Bliskość
jaką czuła za każdym razem, gdy znajdował się obok niej, była czymś nie do opisania. Powoli przestawała wierzyć, że kiedykolwiek będzie jej dane doświadczyć czegoś wielkiego. Romantycznego. Czegoś, co mogłaby porównać do własnej wersji książki romantycznej albo obrazu przedstawiającego dwoje zakochanych w sobie ludzi, którzy błądzili gdzieś po świecie tylko po to, by w końcu odnaleźć samych siebie, zatracając się w czułości i cieple własnych ramion. Chciała
więcej. Za każdym razem pragnęła, by dotykał ją w sposób, o którym czytała w książkach, rumieniąc się przy każdym słowie, które sprawiało, że poddenerwowanie i ekscytacja karmiły jej wyobraźnię. Chciała, by jej
pragnął. By jego delikatny dotyk zamienił się w taki, który krzyczał, że nie wypuści jej już nigdy ze swoich ramion.
Pocałunek
za pocałunkiem był czymś wyjątkowym. Ucieczką. Ostoją uczuć, którymi tak żywnie do niego pałała. Nie rozumiała, jak w tak krótkim czasie można było przywyknąć do obecności kogoś nowego. Jak bardzo potrafiło boleć, jak mocno potrafiło ściskać klatkę piersiową, gdy się z nim żegnała, wpatrując się w jego niebieskie tęczówki z myślą, że patrzenie w nie w momencie pożegnania przypominało oglądanie zachodu słońca. Coś pięknego, a jednak pozostawiającego po sobie żal, że tak szybko minęło. Czekając na kolejne spotkania, powoli zaczęła zdawać sobie sprawę, że jej obrazy coraz częściej górowały przeróżnymi odcieniami błękitu. Łapała się nawet na tym, że myślała o nim pod względem artystycznym. Zupełnie nie zamierzając tego robić wcześniej.
Zauroczyła
się nim. Tą jego spokojną stroną. Faktem, że czuła się przy nim bezpiecznie. Tym, jak się uśmiechał, a dołeczki w jego policzkach uwydatniały się w ten uroczy, zaciskający serce sposób. Chciała, by był w jej orbicie non stop. Chciała zwierzyć mu się ze wszystkiego, co bolało. Nie wiedziała jeszcze, jak to zrobi, ale była pewna, że był osobą, przed którą warto było się otworzyć. Nawet jeżeli miało boleć. Nawet jeżeli miało być niezręcznie. Czuła, że nikt inny, jak właśnie chłopak o imieniu noszonym przez kropelki deszczu, będzie w stanie najlepiej zrozumieć ją na tym ponurym świecie. Dotyk jego dłoni, gdy podtrzymywał ją, by nic jej się nie stało, był czymś, do czego mogłaby się przyzwyczaić. Czuła ciepło rozchodzące się po jej ciele, czuła jego perfumy, ten charakterystyczny zapach wypełniający jej nozdrza, który kojarzył jej się tylko i wyłącznie z
nim. Czuła się rześko i kręciło jej się delikatnie w głowie, ale kontaktowała wszystko. Wiedziała, co czuje. Czego
chce… nie, czego pragnęła w tamtym momencie.
Jego pragnęła.
Nie było w tym nawet znaku zapytania. Stojąc teraz na palcach, z rękami zarzuconymi za jego szyję, wpatrując się w jego oczy, czuła się szczęśliwa. Kolejna fala ciepła przeszyła jej ciało, gdy poczuła jego dotyk przez bluzkę. Przełknęła ślinę, słysząc jego odpowiedź, po czym uśmiechnęła się zadziornie.
- Podoba ci się to, Rainny? - zapytała lekko drżącym głosem, nie będąc do końca pewna, czy faktycznie zabrzmiała zadziornie i flirciarsko, czy może właśnie totalnie się ośmieszyła. Nie miała zielonego pojęcia, jak się flirtowało! Może robiła to nieumyślnie - idealnie, wtedy, kiedy wcale się nie starała, ale teraz? Teraz, gdy naprawdę chciała być przed nim seksowna i ponętna, miała jedynie nadzieję, że nie robiła z siebie pośmiewiska losu. Sam fakt, że Rain był od niej o wiele lat młodszy, a wydawał się dużo bardziej doświadczony, doprowadzał ją do niemałego skrępowania.
Chciała, by był jej pierwszym.
Chciała, by zabrał to, co było tak usilnie chronione przez osoby, które nigdy nie miały prawa decydować o jej ciele, szczęściu czy losie. To nie było żadne widzimisię. Miała okazję przemyśleć to nie raz. Rozmawiała o tym nawet ze swoją przyjaciółką, która uświadamiała ją, że uczucia tego typu są normalne. Że pragnienie bliskości nie czyniło jej złą. Nie czyniło jej zepsutą. Nie odbierało jej wartości tylko dlatego, że chciała poczuć się chciana w taki sposób. A jej uczucia wobec Raina… one tylko wzrastały na sile. Czuła motylki nie tylko w brzuchu, ale i w sercu, a one trzepotały skrzydłami coraz mocniej, jakby walczyły między sobą o to, które pierwsze zdoła się wydostać.
Zaciskając mocno jego dłoń, jakby chciała się upewnić, że na pewno przy niej będzie i nie ucieknie, szła w kierunku pokoju, czując narastające napięcie i stres. Bała się, że nie podobała mu się w ten sposób. Że może był miły, spędzając z nią czas… obdarowując ją pocałunkami… ale przecież by tego nie zrobił, prawda? Nie byłby miły tylko dlatego, żeby nie zrobić jej przykrości? Musiała przestać nad tym główkować. Musiała po prostu działać. Jeżeli on nie chciał albo coś go powstrzymywało przed tym, by dotknąć jej w ten charakterystyczny sposób… to ona była gotowa mu pokazać, czego pragnęła. Choć kompletnie nie wiedziała jak. Stojąc przy krawędzi łóżka, przyglądała mu się, po czym wybuchnęła śmiechem na jego tekst o wodzireju.
- Nie śmiałabym wybrać lepszego wodzireja - pokręciła głową w rozbawieniu. Lubiła przebywać na zewnątrz. Lubiła bawić się na imprezach, bo nie było jej to pisane u siebie w domu, ale naprawdę uwielbiała też spędzać czas na osobności. Tylko z nim. Uwielbiała jego towarzystwo… ale teraz, przyglądając mu się, cień odwagi przerósł jej wszystkie obawy i zdecydowała się zadziałać. Chwyciła jego dłonie i umieściła je na swoich piersiach. Jego ciepłe dłonie, zasłaniające ją przez materiał bluzki, doprowadziły ją do czerwoności na policzkach. Pomimo tego, że wszystko działo się przez ubrania, było czymś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyła. I było bardzo przyjemne. Zbyt przyjemne, by potrafiła zachować jakikolwiek spokój. Słysząc jego kolejne słowa, poczuła, jak fala gorąca ponownie rozchodzi się po jej ciele, mocniejsza niż chwilę wcześniej.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
rainnyy