Skinęła głową, gdy Kira oznajmiła, że trzeba będzie znaleźć jakąś ślepą uliczkę i na szybko dopiła resztki kawy. W końcu jak to miała być szybka akcja, to Daisy nie mogła latać z papierowym kubkiem. Serce zaczęło jej bić delikatnie szybciej, kiedy Finch faktycznie zwolniła, rozglądając się za znakiem. Czy ona naprawdę ukradnie z n a k?! Wpisując to na listę nie sądziła, że będzie to wzbudzać w niej aż takie emocje. Cóż, chciała podniesionego ciśnienia i adrenaliny, to miała.
Poprawiła się na fotelu i obserwowała, jak Kira parkuje żółte ferrari. Całe szczęście, że okolica była w miarę opuszczona, bo jednak taki samochód mógł przyciągać ślepa, a przecież to była ostatnią rzecz, jaką by chciały.
— A przynajmniej jakiś jest — rzuciła, kiedy Kira oznajmiła, że wybór był raczej znikomy. Daisy przyjrzała się obu i rozejrzała, czy nie było nic innego w okolicy, chociaż te były okej. Na moment się zastanowiła. — To może zakaz zawracania — podjęła w końcu decyzję, oznajmiając ją Finch. Można było taki znak interpretować na wiele sposób, nawet względem życia, że nie było od niego odwrotu, trzeba było iść od przodu, tak jak czas nigdy nie czekał i po prost gnał. Niektóre rzeczy powinno się zostawić za plecami, gdzieś z tyłu. — Dobra, róbmy to — próbowała zmotywować chyba bardziej siebie niż blondynkę. Jej dłoń, lekko już nerwowa nacisnęła na przycisk zwalniający pas bezpieczeństwa, a zaraz potem Whitmore wygramoliła się z auta. Z głośnym wydechem przeszła na tyły, gdzie Kira już pewnie otwierała bagażnik i wyciągała wszelkie niezbędne narzędzia do wykonania tego jakże ekscytującego przestępstwa. Daisy przez moment na to patrzyła, ale zaraz obracała się przez ramię i patrzyła zestresowana, czy nikt nie idzie w ich kierunku.
— I co, jak to się robi? — spytała, podchodząc bliżej Finch. — Jedna przytrzymuje druga odkręca? — dopytała, zaglądając jeszcze na znak tuż obok z zakazem zawracania. — Ej tylko on jest wysoko — zauważyła. — Dosięgniemy? Może powinnam cię wziąć na barana? — zaproponowała, po prostu dzieląc się na głos całym swoim tokiem myślenia. Znaki drogowe oscylowały w wysokości około dwa metry a dwa dwadzieścia, a niestety żadna z nich nie była aż tak wysoka. Obie miały powyżej metr siedemdziesiąt (dokładnie po metr siedemdziesiąt cztery kurwa XD) ale to i tak było za mało. Diasy przegapiła z nogi na nogę, znowu się rozglądając, a potem wbiła jasne spojrzenie w szare oczy Kiry. W końcu ona była jej przewodnikiem w tych wszystkich występkach.