-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Nie mając konkretnych planów na spędzenia samotnie wieczoru, uznał, że wróci do studia i popracuje nad choreografią, którą miały zaprezentować dzieciaki z grupy tanecznej, którą przygotowywał do konkursu. Nie był to szczyt jego możliwości, jednak prowadząc własny biznes nie mógł wybrzydzać jeśli chodziło o klientów. Potrzebował pieniędzy, a i potencjalna wygrana mogła dobrze wpłynąć na jego biznes, dostarczając darmową reklamę.
Zgarnął kluczyki od motocykla, kierując się do drzwi. Pogoda była idealna na przejażdżkę, może nawet weźmie dłuższą trasę, by poczuć większość ilość wolności oferowaną przez jednoślad. Kto wie, może uda mu się w drodze powrotnej zgarnąć nawet jakąś personę, która umili mu wieczór?
Otworzył drzwi i ledwo jego noga znalazła się za progiem, kiedy został brutalnie wepchnięty do środka. Upuścił kluczyki, które z głośnym brzęknięciem wylądowały na drewnianej podłodze.
-Co do kurwy? - wyrzucił z siebie, zataczając się do tyłu. Złapanie framugi uratowało go przed upadkiem, a tym samym uratowało osobę, która na chama wbiła mu na chatę, a która naraziła się, świadomie bądź nie, na złość Vanberga, któremu nijak nie podobało się takie traktowanie.
Niespecjalnie biorąc pod uwagę, że to mogło być włamanie czy napad, odzyskał równowagę, stając już pewniej na nogach. Wlepił pełne złości spojrzenie w postać stojącą przy zamkniętych już drzwiach. Jak to licho wyglądało! I on chciał się teoretycznie bić z Deanem?
Zmierzył młodego chłopaka z góry do dołu spojrzeniem, w którym na chwilę obecną można było dostrzec tylko chłód.
-Proszę, proszę. Nie przypominam sobie, żebym dzwonił do agencji po panienkę. A może jesteś moim spóźnionym prezentem urodzinowym? Nie pogardzę - skomentował, kiedy całkiem odzyskał panowanie nad sobą, wracając do swojego typowego jestestwa. Zaskoczenie minęło, minęła trochę i złość, chociaż nie było mowy, aby darował kolesiowi wbicie tu jak do siebie.
Zrobił kilka kroków, zmniejszając dystans pomiędzy nimi.
-Powiesz mi, co tu kurwa robisz, czy mam być mniej przyjemny? - zainteresował się pozornie spokojnie.
George Whitcroft
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Niestety, ale pewnej rzeczy nie był w stanie uniknąć. Mając pieniądze ludzie często próbują Cię wykorzystać by zdobyć trochę pieniędzy. Niektórzy już są na tyle bezczelni, że agresją próbują wyciągnąć od niego wszystko co posiada, by chociaż na chwilę poczuć się lepiej. I do tego właśnie doszło tego dnia.
Wracał właśnie do domu, kiedy na jego drodze stanęło kilku umięśnionych mężczyzn. Jeden wskazywał na jego drogi zegarek, który dostał od ojca na dwudzieste urodziny.
- Jeśli nie chcesz oberwać, oddasz nam swój portfel i ten drogi zegarek – mruknął jeden z nich, podchodząc bliżej.
George pokręcił głową, zaciskając dłoń na kieszeni, gdzie znajdował się jego portfel z kartą ojca. Wydobędą z niego pin i będą mogli robić co im się żywnie podoba. Jego rodzina raczej tego nie odczuje, bo nikt nie jest w stanie wydać kilkunastu milionów w jeden dzień, ale chodziło o sam fakt. Nie oddałby tego wszystkiego tak po prostu.
- Nic nie mam, a ten zegarek po podróbka. Zostawcie mnie w spokoju – odparł, odwracając się na pięcie by odejść, gdy usłyszał za sobą odgłosy kroków. Niewiele myśląc i nie oglądając się za siebie młody chłopak zaczął biec ile sił w nogach, skręcając co rusz w jakieś uliczki, przeskakując przez ogrodzenia i próbując ukryć się za samochodami.
Oczywiście nie mogło puść zbyt prosto, bo ktoś go dogonił, łapiąc za kaptur jego bluzy. George pod wpływem adrenaliny, szarpnął się kilka razy, obrywając przy okazji pięścią w twarz, ale ostatecznie wyrwał się napastnikowi i popędził dalej, aż zobaczył otwarte drzwi czyjegoś domu. Bez zastanowienia wbiegł do środka, wpadając przy okazji na właściciela, ale ostatecznie znalazł się za zamkniętymi drzwiami, uwolniony od niebezpieczeństwa.
A może wkopał się właśnie w kolejne kłopoty?
Obrzucił zakłopotanym spojrzeniem mężczyznę, który patrzył na niego z mordem w oczach, czując pieczenie w lewej połowie twarzy. No pięknie, jeszcze siniaka mu brakowało.
- Nie jestem dziwką – mruknął, wywracając oczami. Serio? Typ myśli że jest tak zajebisty, że darmowy seks wpada mu do domu ot tak? Najpierw jakieś typki próbują go okraść, a teraz jakiś typ planuje go molestować. Co jeszcze?
- Ukrywam się, ok? Chcieli mnie okraść i pobić, więc uciekałem. I tak trafiłem tutaj, bo nie miałem innego wyjścia. Proszę, nie szukał kłopotów. – powiedział, unosząc dłonie w geście poddania, kuląc się pod ścianą, kiedy mężczyzna zbliżył się do niego.
Dean Vanberg
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Lustrował uważnie chłopaka, który wydawał się nad wyraz spięty. Nie spodziewał się tutaj nikogo, czy powód był zgoła inny? Same pytania i zero odpowiedzi, bo jegomość najwidoczniej nie miał zamiaru kwapić się do wypowiedzenia chociażby jednego słowa. Kilka sekund ciszy i Dean zdołał dostrzec ślad na jego policzku, który wyglądał na świeży. Nie no, błagam, żeby to nie była żadna ofiara przemocy domowej, bo do roli terapeuty się nie nadawał. Mógł za kogoś oddać, ale jeśli chodziło o ckliwą rozmowę, lepiej od razu było skoczyć z mostu.
-Jesteś pewien? Wiesz, nie to, żebym się znał, ale wydaje mi się, że normalnie ludzie nie władowują swojego cielska do domów innych, jeśli nie mają konkretnego celu. Na złodzieja nie wyglądasz, bo ta akcja była tak słaba, że aż mnie dusza zapiekła - skomentował, przechylając na bok głowę. Był w stanie gotowości w razie, gdyby miał się bić. Co prawda jego rozmówca wyglądał na takiego, który poprawnie ciosu nie umie wyprowadzić, ale życie nauczyło go, że pozory potrafią mylić. Gdyby nie one zapewne nie wylądowałby w poprawczaku, rozwijając swoje życie trochę inaczej.
-Ukrywasz się - powtórzył, mrużąc oczy. Czy jego dom wyglądał jak jakaś kryjówka, do której tak o każdy mógł sobie wejść? Na Grimmauld Place 12 mu to nie wyglądało, ale chyba otoczenia myślało inaczej. - Wyjściem jest na przykład oddanie, bo jak widzę, coś tam udało im się z twoją buźką zrobić - skomentował, przyglądając się siniakowi na policzku. Litości, czy to jakiś kolejny bogaty dzieciak, który nie wiedział niczego o prawdziwym życiu?
-Chyba będę musiał cię rozczarować, wiesz? Sam po te kłopoty przyszedłeś, a ja nie wiem, czy mogę tak o pozwolić ci wyjść, nie płacą za, cóż kryjówkę - rzucił, opierając rękę o drzwi, tuż przy lewym uchu chłopaka, co pozwoliło mu jeszcze skuteczniej zmniejszyć dystans.
Widział, jak ten się wzdrygnął, co wywołało na jego ustach lekki uśmieszek.
-To z czego niby chcieli cię okraść, hm? Drogi zegarek? Hajs? Trochę pachniesz bogatym szczylem - zauważył i dla wizualizacji, zaciągnął się jego perfumami, które pewnie kosztowały więcej, niż czynsz Deana.
George Whitcroft
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
– Jestem pewien. Nie jestem złodziejem ani dziwką. Serio? Czyli według ciebie dziwki wpadają do pierwszego lepszego domu, by kogoś zaspokoić? Wybacz, że nic innego nie przyszło mi do głowy i ukryłem się właśnie w tym domu, bo drzwi były otwarte – mruknął, krzywiąc się.
Typ miał chyba nie po kolei w głowie, skoro wymyślił coś takiego. Gdyby chciał coś ukraść, nie wpadałby do domu w obecności właściciela, bo świadczyłoby to jedynie o tym, że jest marnym złodziejem. Dziwki raczej pracują w klubach albo stoją na ulicy, zamiast ładować się do pierwszego lepszego domu, licząc na zarobek. Naprawdę nie mógł uwierzyć, że ukrywał się przed chuliganami?
Skinął głową na potwierdzenie. No, przynajmniej próbował się ukrywać, jeśli obecny tu właściciel mu na to zezwoli. Nie potrzebował wiele. Mógł siedzieć pod drzwiami wejściowymi, dopóki nie upewni się, że tamci go zgubili. Nie musiał nawet korzystać z toalety czy prosić o jedzenie. Po prostu posiedziałby w ciszy i zniknąłby, nim tamten znowu zauważyłby jego obecność.
– Nie myślałem o tym. Uciekałem – odparł, przykładając dłoń do policzka. Pewnie przez kilka tygodni będzie musiał zakrywać go makijażem, by nikt nie zadawał niewygodnych pytań. Dzięki adrenalinie, która nadal krążyła w jego żyłach, nie czuł bólu, ale wkrótce pewnie się to zmieni. Nigdy nie brał lekcji samoobrony, ale wcześniej też nikt go nie napadł. Teraz pewnie będzie musiał o tym pomyśleć.
– C-czego chcesz? – zapytał, przełykając ślinę, gdy tamten oparł dłoń tuż przy jego uchu. Był blisko. Zdecydowanie zbyt blisko. I co miały znaczyć jego słowa? Chciał pieniędzy? W porządku. Nie będzie przecież korzystał z jego gościnności za darmo, ale czy mógłby poprosić o coś jeszcze?
– Zegarek i portfel. Pewnie zabraliby mi wszystko, gdybym im pozwolił – mruknął, zaciskając palce na kieszeni, w której znajdował się jego telefon. To nie jego wina, że mógł sobie pozwolić na nowy model każdego roku.
Spojrzał na niego spode łba, kiedy tamten zaciągnął się zapachem jego perfum. Nie podobało mu się jego zachowanie. Czyżby serio myślał o nim jak o zabawce seksualnej, która szczęśliwie mu się trafiła?
Dean Vanberg
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Nic dziwnego, że kiedy dowiedział się, że nieznajomy chłopak nie jest marnym złodziejaszkiem, postanowił wykorzystać okazję, by trochę się nad nim popastwić. W kulturalny oczywiście sposób, bo chociaż seksu nie odmawiał, nie dobierał się do nikogo bez wcześniejszej zgody. Zasady istniały, nawet, jeśli Dean był mistrzem ich łamania i ignorowania.
-Normalnie nie, ale kto wie, może jakiś mój kumpel postanowił umilić mi wieczór przysyłając towarzystwo. Wiedzą, jak bardzo nie lubię się nudzić. Nigdy nic nie wiadomo. Ostatecznie wpakowanie się nieznajomego, który, jak twierdzi, nie chce mi zapierdolić większości rzeczy, też jest nietypowe - wzruszył lekko ramionami, pozwalając młodziakowi dostrzec zależność. Skoro on mógł wpaść bez zaproszenia, jakaś dziwka, potencjalnie wysłana, również. Co prawda nie wyglądał na takiego, który by prosił o atencję - Vanberg zaliczyłby go prędzej do porządnickich - ale chwila zabawy przed ostatecznym wystawieniem delikwenta za drzwi mu się należała. Ciekawe czy w tym wszystkim Azjata wziął pod uwagę, że równie dobrze mógłby wkroczyć na chatę kogoś, kto posłałby w jego stronę kilka kulek, zanim ten zdążyłby otworzyć usta w celu wyjaśnienia. Okolica może i porządna, ale należało się zastanowić skąd ludzie mieli hajs na te domy.
-Nie umiesz się bić, co? - Bardziej stwierdził, niż zapytał, uważnie mu się przyglądając. Mięśni żadnych, typowego błysku w oczach również. Bardziej przypominał mu płochliwą zwierzynę. Musiał mieć wspaniałe życie, skoro tak niewiele wiedział o prawach ulicy i zasadach, którymi kierował się ten świat. Wygra silniejszy i ten, który umie o siebie zadbać. Liczenie na pomoc innych sprawdzało się do czasu, aż szczęście postanowi przerzucić się na kogoś innego.
-Nie jestem przekonany, czy jesteś w stanie dać mi to, czego akurat chcę. Zawsze możemy sprawdzić, może miło mnie zaskoczysz. Podobno cicha woda brzegi rwie - stwierdził, uśmiechając się lekko, raz jeszcze spoglądając na jego ciało. Drażnił się z nim. Przyjemność sprawiało mu patrzenie, jak się wił, nie wiedząc jak zareagować. Skąd się brała wylęgarnia takich ludzi? Gdzie dokładnie hodowano bogate dzieciaki, które myślały, że pieniędzmi można było wszystko załatwić. - Wszystko brzmi interesująco. Mogę je dostać? - zainteresował się. Nie potrzebował od niego niczego, poza chwilą zabawy, bynajmniej nawet nie seksualnej. Nie miał zamiaru dobrać mu się do gaci.
Jeszcze.
Widząc, jak ten zaczyna się pocić, odbił się lekko od ściany, oddając mu ułamek przestrzeni osobistej.
-No już, nie stresuj się, bo zaraz na zawał zejdziesz - skomentował lekko. Złapał go za podbródek, obracając zasinioną stroną ku sobie. - Chcesz na to lodu? Stawiam, że pomoże - zerknął na niego, zaraz lekko klepiąc w policzek. Rollercoaster emocjonalny aż emanował z nieszczęśnika, a trupem Dean nie chciał się zajmować.
George Whitcroft
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Mogę zapewnić, że nie zostałem wysłany przez żadnego z twoich kumpli. Swoją drogą fajnie się bawicie, wysyłając sobie towarzystwo na szybkie numerki, zamiast kogoś poznać by nie ryzykować złapania jakichś chorób wenerycznych od nieznajomych. Ja raczej się na takie towarzystwo nie nadaję. – powiedział, kręcąc głową. Miał nadzieję, że przestanie o nim myśleć jak o zabawce. Miał nadzieję, że przestaną wałkować w kółko ten temat. Nie był dziwką. I nie został wysłany przez nikogo. Koniec.
- Jak widać. – odparł, wzruszając ramionami. Nie miał mięśni. Nigdy nawet nie pomyślał o tym, by pójść na siłownię. Wcześniej nie miał potrzeby się bronić bo jak ktoś taki jak on mógłby wpaść w kłopoty? Teraz jednak będzie musiał się nad tym zastanowić. Albo kupić sobie gaz pieprzowy. Nie chciał być rozpieszczonym bachorem, który jest wszędzie wożony przez prywatnego kierowcę. Lubił tę niezależność, którą zbudował przez lata.
- A czego tak naprawdę chcesz? – zapytał, chociaż podejrzewał już jaka będzie odpowiedź, wnioskując po jego ostatnich słowach. George nie sądził, że na tym świecie istnieją podobni ludzie. Miał pieniądze, więc nigdy nie przyszło mu do głowy by płacić komuś swoim ciałem o ile ktoś w ogóle miał na nie ochotę. Ale tak jak mówił już wcześniej, nie był dziwką i nie zamierzał oddawać mu swojego tyłka.
- Mogę Ci zapłacić, ale zegarek ma wartość sentymentalną i wolałbym go nie oddawać. – odparł, zaciskając palce na nadgarstku. Mógł mu oddać dosłownie wszystko, spłacając swój dług wdzięczności, ale nie ten konkretny zegarek otrzymany od ojca. Co prawda jego rodzina mogła sobie pozwolić na sto takich zegarków, ale nosił go już kilka lat i przywykł do niego. Przez cały ten czas pilnował go jak w głowie.
Odetchnął z ulgą, kiedy ten odsunął się od niego. Nie wiedział, dlaczego bliskość mężczyzny działała na niego tak niepokojąco, bo nigdy czegoś takiego nie czuł. Zresztą nie miał też doświadczenia seksualnego, więc nie wiedział jak sobie z tym radzić. Mógł jedynie uciekać, ponownie pakując się w ręce złodziei.
Zacisnął zęby, kiedy ten złapał go za podbródek i przyglądał się jego siniakowi.
- Poproszę, jeśli można. – odpowiedział, odsuwając się od mężczyzny.
Dean Vanberg