Te wszystkie podboje Galena Wyatta to jest materiał na jakaś książkę, ale pewnie taka książka polegałaby na wydrukowaniu całego internetu po prostu. Jezu z porn star się Galen woził, a Peach i tak wciąż w niego jest wpatrzona jak w obrazek. On by sie z Kim Kardashian mógł spotykać, a ona i tak by nie zmieniła zdanie na jego temat najprawdopodobniej. Tak na prawdę to niewiadomo co by musiał Galen zrobić, żeby przestała, pewnie musi jej po prostu serce złamać, to wtedy się dziewczyna przestanie na niego gapić maślanymi oczami. Póki co jednak zupełnie nie idzie to w tą stronę, a wręcz odwrotnie, bo przecież dopiero co ją całował, więc te jej oczy nie dość, że maślane spojrzenie mają, to jeszcze błyszczą jak jakieś klejnoty. No i jeszcze to serce jego bijące jak czuła pod palcami... och tak się zachwyciła, że może dobrze, że Queenie im przerwała, bo Peach już tu mózg traciła i trzeźwo przestawała myśleć. Jeszcze by się zachowała jak jakaś zdzira i by go w tych piórach zaliczyła.
No ale też była trochę skonfundowana. Cała ta sytuacja z tym, że miała w planach dziś mu zaproponować pozorny związek, a zamiast tego najwyraźniej postanowili wejść w jakiś prawdziwy jeszcze była dla niej nie do końca jasna. Niby Queenie można było ufać jeżeli chodziło o rozsiewanie plotek, ale nawet jeżeli całe Toronto wierzyłoby w to, że są parą, a portale plotkarskie pokazywały ich zdjęcia w sieci, i tiktokowi detektywi połączyliby kropki zestawiając ich storki razem, to dopóki tego oficjalnie nie potwierdzą, to tak na prawdę ciężko było mówić o tym, żeby byli razem. Zresztą, Peach jeszcze nie miała tak do końca okazji przekonać się o tym, że Galen jak coś wchodzi to 100%, chyba że mowa o gierkach w jacuzzi, albo o biznesie. Wciąż miała taką myśl, że może jutro się obudzi i Galen powie, że no fajnie, ale on jednak nie umie być w związku. Bo przecież dopiero co tak twierdził, chociaż chwilę później już ją całował. No ale może to tylko kwestia cielesna, a o żadnych związkach nie ma mowy.
Zasłoniła usta, bo słysząc o tym, że może nie chodzi o nich, tylko o Petera, aż się chciała obejrzeć, zeby się dowiedzieć która to. To znaczy, trochę kojarzyła, bo Peter od lat się z jedną dziewczyną poza swoją dziewczyną bujał i faktycznie nawet Picz miała pewne podejrzenia. Tylko spojrzeć na nich i odrazu się wie, że to nie jest jakaś tam przelona znajomość. Gdyby na przykład Galen miał taką przyjaciółkę, to ona by go z domu nie wypuściła, zanim by jej nie zablokował. A no w sumie, tylko że ona trochę była taką przyjaciółką Galena, hihi. A przecież w ogóle Peter chodził z jej psiapsi Kristin??? A może już nie chodzili ze sobą? Może dlatego Kristin od kilku dni jest taka chętna, żeby zrobić girls night out. Aż żałowała, że najpierw z nią nie porozmawiała, zanim nie zagadała do jej brata starszego, bo by wiedziała coś więcej. Z drugiej strony, to nie żałowała tego, że złapała Galena zanim złapała go jakaś inna lafirynda, bo tym razem to ona chciała być lafiryndą z którą Galen się buja całą imprezę. A na Kristin przyjdzie moment. Może spotkają się za dwa dni i obgadają wszystko, a jak będzie chciała to i do klubu z nią pójdzie, tylko nie będzie nikogo podrywać, albo będzie tylko udawała, że podrywa, bo przecież ma ten publiczny związek. O, albo powie Kristin, że tym razem skupiają się na łowach dla niej, więc ona nie będzie nikogo wyrywać. Bo przecież nie chciała, skoro już zasmakowała galenowych ust. Tak, świetny plan.
Queenie odpowiada, że
Chyba ci się wydaje Galen Wyatt, to jest jego przyjaciółka, ale później właśnie tak podejrzliwie spogląda, bo Wendy i Peter całe lata się ze sobą bujają i niby wciaż to jest
tylko przyjaciółka? Onie, Queenie wie, że nie ma na świecie czegoś takiego jak przyjaźń damsko-męska. Dlatego ona nie pozwlaa swojemu mężowi Heathowi na żadne koleżanki. I wyjebała wszystkie jego przyjaciółki z Instagrama, żeby nie oglądał ich półnagich zdjęć przez przypadek.
Peach to chyba z tego szoku, że usłyszała przekleństwo z ust Galena to tak do tej Queenie wyskoczyła jak Filip z konopii. Dobrze, że była czysta ale to już tylko zasługa Wyatta, że ją tak odciągnął. Słabo jej było, jak zobaczyła tę wodę i prawie się porzygała, ale trzyma jednak kolacje w brzuchu.
W sumie to jest z siebie dumna, że powiedziała przebiegle,że są parką, szczególnie, że Galen wcale jej nie wyśmiał, tylko jeszcze ją poparł, to zaraz jej znów się zrobiło ciepło na sercu i zerka na niego słodko się uśmiechając, tak że Queenie nawet jeżeli to jej dzien, to nie mogły nie zaświecić jej się oczyska. Tak, naczelna plotkara już sobie notuje w głowie.
A Peach się coś odkleiło, bo nagle porponuje to, że zawiozą ją do szpitala. Jak to tylko powiedziała, to zaraz pożałowała. Galen najwyraźniej też nie był okay z tym planem, bo zaczyna coś mówić o Lambo, ale Peach na niego patrzy takim "bicz pliz".
-
Nie dramatyzuj Galen, czy ty chcesz ją tu zostawić samą bez pomocy medycznej?! - odpowiada mu taka wkurzona, ale może bardziej spanikowana, na szczęście Galen jednak się zgadza i już idą w stronę jego autka. Cała ta droga przez ludzi była przedziwna, bo nie trafili na ani jednego Bylthe'a, a to przecież jest ich melanż. A może gdyby trafili, to oni by przejeli swoją siostrę i wcale Wyatt i Peppers nie musieliby zgrywać po prostu bohaterów wieczoru. Peach cały czas się rozglądała za Heathem, ale nigdzie nie widzi tego męąa Queenie, pewnie leży pijany pod jakąś palmą.
Z trudem wcisneli Queenie na tylne siedzenie, Galen jeszcze szarmancko jak zawsze otwiera jej drzwi i jak je otwierał, to Peach mu znów posyła takie przecigłe spojrzenie, bo teraz sobie uświadomiła, że jadą do szpitala zamiast jechać sobie do jego apartamentu. I nagle zrozumiała, jaka to jest poważna sytuacja! -
Galen baby, a ty możesz prowadzić? Może ja poprowadzę, bo ja nic prawie nie piłam - pyta go, ale on już wciska gaz, a Queenie z tyłu sapie i liczy. To co liczy to wie chyba tylko ona i jej kobieta do rodzenia. Peach nie mogła się skupić na niczym, więc wyciąga telefon i pisze do Heatha i jego wszystkich 10 przyjaciół, że mają jechać do szpitala, bo poród się zaczął. Do Bylthów też napisała, bo na prawdę przedziwne, ze to oni muszą się zajmować Queenie, a nie cała jej rodzina, na imprezie jej rodziny.
-
Queenie spokojnie, ja słyszałam o porodzie Mery Kwasniewsky, tej rudej z twojego rocznika, który trwał 15 godzin, to na pewno nie będzie tak, że zaraz urodzisz. Musisz się tylko skupic na oddychaniu. Ja już piszę do twojego męża - próbuje ją uspokoić, ale sama troche jest zesrana, bo ona nawet małych dzieci znajomych nie podnosi, bo nie czuje się komfortowo z tym, a co dopiero oglądać jakiś poród?! Galen ją łapie za rękę i się trochę przestała stresować, ale on się za to zaczął, co znów ją też troche zdenerowwało, bo jeżeli on będzie panikować i ona będzie panikowała, to nigdy nie dojadą cali i zdrowi do tego szpitala. -
Nie będzie żadnych komplikacji, po prostu jedź bejb - zapewnia go jednak spokojnym tonem i odwraca się, żeby spojrzeć w tył na Queenie. Usiadła sobie tak bokiem, żeby na nią patrzeć. Widok jaki miała był tym bardziej przerażający, bo blondi zrobiła się cała czerwona i leciała jej po czole strużka potu, a już nie wspominając o tym, że botoks to jej puścił i widać było bardzo jak się marszczy.
-
Kochana, nie mogę ci sprawdzić rozwarcia, mam nowe paznokcie - wyjaśnia jej i na dowód pokazuje że ma takie szpony świeże. Zagryzła usteczka, nagle orientując się, że w takim stresie nie dojedzie cała. Dlatego uznała, że się trochę zabawi Galena kosztem, więc proponuje: -
Ale może Galen ci sprawdzi, i tak się lepiej znacie, będziesz czuć się bezpieczna - na co Queenie odpowiada, że niech jej zaraz Galen to rozwarcie sprawdzi, a Peach się chowa za zagłówkiem i aż zasłoniła usta, bo tak jej się śmiać chciało jak patrzy jaką minę miał Galen i ścisnęła mu rękę, ledwo się opanowała, żeby tak nie zacząć się śmiać na głos, ale w końcu wydusiła: -
Chyba musisz jej sprawdzić. To moze jednak ja poprowadzę, żebyś miał rączki wolne
Na szczęście byli niedaleko od celu tej szalonej podróży, więc zanim Galen zdążył zakasać rękawy i sprawdzać rozwarcie, zatrzymywać auto i się przesiadać - nagle dzwoni Heath, Picz aż piszczy i bierze go na głośnik:
-
Heath, wsiadaj w auto, twoja Queenie jedzie wam dziecko rodzic! - mówi głośno, a ten pijak mamrocze coś o tym, że
ojacie Peach ale dawno nie rozmawialiśmy, wciąż myślę o tym... ale Peach przerażona o czym znów myśli Heath, bo przecież jedzie autkiem ze swoim new boyfriend i z jego żoną mu przerywa i mówi -
Czy ty mnie słyszysz? Na głośniku jesteś. Jadę z Queenie do szpitala, poród się zaczął - i Heath rzeczywiście momentalnie się opanował, nawet mu się głos zmienił torchę i pyta do jakiego szpitala i słychać ze gada z kimś, żeby go zaraz zawiózł, a potem już biegnie, bo słyszeli zdysznae głosy. Kazał się trzymać na głośniku, więc Peach go tam trzyma jak wspiera przez głośnik swoją żonkę. Peach się obraca do Queenie i oświadcza: -
Heath już jedzie skarbie, trzymaj tam się - a potem zerka na Galena, któremu się udało nie sprawdzać żadnego rozwarcia i się zaśmiała cicho z tego, bo cudem uniknął tego, ale był już na pewno blady.
-
Ale ci się upiekło - rzuciła mu i na przeprosiny za ten żarcik przychyliła się, żeby dać mu całusa w policzek. Queenie z tyłu na kanapie aż przestała sapać i zamiast tego mówi coś o tym, że kocha ich oboje i że kocha to, że się zeszli, ale niech się Galen pośpieszy, bo żadna z niej jest Mary Kwasniewsky i chyba zaraz ją rozerwie to dziecko.
Dobrze, że chwilę później zatrzymują się pod szpitalem i Peach pomaga wsadzić ją na wózek. I mają już lecieć do środka, ale Peach robi krok w zupełnie odwrotną stronę i j ładuje się spowrotem do auta, a kiedy Galen na nią patrzy pytająco to kręci głową. -
Onie, ja tam nie wchodzę. Ja nie wchodzę do szpitali, sorki, to nie na moje nerwy - na co Heath z telefonu
Peach masz tam wejść, nie zostawiaj Queenie teraz samej!!
No i pewnie jak ją Galen zmusił też, to chociaż bardzo się brzydziła, to poszła z nimi, ale no minę to miała mało zadowoloną.
Galen