ODPOWIEDZ
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dzisiejszy dzień był i tak z góry stracony, bo po porannej kłótni z Wendy Peter chodził nabuzowany i nie mógł się już na niczym skupić. Pierwszym jego odruchem było zadzwonienie do Galena, ale przecież nie mógł wygadać mu co mu na wątrobie siedzi, skoro był bratem jego dziewczyny, później oczywiście pomyślał o Kristin Wyatt , ale kiedy usłyszał jej głos w słuchawce, to wycofał się i coś tam powiedział krótko tylko o tym, że to mieszkanie już zostało wynajęte, więc będą dalej szukali czegoś nowego. A później zanim się Kristin zaczęła rozgadywać, powiedział że musi kończyć bo chyba policja za nim jedzie. Nie był w stanie rozmawiać teraz ze swoją dziewczyna o tym, że pokłócił się ze swoją przyjaciółką, szczególnie, że on w tej kłótni był ewidentnie zazdrosny nie o tą dziewczynę co trzeba. Tzn, może trzeba, tylko nie w aktualnym układzie astronomicznym ich związków. Po dość krótkim rachunku za i przeciw pojechał do sklepu i stoi przed wielkim telewizorem na którym na pewno zajebiście będzie oglądać hokej. Nie myśli za długo, ugaduje się ze sprzedawcą i każe sobie to zapakować do auta. Facet mówi, że to się nie zmieści mu do auta, ale po kilku próbach jakoś się udaje. Wrócił do sklepu i rzuciły mu się w oczy gry, co z kolei przypomniało mu o istnieniu takiego jednego dzieciaka, którego może nazwać kolegą, prawda? Poznali się kiedyś w przeszłości, pewnie na imprezie na którą zaciągnęła go Wendy, od wtedy kilka razy byli na meczach, Lucas okazuje się jest fanem, no jak to każdy kanadyjczyk. Dużo do przyjaźni im nie było trzeba, Peter zresztą z 2 razy był u niego na chacie i grali w gierki na plejaku.
No więc napisał do niego, znów zupełnie spontanicznie, może trochę na wyrost traktując ich znajomość... a może wcale nie. Zrobił jakieś zakupy i wibja się do mieszkania Lucasa zbijając z nim piątala.
- No siemka, masz ładuj do lodówki - podał mu siate browarow no i jedno whisky, jakieś chipsy i dwa chińczyki które kupił sobie, bo był głosny, rozejrzał się jeszcze czy są sami w mieszkaniu - Co tam Lucas nowego? Kiedy wpadasz na meczyk? - zaczyna wiadomo od jakiegoś small talku, ale tam po kilku minutach jak siedzą już na ziemi oparci o sofę to słyszy pytanie "no dawaj opowiadaj co się stało" i wzdycha i kiwa głową.
- Pokłóciłem się z Wendy, tym razem chyba tak już na dobre
No może mało sie znali, ale akurat to, że Wendy była koleżanką Petera to mógł Lucas wiedzieć, chociaż czy będzie kojarzył, że to jest jego przyjaciółka czy dziewczyna? Nie wiadomo.

Lucas Miller
24 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lucas ostatnimi czasy był chodzącym chaosem.
Akurat kiedy wydawało mu się, że uporządkował swoje życie, w miarę się ustatkował, posegregował w głowie pewne sprawy, wszystko wywaliło mu się do góry nogami. Wszystko za sprawą jednej ciemnowłosej kobiety, która pierwsze zniknęła z jego życia w momencie, kiedy najbardziej jej potrzebował, to potem, znowu się pojawiła i wszystko skomplikowało się jeszcze bardziej. Wyjebał się z rowerka. Trzeba było to przyznać.
Zerwanie z Charlotte również nie było proste. Związek z nią był bezpieczny, stabilny, poukładany, a jednak Miller ostanowił przekreślić to wszystko tylko po to, by dać Indie kolejną szanse. By spróbować. Sprawdzić, czy poryw serca, dzikość i jebana przygoda w nieznane będzie bardziej dla niego. Nie żałował. A jednak przez ostatnie dni chodził jakiś zmieszany. Dlatego tym bardziej docenił wiadomość od Petera. Możliwość zobaczenia kumpla, przewietrzenie głowy i dla odmiany skupienie się na cudzych problemach spadło mu jak grom z jasnego nieba.
Nawet dom kurwa ogarnął, chociaż akurat odkurzacz jak został wrzucony do szafy trzy tygodnie temu, tak dalej z niej nie wyszedł. Tak jak obiecał, zgarnął z kina cały wór popcornu i naładował padziki, żeby przy okazji mogli pyknąć w jakąś gierkę, jak na dobrych kumpli przystało.
Blythe oczywiście pojawił się o czasie, kiedy Lucas jeszcze strzepywał okruszki z kanapy, dlatego tym bardziej docenił, że przyjaciel sam się obsłużył klamką. Przywitał go ich specjalnym hand shakiem, a następnie odebrał wory z zapasami.
No gdzie do lodówki — spojrzał na niego jak na wariata. — Jak chcemy to zaraz pić i ma być zimniutkie, to do zamrażarki i za dziesięć minut będzie gotowe — oczywiste, nie? Nawet nie czekał na to, co Peter miał na ten temat do powiedzenia, bo jak zrobił, tak powiedział. — A co u mnie? No w sumie to same nowe rzeczy — rzucił z głową wciśniętą między jedną szufladą a drugą, próbując updać wszystko gdzieś pomiędzy zamrożone kotlety w ilości w chuj, które dostał ostatnio od matki podczas wizyty w Whitby. — Rozstałem się z Charlotte — oznajmił w końcu, kiedy mu się udało i podniósł spojrzenie na Petera. Może i trochę by o tym pogadał, ale przecież to Blythe ewidentnie potrzebował kumpla do wygadania się. Millerowe smaczki mogli zostawić sobie na deser. Ściągnął brwi, kiedy kumpel oznajmił, że pokłócił się z Wendy.
Ale jak na dobre? Co ty w ogóle gadasz — spoglądał na niego co chwile, chociaż w międzyczasie otwierał szafkę, żeby wyciągnąć miskę i nasypać do środka chipsów. — Weź opowiadaj kurwa od początku, a nie dajesz mi takie strzępy informacji. Chociaż niezależnie od tego, co się stało, jestem pewien, że i tak się pogodzicie — rzucił z pełnym przekonaniem. Laskie już takie były — obrażały się i wyolbrzymiały, a nie mijało kilka dni i jak już sobie wszystko po swojemu przetrawiły, to jednak były o wiele bardziej skore się godzić. Poza tym, tutaj była mowa o Peterze. Przecież tego na tego faceta nie dało się długo gniewać.

Peter Blythe
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Niech już tam Lucas zarządza swoją lodóweczką czy zamrażarką jak tam chce, Peter wzrusza ramionami i odkapslowuje sobie pierwsze piwko, bo dwa wziął przezornie zimne "na już". Pewnie wypiłby je w drodze, ale próbował nastawić nawigacje do domu Lucasa tak długo, że jak w końcu dojechał to drugie tyle szukał miejsca parkingowego.
- Co wy tu macie za tragiczną sytuacje z parkowaniem chłopie - tak mu się przypomniało, to skomentował po męsku, bo akurat hokej i parkingi to jest coś o czym chłopy zawsze mogą gadać. Bez końca.
Już pierwszy łyk piwka jest jak miód na jego serce, tego właśnie potrzebował. Bierze wdech i sądził, że sobie pójdzie spokojnie przed TV, ale Lucas zrzuca na niego bombę.
- Niee... co ty gadasz? Ile wy byliście razem? - jak mu powie że tyle co on z Kristin, czyli pięć lat, to się Peter serio zacznie zastanawiać poważnie nad tym, czy to nie jest jakaś zasada, że trzeba mieć kryzys w związku po połowie dekady. - A czekaj, wy mieszkaliście razem?
Bo może to jest jego i Kristin błąd, że nie mieszkają? Pije kolejny duży łyk, taki że zaraz mu się to piwko skończy i siada na wskazanym miejscu na ziemi.
- Nie wiem stary to bylo ciezkie - Peterowi chyba teraz łatwiej już było mówić o tym co myśli, bo nie stoi przed zapłakaną dziewczyną i nie dusi go w gardle wyznanie o tym, że ma do niej uczucia. - My nigdy nie kłóciliśmy się w ten sposób. Tam wiesz, że ona nie ogarnia mapy, albo że mi syfi w aucie to tak, ale to są takie kłótnie.. no wiesz, do przeżycia, ale to... - kręci głową i skoro już Lucas nie może czekać i prosi do DETALE, no to Peter mu da.
- Słuchaj, no co mam powiedzieć, byłem rano obejrzeć mieszkanie i akurat spotkaliśmy się na korytarzu, kiedy wypuszczała swojego Don Juana - zaczyna opowieść i z nerwów to trochę zaczął obsukbywać butelkę. - To spoko chłopak, myślę, że jeden z tych "dobrych". Ma pracę, jakieś osiągnięcia, jest psychologiem i pracuje z dzieciakami. No ale, nie jestem dumny z tego, powiedziałem jej że może już czas a takim razie, żeby się ustatkowała z nim - chociaż gdyby tak na prawdę wzieła te radę do serca i to zrobiła, to nie wie Peter czy by to mu się spodobało. - Bo wiesz, może dla mnie to brzmi jak coś co słyszałem odkąd skończyłem dwadzieścia jeden lat, ale najwyraźniej Wendy nie, bo jak się odpaliła na mnie - popija piwko, słysząc jak odbijają mu się od uszu słowa, które mówił on, okropne oskarżające, że Wendy lawiruje pomiędzy miesiącem miodowym a byciem singielką, a chłopaków wymienia częściej niż szampony. O tym, jak oskarżyła go, że jego związek nie ma sensu, bo nie ma w nim bliskości, jak powiedziała, że wcale jej nie zna. - Kurwa, myślę, że za dużo powiedzieliśmy sobie. Ja mówiłem o jednym, ona o drugim, to była jakaś trzecia wojna światowa. Ja mówię, że ona jest niepoważna bo ma niezdrowe situationships, ona mi mówi, że mój związek jest do dupy, a jej to przynajmniej ma jakąś bliskość, że ja się okłamuję. Wiesz, ja ją nawet przeprowsilem ja, na co ona powiedziala, ze to sa jakieś bezpieczne przeprosiny a wogóle to marnujemy czas czy coś takiego - zmarszczył czoło na sam koniec, bo w sumie to już nie wiedział o czym były te ostatnie zdania. - Także nie wiem, z jednej strony wkurzyła mnie niesamowicie, a z drugiej obawiam się, że to co mogła mówić akurat o mnie i Kristin ma troche w sobie prawdy... - zawiesił się i odkłada pustą butelkę po pierwszym piwku.

Lucas Miller
24 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rok — odpowiedział kumplowi na pytanie, ile on i Charlotte byli w związku. — No niby oficjalnie nie mieszkała, ale wiesz, miała tutaj swoje rzeczy i tylko od święta wracała do domu na chatę — wyjaśnił, co Peter z pewnością był w stanie zrozumieć. Szczególnie w dorosłym już życiu łatwo było zostać częściej na noc, przynosić swoją szczoteczkę i jakoś tak szło. Lucas nigdy nie zaproponował jej, żeby się pełnoprawnie wprowadziła. Czemu? Sam nie miał odpowiedzi na to pytanie, ale może gdzieś podskórnie wiedział, że to jednak nie miało prawa bytu? Że Charlotte była tylko bezpieczną opcją zastępczą? Źle mu było, kiedy myślał o niej w ten sposób, ale zaś kiedy potem myślał o Indie… serce waliło mu o wiele szybciej. I teraz też, a przecież dzisiaj miało nie być o nim. To Peter potrzebował się wygadać, dlatego Miller w końcu zamknął jadaczkę i słuchał.
Słuchał i kiwał co chwilę głową, bo oczywiście początek opowieści był znowu jedynie strzępkiem informacji, chociaż trzeba było przyznać, że nie niewielkie sprzeczki, o których wspomniał Peter aż za bardzo mu coś przypominały… Za to kiedy wspomniał o mieszkaniu i tym, że kiedy mijali się w korytarzu, Wendy wypuszczała akurat jakiegoś typka.
Don Juana? Aż taki kurwa piękny? Czy że pies na baby? — oczywiście, że Lucas musiał dopytać, jak na topową plotkarę przystało. Złapał przy okazji kilka większych łyków piwa i przewrócił oczami, gdy Blythe oznajmił, że facet był psychologiem. — Ty kurwa, a wiesz, że tacy są najbardziej niebezpieczni? — spojrzał wymownie na przyjaciela. — Podobno, żeby być psychologiem, trzeba być samemu zdrowo jebniętym — nawet coś jeszcze chciał dodać, ale wtedy Peter zaczął na dawać coraz więcej detali, więc Miller znowu słuchał i tym razem już mu nie przerywał. W międzyczasie przesypał popcorn, który zajebał z kina, do tego do inne miski wrzucił chipsy i podając kumplowi jeszcze jedno piwo, machnął na niego głową, żeby przenieśli się na kanapę. Przecież nie będą dać w kuchni jak ostatni debile i rozmawiać o kobietach. Usiadł wygodnie w samym rogu, odwracając się przodem do Petera i wysłuchał go do końca. W głowię kłębiła się już setka myśli, ale chyba największą z nich było to, jak bardzo podobne byłī ich sytuacje. Aż westchnął jakoś głośno i poprawił sobie poduszkę pod plecami.
Dobra, posłuchaj mnie teraz uważnie i się nie wkurwiaj — poprosił, kiedy w końcu dostał prawo głosu. Wbił spojrzenie w Petera. — Kochasz ją? — spytał, intencjonalnie nie mówiąc o kogo mu chodziło, a jeśli Bltyhe chociaż trochę się załatwił, Lucas skinął głową. — Kristin, pierwsze o Kristin — wyjaśnił do końca, o kogo dokładnie mu chodziło. — Tylko nie pytam czy kochasz ją tak, jak ja kocham swoją starą albo babkę z warzywniaka, bo zawsze sypie mi więcej nerkowców niż nabija na kasę, bo podobno mam ładny uśmiech. Pytam czy kochasz ją tak na poważnie. Tak że wiesz, że myślisz o niej na okrągło, że zastanawiasz się co robi, a jak jesteście w jednym pomieszczeniu, to chcesz ją mieć jak najbliżej, bo masz wrażenie, że cię popierdoli? — on tak nie miał z Charlotte. Kochał ją, jasne, czuł się przy niej stabilnie i bezpiecznie, ale serce wcale nie rwało się do przodu. Nie tęsknił za nią, kiedy był daleko. Za to kurwa aż za często zastanawiał się, co robi teraz Caldwelll. I może Peter miał tak samo? A może nie. Może Kristin była tą jedyną. Tylko wtedy… — No bo widzisz, pytam, bo tak na dobrą sprawę wcale nie powinno cię obchodzić to czy Wedny jest ustatkowana czy nie — złapał kilka dodatkowych łyków piwa, a potem kontynuował. — W sensie wiesz, teoretycznie jak chce się na razie zabawić i ruchać z jakimś psychologiem, to nie twoja sprawa? No chyba, że chciałbyś, żeby była twoja? Czaisz o co mi chodzi? — wbił w niego spojrzenie. Miał nadzieje, że rozumiał.  Chociaż prawda była taka, że Lucasowi zajęło kilka miesięcy zanim się przyznał przed sobą, że jednak czuje do Indie coś więcej niż by chciał. Ale teraz już wiedział. I mógł nieco pomóc Piterkowi.

Peter Blythe
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Kurcze, zdawało mi się, że byliście dłużej. Szkoda, ale... nie wyglądasz na szczególnie zmartwionego? - zastanawia się, bo faktycznie albo już się pogodził z tym rozstaniem, albo dziś nieźle udaje. - Ale jak to się stało? Ty zerwałeś czy ona? - to nie ma znaczenia, ale dla Petera niestety w obecnej sytuacji chyba ma największe znaczenie. Czy wypada na przykład, żeby on zerwał? Ba, taka myśl, jeżeli się pojawia co jakiś czas, przeraża go i paraliżuje. Jak mógłby zrobić takie świństwo Kristin, która niczego się nie spodziewa?A przy okazji ich rodzinom, jego rodzinie, która już ją praktycznie zaadoptowała, jej rodzinie która ma chyba lepszy kontakt z nim niż z własnym synem. Może na przykładzie Lucasa będzie mógł skumać jak to się właściwie robi.
-No piękny, chłopie, on ma takie włosy, że nigdy mu chyba nie będzie łysa pała gozić. Kudły jak jakiś anioł - tak go opisuje Peter, no oczywiście pominał, że wysoki, wysportowany, a szczęka to ciosana przez samego Michała Anioła. Wendy na pewno ma jakiś typ, chociaż oceniając po jej zeszłych kochankach to ciężko wyciągnąć jakiś jeden wniosek. Ale taka była już Wendy, mogłaby mieć każdego, bo kto mógłby się oprzeć temu uśmiechowi i tym wielkim błyszczącym oczom? Najwyraźniej tylko on, skoro był jej przyjacielem. Peter jest też wdzięczny, że ten próbuje szukać jakiś minusów w zawodzie Mattew, ale nieco się krzywi. - Tu chyba pudło. Wendy ciągle opowiada jaki to zdolny i mądry facet. I do tego pracuje z dziećmi, więc wiesz, Capitan Ameryka po prostu
Poszli sobie usiąść na kanapę, jesszcze Peter wziął tego chińczyka, którego przyniósł, bo w sumie nic nie jadł przez tą cała sytuację. Miętosi kurczaka w panierce z ryżem i opowiada i tak się zakręcił, że kiedy Lucas zadaje mu pytanie znienacka, to aż uniósł momentalnie głowę.
Czy kocha Wendy?
Patrzy z niedowierzaniem na Lucasa starając się pojąć jak przyjaciel do tego doszedł. I dlaczego tak łatwo mu to przyszło, przecież jest osobą z boku, która wie tak niewiele... ale może właśnie dlatego widział to jak na dłoni?
- Oh man - odkłada chińczyka, bo zdaje sobie nagle sprawę z tego, że Lucas wcale nie mówił o Wendy tylko o Kristin. No to teraz dopiero jest klops. Peter patrzy przerażony na Lucasa, bo już dobrze wie co mu tak skręca kiszki i co mu tak podpowiada zazdrosne teksty. Czuje się, jakby nagle ktoś mu zdjął opaskę z oczu, a jego serce bije coraz szybciej. Chciałby wstać, podziękować Lucasowi i pójść do Wendy i jej to powiedzieć. Ale siedzi. Siedzi zdruzgotany, bo jednocześnie uświadamia sobie, że to o czym mówi Lucas zupełnie ilustruje to co on ma w głowie. Już odrazu widać, że się przeraził i nawet załamał bo tak głowę trzyma obiema rękami i rzeciąga po twarzy dłońmi.
- A co jeżeli mnie to obchodzi? - pyta w odpowiedzi, a jego spojrzenie może być odpowiedzią na to co podejrzewa przyjaciel. Aż mu się goraco zrobiło. Jasne, że mu się nie podoba nie to, że Wendy nie ma nikogo na poważnie, tylko to, że ma kogoś kto nie jest nim.
Jak to mówią tonący brzytwy się łapie, bo Peter mówi pod nosem:
-Jak tak o tym myślę, to zaczynam się bać czy ja ich obu nie kocham

Lucas Miller
24 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Ty też masz buzie jakby ci Michał Anioł ją dłutem haratał — rzucił praktycznie od razu w odpowiedzi na słowa Petera. Bo co to niby znaczyło, że ten cały Matthew miał zajebiste włosy? Peterek też miał zajebiste, do tego geste w cholerę. I oczka takie ładne, błyszczące. Nie wspominając nawet o tym, że jaka normalna laska wolałaby spotykać się z psychologiem, który do każdej rozmowy podchodziłby jak do terapii, a nie z facetem, który był hokoistą i związany ze sportem. Bez przesady. — Srapitan Ameryka — wywalił oczami, przy okazji wciskając sobie do ust kilka garści popcornu. Oczywiście wszystkie na raz, bo Lucas Miller nie znał umiaru, szczególnie jeśli w grę wchodziło jedzenie.
Zazwyczaj nie był również najostrzejsza kredką w piórniku, często stroił sobie ze wszystkiego żarty, ale im dłużej słuchał swojego kumpla, im bardziej przyglądał się jego przejętej twarzy, tym bardziej widział w tym wszystkim siebie. Siebie i własne doświadczenia, z którymi był już te kilka ważnych kroków do przodu. I może dlatego zadał mu te wszystkie pytania? Bo przecież były dosłownie tymi, które on chciał, by ktoś mu zadał miesiąc temu.
I dużo chyba się nie pomylił, biorąc pod uwagę, że Blythe faktycznie w pierwszej kolejności na pytanie czy ją kocha pomyślał o Wendy. Sam fakt, że w ogóle zaczął się nad tym zastanawiać, niż odpowiedzieć, że zależy mu tylko na Kristin był wystarczającym argumentem.
Westchnął ciężko i rozłożył się jeszcze bardziej na kanapie, opadając na moment głową na poduszki. Nawet nie ruszał się po pady, bo zaczęli takie rozmowy z grubej rury, że gierka to chyba dopiero potem wjedzie na odreagowanie. Ale może to dobrze? Czasami warto po prostu zerwać plaster, bez ostrzeżenia. Przegadać wszystko tak, jak było, a nie czaić się z tym przez pół wieczoru. Podniósł spojrzenie na Petera dopiero, gdy ten spytał, a co jeśli jego obchodziło to, z kim sypiała Wendy i jakie miała podejście do związków.
No to wtedy masz przejebane, przyjacielu — chciał poklepać go po ramieniu, ale Peter siedział daleko, więc Miller jedynie cisnął w niego jedną z poduszek, które miał pod ręką. — A wiesz co jest w tym gorsze? Lepiej nie będzie — mało pocieszające, ale taka była prawda. Bo skoro Peter dopiero teraz uświadamiał sobie, że czuje coś więcej do swojej przyjaciółki, tak przecież to zmieni kompletnie nie tylko dynamikę w ich duecie, ale również tym z Kristin.
A wiesz, że to chyba nie takie dziwne? — wbił w niego jasne spojrzenie. — Kochać obie — Lucas coś przecież o tym wiedział. Tylko właśnie, sam też nigdy o tym nie mówił. Wstydził się. Bał się oceniania, bo przecież to, co zrobił nie było dobre. Było kurwa złe na każdej płaszczyźnie, a jednak chyba nie żałował. — Dobra, słuchaj — poprawił się i trochę powiercił. — Miałem przyjaciółkę. W snesie kurwa, dalej mam, ale ogólnie ja i Indie przyjaźniliśmy się od dzieciaka, jeszcze jak mieszkałem w Whitby. I chociaż czasami było coś tam więcej, to jednak trzymaliśmy się tej przyjaźni, aż w końcu szambo wyjebało i się ze sobą przespaliśmy. A ona… — westchnął głośno, czując uścisk gdzieś pod żebrami, ale skoro już zaczął… — A ona spierdoliła na drugi koniec kraju na drugi dzień, podobno na jakieś zasrane studia. Przeniosła się. Tak po prostu. I wtedy po jakimś czasie poznałem Charlotte i się zeszliśmy. Wiesz, może nie było jakiś wielkich wybuchów namiętności, ale była… jak to się kurwa ładnie mówi… — popstrykał palcami, aż nie znalazł odpowiedniego słowa. — Bezpieczna, o. Było spokojnie. Tak wiesz, bez większych dram i emocji w sumie też. No i wszystko byłoby spoko, gdyby trzy miechy temu Indie nie wróciła… — spojrzał wymownie na Petera. Mógł sobie tylko wyobrazić do czego to zmierzało. — I niby próbowaliśmy się przyjaźnić, ale tak naprawdę ciągle się kłóciliśmy. Nie mogliśmy się dojść, aż w końcu no, doszliśmy się aż za bardzo. Pocałowaliśmy się na wyjeździe z pracy i… — przysunął się bliżej kumpla. — I wiesz, Peter, ja ci nie mówię tego, żeby się pożalić, bo wiem ze zjebałem i nie powinien będąc w związku ale kurwa, przysięgam ci, że ten pocałunek był wart tysiąca takich z Charlotte. I tylko uświadomił mi, że to jest wiesz, silniejsze ode mnie. Też myślałem, że kocham obie. Każdą za coś innego. Że jedna daje taki spokój i pewność, że będzie dobrze, ale druga zaś cały wachlarz emocji i takie nie wiem kurwa, skok adrenaliny. Przy Indie naprawdę czuje, że żyje. Że żarty mi lepiej siedzą i jakiś taki bardziej uśmiechnięty jestem. I też zajęło mi trochę czasu nim dojrzałem do tego, żeby przyznać się przed Charlotte… — a reszty można się było tylko domyślić, ale przecie Lucas nie o tym, bo co on chciał powiedzieć Piterkowi, to że… — Myśle, że Wendy jest twoją Indie — bo to tu właśnie leżała puenta całej tej historii.

Peter Blythe
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Parska śmiechem, słysząc ten jakże wyszukany komentarz do porównania Matthew do kapitana Ameryki. Wsadza sobie do buzi kule miesa z kurczaka, pyszne to było na prawdę, ci państwo Chińczykowie to jednak potrafią fajnie gotować. Szczególnie jak człowiek potrzebuje jakiegoś pocieszenia czyli takiego comfort foodu. - No serio. Jeszcze pewnie jest super w łóżku bo go Wendy trzyma już któryś tydzień - jak tak się zastanowił, to chyba nawet dłużej, bo z przerwami to będzie co, już rok? Nie no, lepiej się nie zastanawiać nad takimi rzeczami. Dostał z poduchy w łeb i zaraz ją złapał i odrzuca do Lucasa.
- Dobra, nie dobijaj mnie - a potem już mógł spokoju zjeść, bo Lucas rozpoczyna swoją opowieść, chociaż najpierw to musiał się tak kokosić, jak jakaś kura na grzędzie, ale jak już się usadowił no to niezłą opowieść opowiedział. Peter na początku to tak nie do końca czaił do czego zmierza ta historia i wtrącał jakieś tam reakcje, np uniesione wysoko brwi na to, że się przespał z przyjaciółką, uśmiech pod nosem, że tamta wybrała studia, ale im dalej w las i słuchał o tym, że wszedł w bezpieczny związek i że później pocałował ją na wyjeżdzie. No to było dla Petera super ciekawe, chciał już spytać co sądzi o tym, w sensie no bo tak obiektywnie rzecz biorąc to nie jest nic czym się człowiek może chwalić w jakiś sposób. Ale kiedy mówi, że wolałby całować Indie jeden raz niż sto razy Charlotte to nieco go to zaskakuje. W sensie no wow, to jest taka opinia, której się nie mówi od tak. Otworzył lekko usta, słysząc tą diagnozę o nim i Wendy i podównanie do nich.
- Niee... wieeem...- zastanawia się przeciągle, jednak bardzo wątpiąc, że Lucas ma tu aż taki point. No na pewno było uczucie ze strony Petera, ale no to raczej na tym się kończy, bo sama Wendy na przykład dziś to na pewno by powiedziała, że nie chce nawet słuchać takich rzeczy, z Peterm mieć cokolwiek wspólnego, a już abstrahując to na codzień to.. też był mocny friednzone. - No u nas jest troche inaczej, bo wiesz, Wendy jest dla mnie ważna i ja dla niej też, ale nie wiem czy z jej strony można mówić o tym samym. No wiesz, ja jestem dla niej młodszym przyjacielem, przecież był taki czas, że jak mieszkaliśmy razem to jej kupowałem gumki, żeby kogoś innego przeleciała. Zresztą z Kristin nie jest nam aż tak źle. Mogłoby być lepiej, ale nie wiem czy to co teraz mi się urodziło do Wendy to jest serio uczucie, czy po prostu jest mi z nią lepiej, bo z nią mogę gadać o wszystkim bez oceny. Z Kristin tego nie ma, bo zawsze mam z tyłu głowy, żeby jej nie urazić. Wy z Indie chyba zawsze mieliście tą... namiętność, jak rozumiem. Ja nawet nie wiem jak ona by zareagowała, gdybym no wiesz - rozkłada tak ręce i tłmaczy - Jakbym ją chciał poderwać
Rozmyśla tak nad tym wszystkim i wciąż ma przed oczami jej zapłakaną buzię i słowa w których mówiła, że ją zranił bo pokazał, że nie jest dla niego wystarczająca. Czy mogła mieć na myśli coś innego niż to, że wystarczająca jako przyjaciółka? Poza tym, on był od niej młodszy i prawie nigdy nie czuł tej różnicy, ale kiedy chciał dziś znaleźć ALE to właśnie to mu wpadło do głowy. Nie mógł jednak oprzeć się wrażeniu, że próbuje znaleźć dziury w serze mozarella. Na siłe je robi i wykraja sobie, bojąc się tego, że Lucas może mieć racje.
- Ja też ją pocałowałem - mówi nagle i nieco się rumieni, ale tylko troche, bo zaraz wyjaśnia - Co prawda tak bardzo krótko i tylko dlatego, że cały stadion nam kibicował, zresztą.. - wyciąga telefon i wpisuje w niego "kiss cam finale canada usa" i wyskakuja jakies krotkie filmiki i jeden z nich pokazuje Lucasowi na ktorym widac jak najpierw caluje Wendy w policzka, za drugim razem jak caluje ja przypadkiem w usta, a potem jak jakis wloch ją całuje namiętnie. Unosi spojrzenie na przyjaciela i wzrusza ramionami chowając znów telefon do spodni. - To skąd wiedziałeś, że Indie ma tak samo jak ty?

Lucas Miller
24 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciał go dobijać.
Serio.
Ostatniego czego Lucas chciał, to sprawić, żeby Peter był jeszcze bardziej przybyty. Widział po nim tą walkę myśli, widział, że miał mniej energii niż zwykle, że coś naprawdę obarczało go mentalnie. Sprawy miłosne nigdy nie były łatwe, ale w sumie kto mówił, że miłość była prosta? Chyba tylko kurwa w bajkach. Ale z drugiej strony też był powód dla którego bajki i wszystkie filmy romantyczne kończyły się na momencie zejścia. Nigdy nie pokazywali co działo się potem. Bo prawda była taka, że potem każda z tych turbo romantycznych parek zderzała się na pewno z życiem, a połowa księżniczek Disneya to pewnie już dawno po rozwodach jest i walczy o alimenty, ale czy ktoś o tym mówił? Oczywiście, że kurwa nie. Albo o tym, czy książę może jednak wolał najlepszą przyjaciółkę księżniczki? Nie. Bo co? Bo nie mógł chcieć, bo to było niezgodne ze standardami i stereotypami. Lucas pluł na taki system i punkt myślenia. Kompletnie się z tym nie zgadzał. Tak samo jak nie wierzył w coś takiego jak age gap w związkach.
A co ty pierdolisz, ile niby lat jest między wami różnicy? — spojrzał wyczekująco na kumpla. — Słuchaj, takie rzeczy jak uczucia to nie mają wieku — powiedział bardzo mądrze swoją drogą, ale przecież też nie byłby sobą gdyby zaraz nie dodał durnie… — No chyba, że masz trzydzieści lat i chcesz wyrwać jakieś dziesięcioletnie dziecko, wtedy nie wolno — musiał. No kurwa musiał. Dawno nie palnął nic durnego, a przecież Miller to na dwie mądre rzeczy mówił cztery głupie. Trzeba było wyrównać statystyki. Chociaż kiedy Peter mówił dalej o nim i Wendy i o tym jak kiedyś mieszkali razem i nic między nimi nie było, to się w końcu zamknął i słuchał kolegi. Dopiero kiedy skończył, Miller poprawił się na kanapie i odezwał.
No skoro tak mówisz… ale ja to się z tobą nie zgadzam. Bo mi to się wydaje, że właśnie na przyjaźni buduje się najlepsze związki. Wiesz, że to wcale nie tak, że od początku musi być chemia i nie wiadomo jakie famfary. Ja to na przykład z Indie człowieku, to przyjaźniłem się od przedszkola — wyznał, łapiąc kolejną butelkę piwa. Tak się nachylił do przodu do stolika, że prawie wywinął orła, ale całe szczęści jakoś utrzymał pion. — I kurwa z ręką na sercu ci powiem, że dobre piętnaście lat to tylko się lubiliśmy. I ja… sam kurwa nie wiem, kiedy dokładnie ona mi się zaczęła faktycznie podobać. Chociaż nie. Pamiętam — wycelował w Petera butelką, z której zaraz się napił. — Jak rozjebała naszego kumpla w UNO, jebiąc mu na sam koniec dwie plus czwórki pod rząd i mu odpyskowała. Wtedy chyba się napraw∂e zakochałem — a może kompletnie pojebał ten moment, ale to przecież nie to było całą puentą jej wypowiedzi. Bo tutaj chodziło o to, że mogliśmy pojąć uczucia do kogoś, chociaż wcześniej byli dla nas tylko znajomymi. I to chyba było nawet normalne. A przynajmniej teraz Lucas tak uważał. — I też nie chciałem pierdolić tej naszej przyjaźni. Nawet sobie nie zdajesz sprawy, Peter jak ja się kurwa starałam. Ale w końcu no nie wiem, ulało się — wzruszyła ramionami. Tamten dzień akurat pamiętał aż za dobrze, kiedy uciekali z plaży przed deszczem i schowali się pod wielkim drzewem. — No a wtedy jak ją pocałowałeś, to co? Coś poczułeś? Chciałeś więcej, czy byłeś zadowolony, że to było takie hop siup krótkie? — dopytał, kiedy tylko kumpel przyznał, że całował Wendy ale przed jakimiś pojebanymi kamerami. A potem jeszcze wzdychnął głośno na pytanie skąd Lucas wiedział, że Indie miała tak samo.
No w sumie to nie wiedziałem. Długo myślałem, ze tylko mi się poprzestawiało w głowie — wyznał najszczerszą prawdę. — Takich rzeczy to chyba nie da się wiedzieć. Po prostu idziesz w to… i albo dostaniesz w ryj albo ona to odwzajemni — powiedział i w sumie sam nie był pewny, czy ta rada podlegała pod te cztery durne czy może dwie mądre. Bo czy tak naprawdę dało się to jakoś polubownie załatwić? Jasne, mógł ją po prostu spytać prosto z mostu, ale słowami o wiele łatwiej było kłamać niż podczas czynów. Bo wtedy nie tylko głowa miała coś do gadania ale też ciało. Usta mogły mówić jedno, ale Peter czuł by, czy ona chciała coś więcej. — I to może zabrzmi trochę wiesz… niemądrze, ale alkohol dużo pomaga. Po pierwsze zawsze możesz to potem zwalić na procenty, a po drugie człowiek jest jakiś taki… nie wiem kurwa bardziej wylewny. My z Indie to się pierwsze razem najebaliśmy, potem zagraliśmy z wyzwania, a potem jeszcze pokłócili prawie na smierć, tylko wtedy ją… no wiesz, pocałowałem. A ona nie dała mi w ryj, tylko jeszcze przyciągnęła mnie za koszulkę — Peter nie miał gwarancji, że Wendy zrobi to samo, ale może warto było spróbować? Bo wiedzieć zawsze było lepiej niż przezywać w głowie i tylko kurwa gdybać, co by było gdyby.

Peter Blythe
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Siedem? - przyznaje, chociaż tak na prawdę, to on bardziej teraz dramatyzuje, bo nigdy nie czuł, żeby Wendy była od niego te (prawie!) dekadę starsza. Jeżeli już coś, to faktycznie dziwne dla niego było, jak on pierwszy raz sobie mógł piwko wypić u rodziców na chacie na swoich urodzinach sześć lat temu, a ona mu tego samego dnia powiedziała, że cieszy się, że on ma z tego taka frajdę bo jej znajome to już tylko imprezki o 14, bo są młodymi matkami albo w ciąży. No to tak, wtedy się zdziwił trochę, bo był przekonany - no i tak było - że Wendy wciąż jarało na przykład jeżdzenie na festiwale muzyczne bardziej niż impreza Thermomixa. Uśmiechnął się na wieść, o tym, że miłość nie ma ograniczenia wieku i to by było tyle z uśmiechów. Zajada się chińczykiem i słucha co mu ma do powiedzenia Lucas, puszczając ten żart o ped0sach mimo uszu, bo wlasnie taki był Peter, że bardzo często zachowywał się dojrzalej i pewnie takich starych dziadów to takie żarty aż bardzo nie śmieszą. No ale dobrze, gadał Lucas, faktycznie w takim tylko przypadku wiek ma znaczenie. Czyli może faktycznie ta ich age gap nie jest aż taką barierą nie do przeskoczenia?
Natomiast nieco pocieszające jest to, że Lucas miał podobnie jeżeli chodzi o rozwijające się uczucia - z jednej strony teraz był ze swoją najlepszą przyjaciółką, a z drugiej przeżył podobnie jak on, taki etap w którym po prostu sobie robili platoniczne żarty i nie było tam żadnej chemii. Uśmiecha się na wieść o momencie UNO i zastanawia się w którym on zaczał inaczej patrzeć na Wendy. Może któregoś poranka, kiedy obudzili się po imprezce w Toronto i usłyszał jak sobie śpiewała w kuchni, a kiedy do niej wszedł, to nie zobaczył zmęczonej albo zdenerwowanej deadline'ami dziewczyny, tylko dostał do picia sok z cytryny i obietnice, że na pewno to przegoni jego kaca. Kristin would never. Nie chciał ich też za bardzo teraz porównywać, bo to nie było fair wobec obecnej dziewczyny, więc myśli dalej. A może w Kaliforni, kiedy ktoś znów powiedział, że są słodką parą i zostało to znim na tyle długo, że nawet kiedy siedzieli już w samolocie powrotnym to zastanawiał sie, jakby to było, gdyby wzieli wspólną taksówkę i wcale nie kończyli tego przebywania ze sobą non stop na terminalu, tylko przedłużyli sobie wakacje, a może nawet nieco je ubarwili? Wtedy te myśli wyganiał z głowy, obawiając sie, że mogłaby je usłyszeć. Musiał zresztą bardzo długo się powstrzymywać, żeby w końcu do niej nie napisać po tym wyjeździe, ale może ten moment im wtedy prysnął, bo od tamtego czasu było pomiędzy nimi zupełnie inaczej. Jakby Wendy również nie chciała z nim o czymś ważnym rozmawiać. Bardzo wątpił wciąż, czy mogło chodzić o coś podobnego do tego, co on miał w głowie. I pewnie zamiast rzucać dziwne i niedojrzałe komentarze w jej kierunku, powinien spytać, dlaczego ona się od niego dystansuje.
Ulało się. No Peter to już czuł, że zaraz u niego też się uleje. Aż pociągnął kolejne kilka łyków piwa, bo wbrew pozorom piwo pomagało by mu się nie ulewało.
- To było takie krótkie i w chaosie ale... -uniósł na niego spojrzenie i przechyla głowę z uśmiechem, bo nie może nie uśmiechać się na to wspomnienie - nie czułem tego nigdy wcześniej, miałem jakby to poetycko powiedzieć - dreszcze na całym ciele. No i wyobraź sobie, ja szukam poetyckich porównań... -parsknął śmiechem, bo kto go zna, ten wie, że akurat Peter z poezją to ma najmniej wspólnego. On ma mocno analityczny umysł, interesują go jedynie kwestie proste, rozwiązania logiczne. - Nie wiem, może to trochę jak taki zakazany owoc. Bo wiesz, mam dziewczynę z która się kłócę, mam mega piękną przyjaciółkę i taką sposobność, żeby zrobić coś co jest powiedzmy sobie obiektywnie złe - zastanawia się na głos - Bo jednak całowanie kogokolwiek innego jak ma się dziewczynę, nie jest zbyt chwalebne. No i bardzo mi źle z tym, nieważne jak bardzo mi się podobało
No tak, to nie był zbyt dobry moment, a jednak z jakiegoś powodu był jednym z piękniejszych. Co prawda Peter akurat notorycznie zdradzał swoją Kristin, ale to już inny wątek.
- Czyli sugerujesz, żebym ją upił i wykorzystał - skwitował, ale Lucas może być pewny, że jego rady są raczej z tych dobrych, niż tych głupich. Szczególnie, że zna Petera i wie, że on jest trochę sztywniakiem. - W sumie we Włoszech mieliśmy taki moment, że mogłem wtedy absolutnie to zrobić. Wypiliśmy całe wino w urocznej restauracji i szliśmy na piechotę do hotelu.... że też mi wczesniej tego nie doradziłeś.. - tak już rozważa, ale faktycznie wciąż ma w głowie, że słabo by było budować cos z Wendy na kłamstwie wobec Kristin. Dopija kolejne piwko i patrzy na ostatni łyk w butelce przelewając ją przed oczami.
-Myślałem o tym niedawno. Czy nie przenoszę na Kristin tych pozytywnych uczuć, które pojawiają się kiedy jestem z Wendy. Na przykład byliśmy ostatnio na wyjeździe w Mediolanie i przyznaje, że byłem obrażony na Kristin przed wyjazdem, bo nie chciała ze mną jechać. Ale po mega dniu z Wendy, wysłałem jej jakiś słodko pierdzący sms, mimo, że rano się jeszcze kłóciliśmy o to, że nie wzieła urlopu, żeby tam ze mną być - i nagle dodał - Kristin chce, żebym się jej oświadczył. Więc to może być ostatni moment, żeby sprawdzić z Wedny, tylko... chyba chciałbym najpierw zakończyć to z Kristin, żeby sprawdzić co myśli o tym Wendy, nie chcę, żeby czuła że musi mi odmówić bo chce być lojalna wobec Kristin


Lucas Miller
24 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lucas był chu-jo-wym ekspertem związkowym. 
Te jego bardzo często rozpadały się o najdrobniejsze pierdoły, jak na przykład to, że nie mógł po nocach grać sobie na konsoli albo że zamiast iść do kina na romantyczną komedię on wolał złapać randkę w postaci skoku ze spadochronem albo jakimś spontanicznym wypadem za miasto, żeby zrobić coś szalonego. Chociaż im więcej o tym myślał, tym prędzej dochodził do wniosku, że jednak to nie w nim był problem, a dokładniej w jego wyborach. W tym, jakie partnerki dla siebie brał. Bo przecież były takie, co też lubiły gry (Indie na przykład) i które za chłodnego browara, wypitego na plaży oddałyby każdą, markową torebkę (też Indie) i które całowały tak, że cały świat dookoła przestawał istnieć. Dlatego chociaż Miller czasami miał sieczkę w głowie, słuchając Petera, akurat doskonale wiedział, jak ten się czuł, kiedy tak poetycko opowiadał o dreszczach na całym ciele.
Słuchaj no, nie będę ci tutaj ściemniać, bo chyba jesteśmy, kumple, nie? — zaczął spokojnie, łapiąc przy okazji większy oddech i popijając to wszystko piwkiem, a kiedy Blythe skinął głową, Miller nachylił się bliżej w stronę przyjaciela. — Jak dla mnie to brzmi tak, jakbyś był zauroczony Wendy. I wiesz, możesz sobie wmawiać, że to dlatego, że jest zakazanym owocem, ale jeśli całując ją chociaż przez chwilę miałeś takie wielkie dreszcze na ciele i fiksujesz się na tym, że chciałbyś może spróbować coś więcej, to… no kurwa, chujowo to brzmi, ale Peter prawda jest taka, że gdybyś świata poza Kristin nie widział, to nawet nie pozwoliłbyś na to wszystko co stało się z Wendy. A wiesz, jednak w to poszedłeś i myślisz o tym i rozkminiasz to. I boli cię że jesteście pokłóceni. Nie z Kristin, a z Wendy — Lucas znał to wszystko z autopsji i po prostu, po kumpelsku chciał oszczędzić koledze tego wszystkiego, przez co przeszedł Miller. I tego najgorszego, do którego się dopuścił w całym tym chaosie.
Ja na przykład długo się tego wypierałem, aż w końcu zdradziłem Charlotte — chyba pierwszy raz powiedział to tak pewnie na głos. Aż go coś zabolało w brzuchu, bo chociaż to z Idei chciał być, to nigdy przecież nie chciał skrzywdzić Char. Powinien to inaczej załatwić. — Wiesz, wmawiałem sobie, że tylko mi się wydaje, że wyjebane bo jestem w związku. I żałowałem kurwa Peter, w chuj, że po prostu wcześniej tego nie skończyłem. Żadna dziewczyna nie chce być zdradzona, ty też byś pewnie nie chciał. No trzeba być fair w stosunku do siebie, ale też do innych. I jeśli nie jesteś pewien Kristin, to tym bardziej nie powinieneś się jej oświadczać — wyzerował browara i wstał z miejsca, żeby odebrać butelkę też od kumpla. Przeszedł z nimi do kuchni, ale jak typowy facet, zamiast wyjebać do kosza, to kurwa postawił je na blacie, OBOK kosza.
Chodź zagramy sobie rundkę, to zaraz ci się głowa oczyści — machnął w stronę telewizora, a potem podszedł po pady. Podał jednego kumplowi, a sam rozwalił się na kanapie. Ile przecież można było tak siedzieć, nic nie robić i gadać o babach? Nic dziwnego, że mieli taki mętlik. — Ja pierdole, aktualizacja — pacnął się prosto w czoło widząc wielki, bezczelnie długi pasek ładowania na ekranie. — Ale gówno, dobra, to inaczej — rzucił pada gdzieś obok nogi i zamyślił się na moment. Bo skoro i tak czekali aż gra się zaktualizuje, to mogli jednak jeszcze pogadać o tym sercowym dylemacie Blytha. — Taki scenariusz: w drodze po bułki wyjebałeś sie o krawężnik — świetnie się zaczynało. Lucas i jego kreatywne pytania. — I przez przypadek znalazłeś zdrapkę, w której wygarną było jakieś pięćdziesiąt koła i nie wiem, coś zajebistego, jakieś bilety na przygodę życia. Do której byś pierwsze o tym napisał? Z którą byś chciał pojechać? — i może to pytanie było durne, jak na Millera przystało, ale jakby się nad tym dłużej zastanowić, to odpowiedź akurat mogła mieć bardzo duże znaczenie.

Peterek!
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”