ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
186 cm
ochroniarz
Awatar użytkownika
niedawno wyszedł z więzienia i przypadła mu rola "niańki" rozpieszczonej córki bogacza
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie tak miała wyglądać jego praca. Miał tu tylko stać, obserwować i pilnować, żeby Mindy nie spotkała żadna krzywda. Nie miał angażować się w jej sprawy zawodowe, ponieważ to go w żadnym stopniu nie dotyczyło. Ona zresztą na początku jasno wyraziła się, że nie chce, aby zbliżał się do jej pracy, a jednak dziś poprosiła go o coś zupełnie przeciwnego. A on zgodził się. Normalnie może pokręciłby na to nosem, bo nic mu do tego, ale dziś nie potrafił powiedzieć jej nie, ponieważ zwyczajnie było mu jej szkoda. I wiedział, że nie była teraz w najlepszej formie, a skoro to spotkanie było dla niej ważne, to mógł jej pomóc.
Nic przecież nie miało mu się stać z tego powodu, a o negocjacjach rzeczywiście co nieco wiedział. Sam przecież dogadywał pewne umowy przed odsiadką i nie lubił odpuszczać, więc potrafił radzić sobie z cwaniakami, którzy próbowali ugrać coś dla siebie jego kosztem.
Dziś zamierzał dopilnować, żeby to nie spotkało Mindy. Nie próbował jednak zdominować spotkania, to ona je prowadziła, udowadniając, że nawet w tak kiepskim dniu potrafiła stanąć na wysokości zadania, czym zrobiła na nim duże wrażenie. On wkroczył tylko wtedy, gdy był potrzebny. I przycisnął mężczyznę, z którym się dziś spotkała na tyle skutecznie, że mogła liczyć na bardzo korzystną dla siebie umowę, co można było nazwać sporym sukcesem.
Właśnie pożegnali się z mężczyzną, z którym mieli spotkanie, co Harrigan uznał za sygnał, że oni również będa się zbierać, dlatego zerknął na Mindy. – Jedziemy do hotelu, czy chcesz jeszcze gdzieś wstąpić? – zapytał, bo chociaż po wczorajszym wybryku powinna mieć areszt, nie był jej rodzicem, aby karać jej w ten sposób. Co nie znaczy, że nie zmieni kiedyś zdania, jeśli bardziej nadepnie mu na odcisk… Na razie jednak miała pełną swobodę poruszania, więc mogła zaproponować cokolwiek chciała.
Pod warunkiem, że już więcej nigdzie mu nie ucieknie, choć o to na razie się nie obawiał. Nie miał pojęcia, jak długo ta zmiana potrwa, ale był pewny, że dziś nie wywinie mu żadnego numeru i jej samej będzie zależało na tym, żeby trzymał się gdzieś w pobliżu. Nie bez powodu poprosiła go, żeby nawet bardziej zaangażował się w jej dzisiejsze spotkanie.

Mindy Montague
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
unikam gier, które w ogóle nie rozwijają relacji, a także takich, w których pojawia się przemoc na tle seksualnym
26 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziedziczka narkobiznesu i manager rodzinnego kasyna
Awatar użytkownika
przyszła dziedziczka narkotykowego królestwa, córeczka tatusia i manager lokalnej filii rodzinnego kasyna - montague paradiso
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zaplanowała sobie tego. Decydując się na ten wyjazd bynajmniej nie brała pod uwagę opcji, według której Bailey miałby zamieszać się w jej interesy, ale przecież nie taka była jego rola. Niezależnie od tego, jak bardzo jej się to nie podobało, Harrigan był tutaj po to, aby pełnić rolę jej ochroniarza.
I spełniał się w tym zadaniu całkiem dobrze, czego zdołał dowieść minionej nocy. Dbając o to, aby bezpiecznie trafiła do hotelowego łóżka, nawet jeżeli nie było to jej własne, odrobinę rzeczywiście zyskał w jej oczach. Dodatkową odrobinę sympatii zaskarbił sobie tym, że od tamtej pory nie próbował jej dokuczać.
Nawet jeśli nie mówiła o tym głośno, była mu za to zwyczajnie wdzięczna.
Na tym jednak jego pomoc nie miała się zakończyć, ponieważ przez resztę dnia Mindy również mogła potrzebować wsparcia. Być może poradziłaby sobie bez niego, a jednak zważywszy na to, jak kiepsko czuła się rano, lepiej czuła się z myślą o tym, że miała mieć kogoś obok. Zresztą, w końcu okazało się, że nie było to niesłuszne zagranie. Bailey rzeczywiście dziś się jej przydał, a Mindy, choć tego również nie powiedziała na głos, była pod sporym wrażeniem tego, jak skutecznie podszedł jej kontrahenta.
Umowa, na szczęście wyjątkowo korzystna, znacznie poprawiła jej samopoczucie. Najwyraźniej do tego stopnia, iż kiedy pożegnali jej klienta, a Bailey wspomniał o potencjalnym powrocie, Mindy wcale nie dźwignęła się z miejsca. Przez moment jeszcze bawiła się wykałaczką, która wraz z nabitą na niej oliwką znajdowała się w jej drinku.
Podniosła spojrzenie, a później lekko przekrzywiła głowę. — Aż tak bardzo ci się spieszy? — zapytała, lustrując jego twarz spojrzeniem. W normalnych okolicznościach w ogóle nie brałaby tego pod uwagę, a jednak mając z tyłu głowy myśl o tym, jak bardzo przydał jej się w ciągu minionych dwudziestu czterech godzin, czuła się zobowiązana do tego, aby mu się odwdzięczyć. Najwyraźniej oszalała myśląc, że dobrym sposobem na to mogło być jej towarzystwo.
Sięgnęła po kartę menu - tę, która ograniczała się do alkoholowych napoi, a później, nie zaglądając do niej, wychyliła się lekko w stronę bruneta. — Z tequilą radzisz sobie równie dobrze, jak z negocjacjami? — zapytała, a jej usta wykrzywiły się w łagodnym uśmiechu. Jak widać, czuła się teraz w jego towarzystwie odrobinę swobodniej, niż jeszcze poprzedniego wieczora.

Bailey Harrigan
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
29 y/o
For good luck!
186 cm
ochroniarz
Awatar użytkownika
niedawno wyszedł z więzienia i przypadła mu rola "niańki" rozpieszczonej córki bogacza
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bailey był zaskoczony tym, jak potoczył się ten dzień. Nie był przygotowany na nagłą otwartość Mindy, na którą nie był przygotowany. W końcu dotychczas podchodziła do niego z wrogością, oczekując, że będzie schodził jej z drogi, a najlepiej usunie się z jej życia.
Dziś jednak poprosiła go o coś zupełnie innego. Chciała, żeby towarzyszył jej podczas spotkania służbowego i to nie tylko w roli ochroniarza, ale też… wsparcia? Chyba tak mógł się określić. Harrigan prawdę powiedziawszy w życiu nie podejrzewałby, że mogłaby być zdolna do tak diametralnej zmiany podejścia, bo dotychczas dała mu się poznać jako nieznośna panna. Ale najwyraźniej nocny incydent naprawdę dał w jej kość, przez co teraz zachowywała się dziwnie.
Ale była to dla Baileya na tyle przyjemna odmiana, że nie zamierzał się skarżyć. Dziś przynajmniej nie musiał słuchać żadnych złośliwych komentarzy, ani oglądać wywracania oczami. Zamiast tego stworzyli całkiem zgrany duet, dzięki czemu Mindy mogła dopiąć swego i umowa dla niej zapowiadała się bardzo korzystnie. Harrigan zaś mógł przypomnieć sobie, jak wyglądała praca, którą naprawdę lubił, a do której na razie nie mógł wrócić. Można więc powiedzieć, że oboje skorzystali na tym układzie.
A kiedy było po spotkaniu, Bailey uznał, że wracali do swojej rzeczywistości. Nie przypuszczał, że Mindy będzie dziś w nastroju, a tym bardziej na zabawę z nim, dlatego zakładał, że pewnie zaraz wrócą do hotelu. Dlatego odpowiedź blondynki go zaskoczyła, co można było poznać po tym, jak przechylił głowę lekko w bok, spoglądając na nią.
Kiedy usłyszał jej kolejne pytanie, wtedy już powiedzmy, że więcej rozumiejąc uśmiechnął się do siebie. – Będziesz musiała sama to sprawdzić – odparł, zamierzając skorzystać z jej propozycji. Choć na ogół była strasznie nieznośna, to dziś była całkiem w porządku, więc spędzenie z nią czasu nie wydawało się katorgą. Za to mogła to być dla nich szansa na to, żeby pewne rzeczy między sobą poukładać i wypracować, aby ich współpraca w kolejnych dniach i miesiącach była prostsza. Bo Harrigan na razie nigdzie się nie ruszał, dalej chciał być jej “niańką”, nawet pomimo tego, że była ciężkim przypadkiem.

Mindy Montague
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
unikam gier, które w ogóle nie rozwijają relacji, a także takich, w których pojawia się przemoc na tle seksualnym
26 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziedziczka narkobiznesu i manager rodzinnego kasyna
Awatar użytkownika
przyszła dziedziczka narkotykowego królestwa, córeczka tatusia i manager lokalnej filii rodzinnego kasyna - montague paradiso
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ona również się tego nie spodziewała. Nie zaplanowała sobie tego, że spędzi w jego towarzystwie resztę dnia, a to nie będzie efektem przymusu. Gdyby ją o to zapytał, prawdopodobnie odpowiedziałaby, że jej stan nie pozostawił jej żadnego wyboru, a jednak nie sposób nie dostrzec tego, że tym razem skorzystała z jego pomocy d o b r o w o l n i e.
Była też pod sporym wrażeniem tego, jak skuteczną pomoc jej zaoferował. Nie można powiedzieć, że się tego po nim nie spodziewała, ponieważ coś podpowiadało jej, że nie był z zawodu ochroniarzem. Musiał mieć nieco inną zawodową przeszłość, którą teraz udało mu się ją zainteresować.
Ogólnie skłonna była poświęcić mu nieco więcej uwagi, dlatego teraz nie porwała się od razu na to, aby wrócić do hotelu. Nie w obliczu tego, że miała co świętować, a Bailey najwyraźniej mógł zostać wykorzystany w nieco innym celu, niż ciągłe zatruwanie jej życia.
Bo owszem, ich dzisiejsza współpraca sprawiła, że taka myśl zakiełkowała w jej umyśle.
Nie było to jednak coś, o czym mogłaby zadecydować impulsywnie. Mindy nie była taka - nie podejmowała pochopnych decyzji, których później mogłaby pożałować. Przynajmniej nie w aspekcie pracy, ponieważ poprzedniego wieczora udowodniła, że prywatnie potrafiła być znacznie bardziej lekkomyślna. Jego natomiast musiała jeszcze sprawdzić.
Nie była tylko przekonana co do tego, czy Bailey na jej propozycję przystanie. Do tej pory udowadniał, że zamierzał sumiennie wypełniać obowiązki, które powierzył mu jej ojciec, nawet jeżeli w ten sposób doprowadzał ją do szału. Nie sądziła zatem, że mógłby być skłonny usiąść z nią przy stole i po prostu się napić. Kiedy zasugerował, że nie miał z tym problemu, tym razem to on pozytywnie ją zaskoczył.
Omiotła jego sylwetkę spojrzeniem, a później czym prędzej machnęła dłonią na kelnera. Złożyła u niego zamówienie, a w związku z tym, że nie było szczególnie skomplikowane, pojawiło się przy ich stoliku moment później. Nie czekając na zaproszenie, Mindy sama sięgnęła po butelkę tequili, której zawartością napełniła kieliszki. Jeden z nich podsunęła bliżej Harrigana. — Czemu wziąłeś tę robotę? — zapytała, sypiąc nieco soli we wgłębienie własnej pięści. Zaraz też zlizała ją i wychyliła zawartość kieliszka, a kiedy przegryzła plaster cytryny i skrzywiła się nieznacznie, wbiła uważne spojrzenie w bruneta.
Najwyraźniej nie miała nic przeciwko temu, aby przy okazji o d r o b i n ę go przesłuchać.

Bailey Harrigan
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
29 y/o
For good luck!
186 cm
ochroniarz
Awatar użytkownika
niedawno wyszedł z więzienia i przypadła mu rola "niańki" rozpieszczonej córki bogacza
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyjemnie było zająć się czymś innym niż niańczenie Mindy. Tym bardziej, że ona dziś zachowywała się nienagannie i nie sprawiała mu dodatkowych problemów, dzięki czemu nie musiał przy okazji niczym się martwić. W ten sposób był w stanie wykazać się i pomóc jej z dzisiejszym problemem, który pozwolił mu poczuć się jak we własnej skórze. I to uświadomiło mu, że odkąd wyszedł na wolność, brakowało mu ego. Trzymał się z dala od swoich interesów, ale przez to miał wrażenie, że był jak ryba wyjęta z wody, bo musiał zajmować się rzeczami, w których nie czuł się dobrze.
A już najgorzej czuł się w roli ochroniarza Mindy, choć to miało głównie związek z tym, jak nieznośna była odkąd się poznali. Dziś pokazała mu się od nieco innej strony, za którą mógłby ją polubić. I tę pracę również. Bailey jednak nie przywiązywał się do takiego stanu rzeczy, ponieważ spodziewał się tego, że jeszcze wiele może się zmienić, a Montague jeszcze mogła wrócić do tego, jak zachowywała się wcześniej.
Skoro to mogło być tylko chwilowe, czemu tej okazji nie wykorzystać? Plus tak czy siak, musiał ją niańczyć, więc jeśli chciała tu zostać, jaki miał wybór? Nie został jednak z przymusu. Był rzeczywiście ciekawy, jak to się potoczy. A przy okazji po prostu miał ochotę na wieczorny relaks, którego nie doświadczył odkąd pracował dla jej ojca. Taki przerywnik mógł mu dobrze zrobić, a przy okazji pozwalał mu sumiennie wykonywać obowiązki, w końcu miał ją na oku, prawda? A przecież nie był od tego, żeby zabraniać jej rozrywki, jeśli ta nie była lekkomyślna.
Nie spodziewał się jednak tego, że ten wieczór przerodzi się w wywiad, dlatego usłyszawszy pytanie blondynki, uniósł lekko brwi. Nie spieszył się jednak z odpowiedzią. Postanowił w pierwszej kolejności się napić, dlatego idąc w jej ślad nasypał sobie na dłoń sól, zlizał ją i opróżnił kieliszek. – Powiedzmy, że potrzebowałem czegoś z umową, a oferta twojego taty była nie do odrzucenia – powiedział po odstawieniu szkła na stolik, uśmiechając się przy tym lekko. Mógł powiedzieć, że chodziło o dobrą kasę i tyle, ale uznał, że będzie z nią szczery. Może miał nadzieję, że dzisiejszy wieczór pozwoli na jakiś postęp między nimi?
– Moja kolej – ostrzegł, ponieważ też chciał zadać jej pewne pytanie. – Skąd to wrogie nastawienie od samego początku? – przechylił głowę lekko w bok. Od początku nie chciała dać mu szansy i nie rozumiał dlaczego. Aż tak straszne było to, że przysłał go jej ojciec? Był tu przecież właśnie dla niej, żeby mogła czuć się bezpiecznie, więc Harriganowi wydawało się, że raczej powinna być zadowolona. Nie każda kobieta w tych czasach ma zagwarantowaną ochronę w każdej sytuacji.

Mindy Montague
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
unikam gier, które w ogóle nie rozwijają relacji, a także takich, w których pojawia się przemoc na tle seksualnym
26 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziedziczka narkobiznesu i manager rodzinnego kasyna
Awatar użytkownika
przyszła dziedziczka narkotykowego królestwa, córeczka tatusia i manager lokalnej filii rodzinnego kasyna - montague paradiso
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dopóki Bailey zamierzał spełniać powierzone mu przez jej ojca zadanie, a coś podpowiadało jej, że wcale nie planował prędko się wycofać, nie mogła nastąpić między nimi trwała poprawa. Mindy nie miała spojrzeć na niego przychylniej, ponieważ to nie miało sprawić, że Harrigan zapewni jej więcej luzu.
O tym, że zamierzał dotrzymać słowa, które dał jej ojcu, sama zdołała się już przekonać.
To z kolei niesamowicie ją frustrowało, ponieważ oznaczało, że ona nie miała prędko odzyskać swojej wolności, o ile w ogóle. Upór, którym się teraz wykazywała, nie przyszedł przecież do niej ot tak. Odziedziczyła go po własnym ojcu, co oznaczało mniej więcej tyle, że nawet gdyby udało jej się pozbyć Baileya, niemal zerowe było prawdopodobieństwo tego, że jej ojciec nie przysłałby zaraz kogoś nowego, uprzednio najpewniej upewniając się, że tym razem nikt go nie zawiedzie.
Innymi słowy, gdyby Harrigan zniknął, niewykluczone, że Mindy trafiłaby jeszcze gorzej.
To jednak nie oznaczało, że miała dać mu chwilę wytchnienia. Przez jej umysł rzeczywiście przemknęła myśl o tym, że mogłaby spróbować przeciągnąć go na swoją stronę, a wówczas zyskałaby trochę luzu, ale przecież nie miała żadnej gwarancji, że ta zagrywka by się powiodła. Nie mogła też mieć pewności, że Bailey nie próbowałby grać na dwa fronty, a przecież nie miała nikogo na tyle zaufanego, aby móc go sprawdzić. Nie, jeżeli po drugiej stronie barykady znajdował się jej ojciec.
Obserwowała bruneta uważnie, kiedy odpowiadał na jej pytanie. Nie zaspokoił jej ciekawości całkowicie, ale nie zamierzała już teraz dalej ciągnąć go za język. Niewykluczone bowiem, że będzie miała jeszcze okazję do tego, aby dowiedzieć się czegoś więcej. Wszelkie wątpliwości mogły zatem jeszcze trochę zaczekać.
Zaśmiała się natomiast, kiedy usłyszała pytanie, które on skierował do niej. — Naprawdę musisz o to pytać? — zapytała, czym prędzej sięgając po butelkę z tequilą, aby raz jeszcze napełnić ich kieliszki. Przez cały ten czas na jej ustach majaczył lekki, pełen rozbawienia uśmiech. — Nie prosiłam o o c h r o n i a r z a. I lubiłam swoją wolność, więc naprawdę tak ciężko zrozumieć, że ani trochę nie podoba mi się perspektywa tego, że całymi dniami ktoś za mną łazi i relacjonuje wszystko mojemu ojcu? — zapytała, unosząc ku górze jedną brew. Nie oczekiwała jednak odpowiedzi, ponieważ ta wydawała jej się oczywista.
Przyciągnęła własny kieliszek bliżej siebie, a później wysypała sól w zagłębienie własnej dłoni. — Jak wpadnę do kogoś, żeby go zaliczyć, też będziesz musiał się temu przyglądać? — zapytała, po czym nie odrywając spojrzenia od jego oczu zlizała sól z własnej dłoni. Na to, aby przetestować go w taki właśnie sposób, do tej pory jeszcze nie wpadła.

Bailey Harrigan
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
29 y/o
For good luck!
186 cm
ochroniarz
Awatar użytkownika
niedawno wyszedł z więzienia i przypadła mu rola "niańki" rozpieszczonej córki bogacza
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Właśnie, mogła skończyć o wiele gorzej. Bailey chciał myśleć o sobie jako o mniejszym źle, ponieważ nie obchodziła go Mindy. Nie planował bawić się w strażnika, który będzie pilnował jej moralności czy innych bzdur… Nie zamierzał mieszać się do rzeczy, które nie dotyczyły jej bezpieczeństwa. Ale to, że on miał takie podejście, nie oznaczało, że każda zatrudniona przez jej ojca osoba będzie je podzielać. A pewne było to, że jeśli Harrigan zawiedzie lub się wycofa, na jego miejsce znajdzie się ktoś inny… Brunet szczerze wątpił w to, że jej ojciec odpuści sobie ochroniarza dla córki.
Dlatego uważał, że w interesie Mindy powinno być dogadanie się z nim. Im lepiej będą żyć ze sobą, tym łatwiej miała mieć ona, ale to najwyraźniej nie chciało do niej dotrzeć, ponieważ nadal podchodziła do niego wrogo, zamiast wykorzystać sytuację na swoją korzyść.
Bailey nie był więc pewny czy dzisiejszy wieczór coś zmieni, ale na pewno był odmianą. I chciał go wykorzystać, bo im mniej upierdliwa będzie Montague, tym łatwiejsze będzie jego życie, a o swój komfort chciał zadbać. Dlatego zależało mu na tym, żeby się między nimi układało, ale jakie znaczenie miały jego chęci, jeśli druga strona nie chciała współpracować.
Kiedy upewniała się, czy chce poznać jej odpowiedź, Bailey pokiwał głową, a później wysłuchał ją uważnie, by w pewnym momencie uśmiechnąć się pod nosem. Bawiło go to, jak miała go za szpiega, bardzo mijając się teraz z prawdą. Chciał nawet to skomentować, ale nim zdążył, Mindy zadała pytanie, po którym musiał popatrzyć na nią z politowaniem. Wtedy też jego uwagę przykuło to, jak zlizywała z dłoni sól, co z jakiegoś powodu sprawiło, że musiał wciągnąć głęboko powietrze. – Poczekam za drzwiami – odpowiedział w końcu i posłał jej wymuszony uśmiech, mając nadzieję, że takie sytuacje nie będą częste, chociaż w to szczerze wątpił… Mindy była przecież atrakcyjną kobietą, na pewno nie mogła narzekać na brak zainteresowania.
Musiał się napić, dlatego teraz on ponownie wysypał sobie na dłoń sól, zlizał ją i opróżnił kieliszek. – Ale poczekaj… Ty myślisz, że co…? Biegam do twojego ojca i donoszę na ciebie? – uniósł jedną brew, spoglądając na Mindy. Może to powinni sobie wyjaśnić? Bo chyba źle rozumiała jego pracę. Jej ojciec zdecydowanie za mało mu płacił, żeby interesował się takimi rzeczami. Harrigan nie zamierzał tak bardzo zagłębiać się w jej życie

Mindy Montague
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
unikam gier, które w ogóle nie rozwijają relacji, a także takich, w których pojawia się przemoc na tle seksualnym
26 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziedziczka narkobiznesu i manager rodzinnego kasyna
Awatar użytkownika
przyszła dziedziczka narkotykowego królestwa, córeczka tatusia i manager lokalnej filii rodzinnego kasyna - montague paradiso
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę żałowała, iż jej obecne położenie umożliwiało jej liczenie wyłącznie na mniejsze zło. W ogóle nie chciała tego dla siebie, ale nie była na tyle naiwna, aby uwierzyć, iż jej ojciec odpuściłby sobie to, co wcześniej zaplanował. Miał zamiar uprzykrzyć jej życie i w ten właśnie sposób ją ukarać - co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości.
Obecność Baileya nie była wyłącznie sposobem na zapewnienie jej bezpieczeństwa. W ten sposób chciał udowodnić jej, że to on tu rządził, a kiedy postępowała lekkomyślnie, należała jej się kara.
Żałowała zatem, że już wcześniej nie przejrzała na oczy. Gdyby lata temu pojęła, na jakich zasadach działał jej ojciec, być może zdołałaby się przed tym uchronić. A może on i tak okazałby się dostatecznie zdeterminowany, aby znaleźć sobie inny powód, dla którego miałby zapewnić jej o c h r o n i a r z a. Posiadał tak wiele władzy, że jeśli miał zamiar ją kontrolować, ona nie była w stanie przed tym uciec.
Innymi słowy, jeśli tego właśnie chciał jej ojciec, Mindy mogła zapomnieć o wolności.
Uniosła jedną brew ku górze, ale nie sprzeczała się z jego odpowiedzią. Mogła przetestować ją, jednak dzisiejszego wieczora nie była w nastroju. Zresztą, już poprzedniego udowodniła, iż robienie mu na przekór niekoniecznie musiało okazać się właściwym rozwiązaniem, skoro sama z łatwością mogła na tym ucierpieć. Na pewien czas poznawanie nowych mężczyzn zamierzała odłożyć na dalszy plan.
Niedowierzanie, które dało się słyszeć w jego głosie sprawiło, iż Mindy delikatnie prychnęła. — Będziesz próbował mi wmówić, że tak nie jest? — zapytała z przekąsem, po czym sięgnęła po butelkę, aby ponownie napełnić ich kieliszki. — Nie twierdzę, że biegniesz do niego z każdą drobnostką, ale nie uwierzę, że w ogóle nie zdajesz mu raportów — stwierdziła, po czym wzruszyła nieznacznie ramionami. Gdyby chciał ją przekonać do tego, że nie miała racji, musiałby się mocno nagimnastykować, a to i tak mogłoby nie przynieść zamierzonego skutku.
Podsunęła mu pod nos kieliszek, a później sięgnęła po pojemnik z solą. — Co musiałabym zrobić, żebyś zrezygnował? — zapytała, wykrzywiając usta w zaczepnym uśmiechu. Ten poszerzył się zresztą, kiedy rozsypała sól po wewnętrznej stronie własnego nadgarstka, który następnie wysunęła w stronę bruneta. Tak, rzucała mu teraz wyzwanie, ewidentnie próbując go sprawdzić. Była ciekawa, czy stchórzy, czy też nie będzie miał problemu z przekroczeniem granicy, którą stawiała im jego praca. Mindy, jak widać, planowała urządzić sobie z niej małą zabawę.

Bailey Harrigan
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
29 y/o
For good luck!
186 cm
ochroniarz
Awatar użytkownika
niedawno wyszedł z więzienia i przypadła mu rola "niańki" rozpieszczonej córki bogacza
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie można mieć wszystkiego. Mogłaby tylko spróbować uciec przed swoim ojcem, jeśli wolność od niego była tym, czego potrzebowała, ale Bailey i tak miałby wątpliwości, czy ucieczka przed tym mężczyzną byłaby możliwa. Miał na tyle dużą władzę, że pewnie byłby w stanie prędko ją odnaleźć, a wtedy znalazłaby się tylko w jeszcze gorszym położeniu, więc być może faktycznie pozostało jej tylko zaakceptowanie swojej obecnej rzeczywistości i nie pogarszanie jej poprzez testowanie cierpliwości jej ojca.
I właśnie to doradziłby jej Bailey, gdyby uważał, że obchodziło ją jego zdanie, ale dobrze wiedział, że tak nie było. Dziś był wyjątkowy dzień, poprosiła go o pomoc, ale nie sądził, aby ta nagła zmiana była czymś na stałe. To zdarzyło się raz i pewnie więcej nie miało się powtórzyć.
– Nie chcesz, to nie wierz – wzruszył ramionami, nie zamierzając usilnie przekonywać jej do tego, jak jest. Szkoda mu było na to energii. Tym bardziej, że wiedział, iż Mindy pewnie i tak mu nie uwierzy. – Ale zabawa w szpiega mnie nie kręci – dodał, bo tak właśnie było. Zgodził się na zostanie ochroniarzem, ale nie na to, aby zapamiętywać każdy detal jej życia, a później donosić o tym jej ojcu. Kto wie, być może miał inne sposoby, aby dowiedzieć się o tym, co się u niej działo i co robiła, ale Harrigan nie miał w swoich obowiązkach informowania go o tym. Jedyne, co by przekazał jej ojcu, to informacje o zagrożeniach związanych z jego światem, ale cała reszta? Pilnowanie tego nie było sprawą Baileya.
Wciągnął głęboko powietrze, widząc, co kombinowała. Gdyby okoliczności były inne, a ona nie byłaby córką jego obecnego szefa, którą miał chronić, pewnie uległby pokusie. Była atrakcyjną kobietą, wizualnie w pełni w jego typie, ale gdyby pozwolił sobie na przekroczenie tej granicy, popełniłby duży błąd. Miał jednak dość rozsądku, aby się powstrzymać, dlatego po tym, jak jeszcze przez chwilę spoglądał na jej wyciągniętą rękę, opróżnił swój kieliszek bez sięgania po sól, a następnie spojrzał Mindy w oczy. Nie dał się speszyć, po prostu odmówił, jednocześnie spoglądając na nią z lekkim podziwem za to, że próbowała go tak podejść. – Nic. Nie ma takiej rzeczy, która by do tego doprowadziła. Mówiłem, potrzebuję tej roboty – przypomniał jej, po czym wzruszył ramionami. Harrigan musiał wytrwać w tej pracy do czasu, aż odpuszczą mu i zniknie z radarów władz. Montague mogła jednak być pewna tego, że wyczekiwał tego momentu równie mocno, co ona.
– Bardzo nie chcesz odpuścić, co? – zauważył i poruszył zaczepnie brwiami. W jej uporze było coś uroczego. Bailey jednak nadal miał go za głupotę, bo przecież jego rezygnacja niczego by nie zmieniła – na jego miejscu po prostu pojawiłby się ktoś inny.

Mindy Montague
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
unikam gier, które w ogóle nie rozwijają relacji, a także takich, w których pojawia się przemoc na tle seksualnym
26 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziedziczka narkobiznesu i manager rodzinnego kasyna
Awatar użytkownika
przyszła dziedziczka narkotykowego królestwa, córeczka tatusia i manager lokalnej filii rodzinnego kasyna - montague paradiso
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogła podjąć się próby ucieczki, choć jednocześnie miała świadomość tego, iż ta prawdopodobnie od razu skazana byłaby na porażkę. Wiedziała również, że wcale nie chciała tego robić, ponieważ pasowało jej bycie u p r z y w i l e j o w a n ą.
Nie mówiła o tym głośno, a przynajmniej nie robiła tego w obecności osób, których nie znała zbyt dobrze, a jednak Mindy naprawdę ceniła sobie to, że miała w życiu łatwiejszy start. Zawdzięczała to właśnie swojemu ojcu, dlatego być może częściowo przymykała oko na to, jak szemrane interesy prowadził. Zamiast w pełni go potępić i odsunąć się, ona wolała to zaakceptować, ponieważ dzięki temu sama żyła w dostatku.
Najwyraźniej jej kręgosłup moralny był bardziej elastyczny, niż sama kiedykolwiek chciałaby to przyznać.
Uniosła jedną brew ku górze, przyglądając mu się badawczo. Nie chciała przyznać, że mogła mu wierzyć, a jednak coś w jego uporze sprawiało, iż chyba w końcu zaczął ją przekonywać. Nie miało to jednak przesądzić o tym, jak do niego podchodziła, ponieważ Mindy bynajmniej nie było na rękę to, że ktoś bezustannie za nią chodził. To nie było w porządku, nawet jeżeli przy okazji nie kablował na nią do jej ojca.
Co więcej, nie chciał też tańczyć tak, jak ona by mu zagrała.
Zmrużyła powieki, przyglądając się temu, jak zignorował jej zaczepkę. Z jednej strony jej tym zaimponował, ponieważ oznaczało to mniej więcej tyle, że był człowiekiem godnym zaufania. Z drugiej, odrobinę ugodziło to w jej dumę, ponieważ nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś jej odmawiał. Niczego nie była też w stanie poradzić na to, iż przez moment przez jej umysł przemknęło wspomnienie minionej nocy. Może skompromitowała się w jego oczach do tego stopnia, iż ani trochę nie wydawała mu się pociągająca?
Uśmiechnęła się zaczepnie, nie dając po sobie poznać tego, że jej zagrywka mogła obrócić się przeciwko niej. Chwilę po tym sięgnęła po własny kieliszek i opróżniła go, zaraz też zlizując ze swojej dłoni pozostałości soli. — Nie chcę. I nie odpuszczę — zapewniła, niedbale wzruszając przy tym ramionami. Prawdopodobnie jednak nie musiała go ostrzegać, ponieważ sam zdołał już przekonać się o tym, że potrafiła być wyjątkowo uparta.
Teraz zaś nie miała już ochoty na dalszą zabawę, dlatego odsunęła się nieco na krześle, z nieco większej odległości lustrując jeszcze spojrzeniem jego twarz. — Wracajmy — oznajmiła, dopiero po chwili decydując się na to, aby podnieść się z miejsca. Nie czekała na bruneta, tylko po prostu ruszyła przed siebie. Do tego, że czasami musiał ją gonić, też powinien się już przyzwyczaić.
zt.
Bailey Harrigan
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”