ODPOWIEDZ
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie nie spodziewała się tego, że to spotkanie potoczy się w podobny sposób... Cóż, może i po cichu na to liczyła, ale na pewno nie chciała tego zapeszać. Nieczęsto bowiem sprawy przybierały tak często podobny obrót, gdy umawiała się z kimś na pierwszą randkę czy też takie pierwsze niezbyt zobowiązujące spotkanie w ramach zapoznania się. Tylko, że z Karrionem wszystko szło nadzwyczaj gładko, a sytuacja pomiędzy nimi rozwijała się naprawdę ekspresowo w przyjemnym kierunku.
Nie miała oporów przed tym, aby z baru zabrać go do siebie. Mężczyzna zareagował na propozycję zmiany miejsca nadzwyczaj chętnie i już chwilę później znajdowali się przed lokalem, czekając na ubera i całując się jak zakochani nastolatkowie.
Uwielbiała to jak uważny był Stifler. Z jednej strony niemal władczo przycisnął ją do ściany baru, ale jednocześnie dbał o to, aby się o nią nie poobijała. Nie mogła zareagować inaczej niż tylko zadowolonym pomrukiem wprost w jego usta.
Jazda taksówką do jej mieszkania była prawdziwą męczarnią, ale pomogła jej nieco ochłonąć po tych gorących pocałunkach. Nie była niewyżytą małolatą, aby dobierać się do niego w aucie. Co prawda jej dłoń spoczywała na udzie pięściarza, ale powstrzymywała się od robienia czegokolwiek więcej.
W końcu jednak dotarli pod odpowiedni adres, gdzie musieli jedynie wsiąść do windy, w której udało im się skraść jeszcze kilka pocałunków zanim znaleźli się pod drzwiami mieszkania Attwood, które musiała jeszcze otworzyć zanim weszli do środka.
- Czuj się jak u siebie - mruknęła z zadowoleniem, zadzierając nieco głowę, aby móc u spojrzeć w oczy z tak niewielkiej odległości jaka ich dzieliła. - Byłabym kiepską gospodynią, gdybym nie zaproponowała ci najpierw drinka.
Nie musieli nigdzie się spieszyć. Mieli całą przestrzeń tylko dla siebie także mogli oddać się wszelkim możliwym przyjemnością. Nic nie stało na przeszkodzie, aby przyrządziła im jeszcze po drinku i puściła jakąś przyjemną melodię w tle, aby stworzyć przyjemną atmosferę. Mogli też od razu przejść do rzeczy. Wszystko zależało głównie od tego na co Karrion miał ochotę.

Karrion Stifler
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
41 y/o
Indulge in local cuisine
191 cm
Właściciel klubu i trener boksu Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiSierra/Leone
typ narracjiDemokracja bezpośrednia
czas narracjiWłaściwy
postać
autor

Karrion rozejrzał się po mieszkaniu tylko przelotnie. W normalnych okolicznościach pewnie zwróciłby uwagę na wystrój, zadał kilka pytań, rzucił jakiś żart na temat tego, co najbardziej pasuje do Ophelii. Problem polegał na tym, że jego uwaga od momentu przekroczenia progu skupiała się niemal wyłącznie na niej.
Na jej propozycję drinka uśmiechnął się pod nosem.
- Jeszcze godzinę temu odpowiedziałbym bez zastanowienia "jasne" - mruknął, nie odrywając od niej wzroku.
Powoli zdjął kurtkę i odłożył ją gdzieś obok, po czym ponownie spojrzał na Attwood. Teraz, gdy znaleźli się sami, bez baru, przypadkowych ludzi i głośnych rozmów w tle, napięcie wzmogło się jeszcze bardziej.
- Ale od momentu wyjścia z tego baru myślę głównie o tym, żeby znowu cię pocałować - kącik jego ust drgnął lekko. - Więc drink później - zatrzymał się tuż przed nią i delikatnie odgarnął kosmyk włosów z jej twarzy, po czym przez chwilę patrzył jej po prostu w oczy. Im dłużej to trwało, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że podjął dobrą decyzję, nie próbując hamować tego wszystkiego na siłę.
Przesunął kciukiem po jej policzku i zaraz musnął jej wargi swoimi, przeciągając pocałunek tyle, ile się dało. Dopiero po dłuższej chwili odsunął się i zerknął w kierunku barku z alkoholem.
- Zdam się na ciebie - powiedział i usiadł na kanapie, mogąc w końcu nieco rozprostować swoje kości. Była ona bowiem na tyle duża, że bez problemu się na niej zmieścił i miał o co się oprzeć.
Uśmiechnął się lekko w kierunku Ophelii, zerkając na nią, gdy krzątała się po mieszkaniu i wyciągała to butelki z alkoholem, to lód z lodówki, to jakieś szklanki, do których wypadałoby rozlać napoje.
- Niezależnie od tego, jak skończy się ta noc, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy - rzucił, nie posądzając jej o chęć wykorzystania go tylko na jedną noc, jednak nigdy nie mógł być do końca pewien tego, czy aby właśnie takiego rozwoju relacji Attwood nie oczekuje.
Nie mogąc doczekać się blondynki, podniósł się z kanapy i powędrował w jej kierunku z zamiarem przeszkodzenia jej w dokończeniu drinków. Stanął tuż za nią, gdy wlewała ciecz do jednej ze szklanek i objął dłońmi, splatając ich palce na jej brzuchu. Musnął ją wargami najpierw po włosach na czubku głowy, a następnie zawędrował niżej, na szyję, która została mu udostępniona niemal od razu, jak tylko poczuła go za sobą. Tym razem się nie spieszył, jednak chęć włożenia rąk pod jej ubranie z każdą chwilą narastała. Póki co jednak udawało mu się zwalczyć pragnienie.
Gdy obróciła się z zamiarem przeniesienia do salonu, Stifler naparł na nią i tym samym wymusił położenie obu szklanek na blacie. Nachylił się i znów pocałował ją, tym razem znacznie intensywniej i namiętniej, niż miało to miejsce chwilę po wejściu do mieszkania. Przerwał dopiero po kilkunastu sekundach i spojrzał na nią, uśmiechając się trochę bezczelnie.
- Niby miałem zdać się na ciebie, ale... - krótka pauza. - Jedynym drinkiem, na który mam ochotę w tym momencie, jesteś ty - przyznał i przygryzł delikatnie dolną wargę, po czym trącił delikatnie swoim nosem ten jej. - Więc jeśli ty też jesteś niecierpliwa, to możemy przenieść się do twojej sypialni - zaproponował. - Albo na kanapę - dodał. - Lub blat za tobą - brew lekko drgnęła mu ku górze, a sam Stifler spojrzał na nią trochę z rozbawieniem, które jednak zdradzało, że poza warstwą humorystyczną, miało to też pewne seksualne napięcie w sobie.

Ophelia Attwood
Ash Ketchup z Alabamy
Nie lubię niekonsekwencji
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kwestia mieszkania i jego wyglądu zeszła całkiwicie na dalszy plan. Ophelia nawet nie zastanawiała się czy faktycznie zdążyła wysprzątać i czy na pewno zrobi dobre wrażenie na nieplanowanym gościu. W końcu Karrion nie był tu po to, aby dokonać jakiejś inspekcji czy testu białej rękawiczki.
- Czyli wiele się zmieniło w przeciągu ostatniej godziny - skomentowała najwyraźniej zadowolona z udzielonej jej przez mężczyznę odpowiedzi.
Z jednej strony nie było jej wcale tak spieszno. Mogła bez problemu pozwolić na to, aby napięcie jeszcze nieco podrosło, ale czy był ku temu jakiś sens? Pierwszy pocałunek już się wydarzył i tym samym zburzył pewną barierę, sprawiającą, że jeszcze mogli trzymać ręce przy sobie.
- Tylko pocałować? - zapytała jeszcze lekko zaczepnie, unosząc głowę, aby móc bez trudu spojrzeć mu w oczy, gdy tylko podszedł bliżej.
Lubiła go prowokować. Zwłaszcza, że zawsze kończyło się to dla niej w niezwykle miły sposób. Teraz również, ułożyła dłonie na jego plecach, chcąc go do siebie bliżej przyciągnąć. Mruknęła z zadowoleniem wprost w jego wargi, przesuwając rękoma wzdłuż potężnego grzbietu, gdy tylko odwzajemniała kolejne pocałunki mężczyzny. Przynajmniej tak długo póki nie postanowił się od niej odsunąć.
- Odważnie - podsumowała jego zamówienie, ruszając w stronę kuchni, aby wymyślić coś, co mogłoby przypaść mężczyźnie do gustu.
Nie chciała mu kazać zbyt długo na siebie czekać. Dlatego musiała wybrać coś prostego. Zauważyła już, że pił whisky. Wydawało jej się, że była to całkiem solidna baza do drinka, więc mogła jak najbardziej z tego skorzystać. Najpierw jednak wyjęła dwie szklanki z szafki nad sobą i ustawiła je na blacie, aby mieć gdzie rozlać przygotowywane porcje alkoholu.
- Nie widzę przeszkód dlaczego mielibyśmy nie zobaczyć się raz jeszcze. W końcu raczej dobrze spędza nam się wspólnie czas - odpowiedziała, odrywając się na chwilę od przygotowywanych drinków, aby móc spojrzeć na boksera.
Nie miała nic przeciwko jednonocnym przygodom, ale Stifler był na tyle interesujący, że bez problemu spotkałaby się z nim jeszcze przynajmniej kilka razy. Nawet jeśli jakimś cudem seks okaże się niesatysfakcjonujący. W końcu wydawało jej się, że oboje byli sobą zafascynowani nie tylko w fizycznym sensie.
Próbowała skupić się na drinkach. Znalazła butelkę dobrej szkockiej, którą zwykle używała jako bazę dla swoich barmańskich popisów, a następnie zaczęła rozglądać się za kolejnymi składnikami mającymi wzbogacić jej smak o niepowtarzalne nuty.
Trudno było jej się jednak skupić na dokończeniu swojego zadania, gdy nagle tuż za nią znalazł się Karrion. Mimowolnie oparła się o jego klatkę piersiową, gdy tylko objął ją w pasie, oddając się temu dotykowi, a następnie poczuła delikatne drapanie kilkudniowego zarostu, gdy się pochylił, żeby pocałować jej szyję.
- Karrion... Ja tu próbuję pracować - mruknęła, ale nie mogło to wyjść przekonująco w momencie, gdy odchyliła głowę, aby zapewnić mu więcej przestrzeni do tego, aby wędrował po niej ustami.
Westchnęła z przyjemności, ale w końcu chwyciła za stojącą obok butelkę, aby dolać kolejny składnik do drinków. Może i mężczyzna w tej chwili ją rozpraszał, ale nie pozwoliła na to, aby ręka jej zadrżała i rozlała alkohol po blacie. Wciąż szło jej całkiem dobrze i już odwróciła się w jego objęciach, aby udać się do salonu, ale Stifler przeszkodził jej w tym dosyć skutecznie.
Szkło ze stukotem uderzyło o blat, gdy je odłożyła, aby skupić się w pełni na Karrionie. Została przyciśnięta do znajdującej się za nią zabudowy kuchennej, ale nie wydawało się, aby to położenie sprawiało jej szczególnie spory dyskomfort. Nie w momencie, gdy sięgnęła jedną z dłoni do szyi boksera, aby przytrzymać go blisko siebie, drapiąc przy okazji jego kark delikatnymi pociągnięciami paznokci.
Naprawdę nie próżnował. Brakło jej już tchu przez te namiętne pocałunki, ale wciąż była w stanie mu dorównać i odwzajemniać je z ogromnym oddaniem. Nagle takie szczegóły jak oddychanie zdawały się stawać kompletnie nieistotne.
- Szczerze wszystkie z tych opcji brzmią kusząco - zamruczała, oderwawszy się już od jego warg po czym chwyciwszy się nieco mocniej jego ramion podskoczyła, aby wsunąć się na znajdujący się za nią blat w czym Stifler naturalnie jej pomógł. - Może zatem zaliczmy wszystkie te miejsca po kolei?
Blat szedł na pierwszy ogień skoro znajdował się tuż za nią. Nie była całe szczęście szczególnie wybredna jeśli chodziło o wygody. Zresztą przynajmniej mogła bezkarnie zacisnąć uda na biodrach Karriona i pociągnąć za materiał jego koszulki, która zdecydowanie o niebo lepiej prezentowałaby się na kuchennej podłodze.

Karrion Stifler
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#2”