39 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Wiem, zdarza się nawet najlepszym. - wyszczerzył się do niej bez ani grama wstydu.
W jej przypadku już dawno przestał być obiektywny. W ostatnich miesiącach zaczęła dla niego znaczyć po prostu zbyt wiele. Zawsze zarzekał się, że miłość to nie dla niego. Nie będzie taki jak niektórzy jego kumple czy współpracownicy. On będzie inny. Wolny, niezależny. Teraz patrzcie na niego. Zakochany kundel, który chętnie wraca do domu mając nadzieję, że to właśnie ona tam na niego czeka. Gotowy zaryzykować swoją karierę, wolność, byle tylko nie sprowadzić na nią niebezpieczeństwa. Nie poznawał się. Nie chodziło nawet o duszę romantyka, której rzeczywiście w nim za dużo nie było, a o to jak zaczął postrzegać ryzyko. Wiedział, że z Darcy nie musi obchodzić się jak z jajkiem. Kiedy trzeba potrafiła o siebie zadbać. Całą swoją relację ryzykowali. Jakby nie patrzeć jej mąż uchodził za całkiem niebezpiecznego człowieka. Nawet dla Arvela. Wtedy niezbyt się tym przejmował. Teraz, gdy jej imię mogłoby wyciec w nieodpowiednich kręgach i istniał chociaż cień szansy, że jakoś się to na niej odbije? Zapierał się nogami i rękami by tego nie zrobić. Teraz już wiedział, co miłość potrafi zrobić z człowiekiem i w tym przypadku ciężko było mu powiedzieć czy jest to na dobre.
- Z logicznego punktu widzenia tak, nie powinni już tego ruszać, ale prawo jest prawem, a biurokracja biurokracją. Nawet nie wiesz ile razy mogłem kogoś przyskrzynić bo wiedziałem, co zrobił. Czasami nawet to widziałem, ale jest coś takiego jak dowody, materiał dowodowy, wszystko musi mieć swoje odpowiednie pochodzenie, bla, bla... - nie zamierzał zanudzać jej tu całym wykładem.
Sam słyszał go zdecydowanie za często od wielu prawników. W swojej karierze nie raz musiał pozwolić kryminaliście wyjść na wolność przez jakieś technikalia. Na szczęście nie był z tych całkiem przykładnych policjantów więc potrafił to sobie później odbić. Sprawiedliwość wiele miała imion.
- No wiesz co... - całkiem autentycznie się żąchnął - Zabrałem Cię na randkę, kupiłem kwiaty... Co za wymagania! - pokręcił głową udając głęboko urażonego tym jawnym nie docenianiem jego starań.
- I język Ci zwiędnie jak kiedyś powiesz to wprost. - zaśmiał się bo naprawdę robiła wszystko, żeby zrobić to na około. - Też Cię kocham. - powiedział miękko doceniając jej starania i tym razem to ona zamknął jej usta w krótkim, ale znaczącym pocałunku po którym jeszcze przez chwilę patrzył jej w oczy przekazując resztę uczuć, którymi ją darzył.
Jej następne słowa natomiast sprawiły, że bardzo chytrze się uśmiechnął. To ten niebezpieczny uśmiech, który zazwyczaj dla niej zwiastował coś dobrego. Skoro poprosiła, on był dobrym chłopakiem i pokaże jej wszystkie powody. Była już blisko, więc wystarczyło przesunąć dłonie z jej bioder na pośladki by podnieść ją do góry. W dwóch krokach pokonać schody na werandę, by po kolejnych dwóch przycisnąć ją do solidnych, dębowych drzwi. Następnie zamknąć jej usta pocałunkiem z kategorii tych, które zapierają dech w piersi i powodują przyjemne mrowienie w udach. Nie tylko u niej. Namiętny, wygłodniały, zachłanny. Jego dłonie coraz mocniej zaciskające się na jej pośladkach, a jego twarde ciało napierające na jej. Ciepłe oddechy i jeszcze cieplejsze usta.
- To jest pierwszy powód. - mruknął w jej usta oblizując je jeszcze po dłuższej chwili namiętności i unosząc swoje tęczówki do jej.
Patrzył na nią tak jak lubiła. Jak na jedyną kobietę, której rzeczywiście pragnie bo tak właściwie było. Powoli opuścił ją z powrotem na werandę. Puścił jej oczko z zaczepnym uśmiechem zanim wyciągnął klucze i przekręcił je w zamku. Otworzył dla niej drzwi i zaprosił gestem dłoni.
- Panie przodem. - niech mu jeszcze raz powie, że nie jest romantyczny czy dżentelmenem.

Darcy Bowman
33 y/o
Indulge in local cuisine
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się na jego wymowne blablabla. Nie chciał jej zanudzać… co jednak ciekawe – wcale nie czuła się zanudzana. On nie lubił mówił o swojej pracy i tych mniej emocjonujących jej fragmentach, a ona wbrew pozorom naprawdę lubiła o tym słuchać. O tym, co robił. Tak po prostu. Czasami też odzywał się też ten cichy, wredny głosik z tyłu jej głowy. Wredny oczywiście dla niej samej. Ten, który mówił, że nie chodziło wcale o jej zanudzanie na śmierć, a o to, że była zbyt głupiutka, żeby zrozumieć i pojąć te wszystkie formalne niuanse… ta. Łapała się na tym, a jej kompleksy wracały i bardzo musiała się postarać, żeby nie dać im wyjść na powierzchnię. Nie chciała, żeby Arvel o nich wiedział. Miał ją za pewną siebie, która może nie umiała mówić o uczuciach, ale ego miała na wystarczająco wysokim poziomie. Taką ją znał, taką ją lubił… nie musiała mu pokazywać, że bywa inaczej. Nie teraz i na pewno nie tak. Niech się skupi na uczuciach!
- Dlatego nie mówię? Za bardzo go lubisz, więc muszę uważać, żeby go nie stracić. – odbiła piłeczkę bardzo przekornie i bardzo niepoważnie, ale jednocześnie błysk w jej oku był wystarczająco jednoznaczny – cieszyła się, że zrozumiał, co chciała mu w ten bardzo nieporadny sposób przekazać. Jego słowa śmiesznie zadźwięczały jej w uszach, bo nie było to wyznanie, do którego łatwo było się przyzwyczaić, nie przeszła z nim jeszcze do porządku dziennego. Za każdym razem prowokowały śmieszny dreszcz i może nawet by się do tego przyznała, gdyby po prostu nie zamknął jej ust pocałunkiem, a ona nie doszła do wniosku, że to znacznie lepsze niż pogrążanie się kolejnymi słowami. Nie była w nich najlepsza.
Za to nie miała najmniejszych problemów, żeby równie zachłannie odwzajemnić jego pocałunek. Zarzucić mu łapska na kark, wpleść palce w jego włosy i przylgnąć do niego ciasno i pewnie, tak samo obejmując go też udami w biodrach. Zaśmiała się cicho w jego wargi, gdy poczuła pod plecami przeszkodę, która jednak nie stanowiła żadnej przeszkody dla nich. Tętno jej przyspieszyło, serce biło mocno, a policzki się zaróżowiły… a gdy stanęła na własnych nogach poczuła jak kolana lekko się pod nią uginają. Tak… to też kochała.
- Mam nadzieję, że następny będzie ładnym widokiem z okna. – dodała żartobliwie, sugerując, że jej przecież od początku chodziło o powody dotyczące tego miejsca, a nie samego Arvela. Przecież wiedziała, że potrafił całować i potrafił odebrać jej dech jak nikt inny. Puściła mu zaczepne oczko i przeszła przez próg domku, zupełnie nie wiedząc czego się spodziewać. Bardziej przerażającej chatki rodem z rasowego horroru, w której nie mogłaby zasnąć bez świadomości, że rano się nie obudzi. Czy może czegoś bardziej eleganckiego? I odetchnęła z ulgą, że to jednak nie ta pierwsza opcja.– Powiedziałabym, że jest tu całkiem przytulnie… – zaczęła, rozglądając się dość niepewnie i wracając spojrzeniem do Cadwaladera – Nie patrz tak na mnie, nie wiedziałam czego się spodziewać. Chcesz się tu ukrywać przed wymiarem sprawiedliwości… to równie dobrze mogło wyglądać jak chatka z horroru! – i tak, doskonale zdawała sobie sprawę, że zabrzmiała bardzo… bardzo jak dziewczyna z miasta. Gdy zdała sobie z tego sprawę aż parsknęła i pokręciła lekko głową. No i podeszła do okna, żeby sprawdzić ten widok, na którym jej zależało!


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Na jej komentarz mógł się po prostu szeroko uśmiechnąć. Trafiła w punkt. Za to właśnie ją kochał. To jak potrafiła odbić piłeczkę w jego stronę. Zawsze kiedy wydawało mu się, że już wygrał te ich słowne potyczki potrafiła go przyjemnie zaskoczyć. Bo tak, miała rację. Uwielbiał ten język. Zarówno gdy wodziła nim po jego ciele, jak również wtedy gdy się z nim droczyła. To właśnie to sprawiało, że upatrzył sobie ją jako swoją kobietą i do tej pory tej decyzji jeszcze ani razu nie pożałował. Może nie do końca była tym, czego mogło szukać dziewięćdziesiąt procent społeczeństwa, lecz Arvel nigdy nie podążał za trendami. Wolał kroczyć własnymi ścieżkami, a te zaprowadziły go właśnie do tej kobiety, która skradła mu serce i nie bał się tego powiedzieć. Zasługiwała by to wiedzieć, a co ważniejsze również poczuć na własnej skórze.
- Uważaj Darcy bo jeszcze pomyślę, że naprawdę interesuje Cię ten dom, a nie właściciel. - zaśmiał się kręcąc głową i wchodząc za nią do środka.
Obserwował jej reakcje. Z jakiegoś powodu chciał żeby jej się spodobało nawet jeśli nie miało to nigdy być żadne miejsce, w którym mieliby zatrzymać się na dłużej. Nigdy nawet nie planował, że kogoś tutaj przywiezie. To miała być jego samotnia. Ostoja, gdy cały świat będzie się walić. To jedno miejsce, w którym może chociaż częściowo poczuć się bezpiecznie.
Dlatego nie wymagał tego by było tutaj szczególnie, co nie znaczy, że o to nie zadbał. Może na architekturze i wystroju wnętrz nie znał się najlepiej, ale lubił drewniane wnętrza, więc wszystko było w naturalnym drewnie. Ściany, okna, widoczne bele pod sufitem. Weszli do krótkiego przedsionka, który dalej otwierał się na otwartą kuchnię z salonem. W kuchni nie brakowało niczego. Kuchenka, szafki, lodówka oraz kuchenna wyspa. Szafki w kolorze jasnego, ciepłego drewna, tak kontrastujące z jego codziennym wystrojem. W salonie najważniejszym punktem był solidny, kamienny kominek. Duże, skórzane sofy i znalazł się również telewizor. Wszystko w stylu... traperskim? Tak by to się nazywało w Stanach? W każdym razie można by rzec, że całkiem przytulnie.
- A czego się spodziewałaś? Że będzie tutaj w środku tylko miejsce na ognisko oraz zapas puszek z fasolą na dwie dekady? - parsknął i tak, patrzył na nią jak na typowego mieszczucha - Potrafię przeżyć w dziczy, co nie znaczy, że nie lubię mimo wszystko trochę wygody. Jak już mam się ukrywać, to powinno być to na pewnym poziomie. - przewrócił na nią oczami tylko kręcąc głową.
Wydawało mu się, że zna go lepiej niż teraz pokazywała.
Podszedł za nią do okna, stanął za nią i nachylił się ponad jej ramieniem drażniąc jej ucho swoim zarostem pozwalając jej czuć swoją bliskość.
- I co myślisz? To moja ulubiona część.
Przed nimi roztaczał się widok na spore jezioro. Jak z pocztówki. Lasy, góry, a co najlepsze ani żywej duszy w zasięgu wzroku. Ich pomost wraz z zacumowaną tam łodzią zdawał się być jedynym w okolicy. Jeśli już ktoś miałby go kiedyś posadzić to chciał dać się skuć właśnie z takim widokiem.

Darcy Bowman
33 y/o
Indulge in local cuisine
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Darcy nie miała nic złego na myśli. Nie do końca też rozpatrywała to miejsce w kategoriach domu, który miałby oddawać jego charakter. Przyzwyczaiła się do jego loftowego apartamentu, więc trudno było sobie wyobrazić leśną chatkę. Szczególnie, że no… była mieszczuchem. Nigdy nie mieszkała poza miastem, więc naprawdę nie wiedziała, czego się spodziewać. Czy jednak myślała o ognisku i zapasie puszek? Zmarszczyła śmiesznie nos, gdy jej to zasugerował, bo nie… aż tak źle chyba nie było. Chyba.
- No może czegoś mniej… domowego. Nie wiem. Naprawdę nie wiem jak wyglądają leśne chatki do ukrywania przed policją. I to te należące do policjanta! – prychnęła, ale jednocześnie kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, bo musiał sobie zdawać sprawę, że brzmiało to jednak dość niedorzecznie. To, że będąc policjantem miał się ukrywać przed kimkolwiek… a już przed swoimi? Tym bardziej – Może bardziej spartańskich warunków i grubszej warstwy kurzu. – dodała, rozglądając się jeszcze po wnętrzu domku. Ale czy mogła mu się dziwić, że chciał tutaj odrobiny wygody? Nie, na boga, nie! W końcu to był las… nic więcej tutaj nie było! Jak spojrzała w kierunku telewizora to od razu przeszło jej przez myśl, że ma nadzieję, że ma też konsole. Dla zdrowia psychicznego, oczywiście!
Chociaż musiała też przyznać, że widok za oknem był naprawdę… spektakularny. I nawet taki mieszczuch jak Darcy był w stanie to docenić. Prawdę powiedziawszy przez krótką chwilę zbierała szczękę z podłogi i drgnęła dopiero, gdy Cadwalader zmaterializował się za jej plecami. Uśmiechnęła się pod nosem i mocniej przylgnęła plecami do jego torsu.
- Jest pięknie… – przyznała, bo mogła sobie żartować i mogła się wyzłośliwiać, ale teraz po prostu stwierdzała fakt – Może nawet jestem w stanie zrozumieć, dlaczego to właśnie tutaj chciałbyś się ukrywać przed światem. – przyznała – I cieszę się, że pokazałeś mi to miejsce. – dodała, bo przecież… wcale nie musiał. Jeśli to miała być jego kryjówka to pewnie lepiej dla niego, żeby nikt o niej nie wiedział – Dziękuję. – szepnęła, ledwie słyszalnie, ale jednocześnie wychyliła się do jego policzka i odbiła na nim krótko wargi – A ten pomost… – zaczęła, postanawiając zmienić trochę temat a na jej twarz wrócił szeroki uśmiech, bo chyba trochę chciała poprawić mu humor. Albo raczej nastrój. Tak… działo się dużo, tkwił w bagnie po samą szyję, ale jednocześnie nie chciała go w tym wszystkim dołować. Chciała, żeby w jej towarzystwie mógł, a przede wszystkim chciał się rozluźnić – Wygląda na doskonałe miejsce, żeby popracować nad opalenizną. – może nie będzie przypominała tej dominikańskiej, ale tak… szukała pozytywnego skojarzenia.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Tu miała trochę racji. Teraz mogło to wyglądać dość niedorzecznie ale może potrzebował tego właśnie dlatego, że był policjantem? Na co dzień widział najgorsze strony ludzkości. Zarówno kryminalistów oraz to jak bardzo system nie działał. Po obu stronach. Jak łatwo można kogoś skazać podrzucając jakieś dowody, przekupując świadków. Dla zwykłego obywatela to wszystko mogło wyglądać na to, że rzeczywiście działa. Tak nie było. Stąd potrzebował takiego miejsca, które będzie tylko jego. Doskonale wiedział od jakich zasobów ma dostęp państwo i jak się wymknąć. Dopełnił wszelkich formalności i wykonał wszystkie kroki by za tymi kratkami nie wylądować. Słusznie czy niesłusznie.
- Nie jestem aż takim prepersem. - zaśmiał się cicho bo daleko mu było do tych paranoików - Nie jest to w pełni samowystarczalne miejsce, ale można przeżyć kilka dni z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. - puścił jej oczko z zaczepnym uśmiechem trochę się sam z siebie nabijając - A co do kurzu to posprzątałem jakiś czas temu. Tak na wszelki wypadek. - wzruszył nieporadnie ramionami.
Zawsze wierzył w to, że trzeba być po prostu przygotowanym. Nie sądził, że będzie tu zabierał akurat ją. Wolał być przygotowany na to by na kilka dni zniknąć z miasta jeśli ktoś zacząłby go szukać. Dzisiaj po prostu kiedy świat mu się trochę zaczął walić jedyne o czym pomyślał to by być ze swoją kobietą w miejscu, które wydawało mu się bezpieczne. Tak wylądowali właśnie tutaj.
Teraz gdy już tu była chciał żeby jej się spodobało. Sam do końca nie wiedział czemu. Może nadal próbował jej na każdym kroku jakoś zaimponować? Pewnie powinien był pójść z tym do jakiegoś terapeuty, ale silni mężczyźni nie chodzą na terapię, prawda? Zdecydowanie bardziej męsko jest kontynuować te same wyniszczające nawyki.
- To chyba moje Walijskie korzenie, ale jest coś w połączeniu wody oraz gór. - powiedział nieco nostalgicznie cicho wzdychając lecz bynajmniej nie z wycieńczenia.
Lubił swój apartament w mieście. Był bardzo wygodny, wszędzie było blisko. Był zawsze tam, gdzie coś się działo, lecz teraz... Mając ją przy sobie był w stanie wyobrazić sobie obrazek kilka lat później i cholera chyba chciałby żeby to wyglądało podobnie. Czy to znaczyło, że zaczynał się starzeć? Kiedy takie miejsca zaczynają do niego przemawiać? Oby nie. To, co będzie za kilka tygodni czy miesięcy nie jest jednak problemem dnia dzisiejszego. O tym już wystarczająco dużo dzisiaj rozmawiali.
- Chciałem żebyś zawsze wiedziała gdzie mnie znaleźć. Plus... To może być również twoje bezpieczne miejsce. Twoje klucze leżą na wyspie. - uśmiechnął się oddając jej podobny pocałunek w policzek.
Chciał dzielić z nią swoje życie. Pokazywał jej to małymi krokami. Ten na razie był największy. To jego największa tajemnica.
- Tak myślisz..? - mruknął widząc już ten obrazek oczami wyobraźni - Świetnie wyglądasz opalona. - przesunął dłoń po jej kręgosłupie przenosząc ją na kark by za chwilę powoli zacząć zaplatać sobie jej włosy wokół dłoni - Gdzie ja będę kiedy Ty będziesz się opalać? - zaczął powoli całować ją po szyi.
Na razie dość niewinnie, lecz nie zaczepnie. Całkiem czule. Wolną dłoń przesunął po jej brzuchu, podbrzuszu przyciskając ją nieco mocniej do siebie.

Darcy Bowman
33 y/o
Indulge in local cuisine
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kilka dni z dala od jakiejkolwiek cywilizacji wcale nie brzmiało tak źle. Właściwie… nawet uśmiechnęła się do siebie na samą myśl o czymś takim. Bo, czy nie tak spędzali czas na Dominikanie? I jasne, mogli być wtedy w turystycznym resorcie i generalnie, gdyby tylko chcieli to obsługa mogła zorganizować im każdą jedną cywilizowaną rozrywkę, ale no nieszczególnie z tego korzystali. Cieszyli się wygodą i brakiem towarzystwa. No i okolicznościami przyrody, więc… może tutaj dało się podobnie? Była dziewczyną z Kanady, więc lasy chyba nie powinny jej aż tak bardzo przerażać, prawda?
Za to przeraziło ją coś innego… wspomniał o swoich walijskich korzeniach, a w towarzyszącym temu westchnieniu wyczuła tęsknotę. A może tylko ją sobie wmawiała? Z drugiej strony zaledwie przed paroma chwilami mówił o wyjeździe z kraju, więc może naprawdę o tym myślał? Może chciał wrócić do domu? A ona była niesprawiedliwa starając się go tu zatrzymać… i aż poczuła nieprzyjemny uścisk w żołądku, gdy o tym pomyślała. Bo uświadomiło jej to jak bardzo nie chce, żeby wyjeżdżał i ją tu zostawiał. Zawiesiła się z tą myślą krążącą po głowie, wpatrując się w ten spektakularny widok za oknem i tylko mocniej się w niego wtulając. Potrzebowała sekundy, dwóch albo pięciu, żeby wrócić na ziemię. I dopiero wtedy dotarło do niej, co właśnie powiedział.
- Moje klucze leżą na wyspie. – powtórzyła za nim, żeby sens tym słów nabrał jeszcze większego znaczenia – Czyli chcesz mi powiedzieć, że będę miała klucze do dwóch twoich domów, a na dobrą sprawę nawet razem nie mieszkamy? – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, ale taka była prawda… oficjalnie razem nie mieszkali, a ona po prostu większość nocy spędzała w jego mieszkaniu – I zanim się rozpędzisz! – rzuciła zanim zdążył się jakkolwiek odezwać i to skomentować – Weź pod uwagę, że nie masz tak dużej szafy, żeby pomieścić wszystkie moje ciuchy i buty. – dokończyła pół żartem, pół serio, uśmiechając się pod nosem i zagryzając lekko wargę. Ciuchy to była wyłącznie pierdoła, głupotka… a nie problem, którego nie dało się rozwiązać na przynajmniej kilka sposobów. Za to znowu sprawiła, że znowu się odrobinę zamyśliła…
Przylgnęła do niego mocniej i odchyliła lekko głowę, dając mu szansę na muskanie jej skóry swoim ciepłym oddechem i kolejnymi pocałunkami. Przyjemny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa i mocniej zacisnęła palce na obejmującym ją męskim ramieniu. Zagryzła lekko wargi i drażniąco naparła na niego pośladkami, nie mogąc sobie odmówić, bo może on nie był zaczepny… ale kto jej zabroni?
- I nie wiem, Cadwalader… w cieniu? – zażartowała, nawiązując do tego jak nie przepadał za słońcem – Poza granicami kraju? – rzuciła mniej optymistycznym rozwiązaniem, które pojawiło się w jej głowie razem z tym jak wspomniała o przeprowadzce. Ciuchy były głupotką, ale zamieszkanie ze sobą, gdy planował wyjazd… to już nie była głupotka, to byłoby po prostu głupie. I chyba nie myślał, że tak całkiem porzuci ten temat, prawda? Mimo wszystko leżał jej na wątrobie i chociaż chciała mu poprawić humor zmianą tematu to… chyba nie szło jej to najlepiej – Nie chcę, żebyś wyjeżdżał. – szepnęła ciszej, tak cicho, że nawet nie miała pewności, czy to usłyszał… albo raczej, czy w ogóle chciała, żeby to usłyszał.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jego problemy nigdzie nie uciekną. Czekają dokładnie tam, gdzie oboje je zostawili. Ten wyjazd miał być... Właśnie. Sam nie wiedział czym. Pogubił się w tym wszystkim, poczuł się osaczony, więc znalazł jedno miejsce, które jest bezpieczne oraz jedną osobę przy której mógł być sobą i rzeczywiście próbował to zrobić. Oczywiście wychodziło mu to mocno różnie. Nadal nie był przyzwyczajony do pokazywania tej swojej bardziej miękkiej i uczuciowej strony, ale naprawdę próbował. Dzielił się z nią tym, co działo się w jego życiu, a działo się niestety dużo. Pewne rzeczy nadal zostawiał dla siebie, ale potrzebował po prostu trochę czasu. Czasu, które mogło im dać to miejsce.
Tu można było się poczuć jakby czas się zatrzymał. Znów na chwilę byli w swojej bańce, zupełnie jak na wakacjach, które tak bardzo ich do siebie zbliżyły. Mogli wziąć oddech, pomyśleć, przeczekać. Może zostaną tutaj zaledwie kilka godzin, a może dzień czy dwa. To zależało tylko i wyłącznie od nich. O to chyba w tym wszystkim chodziło. By odzyskać kontrolę nad swoim życiem, a przynajmniej się tak poczuć.
Czuł, że jest jeszcze trochę spięta. Też była świadoma tego, że to jedynie przerywnik. Pauza. Kiedyś będzie trzeba nacisnąć play, jednak przed tym mogli jeszcze chociaż chwilę się sobą nacieszyć.
- Hmm... To już kwestia interpretacji kochanie. - zaśmiał się cicho i przygryzł delikatnie skórę jej szyi - Może oficjalnie nie zmieniłaś adresu ani nie skolonizowałaś mojej szafy, ale zdecydowanie zrobiłaś to z moim łóżkiem. Ja to traktuję bardziej jakbyś po prostu czasami potrzebowała nieco swojej przestrzeni. - uśmiechnął się składając jeszcze kilka pocałunków na jej szyi.
Mruknął cicho tuż przy jej uchu czując jak napiera na niego pośladkami. Nie grała czystko, ale to właśnie tak bardzo w niej lubił. W odpowiedzi pociągnął lekko za zaplecione wokół swojej dłoni włosy. Nie tak mocno jak podczas seksu, ale wystarczająco mocno żeby poczuła ten dreszczyk i gęsią skórkę na swoich ramionach. On również nie zamierzał grać czysto.
Sprawa ich wspólnego mieszkania to coś, co miał poruszyć już jakiś czas temu, ale dla niego to naprawdę było tak proste. Nie musieli załatwiać żadnych formalności. Jeśli mógł częściej budzić się z nią u swojego boku niż rzadziej. Jeśli mógł liczyć na to, że po pracy ma do kogo wrócić to dla niego tak naprawdę mieszkali razem. Nie zamierzał jej osaczać jakimiś wymaganiami skoro na ten moment było im w tym układzie po prostu dobrze. Jak zauważyła miała klucze do obu jego nieruchomości. To chyba najlepiej świadczyło o tym, że są razem.
Myślał, że temat jego wyjazdu jest na razie za nimi. Tym bardziej, że zaczęła całkiem dobrym żartem. Nastrój jednak szybko poszedł w dół. Usłyszał jej ostatnie słowa, ale wiedział, że nie mógł jej niczego obiecać. Kochał ją i chciałby tu zostać dla niej, ale jeśli zaczną go ścigać czy naprawdę miał ryzykować więzieniem? Powoli puścił jej włosy, a wolną dłoń wykorzystał do tego żeby po prostu ją przytulić. Zamknąć w swoich ramionach. Przez chwilę oparł po prostu brodę o jej ramię i próbował zapanować nad gonitwą myśli, scenariuszy.
- Jeśli mam wyjechać, to tylko z Tobą. Sama to powiedziałaś. - powiedział w końcu po dłuższej chwili - Zrobię wszystko, żeby nie musieć wyjeżdżać. Chcę być z Tobą. - przytulił ją nieco mocniej i to wyznanie jak na niego było bardzo czułe i szczere.

Darcy Bowman
33 y/o
Indulge in local cuisine
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiała się, bo cóż… czy skolonizowała jego łóżko? Być może. Prawdopodobnie też szafkę z kosmetykami w łazience i przynajmniej jedną półkę w szafie. Trochę się rozgościła, bo ciężko było każdego jednego ranka wychodzić z jego mieszkania w kolejnej jego koszulce albo znowu w tych samych ubraniach, w których przyszła wieczór wcześniej. I to rozgoszczenie się przyszło jej zaskakująco łatwo i naturalnie, więc teraz gdy po prostu poinformował ją, że ma własny komplet kluczy do tego miejsca… nie zestresowała się. Miała wystarczająco dużo innych powodów do stresu, to było… miłe. Przyjemne. Duża bardziej martwiła ją jego przyszłość niż jej ewentualne u niego mieszkanie. Tym bardziej, że właśnie… doceniała, że nie naciskał. Nie oczekiwał deklaracji. Nie oczekiwał, że coś postanowi albo z dnia na dzień pozbędzie się domu w Don Mills. Wtedy pewnie miałaby wątpliwości i dylematy, bo podejmowanie decyzji nie było jej najmocniejszą stroną, ale tak? Nieee…
I ta nieczysta męska gra sprawiła, że w kącikach jej ust zadrżał uśmiech. Odchyliła lekko głową głowę zgodnie z jego życzeniem i zagryzła wargę, gdy męski oddech musnął jej skórę. Aż zadrżała. I bardzo… bardzo pożałowała, że się odezwała. Gdy rozluźnił uścisk i po prostu ją przytulił, przymknęła powieki a w myślach przeklęła się od wszystkiego, co najgorsze. Bo wiedziała, że to było niepotrzebne. Zupełnie zbędne i psujące atmosferę. I może atmosfera to za dużo powiedziane, ale udało jej się na krótką chwilę odciągnąć jego myśli od problemów i zaraz po tym wszystko z powrotem spierdoliła. To nie było najmądrzejsze i żałowała… cholera żałowała.
Więc odwróciła się w jego łapskach, oparła dłonie na jego klatce piersiowej a głowę zadarła do góry, żeby odnaleźć jego spojrzenie.
- Mam niewyparzony język, wiem… przepraszam. Niepotrzebnie do tego wracam. Po prostu chciałabym móc rozwiązać wszystkie twoje problemy, żeby wtedy skupić się na tych wszystkich godzinach, które spędzimy w łóżku. Lub nie w łóżku. Ale na pewno nieprzyzwoicie. – uśmiechnęła się pod nosem i zarzuciła mu łapska na kark, dalej minimalizując dystans między nimi – Ale problemów nie rozwiążemy w ciągu jednego dnia… a ty wyraźnie nie chcesz o nich rozmawiać. – i nawet nie mogła mieć do niego o to pretensji. Na jego miejscu też pewnie nie byłaby szczególnie wylewna, więc oczekując rozmowy… była trochę hipokrytką. Podwójne standardy! – Więc… – zaczęła, a palec wskazujący wbiła w jego klatkę piersiową – Możesz mnie teraz dalej oprowadzić po swoich włościach. Na koniec zostawiając sypialnię. Wykorzystamy te nieprzyzwoite godziny w łóżku, żeby i g n o r o w a ć problemy. Brzmi jak plan? Daje mi tytuł najlepszej dziewczyny w okolicy? Chociaż na chwilę? – zażartowała, zaśmiała się pod nosem i nie dała mu szansy, żeby od razu odpowiedział – po prostu zamknęła mu usta pocałunkiem.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Zdecydowanie zaczęła proces kolonizacji jego mieszkania. Małymi krokami. Zauważał kolejne kosmetyki, które swoimi opakowaniami średnio pasowały do wystroju jego wnętrza. Podobnie jak to, że w jego szafie nie były już tylko koszulki, koszule i kurtki. Zaczęły tam również pojawiać się sukienki, kiecki i wiele, wiele innych. Podobnie jak jego szuflada z bielizną. Nie pamiętał żeby zaczął kupować koronki. Zupełnie mu to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Za każdym razem gdy zobaczył coś nowego w swoich szafkach, półkach czy szufladach pojawiał się na jego twarzy delikatny, sekretny uśmiech. Lubił to, że stawała się coraz większą częścią jego życia. Coraz większą częścią jego codzienności. Tego właśnie chciał. Nie naciskał, pozwalał by wszystko działo się naturalnie. Nie potrzebował deklaracji, nie potrzebował papierologii. Potrzebował po prostu jej.
Nie wiedział jeszcze czy będzie w stanie mieć ją w pełni. Nie ze swoimi problemami, które z resztą sama wywołała. W pewnym momencie prawie uwierzył w to, że będą mieli jakieś długo i szczęśliwie. W swoim własnym wydaniu. Jednak jak to w życiu bywa, wszystko musiało się w końcu spieprzyć. Próbował w jakiś sposób poskładać swoje życie, ale będzie potrzebować na to trochę czasu. Nie miał dla niej wszystkich odpowiedzi. Nie miał ich nawet dla siebie. Kilka rzeczy nie zależało od niego.
- To nie twoja robota żeby rozwiązywać moje problemy. Jesteśmy w tym wszystkim partnerami. - uśmiechnął się łagodnie kładąc jej dłonie na biodrach i przyciskając ją nieco mocniej do siebie - To nie tak, że nie chcę o nich rozmawiać. - pokręcił głową cicho wzdychając.
- Po prostu na kilka rzeczy nie mam w tym momencie wpływu. Ani Ty, ani ja. Musimy zobaczyć jak to się rozwinie. Mogę Ci na razie powiedzieć tyle, że nie zamierzam uciekać za granicę. A jakbyś kiedyś nie mogła się do mnie dobić to sprawdź, czy nie ma mnie tutaj. To, czego Ci jeszcze nie powiedziałem to to, że tu nie ma zasięgu. - uśmiechnął się nieco szerzej bo to dawało im chociaż namiastkę tego, co mieli na swoim urlopie.
Uśmiechnął się w jej usta gdy mówiła o sobie jako jego dziewczyna. To nie zdarzało się za często. Odwzajemnił jej pocałunek z pełnym zaangażowaniem zsuwając swoje dłonie na jej pośladki za które zaraz po prostu złapał. Mogła też poczuć jego narastające pożądanie między nimi nieco poniżej jego pasa. Mruknął w jej usta pogłębiając jeszcze ten pocałunek i dając jej odetchnąć dopiero po dobrych kilkunastu sekundach.
- Już od jakiegoś czasu nosisz tytuł najlepszej dziewczyny, jaką miałem. - zaśmiał się cicho w jej usta i jeszcze musnął je swoim językiem - Uważaj bo niedługo zaczniesz walczyć o tytuł narzeczonej. - przygryzł jej dolną wargę i porządnie klepnął ją w tyłek.
Nie dał jej się za długo nad tym zastanawiać. Wiedział, że tylko się speszy, dlatego wziął ją za rękę i po prostu wyciągnął na zewnątrz. Zeszli po kolejnych drewnianych schodkach, przeszli te kilkanaście metrów zanim znaleźli się na pomoście. Tutaj widok na góry był jeszcze lepszy.
- Mamy to wszystko tylko dla siebie. W pobliżu nie ma nikogo innego. Czasami podchodzą tutaj sarny, lisy... Trzeba uważać co się zostawia na zewnątrz. - wzruszył ramionami znów stając za nią i zaplatając swoje ręce wokół jej szyi - W domu mamy kuchnię, dwie łazienki. Sypialnię z dużym i wygodnym łóżkiem... - powiedział nieco niższym głosem skubiąc jej ucho swoimi zębami.

Darcy Bowman
33 y/o
Indulge in local cuisine
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na ułamek sekundy zmarszczyła gniewnie brwi, gdy stwierdził, że to nie była jej robota, żeby rozwiązywać jego problemy. Przez ten moment chciała się oburzyć i przypomnieć, że wbrew pozorom miała do zaoferowania ciut więcej niż grzanie mu łóżka… tak, przez ułamek sekundy chciała się z nim pokłócić, że to jak najbardziej była jej robota. Ale zanim się odezwała dotarło do niej, co jeszcze powiedział. Jej mózg przeprocesował słowo partnerzy i cóż… trochę ją to zmiękczyło. Bo zdała sobie sprawę, że mając prawie trzydzieści cztery lata nie potrafiła stwierdzić, czy kiedykolwiek była w związku, który można byłoby uznać za partnerski. A nie oszukujmy się – skoro nie potrafiła tego stwierdzić to odpowiedź była jedna… nie była. Tylko, czy ten z Arvelem faktycznie taki był? Miała nadzieję, ale jeszcze nie mogła tego stwierdzić z całkowitą pewnością. Chyba miała trochę żal, że wtajemniczył ją w swoje problemy dopiero, gdy było naprawdę źle. Nie zamierzała jednak tym pretensjom dać dojść do głosu. Nie ona była teraz najważniejsza. No… i mieli zdecydowanie lepsze rzeczy do roboty niż takie absurdalne kłótnie!
- Nuuuudy… – narzeczona? No naprawdę. Kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo wcale nie musiał dawać jej się długo nad tym zastanawiać, żeby to odpowiednio skomentowała – Ale pamiętaj, że mam doświadczenie w byciu żoną gangstera, więc gdybyś chciał uniknąć moich zeznań na swój temat… mogę nią zostać. Ale mam na myśli sąd, a nie wydział wewnętrzny! – rzuciła pół żartem, pół serio… ale nie kłamała! Podejrzewała, że to był jeden z powodów, dla których Daniel się z nią ożenił, a czy zrobiłaby to jeszcze raz? Biorąc pod uwagę jak niewiele znaczyła dla niej instytucja małżeństwa – pewnie tak. Papierek jak papierek.
Nie protestowała, gdy wyprowadził ją z domku, bo mogła być mieszczuchem, ale nie była ślepa. Było pięknie, a panująca dookoła cisza aż dzwoniła w uszach. Spędzając większość dna (albo raczej nocy) w głośnym klubie – była to miła odmiana. Nie dało się ukryć, że on też wydawał się być dumny z tego miejsca i nie mogła mu się dziwić. Zagryzła lekko wargę, gdy ciepłym oddechem musiał jej policzek i płatek ucha, zaraz też zagryzając na nim zęby – Kuchnię, dwie łazienki i sypialnię… faktycznie lubisz żyć wygodnie, Cadwalader. – zaśmiała się – Ale powiedz mi… przyprowadziłeś tu kiedyś jakąś swoją dziewczynę? Niekoniecznie oficjalną, jakąkolwiek. – prychnęła, ale doskonale wiedział o czym mówiła. Nie musiał kogoś nazywać swoją dziewczyną, żeby coś ich łączyło i w tym konkretnym momencie Darcy chodziło o seks – Czy jestem pierwsza i czeka nas naprawdę ciężki weekend, żeby sprawdzić energię każdego z tych pomieszczeń? – oczywiście, że sobie żartowała i nawet nie próbowała udawać, że nie! Zaśmiała się i wychyliła tak, żeby sięgnąć męskiego policzka. Najpierw przekornie zagryzła na nim zęby, dopiero później lekko musnęła skórę wargami – Naprawdę jest tu pięknie. Potrafię sobie wyobrazić, jak wygląda czas spędzony tutaj… chyba nawet mógłby mi się spodobać. – nie wiedziała jak długo by jej się podobał, bo naprawdę była dziewczyną z miasta, ale nie odrzucało jej od tej wizji ciszy, spokoju i natury dookoła nich.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”