ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

No i szlag jasny trafił chwilę relaksu, którą zaplanował na ten wieczór. Miało być przyjemnie, miało być chillowo, a skończyło się irytacji, która opanowała jego ciało tuż po tym, jak zorientował się, że nie ma już maryśki, będącej głównym elementem odpoczynku. Jakim cudem skończyło się tak szybko, skoro nie palił za często, a i nie przypominał sobie, by nosił ze sobą tak by zgubił? Zresztą trzymał zapasy w jednym miejscu, w swoim pokoju schowane przed oczami ciotki, która co prawda nie wydziedziczyłaby go od razu, ale z pewnością nie byłaby zadowolona. Szanował ją na tyle, by oszczędzić jej podobnego rozczarowania. Co więc się z tym wszystkim stało, gdy powinno starczyć jeszcze na parę dni?
A później sobie przypomniał.
Kieran i ta jego chcica na ostatniej imprezie, gdzie wyłudzał od każdego, od kogo się dało, trzymając się Deana usilnie, niczym cycata blondynka nadzianego portfela swojego obrzydliwie bogatego męża. Kiedy tylko spotka go następnym razem, upomni się o swoje, mógł być tego pewien. Mógł poczęstować, nie było problemu, ale daleko było mu do sponsora, a znał tego krętacza na tyle, by wiedzieć, że to nie był pierwszy raz, kiedy specjalnie nie przyszedł ze swoim zaopatrzeniem.
Wyciągając się na fotelu, sięgnął po telefon, wysyłając krótką wiadomość do jedynej osoby, która mogła rozwiązać powstały problem - swojego zaufanego dilera, który zdecydowanie nie wyglądał jak ktoś, kto trudni się handlowaniem narkotykami. Zapewne właśnie na tym polegał jego sukces, nikt nie podejrzewał go o najgorsze.
Zarzucił na siebie bluzę, bo chociaż lato, pogoda potrafiła być zdradliwa, racząc deszczem w najmniej spodziewanym momencie, i udał się w kierunku portu, gdzie miał na niego czekać młodziak.
Zaparkował motocykl, rozglądając się. To miejsce miało o zmierzchu vibe adekwatny do celu, w którym tu przyszedł. Nic dziwnego, że nie kręciło się tutaj zbyt wiele “porządnych” osób, wolących siedzieć w zaciszu własnych domów lub spacerować po przyjemniejszych okolicach. Gdyby był jednym z nich i nie prowokował nieustannie losu, pewnie teraz patrzyłby w szklany ekran lub tańczył w studiu. A zamiast tego czekał na Olivera, który miał mu dostarczyć towar.
-Nie spieszyłeś się, co? - zauważył, dostrzegając chłopaka wyłaniającego się z jednej z uliczek. - Traktowanie klientów, ocena minus - skomentował. Tyle się mówiło o rozpieszczaniu klientów, o zapewnianiu im jak najlepszej obsługi, a tu proszę, Moon najwidoczniej zapomniał, jak dbać o osoby kupujące.

Oliver Moon
23 y/o
For good luck!
181 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nienawidził tego dźwięku.
Druga, osobna komórka, służąca mu do kontaktów z klientami, miała ustawiony inny, charakterystyczny dzwonek na smsy i powiadomienia. Za każdym razem gdy Oliver słyszał tę konkretną melodię, lekko skręcało go w żołądku. Nigdy nie lubił tej pracy. Chociaż zajmował się tym już od kilku lat, nie udało mu się wyzbyć poczucia winy, że robi coś złego. Przeciwnie, z każdym mijającym rokiem to uczucie dławiło go coraz bardziej. A jednak nie przestał, chociaż coś w nim umierało, za każdym razem kiedy ładował do kieszeni kolejne woreczki z tabletkami, białym proszkiem lub suszem. Wiedział, że nie miał innego wyjścia. Nie potrafił robić nic innego - tylko to. No, parzenie kawy też mu wychodziło, ale nie zapewniłoby mu to wystarczających środków do życia. Poza tym, nie mógł tak po prostu odejść. Może był tylko płotką, może nie znaczył zbyt wiele, ale producenci, których dragi rozprowadzał, zwyczajnie nie odpuściliby mu tak łatwo.
Ekran komórki wyświetlił mu treść smsa od jednego z zapisanych kontaktów - zapisanych samymi inicjałami, bo żadnej z tych osób Oliver nie uznawał za swojego znajomego. W przypadku niektórych osób miał nieco mniejsze wyrzuty sumienia niż z innymi... i chociaż brzmiało to nadal źle, tym razem właśnie taką ulgę odczuł. Niektórzy bowiem robili sobie krzywdę na własne życzenie, nie mogąc się przy okazji oprzeć pokusie, aby być chujem dla wszystkich wokoło - i tak mniej więcej było z Deanem. Oliver nadal nie był szczęśliwy, ładując do torby zamówione przez mężczyznę zielsko, ale idąc na miejsce spotkania czuł się zdecydowanie lżej.
Brak prawa jazdy zmusił go do podróży komunikacją miejską - stąd ten drobny poślizg czasowy, z którego jednak Moon nie zamierzał się absolutnie komukolwiek tłumaczyć. Wiedział, że zastanie chłopaka dokładnie tam, gdzie się umówili.
- Mógłbyś chociaż spróbować udawać, że nie jesteś na aż takim głodzie - odpowiedział sucho, zamiast powitania, wytykając Deanowi jego niecierpliwość. Chyba Vanberg nie spodziewał się specjalnego traktowania? Oliver mógł wyglądać na młodego, ale dobrze wiedział, że nie mógł dawać sobą pomiatać. Nie w takim towarzystwie. Urocza twarzyczka często pomagała mu wydostać się z kłopotów, ale potrafił być twardy kiedy potrzeba.
- Możesz mi wystawić ocenę na google - uniósł brwi lekko ku górze, jakby w niemym pytaniu "naprawdę?". Faktem było, że znalezienie kogoś innego, kto handlował maryśką nie było specjalnie trudne - szczególnie dla kogoś takiego jak Vanberg, kto znał się już trochę na temacie. Wciąż pozostawała jednak jedna, istotna kwestia.
Towar Moona był zawsze najwyższej jakości. Żadnego sztucznego gówna. Nigdy nie zawodził, a i ceny miał naprawdę konkurencyjne.
- Nie dostaniesz zniżki, jeśli na to liczysz. Wszystko po stałej cenie. Bierzesz, czy mam się zbierać do domu?

Dean Vanberg
27 y/o
For good luck!
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie należał do cierpliwych osób, irytując się niemal zawsze, kiedy musiał na kogoś czekać. Z góry oczekiwał, że to on przyjdzie na miejsce spotkania jako drugi, zastając swojego rozmówcę na miejscu. Minuta za minutą, a jemu już emocje zaczynały buzować w żyłach znacznie bardziej, niż do tej pory.
Może to po prostu głód, który zaspokoić mógł tylko skręt?

Nigdy nie patrzył na siebie jak na szczególnie uzależnionego, umiejąc przetrwać kolejne dni bez zapalenia, czy to papierosa czy innych substancji lotnych. A jednak teraz zdawał się naprawdę tego potrzebować, nie lubiąc zmieniać planów. Jasne, dostosowanie się to jedno i zawsze przekształcał rzeczywistość na swoje potrzeby, ale maryśki nie dało się zastąpić czymś innym, by jeszcze korzyści mógł z tego wyciągnąć.
Dlatego potrzebował Olivera. Albo innego handlarza, chociaż z towarem tego młodzieńca nie miał nigdy problemu. Był konkretny, był czysty, bez domieszek liści z babcinego ogródka, którymi tak wielu próbowało oszukać system i wyłudzić większe pieniądze.
Spotkania z Moonem były każdorazowo zaskakujące. Dean odnosił wrażenie, że ten pozornie niewinny chłopak o uroczej i delikatnej buźce, stara się usilnie przypodobać środowisku, w którym się obracał. Nie był w stanie całkowicie go rozgryźć (specjalnie też nie próbował) i nie miał zielonego pojęcia, czy wybrał tę profesję z przymusu czy własnej woli, niemniej musiał przyznać, że zabawnie patrzyło się, gdy Azjata chciał grać takiego macho. Nie pasowało to do niego i gdyby tylko Vanberg spotkał go na ulicy, nie wiedząc, co znajduje się w jego kieszeni, w życiu nie skojarzyłby go z nielegalnymi substancjami, dostrzegając w oczach pewne zagubienie i usilnie skrywaną niepewność.
- Słońce, gdybym nie był, jak to określiłeś “na głodzie”, musiałbyś zmienić profesję. Chociaż… - tu zmierzył chłopaka wyjątkowo bezczelnym spojrzeniem, niespiesznie zatrzymując się na kilku strategicznych miejscach jego ciała.. - To może wyszłoby ci na lepsze pod względem finansowym - dodał, a lewy kącik ust powędrował ku górze w półuśmiechu, przez który twarz Deane nie wyglądała tak, jakby wiecznie miał na wszystko wyjebane.
A miał.
Prychnął na jego komentarz. Urocze, jak odparowywuje ataki.
-Możesz też zrekompensować się w serwisie dodatkowym, extra care - rzucił, nieprzerwanie wpatrując się w jego twarz. Lubił badać granice drugiej osoby i nijak nie przejmował się, że mogłoby to drugą stronę wprawiać w zakłopotanie lub stawiać w mało komfortowej sytuacji. Ba, jego to nawet podjudzało.
-Coś ty taki niecierpliwy? Oferuję ci trochę czasu ze mną, to samo w sobie jest wyróżnieniem. Nie powiesz mi, że masz lepsze rzeczy do roboty - stwierdził, stając na przeciwko chłopaka. dorównywał mu wzrostem, co było poniekąd paradoksem, patrząc na aparycję nieskazitelnego młodzieńca i Deana, od którego wiało kryminałem. - A może pół na pół, hm? Trochę hajsu, trochę przyjemności - uśmiechnął się szeroko i przejechał dłonią po policzku chłopaka.
Brakowało mu takich gier.

Oliver Moon
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port of Scarborough”