ODPOWIEDZ
21 y/o
For good luck!
185 cm
student, sprzedawca uniwersytet toronto, cukiernia
Awatar użytkownika
W deszczu zawsze jest coś, co przypomina nam o tym, jak kruche jest życie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

03.

Fly this night above the rising moon


P o c a ł u n e k
był delikatny, ledwo wyczuwalny, lecz został z Rainem na dłużej. Dotyk ust Syd na swoich wargach wciąż był wyczuwalny mimo tego, że od ich pierwszego spotkania w zarezerwowanej przez nią sali minęło już sporo czasu. Od tamtego dnia, albo raczej popołudnia, zdążyli się już kilka razy spotkać. Rozmowa z Syd przychodziła mu z naturalną łatwością. Ciemnowłosa miała w sobie przyciągające ciepło, któremu nie mógł się oprzeć — odnosił wrażenie, że z każdym spotkaniem przyciągała go do siebie coraz bardziej, a on... Nie wiedział, co z tym zrobić. Sama obecność dziewczyny wywoływała w nim niepewność i czuł się zawstydzony. Próbował nie zerkać w jej stronę zbyt często, a przynajmniej nie wzrokiem zauroczonego szczeniaka. Rain nie był przyzwyczajony do tak intensywnych emocji. Zawstydzenie, zmieszane z nieśmiałością i chęcią przygarnięcia jej do siebie, wywoływało w nim mnóstwo sprzecznych uczuć, przez to czasem nie bardzo wiedział, jak się zachować. Miał wcześniej do czynienia z kobietami, ale nie... Takimi.
Syd była delikatna. Przypominała mu piękny kwiat o delikatnych płatkach, którego nie chciał zniszczyć. Była człowiekiem, oczywiście — a ludzie wbrew pozorom nie byli tak delikatni. Tyle, że gdy patrzył w te jej sarnie oczy, zatracał się w nich. I nie chciał zrobić niczego niewłaściwego — obawiał się, że ją spłoszy. Może traktował ją ze zbyt dużą ostrożnością. Wydawało mu się, że dobrze odczytywał znaki; że przytulał ją wtedy, gdy tego chciała. Udało im się wymienić również kilka nieśmiałych pocałunków. Czuł się beznadziejnie z faktem, że nie potrafił wziąć sprawy w swoje ręce i czekał na Syd, na sygnały od niej. Dbał o to, by czuła się dobrze, bo wbrew wszystkiemu, to właśnie na jej komforcie zależało mu najbardziej. Nie wiedział, z kim wcześniej miała do czynienia, czy wolała powściągliwość, czy śmiałość. Czy on w ogóle potrafił być śmiały? Syd naprawdę mu się podobała. Nie pamiętał, kiedy ostatnio czuł te dziwne motylki w brzuchu. Nawet jeśli z kimś się widywał, nigdy tego nie czuł. To była nowość. A on się w tym gubił. Pisali ze sobą. Rozmawiali. Widywali się. Wydawało mu się, że nabierał tej śmiałości, ale później się wycofywał, jakby był cholernym tchórzem. Naprawdę nie wiedział, dlaczego Syd wciąż chciała utrzymywać z nim kontakt — sam nie uważał się za kogoś godnego aż takiej uwagi. Był jednak szczęśliwy. Lubił jej słuchać. Opowiadała mu o pracy o swoim hobby, a on... po prostu słuchał, chłonąc jej słowa, jakby były świętym sakramentem. Czymś, czego nie chciał skalać swoim głosem. Rain był mniej rozmowy, ale to nie oznaczało, że niczego o sobie nie mówił. Trochę nie potrafił o sobie opowiadać i często w geście niepewności przeczesywał palcami włosy, uciekając spojrzeniem. Opowiadał o studiach, o swoim hobby, jakim było granie w gry, czasem o książkach, które przeczytał... Ale starał się nie poruszać tematu swojej rodziny. Nie miał czym się chwalić. Syd wiedziała, że mieszkał ze starszym bratem i babcią... Mówił, że przyjechał z Nowego Orleanu, ale to było chyba wszystko. Słowo rodzice nie istniało w jego słowniku. Te wspomnienia sprawiały mu zbyt dużo bólu.
Leżał akurat na łóżku, gdy zaproponowała spotkanie. Uśmiechał się do telefonu, czując rozlewające się po klatce piersiowej ciepło i radość, gdy do niego pisała. Zaskoczyła go, gdy wspomniała o alkoholu, o drinkach... Próbował obrócić to w żart, pytając, czy picie dalej, gdy była w tym stanie, było dobrym pomysłem. Później zapytała, czy mógłby ją odebrać i odstawić do mieszkania. Nie wahał się z odpowiedzią. Zależało mu na bezpieczeństwie Syd i wiedział, że najbezpieczniejsza będzie przy nim. Czuł się za nią po części odpowiedzialny. Z drugiej strony przyłapywał się na tym, że tak naprawdę chciał ją zobaczyć i nieszczególnie cieszył go fakt, że przebywała w nieznanym mu miejscu. W dodatku w klubie. Wśród obcych mężczyzn, dla których mogła być łatwą ofiarą. Oczywiście, że po nią pojechał. W odstępie trzech godzin od pierwszej wiadomości. Pożyczył samochód od babci i nawet nie próbował udawać przed samym sobą, że robi to wyłącznie z troski. Na miejsce wszedł ubrany całkowicie na czarno — w luźną, skórzaną kurtkę narzuconą na ciemny t-shirt, szerokie jeansy i ciężkie sneakersy. Głośna muzyka nie była w jego stylu. Nie przepadał za chodzeniem do klubów. Ilość zgromadzonych tam osób go przytłaczała, podobnie jak brak przestrzeni osobistej. Syd znalazł bez problemu — napisał do niej wcześniej wiadomość z prośbą o opisanie tej części klubu, w której właśnie przebywała. Opis dała poprawny, nie licząc może kilku literówek. Zapewne poprosiła go jeszcze o zostanie przez chwilę, bo chciała ostatniego drinka. Cierpliwie na nią poczekał.
Odetchnął dopiero wtedy, gdy przekroczyli próg jej mieszkania — miejsca, w którym mogła czuć się bezpiecznie. Służył jej oczywiście pomocą, gdyby jej potrzebowała. Wszak nie była najtrzeźwiejsza, więc kontrolował każde jej zachwianie, podtrzymując ją, by się nie wywaliła. Ludzie pod wpływem alkoholu go fascynowali. Zastanawiał się jakie to uczucie, odcięcie od rzeczywistości w taki sposób, że nawet wsunięcie klucza do zamka w drzwiach sprawiało problem. Przyglądał się z reguły takim widowiskom z rozbawieniem, ale teraz... Cóż. Teraz po prostu był zadowolony z faktu, że ciemnowłosa wróciła do mieszkania.
— Zaszalałaś, Syd. Nie wiedziałem, że masz słabość do drinków — spod nonszalanckiego tonu, którym się posłużył, dało się wychwycić dozę rozbawienia. Zamknął za sobą, ignorując fakt, że ciemna kurtka zsunęła się nieco z jego ramienia — i tak planował zaraz się jej pozbyć. — Pomóc ci w czymś? Dobrze się bawiłaś? — dopytywał, nie spuszczając z niej czujnego spojrzenia. Sądząc po jej stanie — owszem, bawiła się świetnie. A jednak wolał dopytać, bo być może tylko mu się wydawało. Nie wiedział co — poza alkoholem — zajmowało jej myśli.


Aniołek
Donmachler
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst at Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

l e k k o ś ć

Uczucie, którego doświadczała za każdym razem, gdy na niego patrzyła. Gdy wwiercała swoje brązowe spojrzenie w jego nieskazitelną urodę, w te urocze pieprzyki rozsypane po jego twarzy niczym kropelki farby rozlane na białym płótnie, w te niebieskie oczy, w których pragnęłaby utonąć. I zrobiłaby to całkiem świadomie, bez żadnego zakłopotania, bez pytania, czy coś mogłoby jej się stać... Spotkania z Rainem były jej najbardziej wyczekiwaną i ulubioną częścią tygodnia. Czuła się przy nim bezpiecznie. Komfortowo. Tak, jakby świat na chwilę przestawał wymagać od niej ciągłego spinania ramion i udawania, że wszystko ma pod kontrolą. Nigdy wcześniej nie spotykała się z nikim w taki sposób jak z nim. Miała za sobą tylko jedną randkę, którą wspominała miło, bo była przecież z jej nowym przyjacielem, Erykiem, ale to, co odczuwała przy Rainie… to była zupełnie inna kategoria. To była bitwa motylków w brzuchu. Chęć przeskakiwania przez wszystkie bariery moralności tylko po to, by doświadczyć z nim czegoś nowego.

d o t y k

To, jak opuszki jego palców powoli przesuwały się po jej policzkach, gdy wpatrywał się w jej oczy, zanim składał czułe pocałunki na jej jasnoróżowych ustach. To, jak przyjemnie pachniał. Jak miękki był, gdy wtulała się w niego, kiedy robiło jej się chłodniej. Jak dobrze było czuć jego dłoń, gdy splatała jego palce ze swoimi. Dlaczego to wszystko było aż tak naturalne? Zadawała sobie to pytanie w kółko, próbując znaleźć odpowiedź.

Tego wieczoru dała się wyrwać na mini wyjście z ludźmi z firmy i jakoś tak wyszło, że z pubu wylądowali w klubie. Nie wiedziała nawet, kiedy dosłownie się wstawiła. Może w momencie, gdy zachwiała się, wchodząc do łazienki. Albo gdy wróciła ledwo równo na swoje miejsce przy stoliku. - Syd się zauroczyła! - krzyknęła jedna z kumpel z pracy. Syd automatycznie się zaczerwieniła i wypaliła, - Nieprawda! - zerknęła na kobietę z przerażeniem. - No to dlaczego ciągle patrzysz na wasze zdjęcie? - prychnęła tamta pod nosem. I dopiero wtedy Syd zorientowała się, że faktycznie miała włączony ekran telefonu, a na nim widniało zdjęcie, które zrobili razem podczas ich ostatniej randki. Podrapała się po głowie i machnęła ręką, tłumacząc, że to tylko tak jej się kliknęło. Przez p r z y p a d e k. Kompletnie przypadkowo... Koleżanka wraz z innymi dziewczynami nie przyjmowały jednak jej tłumaczeń i bardzo szybko zaczęły rzucać pytaniami typu - ‘a czy to twój chłopak?’, ‘ile jesteście razem?’, ‘dobrze całuje?!’.

Syd natychmiast zrobiło się gorąco ze wstydu. Wstała, odchodząc o kilka metrów od nich, upewniła się, że żadna za nią nie idzie, i napisała wiadomość do Raina. Że potrzebuje, żeby się z nią spotkał. Że bardzo chce go zobaczyć. Potrzebowała wymówki. A według niej była to w tamtym momencie wymówka idealna... a gdy zobaczyła, że po nią przyjedzie, zadowolona wróciła do innych i zaczęła z nimi tańczyć, czekając, aż w końcu pojawi się po nią jej wybawiciel z włoskami kręcącymi się jak u aniołka. Po jakimś czasie, gdy zachwycona zauważyła go w klubie, przywitała się z nim rozpromieniona. A kiedy dopiła drinka, pojechali od razu do niej...

Świat wirował. Kolory rozmazywały się z każdym kolejnym ruchem, z każdym oddechem, z każdym ciepłym impulsem rozlewającym się po jej drobnym ciele przez alkohol, który wypełnił ją od środka. A fakt, że znowu była z Rainem, tylko bardziej mieszał jej w głowie.
I w sercu...
Zrzuciła obcasy ze stóp, wciąż jedną ręką obejmując go i trzymając się go tak, jakby inaczej mogła nagle stracić równowagę. Kiedy w końcu obniżyła się o te kilka centymetrów, parsknęła śmiechem i spojrzała na niego, stając tuż przed nim. - Nie piłam wcześniej, wiesz… - zarzuciła ręce na jego szyję i podniosła się na palcach, zanim dodała ciszej, - Skąd jestem, to jest niedozwolone.-Wyszeptała mu to do ucha, po czym zaśmiała się cicho. Oj tak. Skąd była, do takich rzeczy nie mogło dochodzić. Opuściła się z powrotem na pięty i wsunęła dłonie na jego kurtkę, która i tak wyglądała, jakby zaraz miała spaść mu z ramion. Zdjęła ją ostrożnie, trochę niezdarnie, ale z pełnym skupieniem, po czym zawiesiła na wieszaku. Uśmiechnęła się do niego i chwyciła go za rękę. - Chodź, Rainnnnyy… pokażę ci mój pokój - odparła dumnie, a na jego wcześniejsze pytanie dodała rozradowana, - Teraz bawię się lepiej.- Doprowadziła go do swojego pokoju i zatrzymała się dopiero przy dole łóżka. Odwróciła się do niego ponownie, unosząc głowę, żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Poprawiła uchwyt na jego dłoniach, a potem położyła je na swoich piersiach. - Podobam ci się, Rain? - zapytała nieśmiało. Co było dość kontradykcyjne w stosunku do czynu, który właśnie wykonała. Choć zamglone przez alkohol myśli wpływały na jej odwagę, nie różniły się niczym od tych trzeźwych.

Chciała go tak samo w każdym stanie.


rainnyy
21 y/o
For good luck!
185 cm
student, sprzedawca uniwersytet toronto, cukiernia
Awatar użytkownika
W deszczu zawsze jest coś, co przypomina nam o tym, jak kruche jest życie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor


Intensywność uczuć…

jaką odczuwał, gdy Syd pojawiała się w jego pobliżu, a do nosa docierał zapach jej perfum, przywodziła mu na myśl zbliżający się do wyspy tajfun. Łapał wtedy głęboki oddech, próbując zatrzymać w płucach i myślach ten zapach, któremu nie chciał pozwolić na ucieczkę. Ciało Raina obezwładniało trudne do określenia słowami napięcie. Umysł i ciało prowadziły między sobą batalię, ścierając mu sen z powiek każdej nocy poprzedzającej dzień spotkania z Syd. Nerwowość nie dawała mu spokoju, bo choć nie chciał jej do siebie zrazić, tak trudno było walczyć z własnym ciałem, gdy to domagało się bliskości. Zanim zasypiał, przesuwał palcami po włosach, patrząc w sufit z nadzieją, że udzieli mu jakichkolwiek odpowiedzi — to niestety milczało, jak gwiazdy. Po spotkaniu z ciemnowłosą wracał do siebie, lecz trudno było mu zasnąć ze świadomością, że jej drobne dłonie dotykały jego ciała bez przekraczania bezpiecznej granicy, że jej usta odwzajemniały każdy jego pocałunek, a zapach jej ubrań otulał te jego w taki sposób, że obecność Aniołka była niemal namacalna. Cholera. Ciało było zdradzieckie. A on nie chciał zostać odebrany jako jeden z tych facetów — nie uważał się za takiego. Żałował, że nie miał do kogoś zgłosić się o radę — mógł spróbować porozmawiać ze starszym bratem, ale nie chciał zatruwać mu głowy rzeczami, które wbrew pozorom nie były aż tak straszne. Wystarczyło odpowiednio wyłapać sygnały i, być może, pozwolić sobie na odrobinę utraty kontroli. On również chciał doświadczać z nią nowych rzeczy i dzielić się swoimi odczuciami. Trochę jak ze sztuką, którą mogliby tworzyć we dwoje

tęsknota…

nie dawała mu za wygraną, gdy zbyt często sięgał po telefon, żeby tylko sprawdzić, ile czasu minęło od ich ostatniej rozmowy i ile brakowało do kolejnego spotkania. Syd stała się częścią jego życia, nawet jeśli nie mówił o tym głośno. Zabawne było to, że mógł mijać ją kilka razy na mieście, lecz nigdy nie zwrócił na nią uwagi. Potrzebowali odpowiedniego dnia, odpowiedniej godziny, odpowiedniego miejsca, by z nieznajomych, stać się znajomymi. Nie wszyscy ludzie, których mijamy na mieście, stają się nam bliscy, lecz zdarzają się spotkania, które zmieniają życie na zawsze. Jemu wydawało się, że tęsknił, bo jak inaczej mógł nazwać to dziwne uczucie, które towarzyszyło mu, gdy nie było jej w pobliżu? Czasem, gdy obracał się w powietrzu i czuł jej zapach, nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ta przestrzeń była pusta, nawet jeśli w salonie przebywała jeszcze jedna osoba — nie ta, której akurat w tym momencie potrzebował, co było najbardziej denerwujące. Oczywistością było, że jeśli miał zły dzień, chciał porozmawiać akurat z Syd, bo czuł, że była jedyną osobą, którą chciał wtedy widzieć i której głos chciał usłyszeć. Przebywanie w samotności zaczynało go drażnić. Przepełniała go straszliwa pustka i niepokój. Cały pokój wypełniały tylko jego myśli — i nie było tutaj niczego więcej, poza tymi myślami i nieuzasadnionym lękiem przed nimi. Cenił sobie prywatność, ale w ostatnim czasie zaczęła go przytłaczać. Rozumiał więcej, niż zazwyczaj, a gdy przyłapał się na oczekiwaniu na wiadomość od Syd i obawie przed tym, co mogło stać się w klubie, dotarło do niego jeszcze więcej — Il a fini par avoir une illumination.

Podtrzymywał ją, by nie upadła, lecz pozostawiał jej wolną wolę. Nie narzucał swojej pomocy, reagował, gdy go potrzebowała. Pozwalał jej na samodzielność, sugerując się tym, że jemu, gdyby był w takim stanie upojenia alkoholowego, pomogłaby myśl, że mimo beznadziejnego stanu, miał nad czymś kontrolę. Nawet jeśli ta kontrola była złudna, bo tak naprawdę byłby zależny od drugiej osoby. Zerkał na Syd z mieszanką rozbawienia i ogólnego rozczulenia. Zdążył zamknąć za sobą drzwi, może nawet przekręcić klucz, zanim Ashford zarzuciła mu ręce na szyję i wspięła się na palce. Mimowolnie objął ją w talii — jego dłonie same odnalazły ścieżkę do tego kuszącego wcięcia tuż nad biodrami. Przesunął kciukiem po materiale bluzki w dolnej części jej pleców i posłał w jej stronę delikatny uśmiech.
— Czyli właśnie złamałaś jedną z zasad? Jesteś niegrzeczna, Syd… — kącik ust Raina uniósł się w delikatnym uśmiechu, gdy obdarzał jej twarz jednym z tych zawadiackich spojrzeń, jakby próbował w tym geście podkreślić cały jej bunt.
W tonie Chandlera nietrudno było znaleźć cień sarkazmu. Alkohol w tym kraju był legalny dla osób w jej wieku, więc mówienie o łamaniu zasad, naturalnie było paradoksem. Z jednej strony łamała jakieś zasady — w domu, w którym przyszło jej się wychowywać, najwidoczniej nadużycie alkoholu traktowano jak grzech, ale tutaj, w Toronto, było to całkowicie normalne i na miejscu. Poza tym, cholera. Skupienie się na sarkazmie w wypowiedzianych słowach, było cholernie trudne, gdy słodki szept muskał jego ucho, osiadając na skórze w taki sposób, jakby był fizycznym doświadczeniem. Dobrze, że zsunęła z jego ramion tę kurtkę — zaczynała mu przeszkadzać. Sam zamierzał ją zsunąć, ale Ashford go uprzedziła.

Chwycił za dłoń dziewczyny, gdy powiedziała, że pokaże mu swój pokój i bez zastanowienia po prostu za nią poszedł. Przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, gdy szła przed nim, zatrzymując mimowolnie wzrok na podkreślonych przez ubrania kształtach. Wyglądała naprawdę dobrze. Domyślał się, że przyciągnęła uwagę w klubie i nie był ani trochę zaskoczony — nie chciał jej seksualizować, ani traktować przedmiotowo, ale nie potrafił pozbyć się tej napastliwej myśli, że gdyby tylko był z nią w tym klubie, pocałowałby ją, chociażby po to, żeby odsunąć od niej niechciane spojrzenia obcych mężczyzn. Roszczenie sobie do niej praw i zazdrość były nie na miejscu — nie byli w związku, choć czuł, że powietrze, gdy przebywali w swojej obecności, nabierało gęstości i zmieniało smak. Chemical induced. Nie był najlepszy z chemii, ale rozumiał pewne procesy i wiedział, że niektóre pierwiastki tak po prostu wchodziły ze sobą w trudną do opanowania — czasem nawet niemożliwą — reakcję.
Poruszając się między pomieszczeniami, starał się zapamiętywać jak najwięcej szczegółów; kolor ścian, meble, ozdoby, wszystkie te szczegóły nagle nabierały na znaczeniu, bo pomagały mu zrozumieć istotę Syd. Najwięcej mógł powiedzieć o niej pokój, który zajmowała, dlatego był niezwykle ciekaw tego, w jakiej kolorystyce go urządziła. Spodziewał się jasnych kolorów i wielu dekoracji. Ciemnowłosa w jego odczuciu przypominała promyk słońca w gorącym lecie; ten sunący delikatnie po ramieniu, otulający swoim ciepłem i wprawiający w dobry nastrój. On preferował minimalizm i proste odcienie; szarości panujące w jego pokoju były niemalże odzwierciedleniem jego podejścia do życia, sposobu, w jaki na nie patrzył. Tutaj nie spodziewał się różowych ścian i jednorożców, ale może pastelowych, łagodnych kolorów? Przekraczając próg jej pokoju, nie brał pod uwagę tego, że wiodła go na pokuszenie — a on szedł za nią niczym marynarz oczarowany syreną, gotów rozbić własny okręt o skały dla jednego jej spojrzenia i zapomnieć o moralności.
Moralność… Moralność była chwiejna. Zdradliwa.
I przestawała mieć jakiekolwiek znaczenie, gdy przebywało się w towarzystwie kogoś, kogo lubi się dużo bardziej niż innych.
Zabawę odebrał jako żart — prychnął w lekkim rozbawieniu, kręcąc przy tym głową i stuknął językiem o własne zęby.
— Oczywiście, że bawisz się lepiej. W końcu jesteś tutaj ze mną, najlepszym wodzirejem ze wszystkich dostępnych w okolicy — wskazał na siebie dłonią w przerysowanym, teatralnym geście, jakby chciał podkreślić swoją wyjątkowość. Zabawne było to, że Rainowi było kurewsko daleko do wodzireja i ogólnie duszy towarzystwa. Czuł się pewniej, gdy przebywali tylko we dwójkę, z daleka od tłumów gapiów.

Moralność…
Ach tak.

Zapomniał o niej, gdy Syd umieściła jego dłonie na swoich piersiach. Wstrzymał na chwilę oddech. Zaskoczyła go śmiałym zachowaniem, tak cholernie kontrastującym z nieśmiałym pytaniem, które zadała. Nie odpowiedział od razu. Próbował przeanalizować sytuację, sprawdzić, czy nie krył się za tym jakiś podstęp, czy… Kurwa. Oczywiście, że mu się podobała. Naprawdę potrzebowała słownego potwierdzenia, czy może zachowania? Przez chwilę po prostu wpatrywał się w jej oblicze, mierząc zarumienioną twarz, uważnym, lecz ostrożnym spojrzeniem. Na moment zabrakło mu słów. Brał pod uwagę to, że była pijana, więc nie miał pewności, czy mówiła w tym momencie na serio, czy przemawiał przez nią alkohol, który z reguły zmuszał pijących nie tylko do stanu nieważkości, ale i nagłego przypływu śmiałości oraz szczerości. Poruszył lekko dłonią, nie po to, by przetestować jej reakcje — po prostu poczuł się niezręcznie. Towarzysząca mu świadomość, że ciało Syd mogło być wrażliwsze na dotyk, nie napawała go radością. Wiedział, że jeśli pozwoli mu poczuć, że chce być przez niego dotykana, cała ta kontrola, którą próbował zachować, nagle wyparuje, a on zacznie na nią reagować.
— Jesteś mistrzynią dyskrecji, Syd — pokręcił lekko głową. — Podobasz mi się, ale jeśli mamy o tym rozmawiać... poczekajmy, aż wytrzeźwiejesz — Jego słowa brzmiały rozsądnie.
Gesty już znacznie mniej.
Odsuwając dłonie od jej biustu, przesunął je w dół, po linii jej sylwetki. Palce sunęły po materiale okrywającym jej ciało, kreśląc drogę od żeber przez wąskie wcięcie talii aż do bioder, które przyciągnął do siebie w śmiałym geście. Uśmiechnął się delikatnie, gdy przy pomocy dłoni Raina drobne ciało Syd przylgnęło do tego jego. W tej jednej chwili wszelkie wątpliwości rozwiały się same. Był pewien, że poczuła napięcie skrywane pod pozornym opanowaniem. Oczywistością było, że na niego działała, a fizyczna reakcja jego ciała nie pozostawiała w tej kwestii najmniejszych wątpliwości.



Faites comme chez vous, cheri.


aniołek
Donmachler
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst at Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Bliskość

jaką czuła za każdym razem, gdy znajdował się obok niej, była czymś nie do opisania. Powoli przestawała wierzyć, że kiedykolwiek będzie jej dane doświadczyć czegoś wielkiego. Romantycznego. Czegoś, co mogłaby porównać do własnej wersji książki romantycznej albo obrazu przedstawiającego dwoje zakochanych w sobie ludzi, którzy błądzili gdzieś po świecie tylko po to, by w końcu odnaleźć samych siebie, zatracając się w czułości i cieple własnych ramion. Chciała więcej. Za każdym razem pragnęła, by dotykał ją w sposób, o którym czytała w książkach, rumieniąc się przy każdym słowie, które sprawiało, że poddenerwowanie i ekscytacja karmiły jej wyobraźnię. Chciała, by jej pragnął. By jego delikatny dotyk zamienił się w taki, który krzyczał, że nie wypuści jej już nigdy ze swoich ramion.

Pocałunek

za pocałunkiem był czymś wyjątkowym. Ucieczką. Ostoją uczuć, którymi tak żywnie do niego pałała. Nie rozumiała, jak w tak krótkim czasie można było przywyknąć do obecności kogoś nowego. Jak bardzo potrafiło boleć, jak mocno potrafiło ściskać klatkę piersiową, gdy się z nim żegnała, wpatrując się w jego niebieskie tęczówki z myślą, że patrzenie w nie w momencie pożegnania przypominało oglądanie zachodu słońca. Coś pięknego, a jednak pozostawiającego po sobie żal, że tak szybko minęło. Czekając na kolejne spotkania, powoli zaczęła zdawać sobie sprawę, że jej obrazy coraz częściej górowały przeróżnymi odcieniami błękitu. Łapała się nawet na tym, że myślała o nim pod względem artystycznym. Zupełnie nie zamierzając tego robić wcześniej.

Zauroczyła

się nim. Tą jego spokojną stroną. Faktem, że czuła się przy nim bezpiecznie. Tym, jak się uśmiechał, a dołeczki w jego policzkach uwydatniały się w ten uroczy, zaciskający serce sposób. Chciała, by był w jej orbicie non stop. Chciała zwierzyć mu się ze wszystkiego, co bolało. Nie wiedziała jeszcze, jak to zrobi, ale była pewna, że był osobą, przed którą warto było się otworzyć. Nawet jeżeli miało boleć. Nawet jeżeli miało być niezręcznie. Czuła, że nikt inny, jak właśnie chłopak o imieniu noszonym przez kropelki deszczu, będzie w stanie najlepiej zrozumieć ją na tym ponurym świecie. Dotyk jego dłoni, gdy podtrzymywał ją, by nic jej się nie stało, był czymś, do czego mogłaby się przyzwyczaić. Czuła ciepło rozchodzące się po jej ciele, czuła jego perfumy, ten charakterystyczny zapach wypełniający jej nozdrza, który kojarzył jej się tylko i wyłącznie z nim. Czuła się rześko i kręciło jej się delikatnie w głowie, ale kontaktowała wszystko. Wiedziała, co czuje. Czego chce… nie, czego pragnęła w tamtym momencie.
Jego pragnęła.
Nie było w tym nawet znaku zapytania. Stojąc teraz na palcach, z rękami zarzuconymi za jego szyję, wpatrując się w jego oczy, czuła się szczęśliwa. Kolejna fala ciepła przeszyła jej ciało, gdy poczuła jego dotyk przez bluzkę. Przełknęła ślinę, słysząc jego odpowiedź, po czym uśmiechnęła się zadziornie. - Podoba ci się to, Rainny? - zapytała lekko drżącym głosem, nie będąc do końca pewna, czy faktycznie zabrzmiała zadziornie i flirciarsko, czy może właśnie totalnie się ośmieszyła. Nie miała zielonego pojęcia, jak się flirtowało! Może robiła to nieumyślnie - idealnie, wtedy, kiedy wcale się nie starała, ale teraz? Teraz, gdy naprawdę chciała być przed nim seksowna i ponętna, miała jedynie nadzieję, że nie robiła z siebie pośmiewiska losu. Sam fakt, że Rain był od niej o wiele lat młodszy, a wydawał się dużo bardziej doświadczony, doprowadzał ją do niemałego skrępowania.

Chciała, by był jej pierwszym.

Chciała, by zabrał to, co było tak usilnie chronione przez osoby, które nigdy nie miały prawa decydować o jej ciele, szczęściu czy losie. To nie było żadne widzimisię. Miała okazję przemyśleć to nie raz. Rozmawiała o tym nawet ze swoją przyjaciółką, która uświadamiała ją, że uczucia tego typu są normalne. Że pragnienie bliskości nie czyniło jej złą. Nie czyniło jej zepsutą. Nie odbierało jej wartości tylko dlatego, że chciała poczuć się chciana w taki sposób. A jej uczucia wobec Raina… one tylko wzrastały na sile. Czuła motylki nie tylko w brzuchu, ale i w sercu, a one trzepotały skrzydłami coraz mocniej, jakby walczyły między sobą o to, które pierwsze zdoła się wydostać.

Zaciskając mocno jego dłoń, jakby chciała się upewnić, że na pewno przy niej będzie i nie ucieknie, szła w kierunku pokoju, czując narastające napięcie i stres. Bała się, że nie podobała mu się w ten sposób. Że może był miły, spędzając z nią czas… obdarowując ją pocałunkami… ale przecież by tego nie zrobił, prawda? Nie byłby miły tylko dlatego, żeby nie zrobić jej przykrości? Musiała przestać nad tym główkować. Musiała po prostu działać. Jeżeli on nie chciał albo coś go powstrzymywało przed tym, by dotknąć jej w ten charakterystyczny sposób… to ona była gotowa mu pokazać, czego pragnęła. Choć kompletnie nie wiedziała jak. Stojąc przy krawędzi łóżka, przyglądała mu się, po czym wybuchnęła śmiechem na jego tekst o wodzireju. - Nie śmiałabym wybrać lepszego wodzireja - pokręciła głową w rozbawieniu. Lubiła przebywać na zewnątrz. Lubiła bawić się na imprezach, bo nie było jej to pisane u siebie w domu, ale naprawdę uwielbiała też spędzać czas na osobności. Tylko z nim. Uwielbiała jego towarzystwo… ale teraz, przyglądając mu się, cień odwagi przerósł jej wszystkie obawy i zdecydowała się zadziałać. Chwyciła jego dłonie i umieściła je na swoich piersiach. Jego ciepłe dłonie, zasłaniające ją przez materiał bluzki, doprowadziły ją do czerwoności na policzkach. Pomimo tego, że wszystko działo się przez ubrania, było czymś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyła. I było bardzo przyjemne. Zbyt przyjemne, by potrafiła zachować jakikolwiek spokój. Słysząc jego kolejne słowa, poczuła, jak fala gorąca ponownie rozchodzi się po jej ciele, mocniejsza niż chwilę wcześniej.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


rainnyy
21 y/o
For good luck!
185 cm
student, sprzedawca uniwersytet toronto, cukiernia
Awatar użytkownika
W deszczu zawsze jest coś, co przypomina nam o tym, jak kruche jest życie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Napięcie, które pojawiało się za każdym razem, gdy znajdował się obok Syd, nie miało w sobie nic z gwałtownej fascynacji. Było ciche, uporczywe i trudne do zignorowania. Wpełzało pod skórę, osiadało w mięśniach i pozostawiało po sobie niepokojącą świadomość jej obecności. Rain nie ufał podobnym reakcjom własnego ciała. Zbyt wiele razy przekonał się, że emocje potrafią prowadzić ludzi do decyzji, których później żałują. Przyzwyczaił się do życia w kontrolowanym dystansie. Łatwiej było utrzymywać relacje na bezpiecznym poziomie niż pozwolić, by ktokolwiek zajrzał głębiej. Dom, w którym dorastał, nie nauczył go bliskości. Uczył raczej ostrożności, milczenia i tego, że uczucia bywają ciężarem, a nie oparciem. Nie miał wzorców, które pokazywałyby, jak buduje się coś trwałego. Wiedział natomiast, jak szybko można się wycofać, zanim człowiek stanie się od kogoś zależny. Dlatego za każdym razem, gdy myśli o Syd zaczynały zajmować zbyt dużo miejsca w jego głowie, próbował sprowadzać je do rozsądnych proporcji. Powtarzał sobie, że to chwilowe. Że to tylko fizyczna reakcja, wynik bliskości, spojrzeń i rozmów. Coraz trudniej było utrzymać to przekonanie. Łapał się na tym, że pamięta drobiazgi: ton jej głosu, sposób, w jaki marszczyła brwi, krótkie momenty ciszy, które z kimś innym byłyby niezręczne, a przy niej wydawały się naturalne. Chyba właśnie to niepokoiło go najbardziej. Nie pragnienie samo w sobie, lecz fakt, że zaczynał dopuszczać do siebie myśl, iż mógłby chcieć czegoś więcej niż dotychczasowej relacji. Nie był pewien, czy potrafiłby dać komuś to, czego sam nigdy nie otrzymał. A jednak coraz częściej zastanawiał się, czy Syd nie jest pierwszą osobą, przy której przestaje mu wystarczać sam dystans. Pierwszy raz od dawna rozważał możliwość otworzenia się przed kimś innym, niż terapeuta. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek odczuwał taki rodzaj przyciągania do drugiej osoby. Zarówno fizyczny jak i emocjonalny. To była nowość. Ten magnetyzm był cholernie męczący.

Wiek Syd mu nie przeszkadzał. Właściwie już… Od pewnego czasu wiedział, że mimowolnie wodził wzrokiem za kobietami, które były od niego starsze. Nie potrafił wytłumaczyć logicznie tego zachowania. Na pewno nie sugerował się tym, że z reguły były bardziej doświadczone pod względem seksualnym. Fizyczność również nie odgrywała tutaj większej roli — niejedna dziewczyna w jego wieku miała krągłe biodra i przyciągające uwagę, długie nogi. Uważał, że starsze kobiety były bardziej wyrozumiałe i dojrzałe emocjonalnie. Czasem miał wrażenie, że szukał w nich czegoś, czego nie potrafił nazwać. Poczucia bezpieczeństwa? Może zrozumienia? Może dojrzałości, tak po prostu. Nie interesowały go przelotne związki ani relacje, trwające krócej niż chwila. Co było dość zabawne, bo choć podświadomie szukał dojrzałości, tak Syd była zupełnym przeciwieństwem tego słowa. Dziewczyna, albo raczej kobieta, była małą, nieprzewidzianą dawką czarującego chaosu. Głośno się śmiała, a jej śmiech w uszach Chandlera rozbrzmiewał niczym najpiękniejsza melodia. Mówiła bezpośrednio, jakby pod wpływem impulsu i dopiero czasie uświadamiała sobie, że czasem bezpośredniość nie była konieczna. W takich momentach odwracała wzrok, nerwowo poprawiała włosy albo przygryzała wnętrze policzka, jakby próbowała cofnąć to, co już zostało powiedziane. Podobnie jak nie umiała flirtować. Gdy próbowała, kończyło się to niezgrabnym żartem, rumieńcem na policzkach albo nagłą zmianą tematu. Było w tym coś urzekającego. Syd nie przypominała kobiet, które świadomie wykorzystywały swój urok. Nie musiała. Jej naturalność robiła to za nią. Nie wszystkie kobiety miały talent do flirtowania — Syd odkrywała go dopiero po procentach. Będąc trzeźwą, przypominała Rainowi słodkiego kociaka, który potrafił wbić kiełki, gdy zaszło mu się za skórę. Ashford nie była ikoną kobiecości z okładek magazynów. Przyciągała uwagę w inny sposób. W sposobie, w jaki marszczyła nos, gdy coś ją rozbawiło. W błysku ekscytacji pojawiającym się w jej oczach, kiedy opowiadała o czymś, co kochała. W serdeczności, którą okazywała ludziom niemal odruchowo. Pachniała słodko i delikatnie, trochę jak lato, a jej obecność sprawiała, że nawet zwykła rozmowa wydawała się odrobinę jaśniejsza. Właśnie to przyciągało do niej Raina.

Była słońcem pojawiającym się po najcięższej burzy.
Ciepłym, letnim porankiem, który witał świat spokojem.
Promieniem światła przeciskającym się przez zielone korony drzew.
Kimś, dla kogo Rain był gotów porzucić własny chłód
byle tylko zobaczyć jej uśmiech.
Naprawdę pragnął tego uśmiechu.
Jej także pragnął.


Ashford miała także swoją ciemną stronę. Pod tym promieniem, kryła się niezrozumiana przez najbliższych, nieśmiała kobieta, której wpajano, że powinna zachowywać się prawidłowo, by nie przynieść sobie wstydu i nie zgrzeszyć przed bóstwem, w które nie wierzył Rain. Dla niego była to głupota. Miała dwadzieścia sześć lat i sądząc po jej zachowaniu, niewielkie doświadczenie z mężczyznami — ale on również nie był najlepszy w damsko-męskie gierki. Z reguły był po prostu śmielszy, inicjował kontakt, lecz nie przekraczał tej granicy, która mogłaby skomplikować ich relację. Teraz, gdy stał w mieszkaniu Syd, a ona zarówno słowami, jak i zachowaniem dawała mu do zrozumienia, że chciała poczuć jego bliskość w sposób, którego nie doświadczyli dotychczas. Problem polegał na tym, że nie chciał dopuścić do tego kontaktu, gdy przez ciemnowłosą przemawiał alkohol. Owszem. Mógłby ją w tym momencie pocałować, rozebrać i docisnąć do łóżka, ale… Jaki byłby tego sens? Jeśli miał się do niej zbliżyć w ten sposób, zależało mu na tym, żeby doszło do tego w komfortowych warunkach. Tyle, że jej zadziorny uśmiech i prowokacyjne pytanie sprawiały, że wzbierały się w nim wątpliwości. Bo w sumie… Czemu miałby nie skorzystać? Miała dwadzieścia sześć lat i była nieśmiała, ale na pewno nie byłby jej pierwszym facetem w łóżku. Może w tym momencie testowała jego cierpliwość?
Niewątpliwie.
Musiał zapanować nad oddechem. Pąsy, którymi oblały się jej policzki, wprawiły go w stan chwilowego zawieszenia. Wyglądała tak cholernie słodko, gdy się rumieniła. Tak piekielnie… Pociągająco. W dodatku była to reakcja wywołana ruchem jego dłoni. Tych samych, które ułożyła na swoich piersiach, a on w akcie bezmyślności, zaczął ich dotykać. Idealnie wpasowywały się w jego dłonie i najwidoczniej ten dotyk, choć nie bezpośredni, bo jego ręce i jej biust dzieliła warstwa ubrań, sprawiał jej przyjemność. I cholera. Jemu także. Robiło mu się po prostu ciepło, gdy widział tę jej uroczą twarz i cień przemykającego przez nią zadowolenie.

Ja.Pierdole. Wygląda tak seksownie.


Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Little Angel
Donmachler
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
ODPOWIEDZ

Wróć do „#28”