Kiedy Gabs bezceremonialnie zmierzwiła mu mokre włosy, nawet nie drgnął - w końcu byli przyjaciółmi, heloł, robili razem różne dziwne rzeczy, a najbardziej lubił, jak ruda szczypała go pieszczotliwie w pośladek, sam nie wiedział, kurde, dlaczego? A skoro już o pośladkach mowa, to kiedy usłyszał jej tekst o egzaminatorze zaciskającym fiuta między pośladkami, parsknął głośnym śmiechem, ahhh, uwielbiał Gabs. -
Niech wysyła - rzucił, wzruszając przy tym ramionami z głupim uśmiechem na mordzie. -
Tylko mam nadzieję, że złapał mój lepszy profil - przyłożył rękę do twarzy i zatrzepotał rzęsami jak rasowa influencerka, normalnie mogliby zacząć mu płacić za reklamy na Instagramie, joł. To by było życie - co prawda robiłby z siebie debila w Internecie, ale potem mógłby sobie kupić najnowszego Harleya i udawać z Gabs prawdziwego króla szos. Ewentualnie wyprowadziłby się na Majorkę i kupił posiadłość obok Nadala, a przed śniadaniem pływałby sobie w Morzu Śródziemnym i zapraszał wszystkich znajomych z Kanady na wakacje. Cholera, a wiecie, że Alex nigdy nie był nad Morzem Śródziemnym? Smuteczek.
Najpierw to chyba muszę zadzwonić do starego, żeby oddał kluczyki zgodnie z umową. Chociaż pewnie specjalnie będzie przeciągał i pierdolił coś o "odpowiedzialności". Przekręcił oczami razem z Gabs. Jeezu, jej ojciec był ucieleśnieniem najbardziej upierdliwego, smutnego rodzica pod słońcem, w ogóle nie przypominał wyluzowanych rodziców August. Szkoda, że wyjechali... -
Taaa, odpowiedzialność, pewnie się boi, że będziesz palić gumę pod kościołem w niedzielę - skwitował z rozbawieniem i skrzyżował ramiona na piersi. Swoją drogą, rodzice jego znajomych byli jedynymi... hm, pierwowzorami rodziców, z jakimi miał styczność - sam nie doświadczył zbyt troskliwej opieki rodzicielskiej w bidulu, nic więc dziwnego, że wyrósł z niego taki…
indywidualista, tak, to będzie odpowiednie słowo. No, mniejsza z tym, bo Gabs to już by chciała zapierdalać. -
Dobra, dam ci fory na pierwszym zakręcie, żebyś poczuła się jak królowa szos - puścił jej oczko, po czym przeniósł wzrok na kolejnego kursanta, który, cholera, nie radził sobie zbyt dobrze. -
Poza tym w końcu przyznałaś, że jednak mam słodki tyłek - uśmiechnął się przy okazji półgębkiem i dał rudej kuksańca w bok, gdy zaczęła popychać go w stronę wyjścia, bo on to by jednak chciał jeszcze pooglądać, jak ci ludzie robią z siebie debili. LOS FRAJEROS, PIS JOŁ. -
Podoba mi się ten zapał. Zgarniamy rzeczy i jedziemy - skomentował jej plan, nieco ociągając się z tym wychodzeniem. -
Z tym uśmieszkiem tego kutasa to mi nawet dwa razy nie musisz mówić. Gość myśli, że jak kupił nowy wydech, to sobie może - rzucił Lex i znowu przekręcił oczami, ale no inaczej się NIE DAŁO, no po prostu nie.
No i nagle Gabs zrobiła w tył zwrot, obwieszczając, że MUSI COŚ ZROBIĆ, przez co Alex ponownie przewrócił oczami i
zatrzymał się wpół kroku. Odprowadził ją wzrokiem, no i totalnie się nie spodziewał, że zaraz podpierdoli motor egzaminacyjny, pokaże faka wszystkim obecnym na placu, zignoruje egzaminatora, porzuci pojazd i zacznie... spierdalać. W jego stronę. Szczena mu OPADŁA. I co ona wykrzyczała?
Spierdalaj, Hall?! Teraz mu to mówiła?! Chwilę mu zajęło ogarnięcie sytuacji, ale ostatecznie - gdy tylko się zrównali - złapał rudą mocno za rękę i pociągnął za sobą, puszczając się biegiem w stronę wyjścia z placu. -
Ty jesteś absolutnie, kurwa, nienormalna! - zarechotał, po czym obejrzał się za siebie, aby sprawdzić, czy ten wściekły egzaminator ich nie gonił. A GONIŁ, KURWA, CO BYŁO ZADZIWIAJĄCE, BO BYŁ SPASIONY JAK DZIK. -
Biegnij, Gabs, biegnij! Ja pierdolę, pokazać faka egzaminatorowi i uciekać z placu na piechotę?! - dodał, przyspieszając. No i tak się złożyło, że gdy tylko wypadli zza zakrętu, przed nimi na przystanku autobusowym zatrzymał się... autobus, no bo co innego. Gdy tylko wpadli z impetem do środka, drzwi za nimi się zamknęły, autobus ruszył, a egzaminator został daleko w tyle, bye bye.
Alex złapał się poręczy i zaczął śmiać się jak jakiś psychopata. Upiekło się im, lol. Egzaminator pewnie teraz stał na chodniku i jojczył, że to wszystko przez te wścibskie dzieciaki, buahaha. -
I to się nazywa wyjście z klasą - skomentował, rozglądając się po autobusie - jakaś starsza pani przeżegnała się na ich widok, ale Hall postanowił ją zignorować. -
Podoba mi się ten dzień, przysięgam. Teraz to już bez dyskusji musisz wygrać te wieczorne wyścigi, bo limit wiochy na dzisiaj wyczerpałaś za nas dwoje - parsknął śmiechem.
Tak się złożyło - znowu - że autobus najpierw zatrzymał się pod miejscówką Alexa, a potem zawiózł Gabs prosto do domu. Mieli spotkać się za godzinę pod domem rudej, z nowymi pojazdami do zabawy i gotowi na RANDEWU. Lex odebrał co swoje, wszamał jakąś tortillę, po czym zgodnie z planem udał się pod dom Blais. Był na tyle wspaniałomyślny, że nawet zaparkował ulicę wcześniej, tuż za szerokim żywopłotem jakiegoś sąsiada, żeby jej stary przypadkiem nie dojrzał z okna wielkiego, głośnego motocykla i Lexa w skórzanym kombinezonie, bo już by sobie coś dopowiedział, lol.
No i minęło dziesięć minut. Potem piętnaście. Potem dwadzieścia…
Alex zgasił silnik, żeby nie ściągać uwagi wścibskich sąsiadów, i oparł się o bak. Jeeezu. Przecież Gabs miała tylko wpaść do domu, rzucić staremu papier przed nos, zgarnąć kurtkę, resztę gratów i wracać, żeby mogli lecieć na RANDEWU. Nie wytrzymał - wyciągnął telefon z kieszeni kurtki, zdjął jedną rękawicę zębami, i nastukał do niej wiadomość:
Gabs, gdzie ty kurwa jesteś?
Stary nie dał ci kluczyków czy co?
Stoję za krzakami jak jakiś cholerny podglądacz, zlituj sieeee
Mam wjeżdżać pod dom i ratować cię z opresji czy jaki chuj wtf?
Po kliknięciu wyślij, zablokował ekran i zaczął nerwowo bębnić palcami po kierownicy, nie spuszczając wzroku z zakrętu, zza którego miała wyłonić się Blais. NO GDZIE ONA SIĘ PODZIEWAŁA?
gabs