22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Odpowiedzialność była zdecydowanie ważny czynnikiem dorosłości, lecz Nico nie miał zamiaru odbierać sobie radości z życia tylko dlatego, że coś nie wypadało. Nie jedna osoba stwierdzi, że nie było to dobre podejście do życia, lecz wyznawał podobną zasadę co Lilian — był starszy, ale nie był stary, więc póki mógł korzystać ze swojej młodości oraz braku większych zobowiązań, to miał zamiar czerpać z życia garściami; nawet jeśli wiązało się to z popełnieniem potencjalnego błędu. Przez ułamek sekundy pomyślał, że zbliżenie się do Davenport było czymś złym, czymś zdecydowanie nieodpowiedzialnym, zwłaszcza z punktu widzenia ich nieprzepracowanej relacji. Potem jednak spoglądał w jej oczy i zastanawiał się, czy wszystkie błędy były tak wyjątkowo piękne. Czy nigdy nie będzie czuł goryczy, a jedynie pewne podekscytowanie i ciekawość, co może przynieść mu przyszłość. Nie nastawiał się na żaden określony rozwój ich relacji, a mimo to każda wspólnie spędzona chwila cechowała się pewną emocjonalnością.
Nie było co ściemniać, Rosenhall lubił niezobowiązujący flirt, łechtało mu ego każde rozmarzone spojrzenie obcych dziewczyn, ale też nie nazywał siebie kobieciarzem. Miał świadomość, że gdzieś przyciągał do siebie płeć piękną, a jego mama zawsze powtarzała mu, że kobiety czują dobrych mężczyzn. Nico bezwątpienia się do nich zaliczał i to mniemanie nie wynikało z wysokiego ego, a jedynie z faktów i rzeczywistości, bo wiedział, że szeroki uśmiech i pełne zaufania spojrzenie, którym obdarowywał innych, sprawiało wrażenie, że pod tym wszystkim nie kryły się żadne niecne plany.
— Miałem znajomych, w Vancouver była to paczka ludzi z pracy, a tam przekrój wiekowy był o wiele bardziej widoczny. W Nowym Jorku mieliśmy grupę stricte ze studiów, ale tam raczej gustowali w domówkach niż spotkaniach na świeżym powietrzu. — Albo grille, nawet jakieś pool party w chacie jednego z bogatych dzieciaków, ale nic nie było na tyle swobodne i wyjątkowe, jak wskoczenie do jeziora ze swoją byłą. Spojrzał na nią z zaciekawieniem, obserwując jak podnosi się do pionu, a także ciekawy był historii jej kąpieli w jeziorze; jednak wieść, że wylądowała tam z jakimś innym typem, jakimś majstrem, który wrzucił ją do wody podczas drogi do sklepu budowlanego… Nicolaos zmarszczył nieznacznie brwi, patrząc na nią niezrozumiałym wzrokiem. — Musieliście przepłynąć przez jezioro do tego sklepu budowlanego? — zagadnął, z trudną zrozumiałą nutką w jego głosie. Ciężko było mu zwizualizować tę okazję, a mimo to poczuł również ciężkie uczucie w sercu… czego? Żalu? Zazdrości?
Nie pomyślał, że przemoczone ubrania będą dla nich kłopotem — że po wyjściu z wody będzie im chłodno, że istnieje wyższe ryzyko przeziębienia. Też nie pomyślał, że koszulka oblepi jego ciało, okazując, co miał pod spodem, ale to akurat mu nie przeszkadzało. I chwilę zajęło mu uświadomienie sobie, dlaczego Lilian tak mu się przyglądała, przez co walczył z ogromną chęcią zaśmiania się z jej reakcji, jednak zdusił to w sobie, nie chcąc jej zawstydzać. A poza tym, sam nie był lepszy, skoro walczył z własnym odruchem przesunięcia wzrokiem po jej sylwetce, jednak decydował się uciekać spojrzeniem lub twardo skupiać oczy wprost na jej tęczówkach, aby przypadkiem jej nie peszyć.
Nie miał wobec niej żadnych ukrytych zamiarów, sam nieco zastanawiał się, czy spędzenie czasu sam na sam w pustym domu, będzie odpowiednie. Byli jednak dorośli i ich decyzje, choć nie zawsze do końca dobre, były podejmowane zgodnie z ich intuicją. Teraz starał się myśleć tylko i wyłącznie racjonalnie, ignorując jakiekolwiek emocje, które mogły się w nim załączyć.

Droga minęła im dość sprawnie, zdecydowanie obydwoje byli mocno zdeterminowani, aby skryć się w ciepłym pomieszczeniu. Zaproszenie jej do domu rodzinnego odblokowało wiele wspomnień, w zasadzie w większości samych przyjemnych, kiedy ich miłość kwitła i wszyscy byli oczarowani ich dwójką, a także tym, jak dobrze się dogadywali. Byli naprawdę uroczą parą, czasami zapatrzoną w siebie aż za bardzo, ale przemawiało przez to głębokie uczucie, które Nico swego czasu myślał, że będzie na zawsze.
— Przyniosę ci ubrania — rzucił, machając ręką w kierunku głębi domu, jednocześnie dając jej znać, że nie ma się krępować. Przez te pięć lat niewiele się tu zmieniło. Może przez to miał takie mocne przeświadczenie, jakby czas cofnął się ku przeszłości, a oni właśnie wrócili z randki, w połowie zaczynając biec, aby uniknąć ulewy, która ich złapała? Porządził się w szafie swojej siostry, zabierając od niej jakiś dół, spodnie dresowe, które nie będą wisieć na Lilian tak bardzo, jakby dał jej coś swojego, jednak na tym zakończył obrabowywanie jej garderoby, po czym poszedł do siebie po jedną ze swoich bluz, aby szybko znaleźć się z powrotem na dole. Sam jeszcze nie zaczął się przebierać, jedynie ściągnął z siebie przemoczoną bluzę, ale nie chciał, aby dziewczyna dłużej czekała.
— Czuj się jak u siebie — rzucił, nawet nie myśląc o tym, żeby przyczepić się do jej samowolki. Wiedział, że niektóre przyzwyczajenia zostawały w pamięci mięśniowej, a poza tym… pasowało mu to. Jej widok przy szafce z herbatami sprawiał, że miał ochotę przytulić się do jej pleców i wtulić nos w jej włosy, zaciągając się znajomym zapachem szamponu i poczuć to kojące ciepło, które zawsze od niej biło. — Proszę, ubrania dla ciebie — zagadnął, wracając do rzeczywistości i trzymając rzeczy w rękach. Otworzył usta jak zdziwiona rybka, gdy zadała mu tę pewną… prośbę. A może nawet żądanie?
— Co? — zapytał jakże elokwentnie, nie będąc pewnym, czy dobrze usłyszał. — Znaczy jasne, nie ma problemu. Zachowuj się normalnie, zachowuj się normalnie. Po prostu jesteście kumplami. Ty kumpel, ona kumpelka. Prosi cię tylko o szybką przysługę. Sam miał wrażenie, że mimo początkowego zmieszania, sama Lilian odbierała to… w pozytywny sposób; więc gdy odwróciła się do niego plecami, przesunął kilka kosmyków, których nie złapała podczas odgarniania włosów i delikatnie rozpiął materiał jej sukienki, wolno zjeżdżając nim w dół, aby nie zaciąć przy okazji mokrego materiału. Przypominał sobie o wspomnieniach, o tych krótkich chwilach, kiedy w tym momencie dotykał lekko jej ciepłych pleców zmarzniętymi dłońmi, przez co słyszała wtedy nieznaczne oburzenie na ten specyficzny dotyk. Hamował się przed śladem buziaków wyznaczonych na jej ramieniu, a także każdym innym dotykiem, który kiedyś był dla nich naturalny. Teraz po prostu uważnie rozpiął jej sukienkę, przez krótki odcinek przejeżdżając knykciami po kawałku skóry, który ledwo co odsłonił, jednak szybko zmienił ustawienie ręki, gdy spostrzegł to ledwo wyczuwalne muśnięcie. — Gotowe — powiedział cicho, jakby sama prośba odebrała mu głos w gardle, po czym przyjrzał jej się uważnie, gdy z powrotem odwróciła się w jego kierunku. Może piwo uderzyło mu zdecydowanie zbyt bardzo do głowy, skoro pierwsze o czym pomyślał, to żeby zerknąć na jej usta, a dopiero po chwili, upominając sam siebie w myślach, przeniósł spojrzenie na jej brązowe oczy, w których miał wrażenie, że tonie jak za starych dawnych czasów. Chwilową ciszę rozpraszał jedynie dźwięk gotującej się wody, a cichy klik czajnika, który skończył swoją pracę sprawił, że Nico otrząsnął się z kilkusekundowego zawieszenia. — Łazienka po prawo na końcu korytarza, chociaż pewnie pamiętasz. Nic się nie zmieniło. Ręczniki powinny być na półce — rzucił, posyłając jej lekki uśmiech. Nie mógł tak na nią patrzeć, nie mógł na nowo jej adorować, bo obiecał sobie lata temu, że Lilian była dla niego zamkniętym rozdziałem; a teraz nadwyrężał swoją silną wolę, testując własną granicę i zastanawiając się, czy to wszystko było chwilowym oczarowaniem przez nagły powrót czy stara miłość rzeczywiście nie rdzewiała? — Dokończę herbatę. Chcesz coś zjeść? Mogę zrobić ci tosty albo… tosty — zaproponował ten szeroki wybór menu. Robił zajebiste tosty, a po pierwszej w nocy był to szczyt jego możliwości kulinarnych, bo w normalnych godzinach był naprawdę dobrym kucharzem!

Lilian Davenport
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie doświadczyła życia studenckiego, dlatego nie do końca wiedziała, w czym gustowała starsza młodzież. Dla Lilian domówki były całkiem przyjemne, ale równie dobrze bawiła się na miejskich imprezach. Najbardziej jednak lubiła spędzać czas na świeżym powietrzu. To był rodzaj rozrywki, który zawsze przemawiał do niej najbardziej.
Spojrzała na niego z mieszaniną zdumienia i rozbawienia, gdy wspomniał o jeziorze. Chwilę później prychnęła cichym śmiechem i machnęła lekceważąco dłonią, doskonale rozumiejąc do czego dążył. Ta dziwna nuta pobrzmiewająca w jego głosie zabrzmiała w uszach Lilian jak ironia i dlateo poczuła, że powinna zakończyć ten temat. Zauważyła przecież, że wspomnianie o innym mężczyźnie wywołało w Nicolasie jakieś emocje, których nie potrafiła do końca odczytać.
Tamten dzień był po prostu dziwny — odpowiedziała najbardziej ogólnikowo i najbezpieczniej, jak tylko potrafiła. Nie zamierzała psuć tej lekkiej, przyjemnej atmosfery, która narastała między nimi od początku spotkania na przystanku. Zbyt dobrze się rozmawiało, aby nagle wprowadzać do rozmowy niezręczność. Poza tym nie chciała, aby którekolwiek z nich poczuło się tak, jakby trzeba było coś wyjaśniać, dlatego dłuższe opowiadanie o Maxie, wydawało sie Lilian nie na miejscu.


Lilian również nie miała wobec Nico żadnych ukrytych zamiarów. Gdy zgodziła się przyjść, nie kierowała się niczym więcej poza zwykłą chęcią ogrzania się i (no jasne) dalszego spędzenia razem czasu. Oczywiście przez moment przemknęło jej przez głowę, że będą sami; że dom będzie pusty, ale, tak, byli dorośli. Poza tym Lilian nie należała do osób, które planowały podobne rzeczy z wyprzedzeniem. Znacznie częściej komplikowała sobie życie własną impulsywnością. Właśnie dlatego swobodnie przyjęła wiadomość, że poszedł po ubrania, a potem tę, w której powiedział, że mogła czuć się jak u siebie. I to właśnie robiła, kiedy wrócił z ciuchami, które zaraz przejęła do rąk własnych.
Wtedy jeszcze nie miała pojęcia, ile samokontroli włożył Nico, aby rozpiąć jej zamek. I prawde mówiąc czuła się z tym równie dziwnie, niby trochę niekomfortowo, a jednak z lekkim ciepłem, które rozgrzało jej podbrzusze. Wstrzymała więc oddech, gdy poczuła dłonie mężczyzny przy karku i przez chwilę stała nieruchomo. Niby pozwoliła mu uporać się z zadaniem, jednak kiedy zamek zaczął ustępować, mimowolnie zacisnęła palce na materiale sukienki.
Myślała o podobnych rzeczach; o ich wspólnych, mniej lub bardziej intymnych wspomnieniach, które opierały się na podobnych momentach przy rozpinaniu ubrań.
Gdy knykcie Nico musnęły odsłoniętą skórę Lilian, przez jej ciało natychmiast przebieł dreszcz. Nie odsunęła się jednak. Zamiast tego spuściła wzrok i wypuściła powoli powietrze z płuc, ze wszystkich sił starając się zachować naturalność. Dopiero po kilku sekundach zerknęła na mężczyznę przez ramię, a potem usłyszawszy komunikat, odwróciła się całą sobą, uprzednio przytrzymując jedną dłoń na sukience, która z miłą chęcią zamierzała zsunąć się z dekoltu Lilian.
Dziękuję. — Uśmiechnęła się blado, po czym drgnęła gwałtownie na dźwięk czajnika. — Tak, pamiętam. Za chwilę wrócę — poinformowała i już zamierzała odejść, kiedy mimowolnie zaśmiała się na propozycję jedzenia. — Mogą być tosty. Albo tosty. Też w porządku — potaknęła wesoło. Raczej nie spodziewała się w środku nocy wykwintnego posiłku, a właściwie nie spodziewała się, że w ogole będzie mogła coś zjeść, skoro planowo miała siedzieć przez parę godzin na ławce na przystanku.
W łazience spędziła dobre piętnaście minut. Najpierw zajęła się mokrymi ubraniami, które starannie złożyła i zapakowała do worka. Później przebrała się w ciuchy należące do siostry Nicolasa. Z jednej strony czuła się z tym niezręcznie. Korzystanie z czyjejś garderoby bez wcześniejszej zgody wydawało jej się dosyć niegrzeczne. Z drugiej nie miała przecież większego wyboru. Nosiły podobny rozmiar, dlatego nie dziwiła się, że Nico zaproponował własnie takie rozwiązanie, skoro sam był dosyć postawnym mężczyzną.
Lilian była po prostu... niewielka.
Kiedy wróciła do gościnnej części domu, zewsząd pachniało już pieczonym serem. Odłożyła siatkę ze swoimi rzeczami na blat i jeszcze zanim Nico zdążył ją zauważyć, przez chwilę przyglądała się, jak starannie zajmował się ich kolacją. Pewnie raz czy dwa mruknął coś pod nosem, co sprawiło, że Lilian znów parsknęła śmiechem, omal nie zdradzając swojej obecności.
W końcu zdecydowała się podejść bliżej. Ostrożnie przesunęła stopy po płytkach, starając się nie narobić hałasu. Zaraz wykorzystała okazję i zwinnie przemknęła pod jego ramieniem, przy czym przepchnęła się do przodu. W efekcie Lilian stanęła tuż przed urządzeniem obok blatu, podczas gdy plecami niemal opierała się o Nicolasa.
Sama nie wiedziała, dlaczego to zrobiła, ale wydało jej się to całkiem zabawne. Zwłaszcza że była prawie pewna, że Nico (jak to miał w zwyczaju kiedyś) znowu zapomniał dodać ketchup do środka jej tostów. Uznała więc, że musi skontrolować zawartość gotowych grzanek. Może i wścibsko, może i niegrzecznie odchyliła jedną z kromek.. Ku swojemu zaskoczeniu od razu dostrzegła, że przygotował je dokładnie tak, jak lubiła najbardziej.
Pamiętałeś — wymsknęło jej się głosem pełnym podziwu i zanim zdążyła się powstrzymać, spojrzała na niego przez ramię. Dopiero wtedy uświadomiła sobie jak nierozsądnie blisko stanęła. Przez własną lekkomyślność przypadkiem otarła się o jego klatkę piersiową. Czuła zapach wody z jeziora, którą nadal była przesiąknięta skóra mężczyzny i widziała odbicie swoich oczu w jego ciemnych, bezdennych źrenicach. W tym momencie tak trudno było jej oderwać od niego wzrok. Ledwo przełknęła ślinę, a serce uderzyło z podwójną, bolesną intensywnością. — Czy tobie też jest z tym wszystkim dziwnie? — zapytała niespodziewanie.
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wspomnienia nie wybierały, kiedy był najlepszy moment, aby uderzyć. A szkoda, bo moment rozpięcia sukienki nie był odpowiedni, aby wspominać stare czasy. Skupił się na zadaniu, starając się ignorować wszystkie myśli, które nachodziły jego głowę i podejść do tego czysto zadaniowo. Zero emocji. A przynajmniej tak sobie wmawiał, odwracając swoją uwagę, aby zacząć zastanawiać się, co w tym momencie mogła czuć Lilian. Czy miała podobnie jak on? Czy już całkiem przepracowała ich relacje przez ostatnie pięć lat, dzięki czemu podchodziła do tej prośby bez zbędnego analizowania? Pokiwał lekko głową, odciągając od siebie kolejne rozmyślania; i tak się o tym nie dowie, bo nie był w stanie zapytać się o to, czy o cokolwiek innego, co dotyczyło ich związku.
— A więc będą tosty, skoro tak wybrałaś — zaśmiał się. Nie skupiał się na sukience, która tak chętnie uciekała dziewczynie, skupiając się na jej oczach i kiwając na krótkie podziękowanie w swoją stronę. Nie wstrzymywał oddechu, ale nawet nie dostrzegał, że miał w sobie po części dziwny bezdech, napięcie, które ustąpiło w momencie, gdy zniknęła na korytarzu, idąc w stronę łazienki. Dopiero gdy oparł się rękoma o kuchenny blat, wziął głęboki wdech, aby móc wypuścić wydechem wszystko, co nagromadziło się w nim przez ostatnie kilka minut.
Sam poszedł szybko się przebrać, wrzucając na siebie dresy i ulubioną bluzkę, przy okazji tylko trochę wycierając jeszcze wilgotne włosy ręcznikiem, przez co lekko je rozjuszył. Wrócił do kuchni, aby skupić się na zadaniu, które musiał wykonać — misja tosty była poważnej rangi i musiał się dzisiaj wyjątkowo postarać, aby przypomnieć Lilian, że najlepsze tosty jadło się właśnie tutaj; w domu Rosenhall, bo był przekonany, że kuchnia jego mamy posiadała dodatkową aurę, która dodawała plus dziesięć do smaku. Podłączył opiekacz, aby dobrze się rozgrzał i zaczął wszystko po kolei przygotowywać. Zawahał się przed nałożeniem drugiej kromki na wierzch. Ketchup. Przeważnie o nim zapominał, zazwyczaj przypominając sobie o tym w momencie, kiedy surowy tost znajdował się w środku opiekacza. Jeśli pamiętał o tym wcześniej, to można było uznać to za święto narodowe. Dzisiaj takie właśnie miało miejsce, bo po latach rozłąki dalej pamiętał o jej upodobaniach, a na dodatek na tyle, aby przypomnieć sobie w kluczowym momencie, przed włożeniem do urządzenia. Zaczął przygotowywać kanapki dla siebie, aby mieć je gotowe na szybką podmiankę z tymi już zrobionymi i coś marudził pod nosem, przez chwilę nawet nucąc piosenkę, która zapadła mu od rana w głowie i nawet nie spostrzegł, że Davenport już wróciła. I jakie było jego zdziwienie, kiedy dziewczyna nagle zmaterializowała się tuż obok, stając między nim a blatem w odległości tak bliskiej, że znowu wstrzymał powietrze w płucach, przyglądając się z góry jej poczynaniom, czyli kontroli jakości wykonanych tostów.
— Pamiętałem — odpowiedział ciszej niż planował. — Ciężko zapomnieć, skoro za każdym razem marudziłaś jak wyciskałem ci keczup obok tostów — zaśmiał się, odkładając nóż, który trzymał w ręku i spoglądając na dziewczynę, która rzuciła mu spojrzenie przez ramię. Stała w jego bluzie, w bardzo domowej wersji, która była mu tak znajoma, a jednocześnie wspomnienie rozmazywało się z biegiem lat. Teraz zdawało się przybierać na swojej wyrazistości. Była blisko, praktycznie że na wyciągnięcie ręki, a jednak nadal tak daleko. Oparł się rękoma o kant blatu, zakleszczając ją między swoimi ramionami i spoglądając w jej oczy z taką intensywnością, że aż czuł się z tym nieswojo. Jego serce nie pamięta, kiedy biło tak szybko i zawzięcie; prędzej przy okazji niemiłych momentów, spowodowanych stresem czy niepokojem, ale nie w chwili, kiedy stała przed nim dziewczyna; i to nie byle jaka, bo będąca swego czasu jego miłością życia. — Sprecyzuj z tym wszystkim — odparł, nie spuszczając z niej spojrzenia. — Bo jeśli chodzi ci o fakt, że z jednej strony czuję się, jakbyśmy wcale nie nie widzieli się pięciu lat, a z drugiej strony jestem na granicy przyzwoitego zachowania to… — przerwał, błądząc chwilę wzrokiem po jej twarzy. Zachowanie dżentelmena go nie opuszczało, pilnował granicy, która między nimi się wytworzyła, mimo że ręka świerzbi go, aby przenieść swoją dłoń na jej biodro lub delikatnie przejechać wierzchem palcy po jej policzku. — Nie nazwałbym tego czymś dziwnym, chociaż na pewno jest to nowa sytuacja. — W ogóle powstrzymywanie się przed czymkolwiek w jej towarzystwie. To było nowe i przez drastyczne zerwanie nie miał nawet czasu, aby się do tego przyzwyczaić. Po prostu na nowo stanęła przed nim, w jego nowo rozpoczętym życiu, a on przez nią głupiał. Zrobiło się między nimi gęsto, zwłaszcza skoro zrobił niewielki krok do tyłu, aby móc choć trochę zrównać wzrostowo ich spojrzenia. — Ale przynajmniej pamiętam o keczupie w tostach — rzucił, dla rozładowania atmosfery. Znaczyła dla niego więcej, niż by chciał przed sobą to przyznać i te głupie tosty jasno mu o tym uświadamiały.

Lilian Davenport
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie miała wątpliwości, co do wysokiej jakości tostów, powstałych w domu Rosenhallów. Zawsze jadła je z wyjątkowym apetytem - nawet wtedy, kiedy narzekała na brak ketchupu w środku.
Nie przewidziała własnego ruchu, dlatego nie mogła mieć pretensji do nikogo poza sobą, gdy nagle znalazła się w takim zatrzasku. Na wspomnienie o jej nieustannym marudzeniu, kiedy źle składał kanapki albo układał składniki nie tak jak lubiła, mimowolnie uniosła kąciki ust. Poczuła się poruszona i rozbawiona tym wspomnieniem, choć uśmiech Lilian naprawdę szybko zniknął. Bliskość Nico sparaliżowała jej umysł oraz częściowo ciało.
W momencie w którym Nico zakleszczył ją między swoimi ramionami, intuicyjnie odwróciła się do niego przodem, a pośladkami oparła o blat, omal na nim nie siadając.Nie była przerażona, raczej zaskoczona. Nie spodziewała się, że dystans między nimi jeszcze bardziej się skurczy, a ona będzie w stanie tak swobodnie patrzeć w oczy Nicolasa.
Z tym wszystkim — powtórzyła głupio, choć szzczerze nie potrafiła określić miana wszystkiego. Przez cały czas nie opuszczała wzrokiem jego ciemnych i otulonych światłem ledów źrenic. Zachowywała się tak, jakby sama szukała w nich właściwej odpowiedzi, ale zamiast tego w głowie Lilian zaczęło piętrzyć się jeszcze więcej niewiadomych. Nie miała pojęcia, co działo się w umyśle Nico. Na ile świadomie rzeczywiście zachowywał dystans i ile kosztowało go pozostanie w miejscu.
W pewnym momencie przełknęła ślinę, odrobinę przestraszona tym, co mogło i nie mogło się wydarzyć. W końcu dla Lilian czas się nie zatrzymał. Miała wrażenie, że straciła Nico pięć lat temu, kiedy nie pojawiła się na lotnisku. Jednocześnie dzisiejszego wieczoru wyjątkowo mocno odczuwała jego bliskość. Może nie taką jak kiedyś, ale z pewnością większą niż miesiąc temu podczas ich spotkania w pensjonacie.
W takim razie co byś zrobił, gdybyś przekroczył granicę? — zapytała, wyraźnie zaintrygowana, choć wciąż speszona z powodu niewielkiego dystansu. Czy naprawdę chciała znać odpowiedź? Tak. Czy była gotowa zmierzyć się z jej konsekwencjami? Już niekoniecznie. Mimo to ciekawość okazała się silniejsza. — Do wczoraj byłam przekonana, że znowu jesteś w Vancouver — zauważyła, a kiedy Nico w końcu się odsunął, skorzystała z okazji i wzięła głęboki oddech. — Może „dziwne” nie jest właściwym słowem. Ale kiedy rozmawiamy, w zupełnie przypadkowych momentach, wracają do mnie wspomnienia. Chciałabym, abyś to wiedział, bo nigdy wcześniej nie miałam okazji ci tego powiedzieć. Byłeś i nadal jesteś ważną częścią mojego życia, Nico. I naprawdę dziękuję ci za wszystko, co było między nami.
Lilian czuła, że to nie był odpowiedni moment na wyznanie, które znienacka urosło jej w ustach. W końcu nie miała pewności, czy pomimo niewielkiej odlełości, znowu się spotkają; czy rzeczywiście wpadną na siebie w mieście albo pójdą na przyjacielski spacer. Nie miała pewności, czy los znowu postanowi sobie z nich zadrwić i splecie drogę tak, aby mieli okazję po raz kolejny porozmawiać.
Z pewnością łatwiej było patrzeć mężczyźnie w oczy, kiedy cofnął się o krok. Sama również odsunęła się od blatu i stanęła prosto, odzyskując gram swobody. Zaraz zaśmiała sie i potaknęła na wiadomość o tostach, co wydało jej się idealnym motywem, do rozładowania tej gęstniejącej atmosfery.
Właśnie zaplusowałeś — rzuciła żartobliwie i odwróciła się w stronę grzanek. Bez większego zastanowienia sięgnęła po jedną z nich i raptownie wgryzła się w kromkę. Wtem ukochany ketchup Lilian wypłynął ze środka, brudząc jej usta i brodę, a chwilę później skapnął prosto na bluzę, którą miała na sobie. Zaaprobowana własną nieporadnością próbowała zetrzeć sos dłonią, ale tylko pogorszyła sprawę.

Nico Rosenhall
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Uważnie jej się przyglądał, utrzymując kontakt wzrokowy, który tylko nabierał siły w swojej intensywności. Z tym wszystkim; nic mu to nie mówiło, a przynajmniej nie rozjaśniało ani jego uczuć, ani tym bardziej jej. W końcu wiele rzeczy było dla niego dziwnych — szybko bijące serce, gdy ujrzał ją w drzwiach swojego wynajmowanego pokoju, bezdech, który zapanował w jego płucach, jak miesiąc temu stali blisko siebie, a on trzymał ręce na jej talii zupełnie tak, jakby ostatnie pięć lat nie miało znaczenia. Dziwne również było dla niego powrócić na stare śmieci, starając się zachowywać jak nigdy nic, jakby był tu od zawsze, a tak naprawdę uciekło mu sporo czasu, podczas którego zmieniło się naprawdę wiele rzeczy. Dziwne było patrzeć na swoją mamę i zastanawiać się, czy to była chwila rodzinnego kryzysu, czy może początek dalszej fali smutków i rozczarowań. Im bardziej o tym myślał to dochodził do wniosku, że niewiele wiedział. Jego życie było jedną wielką niewiadomą i póki co minęło zbyt mało czasu, aby mogło zacząć mu to przeszkadzać, a jednak… gdzieś go to podświadomie drażniło.
Zacisnął nieco palce na krawędzi blatu, kiedy zadała to pytanie. Co by zrobił? Pytanie, dokąd sięgała ta granica? Z pewnością do wzdychania na odległość, przeciągłego kontaktu wzrokowego i bliskości, którą doświadczali drugi raz w tak krótkim momencie; a jednak było to teraz coś innego niż miesiąc temu. Widział ciekawość jej w oczach i jednocześnie sam był zaskoczony jej dość bezpośrednim pytaniem.
— Trzymałbym cię blisko siebie, żebyś nie uciekła mi po raz kolejny — odpowiedział, uważnie ważąc słowa, jakby nie chciał powiedzieć nic nieodpowiedniego, a zarazem… czy to miało znaczenie? Oszukiwać samego siebie i osobę, która kiedyś znała go wręcz na wylot? Nico rzadko owijał w bawełnę, był żywiołowy i jednocześnie bezpośredni. Skąd teraz u niego ta zabawa w półśrodki? — A gdybym przekroczył ją już raz, to nie byłbym w stanie powstrzymać się przed pocałowaniem ciebie — dodała zaraz, rezygnując z powściągliwości i stawiając na to, co bardzo dobrze znała oraz co nie powinno jej dziwić. Trzymał hardo spojrzenie na jej oczach, chcąc dostrzec jakąkolwiek zmianę lub emocję, którą wywołają u niej te słowa. A może nawet dostanie w twarz, za swoją otwartość po pięciu latach? Jednak sama zapytała, sama chciała wiedzieć, co siedziało mu w głowie i co kryło się za tą niewidzialną granicą, przy której obydwoje stali, a on tylko starał się robić krok w tył, aby po chwili na nowo stanąć przy samej linii. — Niespodzianka — rzucił, uśmiechając się niewinnie; bo to zdecydowanie mogła być niespodzianka, choć byłaby o wiele lepsza, gdyby ich relacja wyglądała inaczej. — Nie było okazji, żebyś dowiedziała się wcześniej. — Teoretycznie już się widzieli, ale na pierwszym spotkaniu nie był zbyt skłonny, aby jej o tym mówić. Może jego rodzice zdenerwowaliby się na tyle, że kazaliby mu wrócić skąd przyjechał? Nie no, to było wręcz niemożliwe, ale nie zmienia to jednak faktu, że w tamtym momencie powrót niósł za sobą jedną, wielką niewiadomą.
Zrobiło mu się smutno, słysząc jej słowa, które brzmiały jak pożegnanie. Czy to był definitywny koniec ich relacji? Czy po tym nie mieli się już nigdy więcej widzieć? Przez całą wypowiedź patrzył prosto na nią, nie będąc w stanie odwrócić wzroku. — Również dziękuje ci za wszystko — odpowiedział, bo skoro mieli się pożegnać, to też powinna to wiedzieć. Chociaż czy powinien wchodzić w szczegóły? Czy powinien mówić jej, że przy niej czuł się kochany i miał możliwość zobaczyć, jak wyglądała prawdziwa miłość? Nawet jeśli skończyło się to tragicznie, to jednak ją kochał — przez wiele długich miesięcy, jak i nie lat, bo uczucia nie wyparowały wraz z wylotem do Stanów. — Też mam wiele wspomnień. Czy to podczas rozmowy, czy jak idę do sklepu i mijam znajome miejsca albo robię coś i wracam do ciebie myślami. Tak jak przy tych tostach. — Pierwsze tosty bez niej sprawiły, że później nie jadł ich przez następny rok, bo nagle zaczął pamiętać, że ktoś jadł je z ketchupem w środku. — Powrót do Oakville był trudny — przyznał ciszej. Po pierwsze, jego mama. Po drugie, milion nachodzących go wspomnień, które nie dawały mu spokoju. O wiele bardziej wolał być w Toronto, które nie przypominało mu o przeszłości.
— Wreszcie się udało — rzucił z rozbawieniem i kiedy odwróciła się do niego plecami, pokiwał głową na boki, niedowierzając całej sytuacji. Stanął obok niej, wyciągając swoje tosty z opiekacza i wyłączając go, kończąc tym samym swój etat szefa kuchni. Nałożył sobie ketchupu i niewielką ilość majonezu, aby zaraz wymieszać go narożnikiem opieczonego chleba i ugryźć kawałek, spoglądając na Lilian w momencie, kiedy ulubiony sos postanowił zrobić jej psikusa. — Gapciu — parsknął śmiechem, unosząc rękę, aby kciukiem zetrzeć z jej brody ketchup, przy okazji nieznacznie zahaczając nim o jej dolną wargę. I w połowie tego bezwarunkowego gestu oprzytomniał, zatrzymując się, nieco zszokowany własną reakcją, aż nie wiedział co powinien powiedzieć. — Zleciało ci trochę na brodę. — I w kącik ust, i na bluzę, ale to akurat było najmniejszym problemem. Próbował jakoś wyjaśnić swój ruch, choć czy jakkolwiek go to wyjaśniało? Nico, debilu, trzeba było dać jej papier!

Lilian Davenport
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słuchała go z zadziwiającym spokojem, choć spojrzenie Lilian mogłoby wypalić dziury w tych pięknych, ciemnych oczach połyskujących w kuchennym świetle. Była ciekawa tego, co miał do powiedzenia, lecz jednocześnie czuła, jak w jej piersi narosło zdenerwowanie.
Tęskniła za wszystkim, co kiedyś mieli. Za wspomnieniami, które przez lata nosiła i za przyszłością, której nigdy nie dane im było wspólnie przeżyć. Za wszystkim, co utracili przez jej głupią decyzję, która zmieniła cały bieg życia i odebrała im coś, czego sądziła, że już nie odzyska.
Łzy zapiekły Lilian pod powiekami, gdy na moment przymknęła oczy, próbując ochłonąć. Zanim ponownie je otworzyła, mimowolnie pociągnęła nosem, a chwilę później odwróciła głowę, aby Nicolas nie dostrzegł tej całej markotnej mimiki. Ciężko było jej zmierzyć się z zarówno własnymi emocjami, jak i tymi należącymi do mężczyzny. Mimo tego czuła, że nie żałowała swojej bezpośredniości. Ta rozmowa była potrzebna, nawet jeśli z każdym kolejnym słowem boleśnie dotykała najgłębszych zakamarków jej duszy.
Bardzo żałuję, że wtedy nie pojawiłam się na lotnisku — powiedziała szczerze, choć tym razem zabrakło jej odwagi, aby spojrzeć Nico prosto w twarz. Zatrzymała więc wzrok gdzieś na wysokości jego obojczyków. I pomimo że stała tuż obok, przez krótką chwilę wydawała się błądzić myślami bardzo daleko stąd. Znów wróciła do tamtego felernego dnia; do decyzji, która zdefiniowała ich relację. Lilian po raz kolejny nie potrafiła sobie wybaczyć. Za każdym razem, gdy wydawało jej się, że nauczyła się żyć dalej, przeszłość zaczynała ją doganiać.
W końcu schowała twarz w dłoniach, próbując ukryć łzy. Te uparcie cisnęły się do oczu i coraz mocniej domagały się uwolnienia. Zaraz potem nabrała nieco odwagi i wyprostowała się, tak że znów zrównała z Nico spojrzenie.
Na wzmiankę o niespodziance Lilian nikle się uśmiechnęła. Raptem na ułamek sekundy, bo jej twarz ponownie spoważniała. Tak naprawdę mogli porozmawiać już dawno temu. Mogli na przykład napisać do siebie w mediach społecznościowych, zadzwonić albo spotkać się w Oakville przy okazji ferii, chociażby za pośrednictwem pani Rosenhall.
Mogli, ale w pewnym sensie (chyba) oboje trzymali się dumy, aż minęło te cholerne pięć lat.
Przyjęła jego podziękowanie z podobnym smutkiem. Niesamowity ciężar owinął jej serce żalem i goryczą. Czuła się tak samo paskudnie jak wtedy, gdy rozstawali się po raz pierwszy. Z drugiej strony zastanawiała się, czy rzeczywiście się żegnali, czy ta szczera rozmowa nie była zapowiedzią nowego początku. Może jedynie strząsali z siebie kurz i wytyczyli nową ścieżkę jako kochankowie albo przyjaciele? Lilian naprawdę chciała w to wierzyć. Wystarczało jedno krótkie spojrzenie w oczy Nico, aby znów poczuła całą falę emocji, które kiedyś przy nim przeżywała. Ona również tylko przy nim po raz pierwszy czuła się kochana i dzięki jego ciepłu nauczyła się sama kochać.
Potaknęła, gdy wspomniał o wspomnieniach i zaznaczył, że powrót do miasteczka był dla niego trudny. Miała podobnie z jednym i z drugim, choć do Oakville zaglądała kilka razy w miesiącu. Wtedy za każdym razem myślami wracała do Nico. Najpierw wspominała, a potem zastanawiała się, co teraz robi i jak potoczyło się jego życie.
Dla mnie trudne było rozmawianie z tobą po takim czasie. — Pociągnęła nosem. Nie powiedziała tego z żalem ani z pretensją, jednak dalej czuła, że między nimi powinny poaść pewne słowa. Musiała oczyścić głowę, obnażyć się przed nim tak, jak kiedyś, kiedy nie mieli jeszcze przed sobą żadnych tajemnic. — Czułam się jednocześnie zafascynowana i przytłoczona. Z jednej strony starałam się zachowywać naturalnie, a z drugiej… chyba byłam trochę powściągliwa — zaśmiała się nagle. Głośno i szczerze, aż sama się zdziwiła tym niespodziewanym, acz krótkim wybuchem. Napięcie powoli schodziło z Lilian, a łzy coraz rzadziej miały ochotę pojawiać się w oczach. — Nico, jesteś po tych pięciu latach tak olśniewający, że peszę się, kiedy zbyt długo na mnie patrzysz, a twój dotyk dosłownie mnie pali — dodała, wciąż się śmiejąc, przy czym wskazała najpierw na oczy mężczyzny, a potem na dłonie.
Było już jej lepiej. W tej nowej, otulającej atmosferze wszystko znowu przychodziło Lilian naturalniej. Jednak przeszłość znowu uderzyła, w momencie, w którym ubrudziła się tostem. Tym jednak razem nie była ona aż tak drapieżna, choć równie zaskakująca.
Gapciu? — powtórzyła zdziwiona, choć taki przydomek idealnie do niej pasował. Zamarła na ułamek sekundy, obserwując, jak kciuk Nico przesunął się po jej brodzie, ścierając plamkę ketchupu. Gdy musnął przy okazji dolną wargę, poczuła znajome ciepło rozlewające się pod skórą, które po raz kolejny sprawiło, że zmysły Lilian wariowały. Dotyk Nico działał paraliżująco. Przed chwilą mu o tym wspomniała.
Och… — To było wszystko, co zdołała z siebie wydusić, zanim odruchowo przesunęła dłonią po brodzie, jakby chciała jeszcze raz zetrzeć sos, którym zajął się osobiście. — Dziękuję — dodała szybko, po czym w myślach natychmiast zganiła się za to, że nie potrafiła zjeść w cywilizowany sposób. Wzięła kolejny kęs i kolejny raz ketchup złośliwie wypłynął jej na brodę. Czy naprawdę musiała się przy nim tak wydurniać?
Wtedy niespodziewanie i z niesamowitą prędkością zebrała sos z brody i przeciągnęła nim po policzku Nicolasa. Prychnęła mu śmiechem w twarz, widząc jak czerwień pięknie ozdobiła jego skórę, choć widocznie gryzła się z kolorem karnacji.

Nico Rosenhall
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Po pięciu latach miał możliwość wyrzucenia jej całego swojego rozgoryczenia, zadania kilku ważnych pytań, a zamiast tego stał naprzeciwko niej zastanawiając się, jak zrobić to jak najdelikatniej. Tym bardziej skoro odwracała głowę, unikając jego spojrzenia i był przekonany, że było jej smutno. Nie chciał, aby po tylu latach zalewały ją wyrzuty sumienia, bo w końcu nie mogli z tym już nic zrobić. Pozostało im szczerze porozmawiać, choć teraz postawić sprawę jasno i… ruszyć dalej. Chociaż Nico nie wiedział, która droga będzie odpowiednia. Najbardziej pewien siebie był z decyzją o wyjeździe, gdy postawił na pierwszym miejscu spełnianie swoich marzeń, bo na dalszej ścieżce błądził po omacku, próbując nauczyć się żyć na własnych zasadach i wypracować sobie chociaż pozorną rutynę w nowej rzeczywistości.
Teraz stał przed nią i nie wiedział niczego. Jedynie może to, co zrobiłby, gdyby granica przestała istnieć, a on nie obawiałby się jej przekroczyć, bo ryzyko zepsucia wszystkiego, co im zostało, było zbyt wielkie. Ciężko było mu zdecydować się na wszystko albo nic, zwłaszcza jeśli na nowo zasmakował jej obecności w swoim życiu. Nie chciał tego tak łatwo odpuścić, z obawą, że tym razem naprawdę straci ją bezpowrotnie.
Czasami jednak przemawiały przez niego impulsy, tak jak teraz, kiedy łapiąc ją lekko za podbródek, obrócił twarz Lilian w swoim kierunku, aby tę rozmowę odbyć w cztery oczy. — Spójrz na mnie — powiedział miękko, czując ścisk w sercu na widok smutnego spojrzenia i był przekonany, że dostrzegał w nich jeszcze świeżo odgonione łzy. Niekoniecznie chciał widzieć w nich ból, a jednak najwidoczniej było to nieodłączne. — Też żałuję, że nie przyjechałaś — rzucił, patrząc jej w oczy. — Bardzo — dodał zaraz nieco ciszej, jakby bał się, że uzewnętrznienie się przyniesie tylko gorsze skutki. — Dlaczego tak nagle zrezygnowałaś? Dlaczego rozmyśliłaś się, chociaż myślałem, że przegadaliśmy to już milion razy? — wyrzucił z siebie, nie odrywając od niej spojrzenia. Nie chciał, aby uciekła, pesząc się otwartymi pytaniami, dlatego dalej tkwiła między jego ramionami, zastanawiając się, czy tym gestem jej nie osaczał. Nie chciał wywierać na niej presji, ale jednocześnie ogromnie chciał usłyszeć, co tak naprawdę się wydarzyło, oprócz tłumaczenia się że zmieniła zdanie.
Nie był gotowy na pożegnanie, ale też nie uważał, aby odpowiedzialne było wykonywanie następnych kroków bez powrotu do starych spraw, które oblazły pajęczyną w zamkniętej szufladzie. Nadal się tam znajdowały, odłożone na kiedyś tam i wydawało się, że bliżej nieokreślone kiedyś właśnie nadeszło. Obydwoje mieli swoje kamienie milowe — dla Nico był to definitywny powrót na stare śmieci, a dla niej rozmowa z nim. Z jednej strony były to takie błahe powody, a jednak zaprzątały myśli zdecydowanie zbyt gęsto i zbyt często dając o sobie znać.
— Dlaczego? — zapytał, tak jak to kiedyś miał w zwyczaju. Lubił pytać, dowiadywać się i wiedzieć, o jej emocjach. Teraz zmarszczył lekko brwi, bo jednak dalej był tym samym chłopakiem, którego znała. — Nie chciałbym, żebyś czuła się przy mnie niekomfortowo — odpowiedział, słysząc o je powściągliwości i uważnie się jej przyglądając, śmiech traktując nieco jak reakcję obronną na sytuację stresową; bo ta rozmowa musiała zdecydowanie wiele ją kosztować, zwłaszcza gdy usłyszał takie słowa. — Długo zajęło mi przemyślenie tego i przepracowanie, że po prostu los tak chciał. Że po prostu mieliśmy stracić siebie tak szybko, jak się zeszliśmy — stwierdził cicho, bo leżąc w łóżku w mieszkaniu, które mieli razem dzielić, miał mnóstwo rozterek. Miał wrażenie, że ich poznawanie się trwało mniej więcej tyle czasu, ile sam związek i po części sądził, że nie był to przypadek. — A potem moim pierwszym, nieświadomym wyborem po przyjeździe do Toronto jest wasz pensjonat i w drzwiach stajesz akurat ty, rozwalając mnie na łopatki i pozbawiając tchu — dodał, przypominając sobie, jaki wachlarz różnych emocji przeszedł przez jego ciało w momencie, kiedy tego dnia ją zobaczył. Nie spodziewał się tego. Tak bardzo nie wiedział, co powinien wtedy zrobić, a jednak mimo wszystko zbliżyli się ku sobie, całkiem przypadkiem. Tak jak teraz, chociaż tego prowodyrem był akurat on sam. — Przepraszam, ale ciężko oderwać od ciebie spojrzenie. — Bo była przepiękna, to się nie zmieniło, a jej dorosła buzia jasno mu uświadamiała, że teraz nie była nastolatką, tylko naprawdę atrakcyjną kobietą. Nie skomentował tego, że jego dotyk ją palił, choć sprawa była dla niego jasna — niektórych gestów nie zdążył się oduczyć, to były odruchy bezwarunkowe, jak założenie kosmyka za ucho, delikatne położenie dłoni na jej tali czy pogładzenie po policzku. Wiedział, że teraz musiał tym bardziej się przed tym powstrzymywać.
I oh, jaki był nierozsądny, skoro chwilę wcześniej mówiła mu o palącym dotyku, a zaraz ścierał jej kapkę ketchupu z brody, jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie. Na dodatek jeszcze bezmyślnie zlizał sos ze swojego palca, zamiast jak kulturalny człowiek wziąć papier i wytrzeć dłoń. Była gapcią. Swego czasu jego gapcią i zawsze śmiali się z tego, gdy wychodząc na miasto, nie minęła nawet godzina a Lilian potrafiła się ubrudzić. Tę niezdarność uważał za kompletnie słodką i teraz również nie potrafił odpędzić od siebie tej myśli. — Przepraszam — rzucił, w tym samym momencie, kiedy ona odpowiedziała dziękuję. I zaraz trzymał ręce przy sobie, aby nie popełnić głupoty po raz kolejny, ale to ona postanowiła się z nim podroczyć. Rozsmarowała mu ketchup na policzku, wywołując tym niemałe zaskoczenie u Nicolaosa, ale zaraz sam zaśmiał się krótko, czując, że atmosfera realnie się rozluźnia. — Chcesz wojny? — zapytał, nie czekając na jej odpowiedź, opuszkiem palca zgarniając nieco majonezu z talerza, zaraz robią jej kleksa na nosie i rozsmarowując go wzdłuż grzbietu, zupełnie jakby nakładał jej krem z filtrem. — Tęskniłem za tobą — wypalił w pewnym momencie, odchrząkując. Mogło to zabrzmieć zbyt ckliwie, więc zaraz musiał doprecyzować wypowiedź, zanim istniała szansa, że poczuję z tym nieswojo. — Tęskniłem za zwyczajnym spędzeniem z tobą czasu. No i jedzeniem tostów w środku nocy — zażartował, bo to też było ich, za każdym razem, gdy nie spali po nocach i w pewnym momencie po prostu robili się głodni. W końcu kiedyś, zanim jeszcze zostali parą, byli po prostu przyjaciółmi. Pytanie tylko, czy po tylu latach nadal potrafili być tylko nimi?

Lilian Davenport
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”