ODPOWIEDZ
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pierwszy raz.
Pierwszy raz na imprezie.
Pierwszy raz w klubie.
Bała się. Cholernie się bała. To nie były godziny, a wręcz cały tydzień spędzony nad rozważaniem czy w ogóle powinna przychodzić na te urodziny. Może jeszcze gdyby były organizowane w mniejszym gronie i w miejscu, które nie było aż tak publiczne, to decyzja byłaby znacznie łatwiejsza. Jednak Diana się uparła na imprezę urodzinową w klubie, a im większa liczba gości, tym większa gwarancja sukcesu imprezy według jej standardów. Pewnie jeszcze pół roku temu Cora miałaby te same standardy, ale ostatnie miesiące wiele zmieniły w jej postrzeganiu świata. Nie była już tą samą panienką Marshall co kiedyś. Ba! Nawet nie powinna już nosić tego nazwiska, ale nie tak łatwo Christopherowi jest go jej pozbyć, a jej samej nie szczególnie na tym zależy, więc teoretycznie wciąż jest Marshall, ale praktycznie coraz mniej ją łączy z dawnym życiem.
Uczyła się żyć na nowo. Zmieniała swoje priorytety. Od zawsze kierowała się empatią i miłością, ale teraz w jej relacjach z innymi pojawiał się także dystans. Nie była już tak otwarta, ale pomału te burzyła mur, który powstał wokół niej kilka tygodni temu.
Mur ten zbudowała w mgnieniu oka, gdy jej granice zostały przekroczone w brutalny sposób, a pewność siebie zmiażdżona i opluta. Odkąd sięgała pamięcią, to lubiła zabawę i szaleństwa. Zawsze ciężko ją było zatrzymać i nie wiedziała, co to strach. Jednak Daniel bardzo szybko ją tego nauczył. Chamskie słowa kierowane ze strony mężczyzn były już dla niej codziennością, ale jeszcze nigdy nie została zaatakowana fizycznie. Jeszcze nigdy nie miała zablokowanej drogi ucieczki. Aż natrafiła na Daniela, który na pozór wydawał jej się zdolnym i ciekawym artystą, a ostatecznie uznał, że może wykorzystać jej ciało zamykając ją w łazience.
Na szczęście tamtego wieczoru ratunek nadszedł prędzej czy później, nie pozwalając na mężczyźnie na przekroczenie kolejnych granic. Jednak i tak odbiło się to na Corze znacząco. Dlatego potrzebowała dosyć sporo czasu, aby dojść do siebie i zdecydować się na dzisiejsze wyjście. Nawet strój wybierała, aby nie był zbyt krzykliwy, bo już zbyt często ostatnio usłyszała od innego artysty, że pokazuje za dużo. Na całe szczęście oprócz niego inni przedstawicieli tejże płci udowodnili jej, że wcale nie jest tak ani z nimi ani z nią źle. Dlatego ostatecznie wybrała się na imprezę.
Początek przebiegał bez jakichkolwiek komplikacji. Przywitanie, koleżeńskie rozmowy, pierwszy i jedyny drink, a także nawet jeden taniec w wąskim, znanym jej gronie. Przyszedł jednak czas na skorzystanie z toalety, więc musiała opuścić na kilka minut lożę VIP. To miała być tylko chwila i już zmierzała szybkim krokiem do toalety, gdy nagle jej drogę zagrodził pewien mężczyzna.
- Oh moja piękna blondi, może tym razem mi nie ucieknie- jej uszu dobiegł znajomy głos Daniela, zanim w ogóle odważyła się podnieść głowę. Raptem na ułamek sekundy, aby się utwierdzić, że to właśnie on. Jej ciało zadrżało, a następnie zastygło. Chciała uciekać, a jednocześnie nie potrafiła. ZNOWU
- Zostaw mnie Daniel- wysyczała przez zęby próbując go minąć, ale jej nogi nie drgnęły.- Mkze dokończymy to, co ostatnio nam przeszkodzono?- nachylił się do jej ucha obejmując ją mocno w pasie. To wywołało odruch obronny w Corze i próbowała go odepchnąć, ale wyglądała przy tym komicznie, bo miała znacznie mniej siły niż facet jakąś głowę wyższą od niej. Jednak nie mogła tym razem się poddać. Musiała walczyć. Musiała walczyć z największym znanym jej zagrożeniem.



Filippo Carissoni
19 y/o
Welkom in Canada
175 cm
za dnia student, w nocy zaś dj w The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Put yo hands up and build a snowman!
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Filipowi ostatnimi czasy jakoś nie najlepiej układało się. Miał wrażenie, że zaniedbał wiele relacji, nawet tych z rodziną – a wszystko przez natłok imprez, na których zgadzał się zagrać, a i na studiach dostawał w kość, przez co jechał głównie na energetykach. Jasne, zdarzało mu się spać, lecz już nie pamiętał, kiedy przespał równe lub więcej niż 8 godzin, które ponoć były wręcz wymagane i powodowały, że człowiek się wysypiał. Zazwyczaj jego sen trwał 3-4 godziny. Już nawet swoich snów często zapominał, a CODZIENNIE odbywał przygody w swojej sennej krainie. Kiedyś nawet myślał, czy by nie zacząć prowadzić dziennika, w którym zapisywałby, co danego dnia wytworzył jego mózg. Uwielbiał sny gdzie spotykał prawdziwe gwiazdy z którymi sobie swobodnie rozmawiał - raz np. Martin Garrix był jego dobrym ziomkiem, a David Guetta okazał się dalekim krewnym (ten sen pamiętał po dziś dzień), albo gdy jacyś randomowi ludzie chwalili jego muzykę, chociaż to i czasami w rzeczywistości potrafiło mieć miejsce, za co był im naprawdę wdzięczny, bo… to w sumie można było zwizualizować na zasadzie zapalania świeczek, kiedy w mieszkaniu akurat nie było prądu. Jedna świeczka nie dawała zbyt wiele, natomiast ich większa ilość, potrafiła oświecić całkiem sporą część. Każdy komplement, każde „hej, fajnie śpiewasz” czy „miło się tego słuchało” było kolejną taką świeczką w jego życiu – może i niewielką, ale wystarczającą, by przypomnieć mu, że to, co robi, ma dla kogoś znaczenie. Dawało mu poczucie, że idzie w dobrym kierunku, nawet jeśli sam nie zawsze był tego pewien, szczególnie, że przecież każdy mógł się bawić w dj’a, wystarczył dobry program muzyczny i wizja, a poza tym, na horyzoncie czaiła się… sztuczna inteligencja. Tak, Filippo miał tego świadomość. Dlatego czasami myślał, czy nie powinien mieć jakiegoś awaryjnego planu B. Może hokej? Albo pójdę za bar? bo jakiś czas temu, dla samego siebie zapisał się na szybki kurs barmański, by wiedzieć i umieć zrobić dobre drineczki - otrzymał nawet CERTYFIKAT, który postawił sobie na szafce z płytami. Czy mu się kiedykolwiek to przyda? Cóż, miał nadzieję, że owszem.
Tego dnia również stał za konsoletą i puszczał przeróżne hity - od lat 80. do 2020. - które od czasu do czasu nieco modyfikował, bawiąc się kontrolkami, aż nadszedł czas przerwy, bo po pierwsze, potrzebował skoczyć do toalety, a po drugie, zwilżyć nieco gardło - jasne, brał łyki wody, lecz gdy tylko opuścił swoje stanowisko, podszedł do baru, by kupić półlitrową colę, prosto z lodówki. Po otrzymaniu jej podziękował, a następnie odkręcił nakrętkę i zaczął pić, idąc w kierunku toalet.
Przystanął, gdy dostrzegł dwie osoby. Zmarszczył czoło i zmrużył oczy, bo niezbyt mu się podobało to, co widział, a wystarczyło, że wyraz twarzy dziewczyny oraz mężczyznę śliniącego się jak wygłodniała hiena, której udało się dostrzec pożywienie…
Oczywiście ruszył w ich kierunku i… wylał na nieznajomego pozostałą zawartość cocacoli - a ponieważ była z cukrem, to chłop będzie się nieźle kleił.
- CO TY ODPIERDALASZ?! - wrzasnął nieznajomy, próbując przywalić Carissoniemu.
- Ja? Ja po prostu chcę, żebyś stąd spierdalał. I radzę Ci uważać, bo wiesz…. - uniósł palec wskazujący tak, by wskazać kamerę - czy była włączona? Nie miał pojęcia. Nie chodził do ochrony, bo nie miał takiej potrzeby, ale szczerze? Teraz chętnie by poszedł.
Gość jednak nic sobie z tego nie zrobił, bo chyba Filip uraził jego dumę i dlatego zaczął wymachiwać rękami, trafiając Carissoniego w bok głowy. Nie było to zbyt przyjemne, ale… zdenerwowało młodego dja, dlatego ten też postanowił w ramach rekomensaty sprzedać mężczyźnie kilka kopniaków oraz ciosów. Czuł się normalnie tak, jakby był postacią w GTA i wykonywał misję, lecz w tym starciu… nie szło mu najlepiej. Grunt, że dziewczyna była bezpieczna. pomyślał, zadając typowi kopniaka tam, gdzie powinno zaboleć najbardziej… i w sumie zyskał tym czas.
- Chodź. - zgarnął Corę za rękę i zaczął biec przed siebie, wymijając tańczących ludzi - normalnie jakby brał udział w biegu z przeszkodami. Biegł z nią dopóki nie znalazł się za drzwiami z plakietką dla personelu. Dopiero tam mógł odetchnąć.
- Znałaś go? - spytał, mając, rzecz jasna, na myśli faceta, który pewnie już ich szukał. Na wszelki wypadek zaraz napisał wiadomość do znajomego - swojego zastępcy - że jeżeli nie wróci za 10 min, to żeby on go zastąpił, bo zdarzyła się emergency sytuacja. - i w sumie nie kłamał.

time to run
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cora bardo rzadko planowała cokolwiek w swoim życiu. Jej rodzice oraz bliźniacy? Mieli wszystko zaplanowane wraz z każdym szczegółem. Ona natomiast porywała się na spontaniczność. Potrafiła kupić bilety na festiwal w USA i po dwóch godzinach być już na lotnisku, aby zdążyć na samolot. Nie miała jasno sprecyzowanych planów co chce robić i kim chce być w przyszłości. Chciała być szczęśliwa. Chciała wyrażać siebie i w taki sposób zarabiać na życie.
Jednak i to jej w życiu nie wyszło. Wciąż dochodziła do siebie po ataku Daniela oraz sytuacji rodzinnej. Nie chodziło tylko o wydziedziczenie, ale całą sytuację, która teraz panowała w rodzinie Marshall - choroba ojca, oddanie wątroby przez Cherry, nagły powrót Caspiana czy dziwne zachowanie Charliego. Czuła, że coś wisi w powietrzu i zaraz może pęknąć jak bańka. Nie, już zaczęło pękać.
Nie na wszystko miała wpływ, ale starała się chociaż powrócić na dawne tory jeżeli chodzi o swoje życie osobiste jako po prostu Cora - niezależnie od tego, kto był jej ojcem biologicznym. Zmieniła się, ale wciąż próbowała pozostać sobą. Podchodziła z dystansem do ludzi, ale nie skreślała wszystkich z miejsca. Zakrywała znacznie więcej ciała niż dotychczas, ale nie zaczęła nagle zakładać samych golfów pod szyję i długich spodni. Starała się dojrzeć. Odnaleźć w nowej rzeczywistości, by nie pozwolić Danielowi się uciszyć.
Sądziła, że idzie jej to naprawdę nieźle, ale wtedy na niego wpadła i znowu była tą bezbronną blondynką, co wtedy w łazience. Próbowała go odsunąć, ale nie miała odwagi użyć całej swojej siły. Wyrażała sprzeciw, ale nie krzyczała. Znowu. Znowu potrafił przejąć nad nią kontrolę I nie była pewna czy nienawidzi bardziej jego czy siebie za to. Mimo, że otaczał ich tłum ludzi, to czuła się samotna. Czuła się sama. Była tylko ona i Daniel.
Aż nagle poczuła jak krople czegoś mokrego lądują na jej ramieniu, a mężczyzna nieznacznie się od niej odsunął i zaczął coś wrzeszczeć. Odwróciła się i jej oczom się ukazał pewien nieznajomy, który również krzyczał, a do tego wymachiwał rękoma. Cora była w takim szoku, że nie potrafiła zareagować w żaden racjonalny sposób, a jedynie stała i przyglądała się sytuacji. Gdy mężczyźni zaczęli się bić, zakryła przerażona buzię dłońmi i odskoczyła na bok, dając im przestrzeń. Powinna uciekać, a jednak stała i się wpatrywała, kiedy nagle nieznajomy złapał ją i zaczął biec.
- Kurwa, czy powinnam z nim uciekać?!- w jej głowie to pytanie wręcz dudniło, bo przecież tak właśnie zaczęła się cała tragedia - zaufała nieznajomemu wtedy Danielowi. Jednak tym razem instynkt podpowiadał jej, że teraz jest inaczej. Chwyciła nieco mocniej dłoń chłopaka i pozwoliła się zaprowadzić do pomieszczenia. Zerknęła jednak z pewną obawą w oczach na zamknięte drzwi i stanęła obok nich bliżej, gdy w międzyczasie spojrzała w końcu na swojego wybawiciela.
- Niestety tak- powiedziała to głosem pełnym wstydu przyglądając się mu. Był młody. Młodszy od niej, a jednocześnie o wiele bardziej odważny niż ona. Zerknęła na jego rozcięty łuk brwiowy i już chciała wyciągnąć rękę w jego kierunku, ale w połowie drogi ją cofnęła. Nie, nie chciała przekraczać żadnych granic. - Nic ci nie jest?- spytała tym razem zaniepokojona. Daniel nie był zwykłym randomowym gościem. Był znanym raperem, miał wpływy. Cora nie chciała , by chłopak miał przez nią problemy. Zarówno zdrowotne jak i zawodowe. - Dziękuję za pomoc, to było…- lecz mimo jej obaw, podziękowania mu się należały, więc przywołała na twarz lekki uśmiech i próbowała znaleźć odpowiednich słów, aby określić jak cudowne było dla niej to, że ktoś stanął w jej obronie. - Naprawdę dziękuję- w końcu poprzestała tylko na tym.



Filippo Carissoni
19 y/o
Welkom in Canada
175 cm
za dnia student, w nocy zaś dj w The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Put yo hands up and build a snowman!
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Filip, pracując jako DJ, był świadkiem niejednej sceny i słyszał naprawdę przeróżne rozmowy - od aktów zazdrości po wyznawanie sobie miłości. Tym pierwszym dość często towarzyszyła charakterystyczna ekspresja, gwałtowna gestykulacja i podniesione głosy. Z tymi drugimi było zupełnie inaczej. Zakochani najczęściej zaszywali się w lożach, nie odrywając od siebie wzroku, albo znikali gdzieś na dłuższą chwilę, najwyraźniej chcąc pobyć sam na sam z dala od ciekawskich spojrzeń. Czasami nawet siedząc przy barze po skończonej pracy, słyszał przeróżne historie i choć nie raz powtarzał sobie Nie podsłuchuj, tylko dokończ drina, i idź do domu. to koniec końców sam zaczynał je przeżywać i np. zastanawiało go, czy Rick wreszcie spotkał się z Rachel, czy Greg wyruszył w podróż dookoła świata i czy Rebecca przeżyła wypadek samochodowy… Chociaż najbardziej mu się podobały chwile, gdy ktoś go rozpoznawał i proponował wspólne picie. Tak, miło było, gdy ktoś kojarzył, że WŁAŚNIE tutaj grywał praktycznie każdego dnia – lub gdy był zawalony przez studia, to co kilka dni - bo to oznaczało, że zapadał ludziom w pamięć, a gdy jeszcze słyszał, że dobrą robotę odwalał przy konsolecie… to wtedy już w ogóle jego wiara w siebie wzrastała a radość wywalało poza skalę - ogólnie miał też ochotę wykonać fikołka, spowodowanego miłym zaskoczniem, ale ostatecznie tylko posyłał uśmiech oraz bardzo ładnie dziękował za miłe słowa. Może nie posiadał jeszcze szczególnie licznej rzeszy fanów, ale przecież każdy kiedyś raczkował. Każdy stawiał pierwsze kroki i cierpliwie czekał na moment, w którym będzie mógł zacząć zbierać owoce swojej pracy. Oczywiście, czasami plony nie były tak obfite, jak człowiek sobie wyobrażał, a praca nie dawała tyle satysfakcji, ile uważano lub miało się nadzieję, że będzie dawać, ale Filipowi konsoleta wciąż się nie znudziła. Za każdym razem, gdy stawał za nią i kładł dłonie na sprzęcie, czuł, że nadal znajdował się dokładnie tam, gdzie chciał być.
Nie znał blondynki. Nigdy wcześniej jej tu nie widział… albo może raz, jak bawiła się na parkiecie, ale jakoś tak wyszło, że nie było im wtedy dane ze sobą porozmawiać, bo kiedy skończył pracę, jej już nie było - albo była, tylko w innej części klubu.
- Och... - wymknęło mu się, bo coś musiało być na rzeczy, skoro nieznajoma nie zaprzeczyła zwykłym „nie”, lecz dodała do tego jeszcze partykułę, a przy tym w jej głosie próżno było szukać choćby śladu entuzjazmu. Czy powinienem był pytać o ich relację? Czy może lepiej na razie dać spokój? Ostatecznie wybrał tę drugą opcję. Nie chciał naciskać ani niczego z niej wyciągać na siłę. Uważał, że jeśli miała ochotę coś powiedzieć, prędzej czy później, zrobi to sama. Zamierzał dać jej tyle przestrzeni, ile potrzebowała, by strach przestał widnieć na jej twarzy.
- Mi? - spytał, wskazując na siebie.
- Jest okej. Głowa mnie trochę boli ale poza tym…- zaczął, przeczesując dłonią włosy i jakoś tak przypadkiem dotykając brwi.
- O… i poza tym też, to czuję się w porządku. - dokończył zgodnie z prawdą, uważając, że jak chwilę postoi oparty o ścianę, to ból głowy przejdzie.
Uśmiechnął się, słysząc podziękowanie.
- Nie ma sprawy. Nie lubię, kiedy na mojej warcie dzieje się komuś krzywda, a wyraz twarzy tamtego gościa…. Cóż, nie zdradzał niczego pozytywnego. W sensie, to nie wyglądało, by miał Ci zaraz wyśpiewać arię miłosną. - stwierdził, bo może i chwilę poobserwował całą sytuację z dalszej odległości, ale no… wystarczyło spojrzeć na twarz nieznajomego, by wyciągnąć pewne wnioski. Dodatkowo fakt, że trzymał dziewczynę tak, jakby miał ją zaraz zgnieść - to też się Filipowi niezbyt podobało.
Zaraz więc podszedł do jednej lodówki i wyciągnął dwie butelki wody. Jedną wręczył nieznajomej.
- Masz, jak chcesz, to się napij. A jak nie, to zostaw sobie na potem. - on sam natomiast odkręcił trzymaną w dłoni butelkę, a następnie wziął kilka łyków. Obok lodówki stała też apteczka, ale uważał, że nie krwawił aż tak, by potrzebować opatrunku.

Cora
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cora na pewno w klubie ani nie urządzała scen zazdrości ani nie wyznawała nikomu miłości, ponieważ żadne z tych rzeczy nie były w jej stylu. Nie bywała zazdrosna, bo nie była w związkach, więc też nie miała komu mówić, że go kocha. Przykre, ale niestety prawdziwe. Natomiast cała reszta? Niewykluczone, że pijana tańczyła na stole albo próbowała się wbić za konsolę do DJa. Pewnie też nie raz wynoszono ją stąd kompletnie pijaną, aby kolejnego dnia media się rozpisywały o dziedziczce fortuny fotowoltaicznej, która zamiast ciężko pracować jak jej ambitne rodzeństwo, to żyła niezwykle frywolnie.
Natomiast dzisiaj wieczór był inny niż zwykle. Nie upijała się do nieprzytomności. Nie wskakiwała na meble. Nie flirtowała z mężczyznami. Nawet zbytnio nie szalała na parkiecie. Starała się dobrze bawić, ale znacznie spokojniej niż dawniej. Czy tak będzie już zawsze? Czas pokaże.
Lecz najwyraźniej dobrze zrobiła odmawiając wielu kolejek alkoholu, bo gdyby była w gorszym stanie, Daniel znacznie łatwiej i szybciej mógłby ponownie ją gdzieś zaciągnąć i to do miejsca, skąd tak łatwo już nikt by jej nie wyciągnął. Ale nic nie dzieje się bez przyczyny, a do tego wszystkiego miała jeszcze swojego anioła stróża dzisiaj w postaci mężczyzny, którego urocze loczki okalające twarz, przyklejały się do spoconego czoła. Aż ją kusiło, aby mu je poprawić, ale grzecznie trzymała rączki przy sobie.
Dostrzegła jego chwilową zmianę w mimice, gdy z brakiem entuzjazmu przyznała się do znajomości swojego oprawcy. Odetchnęła z ulgą będąc mu wdzięczna, że nie ciągnął tego tematu i nie dopytywał, co ich łączy. Nie była gotowa o tym mówić i to szczególnie nieznajomemu. - Jest piosenkarzem, ale zdecydowanie nic miłego ani tym bardziej romantycznego nie potrafi wypłynąć z jego ust- przewróciła oczami zażenowana, ale nie Fillipem, a Danielem. To ten raper od siedmiu boleści wciąż powodował, że miewała w nocy koszmary.
Jej wybawiciel z kolei nie wzbudzał w niej uczucia strachu, a lekkiego niepokoju. W końcu nie znała go, a nagle wylądowała z nim w jakimś pokoju. Wdzięczna, że nic mu się większego nie stało, wciąż się przyglądała jego twarzy. - Nie, dzięki- pokręciła głową na odmowę butelki wody. Starała się nie panikować, ale lepiej dmuchać na zimne- a jeżeli coś tam dosypał?
Musiała być w pełni świadoma. Tym bardziej, że tam za drzwiami pewnie ich szukał Daniel. Ale co ważniejsze - musiała się zająć raną.- Chodź, warto to oczyścić i zakleić- zdecydowała i rozejrzała się wokół, bardzo szybko napotykając wzrokiem na apteczkę. Podeszła do niej wyciągając z niej płyn do dezynfekcji, gaziki i plastry. Oczywiście wcześniej umyła dokładnie ręce, a następnie podeszła bliżej do mężczyzny i delikatnie zaczęła oczyszczać mu ranę. - Rozumiem, że tu pracujesz, a nie jesteś zwykłym gościem, który wtargnął do…- ponownie rozejrzała się po pokoju, gdzie stały kartony z rzeczami różnego typu. - Pomieszczenia ze wszystkim i z niczym- śmiała się i powróciła w pełni skupiona do swojej roboty pielegniarki. Odnalazła nawet plastry z Kubusiem Puchatkiem i taki oto nakleiła mu na rozcięty łuk brwiowy. - Gotowe, znowu możesz być księciem ratującym kobiety z parkietu- posłała mu znaczący uśmiech i zaczęła sprzątać zużyte materiały. Pewnie przeżyłby bez tego plastra, ale blondynka chciała mu się jakoś odwdzięczyć. Tak mogła to chociaż zrobić.


Filippo Carissoni
19 y/o
Welkom in Canada
175 cm
za dnia student, w nocy zaś dj w The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Put yo hands up and build a snowman!
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Piosenkarzem… - powtórzył, marszcząc lekko brwi. Przez chwilę gorączkowo przeszukiwał swoją pamięciową kartotekę, próbując dopasować to nazwisko do twarzy któregoś z artystów poznanych na festiwalach, koncertach czy innych muzycznych wydarzeniach, lecz niestety bezskutecznie. Im dłużej się zastanawiał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że albo nigdy nie mieli okazji się spotkać, albo ich kontakt był na tyle przelotny, że nie pozostawił po sobie żadnego śladu. W końcu wzruszył lekko ramionami. I raczej nie tworzył niczego… wartego zapamiętania.
- Nie będę Ci mydlił oczu i mówił, że typa kojarzę, bo chyba jakoś nie mieliśmy okazji się przeciąć. - dodał po chwili
- Będę mocno trzymał kciuki za to, aby wkrótce jego kariera poszła na dno. Niech tonie, jak kamień rzucony do wody. - i na potwierdzenie swoich słów uniósł dwie ręce zaciśnięte w pięści, a zaraz potem udawał, że rzuca wspomnianym kamieniem.

Skinął głową i schował butelkę z powrotem do lodówki, nie zamierzając naciskać ani nalegać na to, by ją wzięła. No ale skoro pogardziła tj. odmówiła, to pozostało jej kupować cokolwiek przy barze, chyba, że nagle zmieni zdanie a nadal będą w pokoju przeznaczonym WYŁĄCZNIE dla osób pracujących w the Fifth. Oczywiście, zawsze ktoś mógł tu jeszcze wtargnąć, lecz Filip już miał w głowie ułożony cały plan - albo raczej odpowiedź - bo dopóki nic tu nie demolowali ani blondynka nie planowała robić przeszukania pomieszczenia, to nic złego się nie działo.
Parsknął krótkim śmiechem i przeczesał dłonią włosy, bo właśnie dotarło do niego, że nie kojarzyła go - i trochę smutno mu się zrobiło, lecz nie próbował tego po sobie pokazać. Dlatego dalej trzymał lekko uniesione kąciki ust w górze.
- Jestem djem. Pewnie kilka razy bawiłaś się do puszczanych przeze mnie utworów… no, chyba że nie bywałaś tu zbyt często. - bo w sumie nie wiedział, który raz dziewczyna odwiedziła klub, w którym pracował. Zaraz jednak przestał o tym myśleć, bo zaskoczyła go tym, co zrobiła, a mianowicie, że bez żadnego zapytania sięgnęła po plastry z postacią z kultowej animacji - którą sam, notabene, oglądał, bo halo, kto nie oglądał Kubusia Puchatka? Jego ulubioną postacią był sam Kubuś Puchatek i miał nawet za dzieciaka maskotkę z tym żółtym miśkiem w czerwonej koszulce.
Zaśmiał się głośno, kiedy został nazwany księciem ratującym kobiety z parkietu przez blondynkę - musiał przyznać, że go naprawdę pozytywnie zaskakiwała.
- Ja… dziękuję. Nie musiałaś, ale doceniam, serio. - powiedział, dotykając przyklejonego plasterka.
I skoro ja jestem księciem - wskazał na siebie. - To Ty podczas tego wieczoru będziesz księżniczką, co o tym myślisz? - zaproponował, wskazując na nieznajomą dziewczynę.
- A księżniczki… muszą być traktowane z należytym szacunkiem. Już ja o to zadbam, ale może na początek… pozwól, że się przedstawię. Jestem Filippo, ale możesz mi mówić po prostu Filip. A Ty? - spytał, wyciągając przed siebie rękę, bo jednak chciał poznać imię damy w opresji. O, aż mu się Herkules przypomniał. Tylko jednak wolałby, by blondynka nie współpracowała z żadnym złym typkiem. Jeden potwór w postaci piosenkarza całkowicie wystarczył. I oczywiście podczas swojej wypowiedzi, specjalnie zaakcentował słowo szacunkiem.
- Jak będziesz chciała, to zaprowadzę Cię do strzeżonej loży. Tam na pewno nikt Ci nie zagrosi. - tak, to też był jakiś pomysł - chyba, że nie będzie chciała iść do loży, wtedy Filipek zamierzał zaproponować aby razem poszli na parkiet i wtopią się w tłum.

Cora
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”