ODPOWIEDZ
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Piękne początki dorosłości...


Kurwa, jak gorąco...
Stała ubrana w całym kombinezonie przed ośrodkiem egzaminacyjnym czekając na swoją kolej, przy okazji obserwując jak inni sobie radzili na placu. Po co mi to było? Pomyślała po raz kolejny chowając za plecami dłonie, w których trzymała kask, żeby ukryć ich drżenie. Obok niej stał przyjaciel, którego wkopała w całe to gówno. Wszystko przez jej ojca, który raz ich przyłapał jak jeździli bez prawka... Wychowanie wojskowe... Każdy sądził, że twarda ręką i zasady ją powstrzymają, ale zbyt długo toczyła wojny z rodzicami, żeby ci uznali, że zakaz cokolwiek w jej przypadku da. Zamiast tego podsunęli marchewkę, która zdziałała cuda i Alex nie mając wyboru wylądował tutaj razem z nią. Stary miał jej oddać swojego Harleya, gdy tylko zda ten przeklęty egzamin. Czy to nie było warte legalizacji swoich pasji? Zamierzała pojechać na wyścigi dzisiaj tym cackiem, żeby cała ta hołota zazdrościła.
- No zajebiście, dzięki za wsparcie, naprawdę. Może jeszcze mi powiedz, że śmierć to naturalna część życia. - kąśliwie odpowiedziała jakiemuś typowi, który próbował do nich zagadać. Tak jakby szukała tutaj nowych znajomości... Przeniosła swój wzrok na egzaminatora, który zapewne z uśmiechem na ustach śnił o tym jak kursanci oblewają u niego. Przełknęła ślinę, gdy znowu padło słynne: OBLANE! Czuła jak coś ściskało ją w żołądku. To nie był stres a raczej kiepska mieszanka pomiędzy „chcę spierdalać” + „muszę to zrobić, bo inaczej będą się ze mnie śmiać do końca życia”.
Kolejny skazaniec ruszył w kierunku motoru, gdy wywołano jego nazwisko. Odpalił motor, a ten dźwięk zawsze przypominał jej warkot jakiejś bestii. Mija kilka minut. Wraca. Żyje.
- I co? – zapytała głupio chociaż każdy już wiedział, że akurat on rozwalił system i zdał to. Biorąc pod uwagę statystyki, to akurat ona nie zda, tak dla przykładu.
- Nie wiem, chyba git - typiarz wzrusza ramionami, jakby właśnie nie przeszedł przez małe piekło.
No to super, teraz moja kolej.
Założyła kask i cała w nerwach zaczęła podchodzić do maszyny, słysząc w tle przytłumione: Good Luck!. No dzięki, kurwa, przyda się. Wsiadła na motor, a serce napierdalało jej o żebra jak bass w głośnikach w klubie.
„Dobra, Gabi, nie zesraj się” - powtarzała w kółko to sobie w głowie. Wzięła kilka wdechów i odpaliła motor, skupiając całą swoją uwagę na zdaniu tego kurestwa. Pierwszy manewr. Jazda prosto - No to jedzie i czuła już, że ręce miała sztywne, a kropelka potu spływała jej po skroni. Skręt. Okej. Nie wyjebała się. To już można zaliczyć jako sukces. Ta radość nie potrwała długo, bo w tym momencie prawie przejechała linię jak jakiś amator.
- Kurwa - jak jakaś psychopatka zaczęła się śmiać i nagle... luz. Nie było to żadne oświecenie, ani blask z księżyca, ale przestała się spinać. Po prostu wykonywała kolejne polecenia. Jechała. Skręcała. Hamowała. W końcu zatrzymała się i zgasiła silnik czekając na werdykt. Oczywiście ten stary chuj nic nie dał po sobie poznać. W głowie miała już pogrzeb własnej dumy, gdy padło jedno słowo, które było niczym zbawienie. ZDAŁA.
Mózg próbował przeprocesować te kilka literek, a jej usta mimowolnie rozciągnęły się w przepięknym uśmiechu. Z piskiem podbiegła do przyjaciela i podskoczyła, żeby niezgrabnie wylądować w jego ramionach, oplatając nogi wokół jego bioder - najwyżej wywalą się i połamią. Zgarnęła jego policzki w swoje dłonie i potrząsnęła jego głową. - Mówiłam, że zdam. To była łatwizna. - zaśmiała się, jakby przed chwilą nie toczyła małej wojny z własnymi myślami. - Zaraz twoja kolej. Tylko się nie wyjeb. Nie stać mnie na wiązankę. - opuściła nogi na dół i oparła w końcu stopy na rozgrzanym betonie. Buty motocyklowe były w cholerę niewygodne. Nie mogła się doczekać kiedy pozbędzie się z siebie tego całego wdzianka, który musiała założyć na egzamin.

Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pewnie gdyby ojciec Gabs nie wrócił wcześniej do domu tamtego feralnego dnia, wszystko uszłoby im na sucho i Alex dalej jeździłby starym motorem kumpla na przypale albo wcale. Jednak los chciał inaczej - nie tylko został oskarżony o sprowadzanie Blaisówny na złą drogę, w końcu był tylko głupim chłopakiem z bidula, ale też został zmuszony do zdobycia uprawnień na motor. Skąd wziął kasę na egzamin i kurs? Z dorywczej roboty w porcie, no bo skąd, a po zdaniu czekał na niego zjechany Suzuki wychowawcy z sierocińca, który stwierdził (wychowawca, nie sierociniec), że na jazdę jest już za stary i woli wędkowanie. No i załatwione.

No i tak stali sobie z Gabsem w oczekiwaniu na swoją kolej, obserwując wyczyny innych, gdy nagle podszedł do nich jakiś szukający przyjaciół typ i Alex aż musiał przekręcić oczami, bo to jakiś przyjeb był. Hall zecydowanie nie miał ochoty na zawieranie nowych znajomości - chciał zdać, spierdolić i się napierdolić sam na sam z Gabs. No zajebiście, dzięki za wsparcie, naprawdę. Może jeszcze mi powiedz, że śmierć to naturalna część życia. - Nie zesraj się - rzucił do chłopaka, ale on tylko machnął na nich ręką i poszedł szukać w tłumie innych ofiar. Alex odprowadził go wzrokiem, po czym zerknął na Blais i zaczął się zastanawiać, czy się stresowała? On był zbyt głupi na stres, na przykład. Plac, pachołki i jazda po mieście - to wszystko miało być tylko formalnością, no bo przecież Alex jeździł już od kilku lat i to całkiem nieźle, nauczył go jeden z fagasów matki, zanim jej się zmarło, przez co trafił do bidula. No i chyba właśnie dlatego egzaminator z notesikiem w porównaniu z fagasami matki Alexa wyglądał po prostu pociesznie. A to, że co chwila warczał "OBLANE"? Nah. Oni nie obleją. Alex był zbyt pewny umiejętności swoich i Gabs, żeby się bać. Gdy nadeszła jej kolej, uśmiechnął się do niej szeroko i kopnął ją kolanem w pośladek na szczęście. - Pamiętaj, co ci mówiłem, rozwalisz to - puścił jej perskie oczko i oparł się o barierkę, w oczekiwaniu na swoją kolej. No i przy okazji nie spuszczał oka z przyjaciółki, gdy już rozpoczęła swój egzamin.

Szło jej całkiem nieźle, przynajmniej dopóki prawie nie najechała na linię, co Alex skomentował uniesieniem brwi, ale szybko wyprostowała tor jazdy i już poszło z górki. A potem zaczęła śmiać się jak jakaś wariatka i sam też zaśmiał się pod nosem, bo ta dziewczyna była szalona, ale właśnie za to ją uwielbiał. Już nie mógł się doczekać, aż wsiądą na motorki i odjadą w stronę zachodzącego słońca, lol. No i chwilę później egzaminator obwieścił werdykt - ZDAŁA. - I KNOW IT - wycelował w nią palcem, gdy z piskiem skierowała się w jego stronę. A gdy wleciała w niego z impetem, ledwo utrzymał pion, ale złapał ją odruchowo i poczuł, jak oplata go nogami, wariatka. Mówiłam, że zdam. To była łatwizna. Uniósł do góry jedną brew i zaśmiał się pod nosem. - Mhm - potwierdził. - Dobra, złaź ze mnie, moja kolej, idę to rozwalić - dodał po chwili, gdy zsunął ją na ziemię. Słowa o wiązance puścił mimo uszu, bo kurde, wiązanka na bank nie będzie potrzebna. Włożył kask, podszedł do egzaminatora, uścisnął mu rękę, wsiadł na motor i posłał Gabs buziaczka w locie, zanim odpalił maszynę.

No i cyk, ósemeczka, zakręty, pachołki, hamowanko, ruch uliczny - wszystko pięknie, ślicznie, cud, miód, orzeszki, git, malina. No i egzaminatorek nie miał do czego się przyczepić, coś pospiesznie zapisał w swoim notesiku i Alex nawet nie musiał pytać o wynik. ZDANE. Wrócił do Gabs, zdjął kask i potrząsnął czupryną, żeby doprowadzić włosy do ładu. - Ej, facet wyglądał na smutnego, że nie mógł mnie za nic udupić, co nie? - wyszczerzył się do niej, pokazując jej podpisany papier. - To gdzie lecimy, Gabs? - rzucił, po czym objął ją w talii, bo czemu niby nie?

Gabs
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Obwinianie całego pieprzonego świata za głupie wybryki córki, było wpisane w życiorys głowy rodziny Blais. Twarda ręka i wychowanie wojskowe, gówno dało, więc jej szanowny ojciec objął odwrotną taktykę i zamiast próbować wychować swoją córkę postanowił ułożyć całe osiedle oraz jej znajomych pod swoje dyktando. Zazwyczaj ją to bawiło, tak jak w ich przypadku, ale bywały sytuacje, gdy nawet i ona czuła, że przesadziła. Tak jak wtedy, gdy straciła dziewictwo na festynie, a stary ją przyłapał i przez pół miasta ścigał biednego chłoptasia, żeby wsadzić mu w dupę kijek od waty cukrowej. Więc można było uznać, że wygrali na loterii kar serwowanych, a nawet zyskali, bo mina egzaminatora będzie jej się śniła przynajmniej jeszcze przez kilka nocy. Bo czuła się jakby wygrała co najmniej pieprzone mistrzostwa świata, a nie zwykłe prawo jazdy. Adrenalina wciąż buzowała w jej żyłach i najchętniej wsiadłaby na motor tego pieprzonego egzaminatora i tuż pod jego noskiem zrobiła kółeczko wokół placu, pokazując środkowy palec każdemu Los Frajeros, który oblał. Czy za coś takiego mogli odebrać jej prawko?
Tylko to jedno pytanie dzieliło ją od wykonania tej myśli. Darmowy Harley nie leżał na każdej ulicy, a kradzież takiego cacka zaprowadziłaby ją szybciutko w stronę pomarańczowych uniformów i dziarek robionych za paczkę fajek. Jeszcze oleju w głowie trochę miała. Jedyna zasada odpierdalania shitu jakiej się trzymała, to nie dać się przyłapać - przynajmniej przez policję.
Położyła dłoń na czole w geście rozbawienia, gdy posłał jej całuska podczas egzaminu. Zawsze ją to bawiło i chętnie naśladowała zachowania tych lasek, którym na widok sportowców robiło się mokro w gaciach. Gdy one mdlały i piszczały, to ona stała z boku walcząc o słuch, żeby na ich oczach zejść do chłopaków i przybić im piątkę. Uwielbiała te szkolne damskie przepychanki.
Wyciągnęła od razu dłoń, gdy podszedł do niej i zmierzwiła mu mokre włosy. Wyszczerzyła się i zaśmiała niczym hiena z Króla Lwa na jego słowa. - Typ tak mocno zaciska fiuta między pośladkami, że pewnie nasze zdjęcia wyśle dziś na policję, żebyśmy kiedyś tu wrócili. - wcale nie zaskoczyłoby ją to. Wcale.
- Najpierw to chyba muszę zadzwonić do starego, żeby oddał kluczyki zgodnie z umową. Chociaż pewnie specjalnie będzie przeciągał i pierdolił coś o “odpowiedzialności”. - przewróciła oczami tak mocno, że prawie widziała własny mózg. - Ale później. Człowieku zapierdalamy ile fabryka dała. Tylko ostrzegam, Hall… jak będziesz jechał przede mną, to się wkurwię, bo nie zdałam tego egzaminu po to, żeby oglądać twój słodki tyłek przez cały wieczór. - uszczypnęła go nawet delikatnie w pośladek i popchała w stronę wyjścia z tej przeklętej placówki w akompaniamencie kolejnego udupionego egzaminu.
LOS FRAJEROS.
- Plan jest taki. Zgarniamy co moje i twoje. Lecimy na randkę w jakieś zajebiste miejsce przed siebie, a później na wyścigi. Dzisiaj zdejmiemy z twarzy temu kutasowi uśmieszek z twarzy. - przywaliła swoją małą pięścią w otwartą dłoń, gdy tylko wspomniała o ich wrogu number one. Wygrywał z nimi tylko przez to, że miał lepszy sprzęt, ale dziś... - I daj mi sekundę. Muszę coś zrobić. - założyła ten przeklęty kask z powrotem i odpaliła podkradziony motor, żeby przejechać pod nosem tych dupków pokazując im środkowy palec. Egzaminator krzyczał jakieś przekleństwa i zmierzał w jej stronę, więc szybko porzuciła swoją zdobycz i popędziła w stronę przyjaciela. - Spierdalaj Hall!
Nie mogła się powstrzymać.

Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy Gabs bezceremonialnie zmierzwiła mu mokre włosy, nawet nie drgnął - w końcu byli przyjaciółmi, heloł, robili razem różne dziwne rzeczy, a najbardziej lubił, jak ruda szczypała go pieszczotliwie w pośladek, sam nie wiedział, kurde, dlaczego? A skoro już o pośladkach mowa, to kiedy usłyszał jej tekst o egzaminatorze zaciskającym fiuta między pośladkami, parsknął głośnym śmiechem, ahhh, uwielbiał Gabs. - Niech wysyła - rzucił, wzruszając przy tym ramionami z głupim uśmiechem na mordzie. - Tylko mam nadzieję, że złapał mój lepszy profil - przyłożył rękę do twarzy i zatrzepotał rzęsami jak rasowa influencerka, normalnie mogliby zacząć mu płacić za reklamy na Instagramie, joł. To by było życie - co prawda robiłby z siebie debila w Internecie, ale potem mógłby sobie kupić najnowszego Harleya i udawać z Gabs prawdziwego króla szos. Ewentualnie wyprowadziłby się na Majorkę i kupił posiadłość obok Nadala, a przed śniadaniem pływałby sobie w Morzu Śródziemnym i zapraszał wszystkich znajomych z Kanady na wakacje. Cholera, a wiecie, że Alex nigdy nie był nad Morzem Śródziemnym? Smuteczek.

Najpierw to chyba muszę zadzwonić do starego, żeby oddał kluczyki zgodnie z umową. Chociaż pewnie specjalnie będzie przeciągał i pierdolił coś o "odpowiedzialności". Przekręcił oczami razem z Gabs. Jeezu, jej ojciec był ucieleśnieniem najbardziej upierdliwego, smutnego rodzica pod słońcem, w ogóle nie przypominał wyluzowanych rodziców August. Szkoda, że wyjechali... - Taaa, odpowiedzialność, pewnie się boi, że będziesz palić gumę pod kościołem w niedzielę - skwitował z rozbawieniem i skrzyżował ramiona na piersi. Swoją drogą, rodzice jego znajomych byli jedynymi... hm, pierwowzorami rodziców, z jakimi miał styczność - sam nie doświadczył zbyt troskliwej opieki rodzicielskiej w bidulu, nic więc dziwnego, że wyrósł z niego taki… indywidualista, tak, to będzie odpowiednie słowo. No, mniejsza z tym, bo Gabs to już by chciała zapierdalać. - Dobra, dam ci fory na pierwszym zakręcie, żebyś poczuła się jak królowa szos - puścił jej oczko, po czym przeniósł wzrok na kolejnego kursanta, który, cholera, nie radził sobie zbyt dobrze. - Poza tym w końcu przyznałaś, że jednak mam słodki tyłek - uśmiechnął się przy okazji półgębkiem i dał rudej kuksańca w bok, gdy zaczęła popychać go w stronę wyjścia, bo on to by jednak chciał jeszcze pooglądać, jak ci ludzie robią z siebie debili. LOS FRAJEROS, PIS JOŁ. - Podoba mi się ten zapał. Zgarniamy rzeczy i jedziemy - skomentował jej plan, nieco ociągając się z tym wychodzeniem. - Z tym uśmieszkiem tego kutasa to mi nawet dwa razy nie musisz mówić. Gość myśli, że jak kupił nowy wydech, to sobie może - rzucił Lex i znowu przekręcił oczami, ale no inaczej się NIE DAŁO, no po prostu nie.

No i nagle Gabs zrobiła w tył zwrot, obwieszczając, że MUSI COŚ ZROBIĆ, przez co Alex ponownie przewrócił oczami i zatrzymał się wpół kroku. Odprowadził ją wzrokiem, no i totalnie się nie spodziewał, że zaraz podpierdoli motor egzaminacyjny, pokaże faka wszystkim obecnym na placu, zignoruje egzaminatora, porzuci pojazd i zacznie... spierdalać. W jego stronę. Szczena mu OPADŁA. I co ona wykrzyczała? Spierdalaj, Hall?! Teraz mu to mówiła?! Chwilę mu zajęło ogarnięcie sytuacji, ale ostatecznie - gdy tylko się zrównali - złapał rudą mocno za rękę i pociągnął za sobą, puszczając się biegiem w stronę wyjścia z placu. - Ty jesteś absolutnie, kurwa, nienormalna! - zarechotał, po czym obejrzał się za siebie, aby sprawdzić, czy ten wściekły egzaminator ich nie gonił. A GONIŁ, KURWA, CO BYŁO ZADZIWIAJĄCE, BO BYŁ SPASIONY JAK DZIK. - Biegnij, Gabs, biegnij! Ja pierdolę, pokazać faka egzaminatorowi i uciekać z placu na piechotę?! - dodał, przyspieszając. No i tak się złożyło, że gdy tylko wypadli zza zakrętu, przed nimi na przystanku autobusowym zatrzymał się... autobus, no bo co innego. Gdy tylko wpadli z impetem do środka, drzwi za nimi się zamknęły, autobus ruszył, a egzaminator został daleko w tyle, bye bye.

Alex złapał się poręczy i zaczął śmiać się jak jakiś psychopata. Upiekło się im, lol. Egzaminator pewnie teraz stał na chodniku i jojczył, że to wszystko przez te wścibskie dzieciaki, buahaha. - I to się nazywa wyjście z klasą - skomentował, rozglądając się po autobusie - jakaś starsza pani przeżegnała się na ich widok, ale Hall postanowił ją zignorować. - Podoba mi się ten dzień, przysięgam. Teraz to już bez dyskusji musisz wygrać te wieczorne wyścigi, bo limit wiochy na dzisiaj wyczerpałaś za nas dwoje - parsknął śmiechem.

Tak się złożyło - znowu - że autobus najpierw zatrzymał się pod miejscówką Alexa, a potem zawiózł Gabs prosto do domu. Mieli spotkać się za godzinę pod domem rudej, z nowymi pojazdami do zabawy i gotowi na RANDEWU. Lex odebrał co swoje, wszamał jakąś tortillę, po czym zgodnie z planem udał się pod dom Blais. Był na tyle wspaniałomyślny, że nawet zaparkował ulicę wcześniej, tuż za szerokim żywopłotem jakiegoś sąsiada, żeby jej stary przypadkiem nie dojrzał z okna wielkiego, głośnego motocykla i Lexa w skórzanym kombinezonie, bo już by sobie coś dopowiedział, lol.

No i minęło dziesięć minut. Potem piętnaście. Potem dwadzieścia…

Alex zgasił silnik, żeby nie ściągać uwagi wścibskich sąsiadów, i oparł się o bak. Jeeezu. Przecież Gabs miała tylko wpaść do domu, rzucić staremu papier przed nos, zgarnąć kurtkę, resztę gratów i wracać, żeby mogli lecieć na RANDEWU. Nie wytrzymał - wyciągnął telefon z kieszeni kurtki, zdjął jedną rękawicę zębami, i nastukał do niej wiadomość:
Lex
Gabs, gdzie ty kurwa jesteś?
Stary nie dał ci kluczyków czy co?
Stoję za krzakami jak jakiś cholerny podglądacz, zlituj sieeee
Mam wjeżdżać pod dom i ratować cię z opresji czy jaki chuj wtf?
Wiadomość...
Po kliknięciu wyślij, zablokował ekran i zaczął nerwowo bębnić palcami po kierownicy, nie spuszczając wzroku z zakrętu, zza którego miała wyłonić się Blais. NO GDZIE ONA SIĘ PODZIEWAŁA?

gabs
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Biegła przed siebie przeklinając w duchu buty motocyklowe, które ich spowalniały. Pozwalała przyjacielowi prowadzić ich zacny orszak ku wolności bez przypału, a sama zerkała przez ramię pilnując, żeby wściekły egzaminator nie dogonił ich i nie powiesił ich głów na ścianie w swoim gabineciku. Encierro, to było jebane Encierro w wersji niskobudżetowej w Toronto. Gdzie zamiast byka mieli egzaminatora, który złapał zadyszkę na pierwszych pięćdziesięciu metrach, ale któremu adrenalina nie pozwalała odpuścić. Oraz dwóch śmiałków: jedną wariatkę, którą wpakowała ich w te kłopoty i chłopaka, który po prostu spierdalał po znajomości.
- Popierdolone jest to, że to on nas goni! - zaśmiała się tak, że aż łza popłynęła jej po policzku i znowu zerknęła w stronę ich "byczka". Typ był pojebany, miał cały plac zastawiony motorami, a opuścił plac egzaminacyjny na nogach i do tego porzucił własne stanowisko pracy mając tak naprawdę ich dane w systemie. Wariat.
Odetchnęła z ulgą, gdy zauważyła autobus na przystanku i wpadła do środka robiąc fikołka, który zakończył się uderzeniem plecami o barierkę. Te akrobacje nie były najmądrzejszym pomysłem, bo bolało to jak sam skurwysyn i na bank jutro będzie miała siniaka, ale widząc czerwoną twarz ociekającą potem tego starego bydlaka, stwierdziła, że ten widok był wart każdego poświęcenia. Wstała z podłogi i otrzepała spodnie, posyłając niewinny uśmiech jakiejś kobiecie, która mocno przyciskała do swojej piersi syna, jakby chciała chronić te maleństwo przed nią. Brakowało tylko jeszcze modlitwy i stosu dla czarownicy, ale olała tą ckliwą scenkę skupiając się na przyjacielu. Syn tej lambadziary był za młody... Może za jakieś siedemnaście lat wpadnie w jej łapska, jak będzie hot mamacitą na dzielni, ale teraz był bezpieczny.
- Wiochy? To ty powiedziałeś, że to było wyjście z klasą! - oburzyła się, ale tylko na pokaz, żeby jeszcze chwilę poprzekomarzać się z przyjacielem. Mieli więcej szczęścia niż rozumu, bo tak pięknie się złożyło, że akurat pojazd miał na liście przystanków interesujące ich rejony Toronto. Sam Loki pewnie maczał w tym swoje paluszki, ale nie narzekała. Tak miało być. Taki był plan. Jeszcze wtedy była przekonana, że najgorsze ma już za sobą. W końcu uciekła egzaminatorowi, nie rozbiła się na motorze i nie dostała zawału od własnej głupoty. Los uznał jednak, że ma dla niej jeszcze jedną atrakcję.

Gabs w teorii miała wpaść do domu na pięć minut. Oczami wyobraźni widziała całą ta scenkę jak jej stary odpali swój legendarny wykład o odpowiedzialności, bezpieczeństwie i tym, że "motocykl to nie zabawka", jakby dosłownie godzinę temu nie spierdalała z placu egzaminacyjnego na oczach połowy miasta. Potem każe jej usiąść. Potem zapyta, czy chce o czymś porozmawiać. POTEM wyciągnie jakieś stare nagrania edukacyjne oraz dosadnie pokaże co jej grozi jak będzie zapierdalać. Tak to widziała, ale żadna z tych rzeczy się nie wydarzyła. W praktyce? Normalnie wpadłaby do domu z takim impetem, że prawie wyrwałaby drzwi z zawiasów, ale ze względu na ból po autobusowych akrobacjach, spokojnym krokiem weszła do środka. Zostawiła na blacie dokument potwierdzający zdanie egzaminu i zamarła słysząc kobiecy śmiech dochodzący z salonu. Tyle, że to nie była jej matka. Powoli weszła głębiej do domu, a potem dosłownie stanęła jak wryta.
- Gabriela?! - Jej ojciec zrzucił z siebie gwałtownie jakąś młodą dziunię i wstał z kanapy w samych jebanych bokserkach.
- Nie, kurwa listonosz. - zapadła cisza. Naprawdę długa, kurewsko niezręczna cisza.
- Ja mogę wyjaśnić... - nie była debilem... Doskonale wiedziała co tutaj się działo i nie istniało żadne wyjaśnienie, które teraz chciała usłyszeć. Miała na końcu języka tysiąc obelg, ale żadna nie chciała przejść przez gardło. Była wkurwiona. Tak kurewsko wkurwiona, że aż trzęsły jej się ręce.. Telefon zawibrował jej w kieszeni. Wyciągnęła go odruchowo. Bezmyślnie wpatrywała się w ekran przez sekundę i minęła bez słowa starego ruszając do swojego pokoju. Przebrała się i znowu znalazła się w tym przeklętym salonie. Nie wiem może kurwa liczyła, że cała ta sytuacja była halucynacjami spowodowanymi trzeźwością. To było jednak aż nadto realne. - Kluczyki. - wyciągnęła swoją dłoń w stronę ojca, który siedział już ubrany na kanapie, ale dziunia dalej była tutaj obecna. Naprawdę nie chciała robić burdy, ale wtedy ta zdzira się odezwała. Coś o szacunku dla ojca i krew zawrzała...
Gdyby ktoś ją poprosił, żeby opowiedziała jakim cudem doszło do tego, że przed domem napierdalała się z kochanką ojca, to odpowiedziałaby, że szybko. W filmach takie akcje są ujęte w spowolnieniu, ale tutaj... To była pierdolona rzeź, gdzie dosłownie chciała wyrwać sylikon z piersi tej pierdolonej kurwy. Ojciec próbował ich rozdzielić, ale równie dobrze mógł próbować zatrzymać rozpędzony pociąg własnym czołem.

Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”