25 y/o
Welkom in Canada
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Po tym jak Dante wyszedł do apteki i po coś do jedzenia, pewnie mogłaby zająć się czymś bardziej pożytecznym i wziąć długi prysznic, umyć włosy, a potem założyć coś wygodniejszego od błękitnego kombinezonu, w którym paradowała od rana i o dziwo, nie uwaliła go ani jedną kropelką farby. Ale straciła ochotę na robienie czegokolwiek. Leżenie na kanapie i mizianie Murphy’ego wydawało się i tak czymś ponad jej siły. Bo poza myśleniem o tym czy chłopak wróci do domu w przeciągu tej przyjętej przez nią i psiaka półtorej godziny, to oczywiście, że zastanawiała się nad tym, co dalej. Nie była tym typem osoby, który wychodził z założenie, że dopiero potem będzie się martwić. Nie, jej wystarczył choć cień szansy na to, że mogłaby być w ciąży, a jej mózg zaczął już wymyślać milion scenariuszy. Ten najbardziej optymistyczny zakładał, że przez najbliższe miesiące miałaby czuć się naprawdę dobrze, dzięki czemu mogłaby normalnie chodzić do pracy i może gdyby zrezygnowała z basenu bądź innych atrakcji życia codziennego to salon byłby otwarty dłużej, a to oczywiście wiązało się z większym dochodem. Przy odpowiednim obcięciu innych kosztów mogłaby odłożyć więcej oszczędności, więc nawet gdyby zaraz po wyjściu z porodówki nie mogła wrócić do pracy to starczyłoby im na życie na dłużej niż zakładane wcześniej dwa miesiące. Z kolei ten najgorszy scenariusz wskazywał na masę powikłań ciążowych i narodzinach niepełnosprawnego dzieciątka, którego leczenie z pewnością pochłonęłoby jej wszystkie organy, które musiałaby sprzedać.
Chociaż może w tym wszystkim było coś jeszcze gorszego – w żadnej z tych wizji przedstawianej jej przez wyobraźnie, nie widziała Dantego. W końcu dla jej głowy sprawa była niestety oczywista. Bo kiedy zapytała co jeśli testy potwierdzą pierwotny wynik, nie odpowiedział, że jakoś to będzie, nie przytulił i nie pocałował w skroń, mówiąc, że sobie poradzą. Nie wiem – to jej wystarczyło.
Dlatego kiedy wrócił, mogła wydawać się jeszcze bardziej zmęczona niż w chwili, gdy wychodził z mieszkania, a przecież cały ten czas spędziła na narożniku. Widziała jak odkładał papierową torbę z jedzeniem, ale w tej chwili nawet nie mogła myśleć o jedzeniu. Z nerwów tak jej ściskało żołądek, że najprawdopodobniej wszystko by zwymiotowała – jeśli w ogóle dałaby radę cokolwiek przełknąć.
Przytuliła się do niego mocno, zaciskając nerwowo palce na jego koszulce. Nigdy by nie przypuszczała, że wizja potencjalnej ciąży doprowadzi ją do takiego stanu. Znała ludzi, w podobnym wieku do nich, którzy obgryzali paznokcie ze stresu, czekając na wyniki testu, ale mając właśnie nadzieję, że wskaże on te upragnione kreski. A oni? Oni naprawdę liczyli, że w ich przypadku ta druga kreska pomyliła adres, bo miała przyjść do sąsiada obok a nie do nich.
– Wiesz, trochę im pomogłam. Czasem wchodzę na profile na Instagramie różnych domów mody, zostawiam serduszka, jakiś komentarz. Nie ukrywam, że robię to typowo pod marketing, ale jeszcze nikt z Europy się do mnie nigdy nie odezwał i… może nie widać, ale serio się cieszę. Uwierz mi, w salonie to ze szczęścia prawie latałam pod sufitem – powiedziała szczerze. Nie oczekiwała od niego, że będzie cokolwiek wiedział o wspomnianym przez nią domu mody. W końcu nie była to żadna Channel ani Karl Lagerfeld, a coś znacznie mniejszego aczkolwiek dobrze prosperującego. Dla Elsy to też nie miało znaczenia, cieszyła się, że ktokolwiek docenił jej warsztat, nawet jeśli głównym powodem był ograniczony budżet, który nie pozwalał na zatrudnienie prawdziwych mistrzów fryzjerstwa.
– Na początku lipca, na dwa tygodnie… albo trzy… już nie pamiętam i… przepraszam, nie wytrzymam – wymamrotała, odsuwając się od niego pospiesznie. Od razu też niemalże pobiegła do łazienki, zgarniając po drodze ze stolika jeden z testów. Bo jak miała z nim rozmawiać o spełnianiu swoich marzeń skoro nawet nie wiedziała czy może sobie na nie pozwolić?
Ale do salonu wróciła po kilku minutach, trzymając w jednej ręce plastikowy patyczek, a w drugiej telefon z ustawionym minutnikiem, który odliczał pozostały im czas.
– Pięć minut – powiedziała cicho, kładąc wszystko na stoliku, ale test okienkiem do dołu, by nie widzieć wyniku przed alarmem z komórki. – Dante, ty… nie chcesz mieć dzieci teraz, nie chcesz w ogóle czy… czy chodzi o mnie? – Na próżno było szukać było w jej głosie jakichś pretensjonalnych tonów. I może nie wybrała sobie najlepszego momentu na podobne pytania, ale coś przeczuwała, że innego mogliby już nie mieć.


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciał brać pod uwagę możliwości, że mógłby tak po prostu uciec i zostawić ją – znowu… – gdyby ta potencjalna ciąża miała się potwierdzić w kolejnym teście. Głównie dlatego, że jakkolwiek mógłby wmawiać samemu sobie, że przecież nie zrobiłby jej czegoś takiego, to… chyba nawet siebie nie byłby w stanie przekonać, że nic takiego nie mogłoby się nigdy wydarzyć. I może właśnie dlatego odłożenie problemu na później, gdyby ten już miał stać się całkiem realny, wydawało się z jego perspektywy tą najlepszą możliwością. Może zresztą jedyną, która sprawiła przynajmniej, że w drodze do apteki nie zboczył nigdzie z trasy i nie przepadł na dobre. Albo przynajmniej do następnego dnia.
Nie miał zamiaru jakkolwiek namawiać jej do zabrania się za przyniesione jedzenie. Sam zresztą nie wypakował go przecież nawet z torby, mogąc chyba zgodzić się z nią w kwestii przypuszczeń, że przełknięcie czegokolwiek mogłoby w ej chwili okazać się zadaniem ponad siły. Papierowa torba i jej zawartość musiały więc poczekać na nieco lepszy moment. Na przykład taki, w którym kolejny wykonany przez Elsę test miałby nie pokazać żadnej dodatkowej kreski. Ani takiej ledwie widocznej, ani… po prostu żadnej. Z tego porannego można byłoby z czasem zrobić zabawną anegdotkę o tym, jak zestresował ich dwoje i… jak najszybciej o nim zapomnieć, najlepiej nie wracając zbyt szybko – albo w ogóle – do tematu mniej lub bardziej prawdopodobnych ciąż, dzieci i wszelkich innych tematów, które nieodłącznie wiązałyby się ze zbyt dużą odpowiedzialnością i koniecznością przeorganizowania całego dotychczasowego życia.
Zdecydowanie bardziej wolałby skupić się na temacie czekającego ją pokazu i jej podróży do Europy. To przynajmniej była całkiem bezpieczna i komfortowa opcja. A przynajmniej… mogłaby być, gdyby rzeczywiście wciąż nie wisiało nad nimi widmo tej cholernej kreski, o którym nijak nie dało się tak po prostu zapomnieć. Ani nawet skutecznie zepchnąć na dalszy plan. W tym prawdopodobnie nie pomogłyby jakiekolwiek próby udawania, że wszystko było w porządku i że nie mieli na karku żadnego potencjalnego problemu. Myśl o tym, że za parę miesięcy na świecie mogłoby pojawić się ich dziecko, była stanowczo zbyt uparta, by tak po prostu dać się zignorować. Co zresztą najlepiej potwierdziło nagłe odsunięcie się Elsy i jej pospieszne zniknięcie w łazience, przez którym nawet nie próbował jej w żaden sposób powstrzymywać.
W końcu… może faktycznie lepiej byłoby wiedzieć jak najszybciej.
Zdążył zająć miejsce na kanapie zanim wróciła, a na informację, że na poznanie wyniku mieli pięć minut, przytaknął po prostu skinieniem głowy. Podejrzewając przy okazji, że miało to być wyjątkowo długie pięć minut i przed wcześniejszym sięgnięciem po test – mniej więcej ledwie sekundę lub dwie po tym, jak odłożyła go na stolik – powstrzymało go tylko zadane przez nią pytanie. Pewnie zresztą całkiem adekwatne do całej tej sytuacji… Niestety, chyba również zaliczające się do kategorii tych, na które odpowiedzi po prostu nie znał.
Albo… znał całkiem dobrze, ale jednocześnie nie sądził, by ta miała się jej jakkolwiek spodobać. Nawet, jeśli sama mogłaby podejrzewać, jak ta powinna brzmieć.
Oderwał spojrzenie od testu i przeniósł je na nią, marszcząc lekko brwi w reakcji na ten absurdalny pomysł, który również wybrzmiał w jej wypowiedzi.
Co…? Jasne, że nie chodzi o ciebie. Czemu niby by miało? – tego jednego przynajmniej był pewny i nie musiał się nad niczym zastanawiać. Nie chodziło przecież o to, że nie chciał dziecka z nią. Raczej… – Ja… Po prostu jakoś nie wydaje mi się, żebym miał się do tego nadawać…
I to było chyba faktycznie najbliższe prawdy. Bo przecież nie chodziło nawet o to, że miałby tak po prostu nie chcieć dziecka – teraz, czy kiedykolwiek. Po prostu całkiem nieźle musiał zdawać sobie sprawę z tego, że zwyczajnie nie powinien go mieć. Kompletnie przecież nie widział się w roli ojca i nawet mimo dość bujnej wyobraźni, tego akurat chyba nawet nie byłby w stanie sobie zwizualizować. A przynajmniej nie, jeśli miałby się z tej roli wywiązywać jak należy. Pod tym względem przecież zdecydowanie bliżej było mu do jego biologicznego ojca niż choćby do Douglasa, który może i poświęcił tych kilka lat na jakieś – raczej średnio udane… – próby wyprowadzenia pasierba na ludzi, a którego ten jakoś nigdy nie miał zamiaru brać za potencjalny wzór pod tym względem.
I… sama przecież mówiłaś, że go nie chcesz… – dodał, przenosząc ponownie spojrzenie na ten cholerny test i zastanawiając się, jakim cudem pięć minut wciąż jeszcze nie minęło. Choć może zamiast tego powinien zastanowić się, dlaczego wcześniej powiedziała właśnie to i czy aby przypadkiem nie chodziło o fakt, że potencjalne dziecko rzeczywiście mogłoby trafić dużo lepiej, jeśli chodziło o ojca. Ale… to chyba i tak byłaby myśl, której wolałby raczej nie poświęcać zbyt wiele czasu…

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Welkom in Canada
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Wiedziała, że wizyta u ginekologa i tak jej nie ominie. Nawet jeśli kolejne testy zaprzeczyłyby temu, że była w ciąży to pozostawał nadal problem braku miesiączki. Nie miała jeszcze trzydziestki, a poza anemią, z którą świadomie nic nie robiła, raczej nie narzekała na wyniki swoich badań i ogólny stan zdrowia, więc raczej nie podejrzewała, że mogłaby nagle dostać przedwczesnej menopauzy. Fakt, po wyjściu ze szpitala trochę jej się schudło, jednak nadal ważyła w granicach normy, więc to również wykluczała jako powód zaniknięcia krwawienia. No a jak już będzie na kozetce to podpyta o badania związane z płodnością, bo może niepotrzebnie tak wszystkim się martwili? Może była jałowa jak pustynia i jedyne by dziecko na jakie mogła sobie pozwolić to takie, które nie wyszło z jej łona? Zaoszczędzą przynajmniej na tabletkach i ewentualnych testach, więc chyba każdy powinien być wówczas zadowolony.
Mhm…
Ale gdyby okazało się, że za brakiem okresu stało kiełkujące w niej nowe życie, a Dante spanikowałby i uciekł, chyba nie miałaby siły i większej ochoty na szukanie go i błaganie, żeby zmienił zdanie. Z pewnością przekreśliłoby to wszystko, co udało im się odbudować po jego ostatnim podobnym występku i… chyba nie dałoby się tego już nigdy naprawić. Nawet jeśli finalnie nigdy by tego dziecka nie urodziła to sam fakt, że podjął decyzję o ucieczce kompletnie by jej wystarczył.
Dlatego gapiła się w ten test, odliczając w głowie sekundy, jakby nie do końca wierzyła w wyświetlany na ekranie telefonu minutnik. A kiedy Dante sięgał po patyczek, była gotowa zdzielić go po dłoni, bo przecież nie bez powodu położyła go w takiej pozycji a nie innej. Mieli zobaczyć to dopiero po upływie pięciu minut. Razem. Ale na szczęście to jej pytanie go powstrzymało przed ujawnianiem niespodzianki.
— Nie wiem. Dlatego pytam. Może nie widziałbyś mnie w roli matki. W końcu przerasta mnie robienie jedzenia dla samej siebie, a co dopiero dla dziecka, więc gotowanie wszystkich zupek czy zacierów spadłoby na ciebie, a to już mogłoby być dla ciebie conajmniej kłopotliwe. — Nie wiedziała dlaczego własne słowa wywołały u niej lekko uśmiech, zwłaszcza, że mówiła to całkiem serio, nie wymyślając na siłę żadnych absurdalnych scenariuszy. Zwłaszcza, że już zdarzało jej się go przepraszać — zarówno w liceum jak i w tej bliższej przeszłości — za jej kompletny brak umiejętności kulinarnych. No i może jak zrobienie obiadu dla ich dwójki nie stanowiło dla niego większego problemu tak gdyby miał do tego dojść jeszcze dodatkowy mały człowiek ze zdecydowanie innymi potrzebami żywieniowymi, mogło się okazać znacznie większym kłopotem.
— Nie chcę… bo ty nie chcesz. Teraz może nie byłby to też najlepszy czas ze względu na mój potencjalny wylot do Włoch, ale… po prostu nie jestem taką egoistką, żeby… żeby zmusić cię do zostania ojcem, bo tak. Decyzja o zostaniu rodzicami powinna być wspólna, a nie tylko moja. Nie chcę, żebyś któregoś razu pomyślał, że cię wrobiłam w pieluchy i nieprzespane nocki. — Wzruszyła mimowolnie ramionami i zerknęła kątem oka na ekran telefonu — została niecała minuta. — Jeśli tobie odpowiada to co mamy w tej chwili, to mi również. Nie mam parcia na macierzyństwo, żeby przestać brać tabletki czy przebijać igłą prezerwatywy. — Bo to że ich nie brała po wyjściu ze szpitala to nie było jej widzimisię, a zalecenie lekarza! A to że o tym zapomniała, samej domagając się od Dantego odpowiedniej uwagi i dawki pieszczot, to było zwykłe niedopatrzenie, a nie celowy zabieg mający na celu zrobienie z niego ojca.
I nim chłopak zdążył jej odpowiedzieć — jeśli w ogóle zamierzał — rozbrzmiał alarm oznajmiający minięcie tych cholernie długich pięciu minut.
— Razem — wymamrotała cicho i złapała go za dłoń, przenosząc ją zaraz na test, który wspólnie odwrócili okienkiem do góry.
Elsa patrzyła przez chwilę na ten kawałek plastiku , jakby on sam miał jej zaraz ożyć i operowym tonerem oznajmić wynik.
Jedna kreska. Tylko jedna.
I nagle całe napięcie, które trzymało ją w środku, zaczęło powoli puszczać — ale nie jakoś spektakularnie. Raczej cicho. Trochę nieśmiało. Jakby organizm dopiero teraz przypominał sobie, że w ogóle miał prawo oddychać.
— Chyba po problemie. — Odetchnęła cicho, odchylając głowę do tyłu i przymykając przy tym oczy. Jej mózg chyba powoli zaczął ogarniać, że nie musi już zaplanować najbliższych osiemnastu lat, mając na to zaledwie dwanaście minut.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie nie należał do jakkolwiek cierpliwych osób. Gdyby nie odwróciła w porę jego uwagi, najpewniej wolałby po prostu wpatrywać się w okienko testu, nie przejmując się przy tym jakimś tam wyznaczonym upływem czasu i po prostu na bieżąco upewniając się, że żadna niechciana kreska się na nim nie pojawiała. Czekanie – choćby i miało trwać tylko te pięć minut – mogłoby go zdecydowanie przerosnąć. Choć na szczęście – o ironio… – poruszony przez Elsę temat zdołał zająć go przynajmniej na tyle, by jeszcze przez chwilę lub dwie był w stanie powstrzymać się od sięgnięcia w kierunku stolika.
Miałby uważać, że nie nadawała się na przyszłą matkę tylko dlatego, że gotowanie ewidentnie ją przerastało…? Zdecydowanie nie. I chyba dość łatwo można było wyczytać to z wymalowanego na jego twarzy zaskoczenia tym, że w ogóle mogłaby brać coś podobnego pod uwagę.
Chociaż… to równie dobrze mogło dotyczyć wymienionej przez nią komplikacji, jaka miałaby pojawić się w ich życiu wraz z dzieckiem. Bo… no jasne, dzieci jedzą, a pomiędzy etapem, w którym wystarczyło im jedynie mleko, a tym, kiedy pizza lub frytki stawały się najlepszym daniem na świecie, istniał jeszcze ten, w którym wypadałoby zapewnić im jakieś pełnowartościowe posiłki dopasowane do wieku. I o ile ich dwojgu raczej nie wadził zbytnio fakt, że niekoniecznie zawsze Dante miał czas – albo zwyczajnie ochotę – żeby zająć się obiadem, bo w końcu zamówienie czegoś do jedzenia nie stanowiło większego problemu, to… z dzieckiem takie rozwiązanie mogłoby tak łatwo nie przejść. Co gorsza, to oczywiście nie było jedyne utrudnienie związane z posiadaniem potomka, którego jak dotąd w żaden sposób nie rozważał. Jednocześnie było chyba wystarczające, by znów poczuć ogromną chęć sięgnięcia po ten nieszczęsny test, nie przejmując się przy tym jakimś tam minutnikiem i upływem wyznaczonego czasu.
Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie każda matka radzi sobie z gotowaniem i że pewnie znalazłoby się całkiem sporo takich, które lepiej trzymać z dala od kuchni…? – odezwał się, wzrok od leżącego na stoliku testu odrywając tylko na moment, by zerknąć na nią przelotnie i zaraz wrócić spojrzeniem do niego. Trochę jakby obawiał się, że jeśli nie będzie go pilnował dość uważnie, to ten gotów był potwierdzić potencjalnie czekające go przygotowywanie zupek, zacierów, czy czegokolwiek innego, o czym nie miał bladego pojęcia, a co prawdopodobnie powinno znaleźć się w dziecięcej diecie.
I owszem, miał zamiar odpowiedzieć na jej kolejne słowa. Zanim jednak zdołałby w ogóle otworzyć usta, skutecznie powstrzymał go przed tym dźwięk wydobywający się z telefonu. Na ten zresztą prawdopodobnie powinien momentalnie chwycić za to leżące na stoliku cholerstwo, ale… o ile wcześniej musiał wspinać się na wyżyny samokontroli, by nie zerknąć na niego przed wyznaczonym czasem, tak teraz zdążył chyba poważnie zwątpić w to, czy rzeczywiście chciał go w ogóle oglądać. Nie zaprotestował jednak, kiedy pokierowała jego dłoń na cholerstwo, mogąc się wkrótce przekonać, jak brzmiał ostateczny wyrok.
Przez dłuższą chwilę przyglądał się tej pojedynczej kresce, być może spodziewając się, że i tutaj wkrótce pojawi się ta druga, zdecydowanie niechciana. Albo upewniając się, że już jej tam nie było – po prostu jeszcze mniej widocznej niż na poprzednim, a jednak wciąż obecnej. I chyba dopiero słowa Elsy sprawiły, że mógł wreszcie w pełni zaufać własnym oczom i uwierzyć w to, że żadnej podstępnej, nadmiarowej kreski na teście nie było.
Całe, kurwa, szczęście.
Jego przeciągłe westchnięcie śmiało można było uznać za ewidentny wyraz ulgi, z czym chyba nie musiał się w żaden sposób kryć. To, że nie chciał żadnego dziecka, było już przecież całkiem jasne. Tak samo jak to, że ona również go nie chciała, bo on nie chciał. I chociaż być może warto byłoby mimo wszystko wrócić do tego niezbyt wygodnego tematu i na przykład spróbować dowiedzieć się, co w sytuacji, gdyby Elsa miała jednak zechcieć zostać matką wcześniej niż on poczułby się gotowy na ojcostwo, to… chyba jednak nie miał na to zbytniej ochoty. Przecież mieli ten problem z głowy. Można było więc o nim zapomnieć – przynajmniej do kolejnego alarmu. Słusznego lub szczęśliwie również fałszywego…
Zamiast więc wracać do jakichkolwiek trudnych rozmów, zdecydowanie bardziej wolał objąć ją, w kolejnej chwili cmokając ją czule w policzek.
Czyli… lecisz do Włoch. I przynajmniej nie będziesz musiała przejmować się przy tym niczym innym poza samymi pokazami. W twoim przypadku to chyba i tak wystarczająco… – wracając do wcześniej ledwie przelotnie poruszonego tematu, zdobył się nawet na lekki uśmiech. Może i wciąż odrobinę niepewny – w końcu nadal jakaś złośliwa kreska mogłaby pokazać się na teście zupełnie znienacka, ponownie wprawiając ich w konsternację – z pewnością jednak niewymuszony w żaden sposób. Póki żadnej dodatkowej kreski nie było… można było mimo wszystko przyjąć do wiadomości, że rzeczywiście było po problemie.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Welkom in Canada
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Oczywiście, że zdawała sobie sprawę, że nie była na tyle wyjątkowa, aby tytułować się mianem Beznadziejnej Kucharskiej Królowej Matki Pierwszej i Jedynej Tego Imienia. Ale miała jednak na tyle śmiałości, żeby podejrzewać, że pozostałe przyszłe mamy mogły się pochwalić mężczyzną u swego boku, który nie dość, że potrafił gotować to na dodatek nie miał w zwyczaju znikać na bliżej nieokreślony czas. A to z pewnością wiele ułatwiało w wychowaniu i opiece nad tą małą istotką. I tu pojawiała się więc odpowiedź — nieco pokręcona, jak zresztą cała logika Elsy — że Dante mógłby nie chcieć dziecka właśnie z nią, bo podczas jego różnych wyjść ta nie potrafiłaby mu zapewnić odpowiednich posiłków, a nawet jeśli w początkowej fazie maluch żywiłby się tylko mlekiem to ciężko, żeby mleko matki wpierdzielającej zupki chińskie można było nazwać odpowiednio wartościowym.
— Tak, wiem to. Nieważne już. Już wszystko wiem — odparła spokojnie, dosyć krótko jak na nią. Nie próbowała mu wyjaśnić swojego punktu widzenia. Nie widziała w tym sensu, co mogło wydawać się dosyć dziwne zważywszy na fakt, że jednak słowotok był jej cechą charakterystyczną, gdy się czymś stresowała bądź ekscytowała. A zdawkowe odpowiedź lub milczenie…
Była przerażona. Coraz bardziej, gdy obserwowała jak chłopak wpatrywał się w ten pieprzony test — jak na kata, który miał zaraz dokonać na nim egzekucji. Czy gdyby faktycznie miały się na nim pojawić dwie kreski to czy patrzyłby tak na nią przez całą ciążę? Czy patrzyłby tak na ich dzieciątko? Jak na coś, co zrujnowało mu życie?
Ale nawet jeśli miało być ono niechcianym i nieplanowanym elementem ich wspólnej przyszłości, to nadal miało być ich i dlatego chwyciła go za rękę, aby razem odwrócili ten test.
Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc to jego westchnienie przepełnione ulgą. Nie mogła mu się dziwić, zwłaszcza, że sama się wyraźnie rozluźniła, choć nadal niepewnie zerkała w stronę okienka, jakby chciała się upewnić, że n pewno nie ujrzy w niej dodatkowego cienia. W końcu była święcie przekonana, że na tamtym również nic się nie pojawiło na początku.
Mimowolnie się w niego wtuliła, przyjmując buziaka w policzek z lekko uniesionymi kącikami ust. Jej serce nadal biło w zdecydowanie za szybkim tempie, najwyraźniej potrzebując znacznie więcej czasu, aby wrócić do normalnego rytmu.
— Tylko na pokazach? Mózg skupiający się tylko na jednej rzeczy? Totalna nuda… — Parsknęła cichym śmiechem. No tak, akurat w jej przypadku brzmiało to trochę jak abstrakcja. W końcu doprowadzanie neuronów do przegrzania zdawało się być jej ulubioną dyscypliną sportową i gdyby kiedyś dodano ją na olimpiadzie, Elsa z pewnością wróciłaby do domu ze złotem.
— A ty? Czym będziesz mógł się teraz przejmować? Skoro widmo pieluch, nieprzespanych nocy i gotowania zupek warzywnych już jest nieaktualne… to co teraz? — Czy ona właśnie pytała go i jakiekolwiek plany na siebie i najbliższą przyszłość? Być może. Bo chyba warto było wiedzieć, co w takim razie zamierzał. I zdecydowanie wolała ten temat niż powrót do tego, który sama zapoczątkowała. Bo gdyby Dante pociągnął go wtedy dalej i zapytał, co jeśli potrzeba macierzyństwa przyszłaby szybciej niż tacierzyństwa to najprawdopodobniej musiałaby szczerze odpowiedzieć, że nie wiedziała. Opcji w końcu było kilka. Mogła cieszyć się ich zwierzęcymi dziećmi i to im poświęcać się w stu procentach. Mogła również zatrudnić się jako wolontariuszka w szpitalu i opiekować się noworodkami, które zostały porzucone przez matki. Ale był jeszcze jeden scenariusz — najgorszy. Zakładał on ich rozstanie, aby każdy mógł odnaleźć w życiu to, czego w danej chwili i etapie potrzebował najbardziej. Tylko Elsa nie brała go nawet pod uwagę. Bo gdyby miała założyć rodzinę to tylko z nim. Nie widziała nikogo innego u swojego boku, liczył się tylko on. Dlatego w tej konkretnej sekundzie, chciała wierzyć, że jeśli mieliby być najszczęśliwsi na świecie tylko we dwoje, to mogłaby sobie odpuścić posiadanie potomka.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”