Filipowi ostatnimi czasy jakoś nie najlepiej układało się. Miał wrażenie, że zaniedbał wiele relacji, nawet tych z rodziną – a wszystko przez natłok imprez, na których zgadzał się zagrać, a i na studiach dostawał w kość, przez co jechał głównie na energetykach. Jasne, zdarzało mu się spać, lecz już nie pamiętał, kiedy przespał równe lub więcej niż 8 godzin, które ponoć były wręcz wymagane i powodowały, że człowiek się wysypiał. Zazwyczaj jego sen trwał 3-4 godziny. Już nawet swoich snów często zapominał, a CODZIENNIE odbywał przygody w swojej sennej krainie. Kiedyś nawet myślał, czy by nie zacząć prowadzić dziennika, w którym zapisywałby, co danego dnia wytworzył jego mózg. Uwielbiał sny gdzie spotykał prawdziwe gwiazdy z którymi sobie swobodnie rozmawiał - raz np. Martin Garrix był jego dobrym ziomkiem, a David Guetta okazał się dalekim krewnym (ten sen pamiętał po dziś dzień), albo gdy jacyś randomowi ludzie chwalili jego muzykę, chociaż to i czasami w rzeczywistości potrafiło mieć miejsce, za co był im naprawdę wdzięczny, bo… to w sumie można było zwizualizować na zasadzie zapalania świeczek, kiedy w mieszkaniu akurat nie było prądu. Jedna świeczka nie dawała zbyt wiele, natomiast ich większa ilość, potrafiła oświecić całkiem sporą część. Każdy komplement, każde „hej, fajnie śpiewasz” czy „miło się tego słuchało” było kolejną taką świeczką w jego życiu – może i niewielką, ale wystarczającą, by przypomnieć mu, że to, co robi, ma dla kogoś znaczenie. Dawało mu poczucie, że idzie w dobrym kierunku, nawet jeśli sam nie zawsze był tego pewien, szczególnie, że przecież każdy mógł się bawić w dj’a, wystarczył dobry program muzyczny i wizja, a poza tym, na horyzoncie czaiła się… sztuczna inteligencja. Tak, Filippo miał tego świadomość. Dlatego czasami myślał, czy nie powinien mieć jakiegoś awaryjnego planu B.
Może hokej? Albo pójdę za bar? bo jakiś czas temu, dla samego siebie zapisał się na szybki kurs barmański, by wiedzieć i umieć zrobić dobre drineczki - otrzymał nawet CERTYFIKAT, który postawił sobie na szafce z płytami. Czy mu się kiedykolwiek to przyda? Cóż, miał nadzieję, że owszem.
Tego dnia również stał za konsoletą i puszczał przeróżne hity - od lat 80. do 2020. - które od czasu do czasu nieco modyfikował, bawiąc się kontrolkami, aż nadszedł czas przerwy, bo po pierwsze, potrzebował skoczyć do toalety, a po drugie, zwilżyć nieco gardło - jasne, brał łyki wody, lecz gdy tylko opuścił swoje stanowisko, podszedł do baru, by kupić półlitrową colę, prosto z lodówki. Po otrzymaniu jej podziękował, a następnie odkręcił nakrętkę i zaczął pić, idąc w kierunku toalet.
Przystanął, gdy dostrzegł dwie osoby. Zmarszczył czoło i zmrużył oczy, bo niezbyt mu się podobało to, co widział, a wystarczyło, że wyraz twarzy dziewczyny oraz mężczyznę śliniącego się jak wygłodniała hiena, której udało się dostrzec pożywienie…
Oczywiście ruszył w ich kierunku i… wylał na nieznajomego pozostałą zawartość cocacoli - a ponieważ była z cukrem, to chłop będzie się nieźle kleił.
- CO TY ODPIERDALASZ?! - wrzasnął nieznajomy, próbując przywalić Carissoniemu.
- Ja? Ja po prostu chcę, żebyś stąd spierdalał. I radzę Ci uważać, bo wiesz…. - uniósł palec wskazujący tak, by wskazać kamerę - czy była włączona? Nie miał pojęcia. Nie chodził do ochrony, bo nie miał takiej potrzeby, ale szczerze? Teraz chętnie by poszedł.
Gość jednak nic sobie z tego nie zrobił, bo chyba Filip uraził jego dumę i dlatego zaczął wymachiwać rękami, trafiając Carissoniego w bok głowy. Nie było to zbyt przyjemne, ale… zdenerwowało młodego dja, dlatego ten też postanowił w ramach rekomensaty sprzedać mężczyźnie kilka kopniaków oraz ciosów. Czuł się normalnie tak, jakby był postacią w GTA i wykonywał misję, lecz w tym starciu… nie szło mu najlepiej.
Grunt, że dziewczyna była bezpieczna. pomyślał, zadając typowi kopniaka tam, gdzie powinno zaboleć najbardziej… i w sumie zyskał tym czas.
- Chodź. - zgarnął Corę za rękę i zaczął biec przed siebie, wymijając tańczących ludzi - normalnie jakby brał udział w biegu z przeszkodami. Biegł z nią dopóki nie znalazł się za drzwiami z plakietką
dla personelu. Dopiero tam mógł odetchnąć.
- Znałaś go? - spytał, mając, rzecz jasna, na myśli faceta, który pewnie już ich szukał. Na wszelki wypadek zaraz napisał wiadomość do znajomego - swojego zastępcy - że jeżeli nie wróci za 10 min, to żeby on go zastąpił, bo zdarzyła się
emergency sytuacja. - i w sumie nie kłamał.
time to run