-
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
i don't know what I'm to say
Mieszkała tutaj już od jakichś dwóch tygodni, a pudła z ciuchami wciąż stały nierozpakowane. Kartony z mangami to była już druga sprawa, zwłaszcza że połowę z nich spokojnie można by porównać do czegoś na miarę świerszczyków. No ale co? Człowiek miał swoje zainteresowania, prawda? Rosenhall włączyła gramofon, wsuwając winyl kultowego zespołu a-ha. Charakterystyczne dźwięki Take On Me rozbrzmiały w jej pokoju, a ona, przechodząc od pudła do pudła, tańczyła sobie, podśpiewując i powoli rozpakowując rzeczy. Układała ciuchy do szafek i szuflad, które wcześniej Archie pomógł jej ogarnąć. - Take on meeee - wyrzuciła z siebie półfałszem, półpełnym zaangażowaniem...chodziło tu o effort, co nie?
Była cholernie wdzięczna swojemu staremu przyjacielowi. Nie widywali się często, ale utrzymywali kontakt, pykając sobie w gierki, gdy mieszkała za granicą. Cholernie się ucieszyła, gdy zaproponował jej zamieszkanie u niego w domu, razem z innymi współlokatorami. Biorąc pod uwagę jej ówczesny stan i fakt, że na dobrą sprawę, poza rodzeństwem, nie znała prawie nikogo w tym mieście, wydawało jej się to rozwiązaniem niemal idealnym. Mogła zacząć od nowa. Tym bardziej że udało jej się załapać pracę jako pomoc adwokata w kancelarii prawniczej i barmanka w The Well. Powoli wszystko się układało, a los wydawał się, jakby w końcu delikatnie się do niej uśmiechnął...
Po chwili usłyszała jednak coś dziwnego.
Jakieś chrupanie? Szuranie? Zmarszczyła brwi, podeszła do gramofonu i odsunęła igłę, nasłuchując, skąd dochodził ten dźwięk. Po chwili zorientowała się, że jego źródło znajdowało się w jednym z jej kartonów. Nachyliła się ostrożnie i wtedy ją zobaczyła. Mysz polną. Która. Zajadała. Jej. Mangi!!! - what in the actual... - pisnęła głośno, schylając się szybko, ale mysz zdążyła już schować się głębiej w kartonie. Thalia chwyciła pierwszą lepszą mangę, tę z dziurą w okładce, jak dowód zbrodni w sprawienajwyższej wagi, po czym wybiegła z pokoju na korytarz, szukając drzwi Archiego. Gdy je znalazła, zaczęła walić w nie dynamicznie, a jak nie otworzył ich w ułamku sekundy to.. nie wytrzymała i otworzyła je sama. Na szczęście nie robił nic podejrzanego. Wink wink - Arch! - wyrzuciła z siebie, wpadając do środka. - Mam mysz w pokoju! Skubana zeżarła mi jeden z moich ulubionych tomów! - Zaczęła wymachiwać mu mangą przed twarzą, ale po sekundzie zamarła, bo dotarło do niej, że mógłby zobaczyć, czym ta manga właściwie była. Szybko schowała ją za plecy, jak gdyby nigdy nic, - No nie stój tak! Mamy kryzys!
Arch
-
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przeklikał coś na padzie, wstrzymał grę, obrócił się i teraz leżąc na boczku niczym jakiś rasowy model z kalendarza dla pań z działu kadr lub księgowości, zmierzył współlokatorkę spojrzeniem i uśmiechnął się zawadiacko. Może i szybko schowała za plecy tą uroczą książkę, ale jego uśmiech zdradzał, że swoje zobaczył. Tak, zanim manga zniknęła z jego pola widzenia zdążył zarejestrować wielki tęczowy napis:
...oraz niezwykłe kształty narysowanej tam dziewczyny. Trochę nie ogarniał o co może chodzić z zombie haremem, ale niewątpliwie nie da jej żyć z tego powodu. — Poczekaj, chwila — uniósł ręce troche tak jakby próbował zatrzymać jej panikę po czym usiadł na łóżku i oznajmił. — Po pierwsze to tutaj ogłaszam strefę wolną od paniki, bo u mnie żadne myszy książek nie zjadają — może dlatego, że nie miał tu teraz książek. — Po drugie pewnie wprowadziła się razem z tobą — dodał posyłając jej piorunujące spojrzenie, po czym zsunął się z łóżka i podszedł bliżej niej. — A po trzecie to nie bój żaby, pomoge ci uratować pewnie drugi równie ważny dla ciebie tom o zombie haremie — wyszczerzył się łobuzersko posyłając jej oczko i wychylił się trochę tak, jakby chciał lepiej przyglądnąć się temu, co tak teraz ukrywała za plecami. — Przecież nie możemy pozwolić, by ci je opędzlowała wszystkie — nie byłby sobą jakby się nie ponabijał.
-
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Blondyn pewnie przejrzałby ją od razu i powiedział, że ściemnia. Był spostrzegawczy. Aż za bardzo. Otworzyła usta, orientując się, że cholera… zauważył! Francuska modelka, aka Archie, który jeszcze przed chwilą leżał pięknie na łóżeczku niczym modeleczka gotowa do pozowania dla artystów z najsławniejszych dzielnic Paryża... nagle miał te charakterystycznie rozświetlone oczy. Takie, które mówiły więcej niż tysiąc słów. Takie, które krzyczały, wiem, co ukrywasz, Rosenhall. I wiedziała wtedy, że to mu nie umknęło! Znał jej sekret... Jej mroczny, absolutnie kompromitujący sekret ukryty za plecami w postaci mangi o zombie haremie. Welp, I'm screwed. Przeszło jej przez myśl, próbując w jakikolwiek sposób opanować rosnące w jej piersi upokorzenie. No bo co ma powiedzieć? Jak to wyjaśnić? Ah, for fucks sake!
Stała, kurczowo zaciskając mangę opuszkami palców za plecami, i wpatrywała się w każdy jego kolejny ruch, mierząc go wzrokiem niczym skaner. - Ale Arch! - próbowała wcisnąć mu się w słowo, jednak od razu zamknęła buzię, marszcząc brwi i słuchając jego kolejnych, numerycznych wytycznych. Kiedy przeszedł do drugiego punktu, nie wyrobiła. - Oszczerstwa! - rzuciła oburzona, czując się niemal jak na sali sądowej. Żadna mysz nie przyjechała z nią takiej drogi! Westchnęła głośno, zakrywając usta ręką w dosłownym szoku, gdy puścił jej oczko. A gdy się wychylił, szybko przechyliła się tak, żeby jeszcze trudniej było mu zajrzeć za jej plecy. - Nic nie widziałeś, to jest sprawa top secret, kochanieńki - rzuciła przerażona. - A poza tym, na serio, ona musiała się skądś tutaj pojawić - Spojrzała na niego uważnie. - Nie planowałam zaprzyjaźniać się ze Stuartem Malutkim, Arch. Musimy ją stąd wynieść zanim sprowadzi resztę swojej rodziny! - Przysunęła mangę do piersi, niemal ją przytulając, po czym wyszła z jego pokoju i zerknęła na niego przez ramię. - No chodź, to ty tutaj jesteś bohaterem. - Rzuciła to, lustrując go wzrokiem, zanim jej spojrzenie powędrowało ku drzwiom do jej pokoju. A zarazem nowego domu owej myszki, której absolutnie, pod żadnym pozorem, nie zamierzała jeszcze akceptować jako nowego kompana do nocowanek...
Arch
-
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Oczywiście, że się zgrywał i zamierzał robić to jeszcze długi czas, do tak zwanej usranej śmierci, ale przy tym obiecał też zakończyć mysią inwazję i z tym nie zamierzał czekać do chwili, w której zostaną zjedzeni niczym Popiel. Mangi już padły ofiarą bestii, a oni byli na kolejce. — Spokojnie, Rosenhall — zaczął, a gdy nazwała go bohaterem wypiął pierś dumnie do przodu i zasalutował dwoma paluchami przyciśniętymi do skroni. — Obiecuję, że resztki z twojego haremu zostaną ocalone — troszkę zakpił, ale obietnicy złamać nie zamierzał. Rozejrzał się więc szybko po pokoju i kątem oka dostrzegł plastikowy kubek po swoim szejku oraz podkładkę pod mysz z której i tak rzadko kiedy korzystał. Ze swoim podstawowym ekwipunkiem postanowił zmienić planszę gry i przeskoczyć z poziomu w strefie bezpiecznej do mysiej komnaty, by zacząć walkę z wąsatym bossem. Trochę się cykał, że trafi się mu jakiś Ryczypisk, a wtedy to będzie zacięta walka. W końcu to była chodząca legenda!
Skoro powiedziało się A, to teraz musiał też powiedzieć B. Przekroczył próg jej pokoju, który traktował w swoich myślach jako plansze gry o nazwie mysia komnata i rozejrzał się powoli. — Jeszcze się nie rozpakowałaś? Na miejscu tej myszy też bym się wkurzył, że tyle zwlekasz! Ona po prostu wzięła się za robotę, bo nie miała siły dłużej czekać — i wszystko jasne! No dla niego to było bardzo logiczne. — Dobra, rozpoczynam zwiad — zaczął zerkając kątem oka na Thalię, która wciąż trzymała w ręku mangę. — Tylko błagam, jka wyskoczy to postaraj się nie rzucać w nią tym haremem — jeszcze od takiej ilości mangi mogłaby się zmutować i wtedy dopiero mieliby problem. Zombie mysza! — Chwila, chyba coś słyszałem — a więc nie wymknęła się z kartonu gdy Thalia robiła zgłoszenie do centrali. Ostrożnie podszedł do pudła odchylając kartonowe klapy, a ze środka dobiegał cichy szmer. — Jest tutaj… chyba pochłania tom drugi twojej… encyklopedi — odparł uśmiechając się wymownie. — Jakieś słowa pożegnania? — może chciała coś wygłosić? Nie zamierzał zabijać myszy, ale skoro zamierzali zrobić jej eksmisję to może jakieś słowa wyjaśnienia się jej należą? — Może streścisz jej tom drugi, bo chyba nie zdąży doczytać — zażartował, o czym świadczył jego bezczelnie dumny uśmiech.

-
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jej duma mogła polec w starciu z charyzmą blondwłosego, ale musiała być silna! Przecież czekała ich misja Stuart Malutki, a za drzwiami kryło się pole bitwy, na które musieli dumnie wkroczyć, zajrzeć bestii prosto w oczy i pokazać, że to oni tutaj są panami sytuacji. Że to oni mają jakąkolwiek kontrolę, a nie ta poczwara wielkości dłoni. Wzdrygnęła się na samą myśl i posłała mu delikatny uśmiech, kiwając głową na jego uspokojenie… jednak ta krótka chwila człowieczeństwa, którą myślała, że jej pokazał, bardzo szybko zamieniła się w szok i niedowierzanie. Głośne zapowietrzenie wyrwało się z jej ust. Otworzyła je szeroko, po czym zamachnęła się dłonią trzymającą mangę i pacnęła go nią delikatnie przez ramię. - Zazdrościsz po prostu - rzuciła z naburmuszeniem. - Nawet nie wiesz, co tracisz… this is art… Archibald! - Wybuchnęła śmiechem, nie zdając sobie nawet sprawy, jaka poetka się z niej w tamtym momencie zrobiła. Rymowanie bez jakiegokolwiek zamiaru wyszło jej aż nazbyt naturalnie.
Każdy krok w kierunku jej pokoju był na wagę złota. Przecież jakikolwiek zły ruch mógł sprawić, że potwór spieprzyłby jak poparzony w czeluście jej komnaty, której… no, nie miała do końca ogarniętej. Wchodząc do pokoju, spojrzała na przeklęte pudło z przerażeniem, by chwilę później przewrócić oczami i wytknąć język w jego kierunku, gdy zaczął jej marudzić. - Wiesz, że pracuję na dwie zmiany! Dzisiaj jest mój pierwszy dzień wolny od przeprowadzki, więc daj mi spokój z tym niańczeniem, tatusiu. - Oparła się o ścianę, przyglądając się temu, jak przechodził po pokoju, po czym uniosła mangę ku górze i uśmiechnęła się złośliwie. - Spokojnie, ten tom jest wyłącznie dla ciebie. - Dmuchnęła na niego, jakby właśnie przygotowywała broń, która miała wypalić nie w mysz, a w Archiego.
Słysząc szmer dobiegający z kartonu, a zaraz potem jego kolejne cwaniackie dogryzki, wzdrygnęła się i ruszyła za nim. Rzuciła mangę na łóżko, położyła dłonie na jego bokach i wychyliła się zza niego, by zerknąć do kartonu. - Cieszę się, że humor ci dopisuje, Arch. - Uszczypnęła go w bok, zanim dodała dramatycznie, - Zbłądziłaś na swojej ścieżce życia, która zaprowadziła cię do mojego królestwa, ale teraz już czas… musisz odejść. - po chwili z kartonu faktycznie wyjrzała owa złośnica. I żeby tego było mało, sekundę później usłyszała kolejne piśnięcie. Jej wzrok natychmiast powędrował w stronę szafki.
Dosłownie wyglądały tak, jakby przygotowywały się do jakiegoś skoordynowanego ataku. - Arch… czy ty to widzisz? - wyszeptała, wtulając się w niego od tyłu i zaciskając uścisk tak mocno, że prawie go dusiła, ale to już był detal kompletnie nieistotny w obliczu nadchodzącej wojny. - Mają przewagę. Zginiemy.
Arch