycznym nieładzie wszystko miało swoje miejsce. Po prostu tamci się nie znali.
Siedziała na ławce, otoczona psami, które spoglądały chciwym wzrokiem na rożka z lodem w jej dłoni. Burrito jak opętany wykonywał sztuczki, których go nauczyła, żeby dostać tylko kawałeczek słodkości, a ona z rozbawieniem oglądała ten spektakl. Sombra (doberman) spokojnie czekał na komendy, a Churros leżał na ziemi obserwując teren.
- Mówiłam ci już, że pieski nie mogą czekolady. Masz swoje smaczki. – zaśmiała się, gdy mały pyszczek psa wciskał jej się pomiędzy kolana. Poprawiła kosmyk czarnych krótkich włosów, który opadł jej na policzek i cicho westchnęła. Nie mogła się przyzwyczaić do tej zmiany. Niemal całe życie miała długie włosy i kombinowała z różnymi wariacjami odcieni rudego, a nawet czerwieni, więc ta zmiana była dość drastyczna. Nie raz patrząc w lustro potrzebowała chwili, żeby zatrybić, że wpatrywała się we własne odbicie.
- Dobra, ale to musimy iść po śmietankowe. Tych wam nie mogę dać. – zadecydowała, w końcu poddając się urokowi małych stworzeń. W normalnych okolicznościach nie ustąpiłaby, ale mieszkając z chłopakami, siłą rzeczy zaczynała traktować te łobuzy jak swoje własne psy i to boleśnie przypominało jej Simbę. Na samą myśl, że znowu mogła stracić… Nie była w stanie tego jednak powstrzymać, już zbyt mocno się przywiązała.
Pośrodku spaceru, kiedy jeden pies ciągnął w lewo, drugi w prawo, a trzeci uznał, że każda kałuża jest jego przeznaczeniem, nagle zobaczyła właśnie jego. Noe… Przez chwilę po prostu wpatrywała się w mężczyznę, niepewna tego co powinna zrobić teraz. W końcu zmusiła swoje kończyny do ruchu i przeszła obojętnie obok przyjaciela licząc, że nie pozna jej w tym nowym wydaniu. Przecież oddała mu żołnierzyka, tym samym dając do zrozumienia, że to był koniec. Musiała być konsekwentna.
Noe Villeneuve-Scott
-
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Rady Elsy po ich ostatnim spotkaniu wywołały w nim poczucie rezygnacji, bo dotarło do niego, że przez ostatnie tygodnie błędnie rozumował zachowanie Gabrieli, przypisując jej zainteresowanie swoją osobą, którego ona nigdy nie miała, a przynajmniej w taki sposób jakby chciał. Zdał sobie sprawę, że utrzymywanie tej nadziei jedynie pogarszało jego samopoczucie. Jeszcze zanim wrócił do domu, planował usunąć jej numer, przestać się odzywać i unikać miejsc, gdzie mógłby ją spotkać, ale oczywiście, żadnej z tych czynności nie zrobił. Za bardzo cenił sobie ich przyjaźń, nawet jeśli zostały z niej tylko zgliszcza.
Spokój nie trwał jednak długo, bo Gabriela napisała do niego z pytaniem o zmianę fryzury, a on mimo wszystko, wciąż przecież traktował ją jak kogoś bliskiego, więc odpisał, sytuacja jednak wymknęła się spod kontroli i przerodziła w kłótnię, podczas której padło za dużo słów. Noe jej nie rozumiał. Nie rozumiał, o co była na niego obrażona i dlaczego zmieniła ton i nastawienie, gdy tylko wspomniał o niedawno poznanej dziewczynie. Nie miał nawet szans z nią tego wyjaśnić, bo po prostu zablokowała jego numer. Totalnie pojebane.
Kilka dni później szedł w stronę parku dla psów, w dłoni trzymał telefon i uśmiechał się do ekranu, kończąc pisać wiadomość do Charly o ich wieczornym wyjściu. Był rozluźniony i skupiony na nowym etapie swojego życia. Gdy podniósł wzrok, by sprawdzić, czy nie wchodzi na nikogo na chodniku, jego uśmiech zamarł. Naprzeciwko niego, zaledwie kilka kroków dalej, szła Gabriela z trzema psami. Zatrzymał się gwałtownie, a jego wzrok natychmiast powędrował ku jej głowie. Rude włosy, które znał od dzieciństwa, zniknęły. Zamiast nich miała czarną fryzurę do ramion – dokładnie taką, jaką jej zaproponował w trakcie tamtej ostatniej, kłótliwej rozmowy przez esemesy. Gabriela również go zauważyła, widział to, że na niego spojrzała, a potem po prostu przeszła obok jakby mijała każdego innego przechodnia, całkowicie go ignorując.
Noe przez chwilę stał nieruchomo, obserwując oddalającą się sylwetkę chyba byłej już przyjaciółki. Zamiast odejść, poczuł nagły przypływ irytacji, który przeważył nad wcześniejszymi decyzjami. Szybkim krokiem ruszył w jej stronę i wyciągnął rękę, lekko dotykając jej ramienia.
– Widzieliśmy się przed chwilą – zaczął, próbując brzmieć spokojnie, choć w środku czuł ogromne napięcie. – Minęłaś mnie tak, jakbym był dla ciebie obcym człowiekiem. Dlaczego? Miałem nadzieję, że chociaż powiesz „cześć” – kontynuował, czując narastające upokorzenie. – Myślałem, że nasze relacje są na tyle normalne, żeby móc się przywitać na ulicy.
Gabriela R. Blais