26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

talking away..
i don't know what I'm to say


Mieszkała tutaj już od jakichś dwóch tygodni, a pudła z ciuchami wciąż stały nierozpakowane. Kartony z mangami to była już druga sprawa, zwłaszcza że połowę z nich spokojnie można by porównać do czegoś na miarę świerszczyków. No ale co? Człowiek miał swoje zainteresowania, prawda? Rosenhall włączyła gramofon, wsuwając winyl kultowego zespołu a-ha. Charakterystyczne dźwięki Take On Me rozbrzmiały w jej pokoju, a ona, przechodząc od pudła do pudła, tańczyła sobie, podśpiewując i powoli rozpakowując rzeczy. Układała ciuchy do szafek i szuflad, które wcześniej Archie pomógł jej ogarnąć. - Take on meeee - wyrzuciła z siebie półfałszem, półpełnym zaangażowaniem...chodziło tu o effort, co nie?

Była cholernie wdzięczna swojemu staremu przyjacielowi. Nie widywali się często, ale utrzymywali kontakt, pykając sobie w gierki, gdy mieszkała za granicą. Cholernie się ucieszyła, gdy zaproponował jej zamieszkanie u niego w domu, razem z innymi współlokatorami. Biorąc pod uwagę jej ówczesny stan i fakt, że na dobrą sprawę, poza rodzeństwem, nie znała prawie nikogo w tym mieście, wydawało jej się to rozwiązaniem niemal idealnym. Mogła zacząć od nowa. Tym bardziej że udało jej się załapać pracę jako pomoc adwokata w kancelarii prawniczej i barmanka w The Well. Powoli wszystko się układało, a los wydawał się, jakby w końcu delikatnie się do niej uśmiechnął...
Po chwili usłyszała jednak coś dziwnego.
Jakieś chrupanie? Szuranie? Zmarszczyła brwi, podeszła do gramofonu i odsunęła igłę, nasłuchując, skąd dochodził ten dźwięk. Po chwili zorientowała się, że jego źródło znajdowało się w jednym z jej kartonów. Nachyliła się ostrożnie i wtedy ją zobaczyła. Mysz polną. Która. Zajadała. Jej. Mangi!!! - what in the actual... - pisnęła głośno, schylając się szybko, ale mysz zdążyła już schować się głębiej w kartonie. Thalia chwyciła pierwszą lepszą mangę, tę z dziurą w okładce, jak dowód zbrodni w sprawienajwyższej wagi, po czym wybiegła z pokoju na korytarz, szukając drzwi Archiego. Gdy je znalazła, zaczęła walić w nie dynamicznie, a jak nie otworzył ich w ułamku sekundy to.. nie wytrzymała i otworzyła je sama. Na szczęście nie robił nic podejrzanego. Wink wink - Arch! - wyrzuciła z siebie, wpadając do środka. - Mam mysz w pokoju! Skubana zeżarła mi jeden z moich ulubionych tomów! - Zaczęła wymachiwać mu mangą przed twarzą, ale po sekundzie zamarła, bo dotarło do niej, że mógłby zobaczyć, czym ta manga właściwie była. Szybko schowała ją za plecy, jak gdyby nigdy nic, - No nie stój tak! Mamy kryzys!

Arch
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

007
Zalegając w poprzek łóżka próbował dojść do siebie po nocce za barem. Niby sobie coś odespał, ale prawda była taka, że na niewiele się to zdało, bo jego sen był tak rozregulowany, a organizm pomiędzy drzemkami tak napompowany kawą i energetykami, że nie miał rozsądnego czasu na regenerację. Wokół niego panował artystyczny nieład, a na biurku świecił się monitor z odpaloną testową najnowszę gierką dla Ubisoftu, nad którą ostatnio ślęczał nawet po godzinach — poniekąd dlatego, że się wkręcił, ale w dużej mierze też by odciągnąć myśli od czegoś innego, a raczej kogoś. Tak się złożyło, że jego myśli dryfowały w stronę przyjaciółki zbyt często i zbyt bardzo, a to generowało w jego głowie skomplikowany ciąg myślowy, na który nie był gotowy. Szczególnie dzisiaj. Dzisiaj toczył ze sobą batalię czy powinien zejść do kuchni po trzecią kawę, napić się energetyka czy może jednak uciąć sobie drzemkę? Najbliżej było mu do opcji numer trzy, a kto wie może nawet się mu wyśni jakieś wyjście z fatalnego zauroczenia zbyt dobrą dla niego osobą? No ale to też nie było mu dane, bo w momencie gdy oko zaczęło mu uciekać do jego drzwi rozległo się głośne pukanie. Ba! Zanim zdążył w ogóle pomyśleć o tym, by podnieść się z łóżka Thalia wpadła do środka niczym jakiś huragan wymachując mu przed nosem książką i krzycząc coś o mysiej inwazji.
Przeklikał coś na padzie, wstrzymał grę, obrócił się i teraz leżąc na boczku niczym jakiś rasowy model z kalendarza dla pań z działu kadr lub księgowości, zmierzył współlokatorkę spojrzeniem i uśmiechnął się zawadiacko. Może i szybko schowała za plecy tą uroczą książkę, ale jego uśmiech zdradzał, że swoje zobaczył. Tak, zanim manga zniknęła z jego pola widzenia zdążył zarejestrować wielki tęczowy napis:

LET'S MAKE A HAREM IN A ZOMBIE WORLD!


...oraz niezwykłe kształty narysowanej tam dziewczyny. Trochę nie ogarniał o co może chodzić z zombie haremem, ale niewątpliwie nie da jej żyć z tego powodu. — Poczekaj, chwila — uniósł ręce troche tak jakby próbował zatrzymać jej panikę po czym usiadł na łóżku i oznajmił. — Po pierwsze to tutaj ogłaszam strefę wolną od paniki, bo u mnie żadne myszy książek nie zjadają — może dlatego, że nie miał tu teraz książek. — Po drugie pewnie wprowadziła się razem z tobą — dodał posyłając jej piorunujące spojrzenie, po czym zsunął się z łóżka i podszedł bliżej niej. — A po trzecie to nie bój żaby, pomoge ci uratować pewnie drugi równie ważny dla ciebie tom o zombie haremie — wyszczerzył się łobuzersko posyłając jej oczko i wychylił się trochę tak, jakby chciał lepiej przyglądnąć się temu, co tak teraz ukrywała za plecami. — Przecież nie możemy pozwolić, by ci je opędzlowała wszystkie — nie byłby sobą jakby się nie ponabijał.

Obrazek
winnie / ancy ( dc: winniethepooh91 )
26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Archibald był dla niej niczym zbawienie. Jakiś dar od losu, spadająca gwiazda, czterolistna koniczynka czy jakkolwiek inaczej można było to nazwać! Była mu cholernie wdzięczna za okazanie dobroci serca i pozwolenie jej, żeby się do niego wprowadziła. Chciała mu się jakoś odwdzięczyć. Kolacją, obiadem, czymś ugotowanym tylko przez nią, choć kucharką była marną. Zapewne łatwiej i sprawniej wyszłoby zamówienie czegoś z jakiejś fajnej knajpki niedaleko ich domu, a potem udawanie, że to właśnie ona to przyrządziła, upychając opakowania z restauracji w śmietniku tak, żeby nie dało się poznać, że to bylo białe kłamstewko.

Chociaż….

Blondyn pewnie przejrzałby ją od razu i powiedział, że ściemnia. Był spostrzegawczy. Aż za bardzo. Otworzyła usta, orientując się, że cholera… zauważył! Francuska modelka, aka Archie, który jeszcze przed chwilą leżał pięknie na łóżeczku niczym modeleczka gotowa do pozowania dla artystów z najsławniejszych dzielnic Paryża... nagle miał te charakterystycznie rozświetlone oczy. Takie, które mówiły więcej niż tysiąc słów. Takie, które krzyczały, wiem, co ukrywasz, Rosenhall. I wiedziała wtedy, że to mu nie umknęło! Znał jej sekret... Jej mroczny, absolutnie kompromitujący sekret ukryty za plecami w postaci mangi o zombie haremie. Welp, I'm screwed. Przeszło jej przez myśl, próbując w jakikolwiek sposób opanować rosnące w jej piersi upokorzenie. No bo co ma powiedzieć? Jak to wyjaśnić? Ah, for fucks sake!

Stała, kurczowo zaciskając mangę opuszkami palców za plecami, i wpatrywała się w każdy jego kolejny ruch, mierząc go wzrokiem niczym skaner. - Ale Arch! - próbowała wcisnąć mu się w słowo, jednak od razu zamknęła buzię, marszcząc brwi i słuchając jego kolejnych, numerycznych wytycznych. Kiedy przeszedł do drugiego punktu, nie wyrobiła. - Oszczerstwa! - rzuciła oburzona, czując się niemal jak na sali sądowej. Żadna mysz nie przyjechała z nią takiej drogi! Westchnęła głośno, zakrywając usta ręką w dosłownym szoku, gdy puścił jej oczko. A gdy się wychylił, szybko przechyliła się tak, żeby jeszcze trudniej było mu zajrzeć za jej plecy. - Nic nie widziałeś, to jest sprawa top secret, kochanieńki - rzuciła przerażona. - A poza tym, na serio, ona musiała się skądś tutaj pojawić - Spojrzała na niego uważnie. - Nie planowałam zaprzyjaźniać się ze Stuartem Malutkim, Arch. Musimy ją stąd wynieść zanim sprowadzi resztę swojej rodziny! - Przysunęła mangę do piersi, niemal ją przytulając, po czym wyszła z jego pokoju i zerknęła na niego przez ramię. - No chodź, to ty tutaj jesteś bohaterem. - Rzuciła to, lustrując go wzrokiem, zanim jej spojrzenie powędrowało ku drzwiom do jej pokoju. A zarazem nowego domu owej myszki, której absolutnie, pod żadnym pozorem, nie zamierzała jeszcze akceptować jako nowego kompana do nocowanek...

Arch
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ty tak na poważnie? — zapytał szczerząc się jeszcze szerzej, że aż policzki się mu napięły! — Przecież machasz nią od wejścia prawie tuż przed moim nosem — koloryzował choć z tego łóżka do drzwi to wcale nie było tak daleko, a potem wielce zdziwiona, że ups zauważył. Mogła próbować wmawiać mu, że to jakieś super tajne dokumenty, ale on i tak zauważył dziewczynę w przyciasnym mundurku. Chłopcy wyłapują takie rzeczy bardzo szybko, czego się spodziewała?
Oczywiście, że się zgrywał i zamierzał robić to jeszcze długi czas, do tak zwanej usranej śmierci, ale przy tym obiecał też zakończyć mysią inwazję i z tym nie zamierzał czekać do chwili, w której zostaną zjedzeni niczym Popiel. Mangi już padły ofiarą bestii, a oni byli na kolejce. — Spokojnie, Rosenhall — zaczął, a gdy nazwała go bohaterem wypiął pierś dumnie do przodu i zasalutował dwoma paluchami przyciśniętymi do skroni. — Obiecuję, że resztki z twojego haremu zostaną ocalone — troszkę zakpił, ale obietnicy złamać nie zamierzał. Rozejrzał się więc szybko po pokoju i kątem oka dostrzegł plastikowy kubek po swoim szejku oraz podkładkę pod mysz z której i tak rzadko kiedy korzystał. Ze swoim podstawowym ekwipunkiem postanowił zmienić planszę gry i przeskoczyć z poziomu w strefie bezpiecznej do mysiej komnaty, by zacząć walkę z wąsatym bossem. Trochę się cykał, że trafi się mu jakiś Ryczypisk, a wtedy to będzie zacięta walka. W końcu to była chodząca legenda!
Skoro powiedziało się A, to teraz musiał też powiedzieć B. Przekroczył próg jej pokoju, który traktował w swoich myślach jako plansze gry o nazwie mysia komnata i rozejrzał się powoli. — Jeszcze się nie rozpakowałaś? Na miejscu tej myszy też bym się wkurzył, że tyle zwlekasz! Ona po prostu wzięła się za robotę, bo nie miała siły dłużej czekać — i wszystko jasne! No dla niego to było bardzo logiczne. — Dobra, rozpoczynam zwiad — zaczął zerkając kątem oka na Thalię, która wciąż trzymała w ręku mangę. — Tylko błagam, jka wyskoczy to postaraj się nie rzucać w nią tym haremem — jeszcze od takiej ilości mangi mogłaby się zmutować i wtedy dopiero mieliby problem. Zombie mysza! — Chwila, chyba coś słyszałem — a więc nie wymknęła się z kartonu gdy Thalia robiła zgłoszenie do centrali. Ostrożnie podszedł do pudła odchylając kartonowe klapy, a ze środka dobiegał cichy szmer. — Jest tutaj… chyba pochłania tom drugi twojej… encyklopedi — odparł uśmiechając się wymownie. — Jakieś słowa pożegnania? — może chciała coś wygłosić? Nie zamierzał zabijać myszy, ale skoro zamierzali zrobić jej eksmisję to może jakieś słowa wyjaśnienia się jej należą? — Może streścisz jej tom drugi, bo chyba nie zdąży doczytać — zażartował, o czym świadczył jego bezczelnie dumny uśmiech.

Obrazek
winnie / ancy ( dc: winniethepooh91 )
26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spojrzała na niego z niemałym oburzeniem, marszcząc nos i mrużąc oczy, po czym wydała z siebie głośne, - Archibaldzie! Ja niczym nie machałam, a to, że tak po prostu uniosłam mangę w górę, a ty tym swoim niebiańskim spojrzeniem zdążyłeś w milisekundę przeskanować wszystko, co na niej jest, to już nie moja wina! - Wyrzuciła to z siebie dosłownie na jednym bezdechu, zbulwersowana tymi oszczerstwami w jej kierunku, chociaż swoją drogą… on po prostu stwierdzał fakty. Tyle że Thalia była na tyle speszona faktem, że sama wydała się ze swoim sekretem, iż nie chciała dopuścić do tej swojej ciemnowłosej czupryny żadnej innej wersji wydarzeń.

Jej duma mogła polec w starciu z charyzmą blondwłosego, ale musiała być silna! Przecież czekała ich misja Stuart Malutki, a za drzwiami kryło się pole bitwy, na które musieli dumnie wkroczyć, zajrzeć bestii prosto w oczy i pokazać, że to oni tutaj są panami sytuacji. Że to oni mają jakąkolwiek kontrolę, a nie ta poczwara wielkości dłoni. Wzdrygnęła się na samą myśl i posłała mu delikatny uśmiech, kiwając głową na jego uspokojenie… jednak ta krótka chwila człowieczeństwa, którą myślała, że jej pokazał, bardzo szybko zamieniła się w szok i niedowierzanie. Głośne zapowietrzenie wyrwało się z jej ust. Otworzyła je szeroko, po czym zamachnęła się dłonią trzymającą mangę i pacnęła go nią delikatnie przez ramię. - Zazdrościsz po prostu - rzuciła z naburmuszeniem. - Nawet nie wiesz, co tracisz… this is art… Archibald! - Wybuchnęła śmiechem, nie zdając sobie nawet sprawy, jaka poetka się z niej w tamtym momencie zrobiła. Rymowanie bez jakiegokolwiek zamiaru wyszło jej aż nazbyt naturalnie.

Każdy krok w kierunku jej pokoju był na wagę złota. Przecież jakikolwiek zły ruch mógł sprawić, że potwór spieprzyłby jak poparzony w czeluście jej komnaty, której… no, nie miała do końca ogarniętej. Wchodząc do pokoju, spojrzała na przeklęte pudło z przerażeniem, by chwilę później przewrócić oczami i wytknąć język w jego kierunku, gdy zaczął jej marudzić. - Wiesz, że pracuję na dwie zmiany! Dzisiaj jest mój pierwszy dzień wolny od przeprowadzki, więc daj mi spokój z tym niańczeniem, tatusiu. - Oparła się o ścianę, przyglądając się temu, jak przechodził po pokoju, po czym uniosła mangę ku górze i uśmiechnęła się złośliwie. - Spokojnie, ten tom jest wyłącznie dla ciebie. - Dmuchnęła na niego, jakby właśnie przygotowywała broń, która miała wypalić nie w mysz, a w Archiego.

Słysząc szmer dobiegający z kartonu, a zaraz potem jego kolejne cwaniackie dogryzki, wzdrygnęła się i ruszyła za nim. Rzuciła mangę na łóżko, położyła dłonie na jego bokach i wychyliła się zza niego, by zerknąć do kartonu. - Cieszę się, że humor ci dopisuje, Arch. - Uszczypnęła go w bok, zanim dodała dramatycznie, - Zbłądziłaś na swojej ścieżce życia, która zaprowadziła cię do mojego królestwa, ale teraz już czas… musisz odejść. - po chwili z kartonu faktycznie wyjrzała owa złośnica. I żeby tego było mało, sekundę później usłyszała kolejne piśnięcie. Jej wzrok natychmiast powędrował w stronę szafki.

Nie jedna.

Dwie kolejne myszy.

Dosłownie wyglądały tak, jakby przygotowywały się do jakiegoś skoordynowanego ataku. - Arch… czy ty to widzisz? - wyszeptała, wtulając się w niego od tyłu i zaciskając uścisk tak mocno, że prawie go dusiła, ale to już był detal kompletnie nieistotny w obliczu nadchodzącej wojny. - Mają przewagę. Zginiemy.

Arch
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bawiło go to jej oburzenie, kiedy tak zawzięcie próbowała wmówić mu, że to wina jego spostrzegawczości, że ten jej haremowy sekret wypłynął na światło dzienne. Jeśli już naprawdę chciała kogoś obwinić, to może powinna skupić się na myszy, która to sprawiła, że wpadła do jego pokoju tak wymachując ściśle tajnym egzemplarzem? Bo jak nie wiadomo czyja to wina, to oczywiście musi to być wina myszy. Nie skomentował już jej słów, ale uśmiechnął się na tyle łobuzersko, by była w stu procentach pewna, że jeszcze do tego wrócą.
Nie zamierzał jej odpuszczać.
To, że podeszła do niego i pacnęła go tym nieszczęsnym tomiszczem wcale jej nie pomogło wyjść z beznadziejnej i prześmiewczej Millerowskiej sytuacji. Teatralnie złapał się za ramię wykrzykując. — Ej, no ale bez przemocy! Nie zapominaj, że jestem po twojej stronie — przypomniał jej robiąc przy tym minę taką, jakby chciał jej pogrozić, że lada moment może sobie pójść i zatrzasnąć drzwi zostawiając ją na pastwę mysiego haremu. Nie wiedział co ostatnio z tymi kobietami jest nie tak, ale od każdej obrywał. Z trudem powstrzymał się od śmiechu słysząc jej naburmuszoną uwagę. — Sztuka? — przedrzeźnił ją uśmiechając się szeroko. — Ja tu sztuki nie widzę, ale niewątpliwie lektura rozpala w tobie jakieś inspiracje — parsknął wskazując na nią palcem. — Rumienisz się, Rosenhall — zgrywał się po raz kolejny i nic nie zwiastowało końca jego pastwienia się nad nią.
Wyłącznie dla mnie? Drugim tomem podziel się z Donniem, a potem usiądziemy razem i porozmawiamy na ten temat... takie kółko literackie o tematyce mysiego czy tam zombie haremu — w sumie podczas ciągłych przytyków zaczął się zastanawiać o czym w ogóle jest fabuła tej mangi, ale szybko ocucił się w myślach, bo to..to nie jego bajka! Na komentarz o tatusiu już miał na końcu języka kilka bezczelnych ripost, ale sobie odpuścił, bo musieli się skupić na mysiej misji.
Syknął cicho wyginając się trochę w łuk, gdy jej palce niespodziewanie wbiły się w jego boki. — Weź, to łaskocze! — fuknął próbując zachować powagę, bo właśnie stali nad kartonem, w którym mysz bezczelnie plądrowała kolejne egzemplarze jej mang. I gdy już pięknymi słowami ją pożegnali Archbald przymierzał się do złapania jej, ale nie przypuszczał, że usłyszy pisk z zupełnie innej strony. — No kurwa bez jaj — wyznał, gdy akurat Thalia spanikowała obejmując go i praktycznie odcinając mu dopływ tlenu. — Łatwo ci mówić, że zginiemy, ale chciałbym zauważyć, ze to ty teraz mnie dusisz — wychrypiał dramatycznie, po czym znów uśmiechnął się jakby nigdy nic.
Mam nadzieje, że to nie armia Ryczypiska składająca się z dwunastu walecznych myszy, bo mamy przejebane — jak widać on też czytał książki, też niekiedy z obrazkami, ale jednak daleko im było do tych ze zbiorów Thalii. Pomimo zwiększonej ilości myszy Archibald nie porzucił pierwotnego planu i widząc mysz w kartonie postanowił działać. Opuścił plastikowy kubek na dno kartonu idealnie nakrywając małego intruza i nie marnując cennych sekund wsunął pod spód swoją podkładkę pod mysz — co za ironia losu! — zamykając stworka w środku. Uniósł zdobycz wysoko do góry, a że kubek choć miał mleczny odcień i nieco prześwitywał to było widać, że w środku na pewno jest mysz. — Wy będziecie następne! — odparł dumnie, ale nie był wcale tego taki pewien o czym świadczył sms wystukany do współlokatorów.
Loophole
Obrazek
Charly albo Donnie - czeka was misja specjalna w drodze powrotnej do domu.
Potrzeba pułapek, trutek, w s z y s t k i e g o co przepędzi te gamonie.
Thalia nie chce się przyznać, że to jej sprawka, ale inwazja zaczęła się w jej kartonach.
Wiadomość...
Zamknij lepiej drzwi, żeby nie spierdzieliły na chatę — chociaż miał obawy przed tym, czy to już się nie dokonało. I teraz byli odcięci, tylko on, Thalia, jeniec w kubku po szejku i dwa potwory na szafce.
I co dalej?
Obrazek
winnie / ancy ( dc: winniethepooh91 )
26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby nie cała dramaturgia tej sytuacji, mogłaby stwierdzić, że był to jakiś kiepski żart. Coś w stylu pranku od nowych współlokatorów, tak na przywitanie, no ale nie. Widząc reakcję Archiego, była niemal pewna, że on sam również nie przepadał za tymi cholerstwami. - Przestań obrażać mi moje hobby! - tym razem uszczypnęła go mocniej w drugi bok, tak dla zasady. Wiedziała, że czytanie mang, a tym bardziej hentai, nie było czymś w rodzaju popularnego zajęcia, ale naprawdę uwielbiała nie tylko plot twisty, ale też to, jak zajebiście detalicznie wszystko było narysowane. No doceniała sztukę, dobra?

Tuląc Archiego mocno od tyłu i słysząc jego reakcję, zmarszczyła brwi oraz nos w niezadowoleniu. W obliczu mysiej apokalipsy człowiek nie odpowiadał za siłę swoich ramion, prawda? Więc nie rozumiała, o co mu chodziło, such a drama king, phi. - Och, przepraszam bardzo, ale gdybyś był bardziej wyrozumiały dla mojej traumy, to nie skupiałbyś się teraz na takich detalach jak oddychanie - prychnęła, odsuwając się o pół kroku. Nie była pewna, czy faktycznie to zrobiła, czy tylko w myślach, bo jej dłonie dalej kurczowo trzymały się materiału jego koszulki. Tak na wszelki wypadek. - Poza tym, jak już mamy umrzeć, to razem. - Starała się nie roześmiać pod nosem, ale na wzmiankę o armii Ryczypiska otworzyła usta, po czym zamknęła je z wyraźnym oburzeniem. No pięknie. Czyli nie dość, że miała w pokoju mysią inwazję, to jeszcze on właśnie postanowił udowodnić, że czytał i potrafił wykorzystywać literaturę przeciwko niej. No co za bezczelność! - tylko nie przywoluj ich imion! - syknęła dramatycznie, rozglądając się po pokoju, jakby naprawdę spodziewała się, że z szafy za chwilę wyskoczy dwanaście kolejnych myszy z malutkimi mieczykami i planem przejęcia ich życia.

I wtedy Archie zrobił coś godnego podziwiu... skubany złapał jedną! Przez chwilę stała zupełnie nieruchomo, z oczami szeroko otwartymi i ustami uchylonymi w absolutnym, czystym niedowierzaniu, - Fucking hell, jesteś niesamowity, Arch - wyrzuciła z siebie, a jej twarz nagle rozjaśniła się czymś pomiędzy rozbawieniem a zachwytem, zanim wróciła myślami do kolejnych złośnic. - Nie ruszaj się - wyszeptała do Archiego - Cholera, Arch, przecież nie ma nic bardziej rozsądnego niż odcięcie sobie jedynej drogi ucieczki. - Prychnęła, przesuwając się bardzo powoli bokiem, cały czas z oczami wbitymi w dwie myszy. Dotarła do drzwi i zatrzasnęła je ostrożnie, obawiając się, że naweet najmniejszy hałas mógł uruchomić całą ich podziemną organizację. - Dobra - powiedziała, biorąc głęboki oddech. - Plan jest prosty. Mamy jeńca, więc może wrobimy je i będziemy udawać, że jesteśmy gotowi zaoferować ser za wymianę? - Ledwo to powiedziała, jedna z książek spadła na ziemię z głośnym trzaskiem. Thalia pisnęła tak głośno, po czym rzuciła się w stronę łóżka i wskoczyła na nie z prędkością światła. - Ja nie wiem, jak my to przeżyjemy!

Arch
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ałaaaa! Jejku, no już dobra dobra — zawołał niezbyt zadowolony z tych jej kolejnych rękoczynów. To ponowne uszczypnięcie to był już cios poniżej pasa! Jednak niewystarczająco mocny najwyraźniej, bo Archie na jej słowa przewrócił oczami wciąż bezczelnie się uśmiechając. — Ja wcale tego nie obrażam, nie fochaj się Rosenhall, bo mamy tutaj ważniejszą misję do dokończenia! — dodał, bo on naprawde nie chciał tutaj nikogo obrażać, po prostu go to cholernie bawiło. Thalia, dziewczyna którą przecież znał już dobrych parę lat, nagle stała przed nim czerwona jak burak próbując zawzięcie bronić tych zboczonych artystycznych komiksów. To był ten sam stan chłopięcej satysfakcji co w czasach szkolnych, gdy się zawstydzało dziewczynki na korytarzach, by bezlitośnie patrzeć jak na ich twarzach pojawiają się urocze wypieki.
No bo kto by potrzebował tlenu podczas mysiej apokalipsy… no chyba tylko przynę… — zaczął zdając sobie sprawę z tego dokąd to wszystko może zmierzać — jezu Thalia i ty przeciwko mnie? Chcesz mnie udusić i dać myszom na pożarcie?! I kto tu jest okrutny! — zarzucił jej wyraźnie oburzony, kiedy ona wciąż go obejmowała bez skrupułów. Skoro ona dramatyzowała to chyba oczywiste, że on się zgrywał. Przecież Miller to był taki dzieciak czasami, że uwielbiał podpuszczać, ironizować, żartować i odgrywać życiowe role. Teraz też w to wszedł po całości, ale słysząc deklarację o wspólnej śmierci obrócił nieco głowę zerkając na nią przez ramię i roześmiał się lekko. — Romantyczna deklaracja. Umrzeć razem w pokoju pełnym mang i gryzoni, M A R Z Y Ł E M o tym! — nieprawda, ale jej towarzystwo podczas tej mysiej apokalipsy było naprawdę przezabawne, a jej reakcje bezcenne. Trochę go kupiła tym swoim zachwytem, gdy wołała: Fucking hell, jesteś niesamowity, Arch! No połaskotało to jego ego, ściemniać nie będzie. — Nie powinnaś we mnie wątpić! — mruknął najwyraźniej zadowolony z siebie, bo przecież złapał obiecaną mysz. Skąd mógł wiedzieć, że będzie ich więcej i, że to go przerośnie? No nie mógł! — Trudno, odcinaj! — rzucił tonem takim, jakby właśnie poświęcał swoje życie dla dobra sprawy, a gdy Thalia zaproponowała wymianę parsknął śmiechem. — I z tego co mi wiadomo to one prędzej wymienią się za coś słodkiego, z tym serem to podobno wielka ściema jest — no też był tym faktem rozczarowany! W każdej bajce przecież serem się myszę zwodziło, a potem człowiek dorasta i oakzuje się, że te nicponie wolą owoce lub słodycze. Skandal.
Już miał w sumie dodać, że to wcale nie głupi plan przynieść jakieś owoce z dołu na pokuszenie, ale nagle książka spadła a Thalia z piskiem ewakuowała się na łóżka prawie tak szybko jak Edward Cullen skakał po drzewach z Bellą.
Niewiele myśląc rzucił się do przodu za nią i skoczył na materac z takim impetem, że coś chyba od spodu strzeliło. Na szczęście gryzoń wciąż był w kubku, a Archie delikatnie odstawił go na szafkę nocną. Usiadł po turecku tuż obok niej i uśmiechnął się lekko oznajmiając beztrosko. — Jak zaczną się wspinać po prześcieradle to wychodzę i wzywam ekipę do zadań specjalnych. Donnie porzucił nas na placu boju, a Charly się nie odzywa — byli zdani na siebie.

Obrazek
winnie / ancy ( dc: winniethepooh91 )
26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To była sprawa życia lub śmierci. Nie miała ochoty na przedrzeźnianie się z Archibaldem, tym bardziej nie wtedy, kiedy mogła już wyobrazić sobie swój własny koniec! Te cholerstwa zdążyły dorwać się do jej cennej kolekcji, która nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego, a teraz blondyn nie da jej żyć. No po prostu świetnie. Będzie do końca pobytu tutaj walczyła z faktem, że za każdym razem, gdy będzie utrzymywała kontakt wzrokowy z tym gamerem, on będzie miał przed oczami ten pieprzony zombie harem.

Oh lord. What did I get myself into?
Przewróciła oczami tak mocno, że aż prawie poczuła je z tyłu czaszki. - Dziękuję za spostrzegawczość, Miller! - prychnęła zarumieniona. Wiedziała, że nie każdego kręciło coś takiego i że było to dość nietypowe hobby, ale czuła, że im bardziej będzie mu się tłumaczyła, tym bardziej podsyci tę dziwną, chłopięcą wręcz ciekawość w nim. I będzie się z tego rechotał, tak jak większość chłopaczków na podwórku, kiedy rzuci się hasłem CYCKI, na przykład. Archibald był przystojnym facetem i domyślała się, że miał wiele partnerek. Pewnie nie peszyło go w żaden sposób to, że czytała japońskie 'świerszczykii', no ale no... wciąż było to zawstydzające! - Nie zrzędź, tylko rób za tarczę! - krzyknęła trochę głośniej, niż zamierzała, ale w tamtym momencie serio tulenie go od tyłu wydawało jej się najbezpieczniejszą opcją ze wszystkich. Poza tym ładnie pachniał i był dość mięciutki, więc win-win dla wszystkich, co nie? To znaczy... przynajmniej dla niej. On pewnie doznawał jakiegoś nieprzyjemnego ścisku żeber, whatever. Zasłużył sobie, o. - Oh, już nie brzmij tak entuzjastycznie, ARCHIBALD - rzuciła, odsuwając się od niego i skanując wzrokiem te cholerstwa, żeby wiedzieć, w jakim kierunku ewakuować się w razie czego. Na szczęście przechwycił rozbójnicę, a Rosenhall szczerze się uśmiechnęła, rozradowana i niemalże gotowa zacząć klaskać, tak rozpierała ją duma. - Ale ja nigdy nie wątpię, jestem twoją fanką number one, Miller! - rzuciła, posyłając mu buziaczki, zanim zamknęła drzwi.

Chwilę później rozległ się dźwięk spadających książek, wywołując w niej atak paniki. Wskoczyła na łóżko, gdy Archie tłumaczył jej, że ser był jednak ściemą, a nie faktem. Potrzebowała chwili, żeby się uspokoić, zanim usiadła wraz z nim na łóżku. Wychyliła się ostrożnie, żeby upewnić się, że nie widzi ich biegających po podłodze, po czym obróciła się do niego i zmrużyła oczy. Zamachnęła się i uderzyła go pięścią w ramię. - Dałeś mi przeklęty pokój! - rzuciła zirytowana. - Miałam mieć spokój, a zamiast tego dostałam dodatkowych, cholera wie ilu, nowych współlokatorów - odparła niemalże zrozpaczona. Chwyciła swój telefon, przeczytała wiadomości i odpisała na wszystkie zaległe, zanim stwierdziła, że co się będzie ograniczała. Odwróciła się plecami do niego, położyła na łóżku i oparła głowę o jego kolano, spoglądając na niego z dołu. - To co teraz robimy?

Arch
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Archibalda ciężko było speszyć, to fakt (chociaż ku jego zaskoczeniu ostatnio wyjątkowo często Abby udawało się wprowadzić go w jakiś dziwny stan, można by rzec delikatnego speszenia) w odróżnieniu do Rosenhall, która teraz zdawała się buraczyć co chwilę. Bawiło go to, bawił się przednio ale też nieco wyczerpał temat, więc nie zamierzał katować ją do reszty. No i tak jak wspomniał, wciąż mieli myszy do pokonania — były sprawy ważne i ważniejsze, na pewno może jeszcze wrócą do tematu.
Jak mnie ogłuszysz to wcale nie ułatwisz nam polowania na armię Ryczypiska, wiesz? — zwrócił uwagę, gdy tak krzyknęła mu do ucha wciąż obejmując go w pasie i może gdyby nie wkładała w ten uścisk tyle siły to uznałby to za całkiem przyjemny gest. Rzuciłby jakimś tekstem o tęsknocie za nim i jej nieobecności i żartowaliby sobie w najlepsze, ale ponownie — były sprawy ważne i ważniejsze, myszy! — Nic nie poradzę na to, że taki się urodziłem! niepoważny entuzjastyczny! Radosny, optymistycznie patrzący na świat nawet jeśli stoi się twarzą w twarz z mysią inwazją. — Zostawić ci gdzieś autograf? Jakies specjalne życzenia? — zapytał poruszając figlarnie brwiami, gdy posyłała mu buziaczki. Było to odrobinę ryzykowanie, bo on oczywiście miał na myśli jej nietypowe książki, a ona mogła mu kulturalnie odpowiedzieć, że na dupie, bo przecież sam się prosił.
O tekst z dupą tak, ale o uderzenie to już nie! — Ej, no co to za agresja! Nie jestem twoim workiem treningowym — fuknął niby wielce obrażony, ale prawda była taka, że oczy to się mu śmiały. — I ja sobie wypraszam, bo to są pomówienia! W naszej słownej umowie najmu nie było nic o tym, że wprowadzisz się z mysim fanklubem mang — no i znów dziabnął, no nie potrafił odpuścić całkowicie.
Sam też sięgnął po telefon, więc przez chwilę zamiast gadać real life to ucinali sobie pogawędkę na czacie grupowym i tylko poprawił się lekko na łóżku, gdy oparła głowę o jego kolana. — To co teraz robimy? — powtórzył po niej z rozbawieniem. — No z tego co widzę to ty ucięłaś sobie leżakowanie, a ja robię za twoją poduszkę — zażartował i oparł się wygodnie o zagłówek zakładając ręce za głowę i spoglądając na dziewczynę z góry. Była bezczelna, pewna siebie i gapiła się na niego tymi wielkimi oczami z wciąż rumianymi policzkami, że aż sobie westchnął bezradnie. — Donnie nas zdradził, Charly też nie jest w niczym pewna, wróg nie jest nami tymczasowo zainteresowany… możemy obmyślić plan działania albo póki nie robią szturmu na prześcieradło… — zaczął tajemniczo — masz wyjątkową okazję — tutututu, chwila prawdy… — opowiedzieć swojej poduszce — a.k.a. jemu, oczywiście — co tam się wydarzyło w tym zombie haremie — zagadał zerkając w stronę porzuconego komiksu. — Umieram z nudów, co ci szkodzi?

Obrazek
winnie / ancy ( dc: winniethepooh91 )
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”