-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Nie mając konkretnych planów na spędzenia samotnie wieczoru, uznał, że wróci do studia i popracuje nad choreografią, którą miały zaprezentować dzieciaki z grupy tanecznej, którą przygotowywał do konkursu. Nie był to szczyt jego możliwości, jednak prowadząc własny biznes nie mógł wybrzydzać jeśli chodziło o klientów. Potrzebował pieniędzy, a i potencjalna wygrana mogła dobrze wpłynąć na jego biznes, dostarczając darmową reklamę.
Zgarnął kluczyki od motocykla, kierując się do drzwi. Pogoda była idealna na przejażdżkę, może nawet weźmie dłuższą trasę, by poczuć większość ilość wolności oferowaną przez jednoślad. Kto wie, może uda mu się w drodze powrotnej zgarnąć nawet jakąś personę, która umili mu wieczór?
Otworzył drzwi i ledwo jego noga znalazła się za progiem, kiedy został brutalnie wepchnięty do środka. Upuścił kluczyki, które z głośnym brzęknięciem wylądowały na drewnianej podłodze.
-Co do kurwy? - wyrzucił z siebie, zataczając się do tyłu. Złapanie framugi uratowało go przed upadkiem, a tym samym uratowało osobę, która na chama wbiła mu na chatę, a która naraziła się, świadomie bądź nie, na złość Vanberga, któremu nijak nie podobało się takie traktowanie.
Niespecjalnie biorąc pod uwagę, że to mogło być włamanie czy napad, odzyskał równowagę, stając już pewniej na nogach. Wlepił pełne złości spojrzenie w postać stojącą przy zamkniętych już drzwiach. Jak to licho wyglądało! I on chciał się teoretycznie bić z Deanem?
Zmierzył młodego chłopaka z góry do dołu spojrzeniem, w którym na chwilę obecną można było dostrzec tylko chłód.
-Proszę, proszę. Nie przypominam sobie, żebym dzwonił do agencji po panienkę. A może jesteś moim spóźnionym prezentem urodzinowym? Nie pogardzę - skomentował, kiedy całkiem odzyskał panowanie nad sobą, wracając do swojego typowego jestestwa. Zaskoczenie minęło, minęła trochę i złość, chociaż nie było mowy, aby darował kolesiowi wbicie tu jak do siebie.
Zrobił kilka kroków, zmniejszając dystans pomiędzy nimi.
-Powiesz mi, co tu kurwa robisz, czy mam być mniej przyjemny? - zainteresował się pozornie spokojnie.
George Whitcroft
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Niestety, ale pewnej rzeczy nie był w stanie uniknąć. Mając pieniądze ludzie często próbują Cię wykorzystać by zdobyć trochę pieniędzy. Niektórzy już są na tyle bezczelni, że agresją próbują wyciągnąć od niego wszystko co posiada, by chociaż na chwilę poczuć się lepiej. I do tego właśnie doszło tego dnia.
Wracał właśnie do domu, kiedy na jego drodze stanęło kilku umięśnionych mężczyzn. Jeden wskazywał na jego drogi zegarek, który dostał od ojca na dwudzieste urodziny.
- Jeśli nie chcesz oberwać, oddasz nam swój portfel i ten drogi zegarek – mruknął jeden z nich, podchodząc bliżej.
George pokręcił głową, zaciskając dłoń na kieszeni, gdzie znajdował się jego portfel z kartą ojca. Wydobędą z niego pin i będą mogli robić co im się żywnie podoba. Jego rodzina raczej tego nie odczuje, bo nikt nie jest w stanie wydać kilkunastu milionów w jeden dzień, ale chodziło o sam fakt. Nie oddałby tego wszystkiego tak po prostu.
- Nic nie mam, a ten zegarek po podróbka. Zostawcie mnie w spokoju – odparł, odwracając się na pięcie by odejść, gdy usłyszał za sobą odgłosy kroków. Niewiele myśląc i nie oglądając się za siebie młody chłopak zaczął biec ile sił w nogach, skręcając co rusz w jakieś uliczki, przeskakując przez ogrodzenia i próbując ukryć się za samochodami.
Oczywiście nie mogło puść zbyt prosto, bo ktoś go dogonił, łapiąc za kaptur jego bluzy. George pod wpływem adrenaliny, szarpnął się kilka razy, obrywając przy okazji pięścią w twarz, ale ostatecznie wyrwał się napastnikowi i popędził dalej, aż zobaczył otwarte drzwi czyjegoś domu. Bez zastanowienia wbiegł do środka, wpadając przy okazji na właściciela, ale ostatecznie znalazł się za zamkniętymi drzwiami, uwolniony od niebezpieczeństwa.
A może wkopał się właśnie w kolejne kłopoty?
Obrzucił zakłopotanym spojrzeniem mężczyznę, który patrzył na niego z mordem w oczach, czując pieczenie w lewej połowie twarzy. No pięknie, jeszcze siniaka mu brakowało.
- Nie jestem dziwką – mruknął, wywracając oczami. Serio? Typ myśli że jest tak zajebisty, że darmowy seks wpada mu do domu ot tak? Najpierw jakieś typki próbują go okraść, a teraz jakiś typ planuje go molestować. Co jeszcze?
- Ukrywam się, ok? Chcieli mnie okraść i pobić, więc uciekałem. I tak trafiłem tutaj, bo nie miałem innego wyjścia. Proszę, nie szukał kłopotów. – powiedział, unosząc dłonie w geście poddania, kuląc się pod ścianą, kiedy mężczyzna zbliżył się do niego.
Dean Vanberg
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Lustrował uważnie chłopaka, który wydawał się nad wyraz spięty. Nie spodziewał się tutaj nikogo, czy powód był zgoła inny? Same pytania i zero odpowiedzi, bo jegomość najwidoczniej nie miał zamiaru kwapić się do wypowiedzenia chociażby jednego słowa. Kilka sekund ciszy i Dean zdołał dostrzec ślad na jego policzku, który wyglądał na świeży. Nie no, błagam, żeby to nie była żadna ofiara przemocy domowej, bo do roli terapeuty się nie nadawał. Mógł za kogoś oddać, ale jeśli chodziło o ckliwą rozmowę, lepiej od razu było skoczyć z mostu.
-Jesteś pewien? Wiesz, nie to, żebym się znał, ale wydaje mi się, że normalnie ludzie nie władowują swojego cielska do domów innych, jeśli nie mają konkretnego celu. Na złodzieja nie wyglądasz, bo ta akcja była tak słaba, że aż mnie dusza zapiekła - skomentował, przechylając na bok głowę. Był w stanie gotowości w razie, gdyby miał się bić. Co prawda jego rozmówca wyglądał na takiego, który poprawnie ciosu nie umie wyprowadzić, ale życie nauczyło go, że pozory potrafią mylić. Gdyby nie one zapewne nie wylądowałby w poprawczaku, rozwijając swoje życie trochę inaczej.
-Ukrywasz się - powtórzył, mrużąc oczy. Czy jego dom wyglądał jak jakaś kryjówka, do której tak o każdy mógł sobie wejść? Na Grimmauld Place 12 mu to nie wyglądało, ale chyba otoczenia myślało inaczej. - Wyjściem jest na przykład oddanie, bo jak widzę, coś tam udało im się z twoją buźką zrobić - skomentował, przyglądając się siniakowi na policzku. Litości, czy to jakiś kolejny bogaty dzieciak, który nie wiedział niczego o prawdziwym życiu?
-Chyba będę musiał cię rozczarować, wiesz? Sam po te kłopoty przyszedłeś, a ja nie wiem, czy mogę tak o pozwolić ci wyjść, nie płacą za, cóż kryjówkę - rzucił, opierając rękę o drzwi, tuż przy lewym uchu chłopaka, co pozwoliło mu jeszcze skuteczniej zmniejszyć dystans.
Widział, jak ten się wzdrygnął, co wywołało na jego ustach lekki uśmieszek.
-To z czego niby chcieli cię okraść, hm? Drogi zegarek? Hajs? Trochę pachniesz bogatym szczylem - zauważył i dla wizualizacji, zaciągnął się jego perfumami, które pewnie kosztowały więcej, niż czynsz Deana.
George Whitcroft
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
– Jestem pewien. Nie jestem złodziejem ani dziwką. Serio? Czyli według ciebie dziwki wpadają do pierwszego lepszego domu, by kogoś zaspokoić? Wybacz, że nic innego nie przyszło mi do głowy i ukryłem się właśnie w tym domu, bo drzwi były otwarte – mruknął, krzywiąc się.
Typ miał chyba nie po kolei w głowie, skoro wymyślił coś takiego. Gdyby chciał coś ukraść, nie wpadałby do domu w obecności właściciela, bo świadczyłoby to jedynie o tym, że jest marnym złodziejem. Dziwki raczej pracują w klubach albo stoją na ulicy, zamiast ładować się do pierwszego lepszego domu, licząc na zarobek. Naprawdę nie mógł uwierzyć, że ukrywał się przed chuliganami?
Skinął głową na potwierdzenie. No, przynajmniej próbował się ukrywać, jeśli obecny tu właściciel mu na to zezwoli. Nie potrzebował wiele. Mógł siedzieć pod drzwiami wejściowymi, dopóki nie upewni się, że tamci go zgubili. Nie musiał nawet korzystać z toalety czy prosić o jedzenie. Po prostu posiedziałby w ciszy i zniknąłby, nim tamten znowu zauważyłby jego obecność.
– Nie myślałem o tym. Uciekałem – odparł, przykładając dłoń do policzka. Pewnie przez kilka tygodni będzie musiał zakrywać go makijażem, by nikt nie zadawał niewygodnych pytań. Dzięki adrenalinie, która nadal krążyła w jego żyłach, nie czuł bólu, ale wkrótce pewnie się to zmieni. Nigdy nie brał lekcji samoobrony, ale wcześniej też nikt go nie napadł. Teraz pewnie będzie musiał o tym pomyśleć.
– C-czego chcesz? – zapytał, przełykając ślinę, gdy tamten oparł dłoń tuż przy jego uchu. Był blisko. Zdecydowanie zbyt blisko. I co miały znaczyć jego słowa? Chciał pieniędzy? W porządku. Nie będzie przecież korzystał z jego gościnności za darmo, ale czy mógłby poprosić o coś jeszcze?
– Zegarek i portfel. Pewnie zabraliby mi wszystko, gdybym im pozwolił – mruknął, zaciskając palce na kieszeni, w której znajdował się jego telefon. To nie jego wina, że mógł sobie pozwolić na nowy model każdego roku.
Spojrzał na niego spode łba, kiedy tamten zaciągnął się zapachem jego perfum. Nie podobało mu się jego zachowanie. Czyżby serio myślał o nim jak o zabawce seksualnej, która szczęśliwie mu się trafiła?
Dean Vanberg
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Nic dziwnego, że kiedy dowiedział się, że nieznajomy chłopak nie jest marnym złodziejaszkiem, postanowił wykorzystać okazję, by trochę się nad nim popastwić. W kulturalny oczywiście sposób, bo chociaż seksu nie odmawiał, nie dobierał się do nikogo bez wcześniejszej zgody. Zasady istniały, nawet, jeśli Dean był mistrzem ich łamania i ignorowania.
-Normalnie nie, ale kto wie, może jakiś mój kumpel postanowił umilić mi wieczór przysyłając towarzystwo. Wiedzą, jak bardzo nie lubię się nudzić. Nigdy nic nie wiadomo. Ostatecznie wpakowanie się nieznajomego, który, jak twierdzi, nie chce mi zapierdolić większości rzeczy, też jest nietypowe - wzruszył lekko ramionami, pozwalając młodziakowi dostrzec zależność. Skoro on mógł wpaść bez zaproszenia, jakaś dziwka, potencjalnie wysłana, również. Co prawda nie wyglądał na takiego, który by prosił o atencję - Vanberg zaliczyłby go prędzej do porządnickich - ale chwila zabawy przed ostatecznym wystawieniem delikwenta za drzwi mu się należała. Ciekawe czy w tym wszystkim Azjata wziął pod uwagę, że równie dobrze mógłby wkroczyć na chatę kogoś, kto posłałby w jego stronę kilka kulek, zanim ten zdążyłby otworzyć usta w celu wyjaśnienia. Okolica może i porządna, ale należało się zastanowić skąd ludzie mieli hajs na te domy.
-Nie umiesz się bić, co? - Bardziej stwierdził, niż zapytał, uważnie mu się przyglądając. Mięśni żadnych, typowego błysku w oczach również. Bardziej przypominał mu płochliwą zwierzynę. Musiał mieć wspaniałe życie, skoro tak niewiele wiedział o prawach ulicy i zasadach, którymi kierował się ten świat. Wygra silniejszy i ten, który umie o siebie zadbać. Liczenie na pomoc innych sprawdzało się do czasu, aż szczęście postanowi przerzucić się na kogoś innego.
-Nie jestem przekonany, czy jesteś w stanie dać mi to, czego akurat chcę. Zawsze możemy sprawdzić, może miło mnie zaskoczysz. Podobno cicha woda brzegi rwie - stwierdził, uśmiechając się lekko, raz jeszcze spoglądając na jego ciało. Drażnił się z nim. Przyjemność sprawiało mu patrzenie, jak się wił, nie wiedząc jak zareagować. Skąd się brała wylęgarnia takich ludzi? Gdzie dokładnie hodowano bogate dzieciaki, które myślały, że pieniędzmi można było wszystko załatwić. - Wszystko brzmi interesująco. Mogę je dostać? - zainteresował się. Nie potrzebował od niego niczego, poza chwilą zabawy, bynajmniej nawet nie seksualnej. Nie miał zamiaru dobrać mu się do gaci.
Jeszcze.
Widząc, jak ten zaczyna się pocić, odbił się lekko od ściany, oddając mu ułamek przestrzeni osobistej.
-No już, nie stresuj się, bo zaraz na zawał zejdziesz - skomentował lekko. Złapał go za podbródek, obracając zasinioną stroną ku sobie. - Chcesz na to lodu? Stawiam, że pomoże - zerknął na niego, zaraz lekko klepiąc w policzek. Rollercoaster emocjonalny aż emanował z nieszczęśnika, a trupem Dean nie chciał się zajmować.
George Whitcroft
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Mogę zapewnić, że nie zostałem wysłany przez żadnego z twoich kumpli. Swoją drogą fajnie się bawicie, wysyłając sobie towarzystwo na szybkie numerki, zamiast kogoś poznać by nie ryzykować złapania jakichś chorób wenerycznych od nieznajomych. Ja raczej się na takie towarzystwo nie nadaję. – powiedział, kręcąc głową. Miał nadzieję, że przestanie o nim myśleć jak o zabawce. Miał nadzieję, że przestaną wałkować w kółko ten temat. Nie był dziwką. I nie został wysłany przez nikogo. Koniec.
- Jak widać. – odparł, wzruszając ramionami. Nie miał mięśni. Nigdy nawet nie pomyślał o tym, by pójść na siłownię. Wcześniej nie miał potrzeby się bronić bo jak ktoś taki jak on mógłby wpaść w kłopoty? Teraz jednak będzie musiał się nad tym zastanowić. Albo kupić sobie gaz pieprzowy. Nie chciał być rozpieszczonym bachorem, który jest wszędzie wożony przez prywatnego kierowcę. Lubił tę niezależność, którą zbudował przez lata.
- A czego tak naprawdę chcesz? – zapytał, chociaż podejrzewał już jaka będzie odpowiedź, wnioskując po jego ostatnich słowach. George nie sądził, że na tym świecie istnieją podobni ludzie. Miał pieniądze, więc nigdy nie przyszło mu do głowy by płacić komuś swoim ciałem o ile ktoś w ogóle miał na nie ochotę. Ale tak jak mówił już wcześniej, nie był dziwką i nie zamierzał oddawać mu swojego tyłka.
- Mogę Ci zapłacić, ale zegarek ma wartość sentymentalną i wolałbym go nie oddawać. – odparł, zaciskając palce na nadgarstku. Mógł mu oddać dosłownie wszystko, spłacając swój dług wdzięczności, ale nie ten konkretny zegarek otrzymany od ojca. Co prawda jego rodzina mogła sobie pozwolić na sto takich zegarków, ale nosił go już kilka lat i przywykł do niego. Przez cały ten czas pilnował go jak w głowie.
Odetchnął z ulgą, kiedy ten odsunął się od niego. Nie wiedział, dlaczego bliskość mężczyzny działała na niego tak niepokojąco, bo nigdy czegoś takiego nie czuł. Zresztą nie miał też doświadczenia seksualnego, więc nie wiedział jak sobie z tym radzić. Mógł jedynie uciekać, ponownie pakując się w ręce złodziei.
Zacisnął zęby, kiedy ten złapał go za podbródek i przyglądał się jego siniakowi.
- Poproszę, jeśli można. – odpowiedział, odsuwając się od mężczyzny.
Dean Vanberg
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
-Rozczarowujące - westchnął z udawaną rezygnacją, teatralnie łapiąc się nawet za serce, jakby faktycznie go to ubodło. Prawdą było, że nigdy nie wysłała żadnemu ze swoich kumpli panienki, ale teraz, kiedy o tym pomyślał uznał, że to całkiem fajny pomysł. Będzie musiał pomyśleć komu podobna uciecha przyda się najbardziej. - Bawimy się na różne sposoby, możesz do nas dołączyć, wszystkiego cię nauczymy - uśmiechnął się lekko. Tylko mu nie mówcie, że miał do czynienia z prawiczkiem, którego jedyną przyjemnością była ręka żwawo pracująca, kiedy nikt nie patrzył. Dość przykre, bo młodziak miał potencjał. Kto wie, może jedynie potrzebował odpowiedniego nauczyciela, dzięki któremu z kaczątka przerodzi się w prawdziwego łabędzia, wojującego w sypialniach mieszkańców.
-Tatuś nie zapisał na sztuki walki? To co, może balet? Ewentualnie sam nie wiem, może szermierka? To pasuje do dzieciaków srających kasą rodziców - zauważył, tym samym dając wyraz pewnej pogardzie, którą żywił do rozpieszczonych pociech, które dostawały od małego niemal wszystko, przy okazji na każdym kroku starając się pokazać, że są lepsze od innych i żyjących w przekonaniu, że kasą można było wszystko załatwić. Well, Vanberg nie raz udowodnił im, że to niekoniecznie prawda, depcząc ich ego i próżność.
-Dowiesz się w swoim czasie. Teraz niech cię ta bogata główka nie boli - odpowiedział. Fascynowało go, czy koleś faktycznie nie zdawał sobie sprawy, co Dean miał na myśli, czy po prostu udawał.
-Szczerze powiedziawszy nie interesuje mnie twój zegarek. Nie noszą żadnego, są wyjątkowo niepraktyczne - wzruszył ramionami, zerkając na nadgarstek chłopaka. Zaskakujące, że niemal każda osoba, która miała więcej kasy, nosiła jakiś wypasiony zegarek, jakby chciała w ten sposób zamanifestować, że ją stać. Dla niego była to ozdoba zbędna, mogąca przynieść więcej szkody. Ktoś mógłby przykładowo chcieć go zajebać.
-Na litość boską, nie spinaj się tak, co? Zaraz ci żyłka pęknie albo kij w dupie złamie. To niewinny dotyk, na inne przyjdzie czas później - odpowiedział, patrząc mu w oczy. Jak miał się nie posuwać dalej, skoro chłopak przejawiał wszelkie oznaki ofiary, której dręczenie sprawiało mu wyjątkowo przyjemność. Nie robił niczego złego. Nie macał go, nie dobrał mu się do majtek, a jednak ten zdawał się czuć bardzo niekomfortowo. Idealnie.
Poszedł do kuchni, wyjmując z zamrażarki trochę lodu, który następnie zawinął w leżącą na blacie szmatę. Nic innego nie było, musiało wystarczyć.
-To co, zdradzisz mi kto właściwie cię napadł i czym sobie na to zasłużyłeś? - skrzyżował dłonie na piersi, opierając się tyłkiem o blat.
George Whitcroft
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Na nic takiego nie chodziłem. – odparł, wzruszając ramionami. Wiedział, że inne bogate dzieciaki chodziły na wiele zajęć dodatkowych, ale on w tamtym czasie wolał się zająć nauką co często wykorzystywał podczas konkursów. Do tej pory chyba nie znalazł sobie takiego zajęcia, które by mu odpowiadało. George raczej nie należał do stereotypowych dzieci bogatych rodziców co też mu odpowiadało głównie przez wzgląd na stosunek wielu osób do takich ludzi jak on . Co z tego że miał pieniądze, skoro wielu ludzi pałało do niego nienawiścią tylko z tego powodu. Przecież to nie była jego wina, że życie tak mu się ułożyło.
Oczywiście, że zdawał sobie sprawę o co chodziło mężczyźnie. Ale nie chciał o tym mówić głośno, bo może jakimś cudem zapomni i więcej nie poruszy tego tematu.
- Och… to chcesz pieniądze? – zapytał, oddychając z ulgą. Czyli utratą zegarka nie musiał się martwić. W sumie i tak by go nie oddał, walcząc o niego z całych sił. B,ył sentymentalny i chciał go w przyszłości przekazać swojemu pierworodnemu jeśli się takiego doczeka, a póki co miał zostać w rodzinie. Naprawdę ciężko byłoby go przekonać, żeby go oddał.
- Słucham? Jaki inny dotyk? Jakie później? – oburzył się, robiąc się cały czerwony na twarzy. Co ten typ sobie wyobraża, że George pozwoli mu się macać? Zawstydziła go ta myśl, ale cholera. Nikt go nie będzie dotykał bez jego zgody, a już na pewno nie pod pretekstem odwdzięczenia się za ukrycie przed bandziorami. Nawet się nie znali, więc skąd w ogóle pomysł, żeby przechodzić do takich rzeczy? ? Nie, żeby George po poznaniu imienia chłopaka, nagle nabrał ochoty na jakieś cielesne igraszki. Nie i już. A jak będzie trzeba to go pogryzie. Mógł okazać wdzięczność, ale nie w ten sposób.
A póki co zacisnął zęby i przyjął lód w owiniętej szmatce i przyłożył go sobie do policzka. Przyniósł ulgę, ale ból jeszcze mu doskwierał.
- Serio myślisz, że wiem? Szedłem sobie spokojnie i jakieś obce typki mnie zaczepiły. Nie znam ich nawet. Nie wiem skąd się wzięli i czy mogli mnie wcześniej znać i obrać na cel czy tak sobie przechodzili, zobaczyli że mogę mieć kasę i postanowili zaryzykować. – burknął, krzywiąc się. Serio? Gdyby wiedział to już dawno pewnie nasłałby na nich policję, a tak nawet nie wiedział gdzie można ich szukać.
Dean Vanberg
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
-Sztywny jesteś i to zdecydowanie nie w taki sposób, jak lubię - skomentował, chamsko rzucając spojrzeniem na jego krocze. Ot, żeby chłopina zrozumiał aluzję, bo wychodziło na to, że z cnotką niewydymką z chóru mógł sobie piątkę przybić. Zastanawiające, które z nich pierwsze straciłoby dziewictwo, bo na jego oko młodziak nie wiedział nawet czym był prawdziwy dotyk.
Mentalnie wykonał przysłowiowego facepalma na kolejne słowa chłopaka, by zaraz zwyczajnie się zaśmiać. Ludzie potrafili być niereformowalni, chociaż w przypadku osobnika przed sobą Dean nie był pewien, czy ten mówił poważnie, czy próbował zgrywać naiwniaka. Wychował się w środowisku, które było raczej mało cenzuralne i właśnie głównie z takimi osobami się teraz bujał. Na swoich zasadach, bez hamulców czy ograniczeń. Lubił tę wolność, pozwalając sobie na odrobinę szaleństwa. Nieproszony gość nie wiedział nawet, co trafił. Powaga powagą, ale patrzenie na świat przez pryzmat pieniędzy, jakby za nie można było wszystko kupić, było mało seksowne i zdecydowanie nie było w stanie zwiększyć poziomu adrenaliny. Marnotrawstwo życia bez większych wspomnień. Czym chciał się w przyszłości dzielić ze swoimi dzieciakami? Hej, maluchy, a wiecie, że tatuś wygrał duży hajs na giełdzie?
Wydał z siebie kolejne westchnienie.
-Czy ty wiesz czym jest s e k s? Czy może powinienem udzielić ci jakiejś lekcji? Nie mam niczego przeciwko, ale podpisz oświadczenie, żeby twój ojczulek mnie nie pozwał za zgorszenie jego synalka - przekrzywił lekko głowę. Czyżby w prywatnych szkołach mieli takie braki w nauczaniu, obawiając się pogorszenia swoich wychowanków? Nic dziwnego, że od chłopa było niewinnością, która mogłaby skusić niejednego. Aż prosiło się, by zostawić na nim swój ślad, ciągnąc go ku dnie.
Słuchając odpowiedzi chłopaka, sięgnął do lodówki po dwie puszki pepsi, jedną podsuwając w stronę poszkodowanego.
-Bez urazy, ale bije od ciebie hajsem. Zapuszczasz się w dziwne rejony, obnosząc się ze swoim zegarkiem i drogimi ubraniami. Albo zadbaj o ochroniarza, albo chociaż stwarzaj pozory - wzruszył ramionami. Wystarczyło popatrzeć na Deana, jego nikt nie zaczepiał. Well, oddałby zapewne od razu, ale też nie śmierdział pieniędzmi. Nie narzekał, ale nie było mowy by mógł sobie pozwolić na jakieś przesadne kosztowności. - Masz ty w ogóle jakieś imię, cnotko? - Otworzył puszkę z głośnym pyknięciem, upijając łyk chłodnego napoju.
George Whitcroft
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pierdol się.
Pomyślał George, słysząc komentarz mężczyzny, który bezczelnie spojrzał na jego krocze. I jak tu nie chcieć dać takiemu w pysk? Co prawda George był ostatnią osobą, która rzuciłaby się na kogoś z pięściami, ale wyobrazić to sobie zawsze mógł. Starał się jednak nie obrażać gospodarza tylko dlatego, że ten pozwolił mu schronić się pod własnym dachem, nawet jeśli sugerował, że oczekuje czegoś w zamian. Torba pieniędzy? Spoko. Fajne auto? Nie ma sprawy. Wakacje w jakimś luksusowym miejscu? Też mógł za to zapłacić. Ale jego ciało nie było walutą, której mężczyzna mógł od niego oczekiwać.
– Oczywiście, że wiem – oburzył się George. Co prawda nie był doświadczony, bo wszystkie jego związki kończyły się zbyt szybko, a do tego nauczono go szacunku do drugiej osoby, więc nie dobierał się do majtek każdej poznanej dziewczyny. Nigdy nie uważał tego za problem. Wolał spędzać namiętne chwile z kimś, kto miał zająć ważne miejsce w jego życiu, a jednorazowe przygody zwyczajnie go nie interesowały. Nawet na imprezach, kiedy był pod wpływem alkoholu, potrafił utrzymać fiuta w spodniach. Sam też nie rozkładał nóg przed każdym, kto o to poprosił. Możliwe, że prędzej czy później wylądowałby w łóżku z jakimś mężczyzną, niż zaciągnąłby do niego koleżankę ze szkoły, ale jak dotąd nie miał na to ochoty.
– Nie, dziękuję. I tym bardziej nie będę mieszał w to mojego ojca – mruknął, krzywiąc się. Lekcje od kogoś takiego jak on? George prędzej złapałby od niego jakąś chorobę, niż nauczył się dobrego seksu. A do tego jeszcze oświadczenie dla jego ojca. Cyrk na kółkach. – Wracałem tędy do domu. Skąd miałem wiedzieć, że tym razem trafi mi się coś takiego? – zapytał. Do tej pory była to dla niego bezpieczna droga, ale od teraz będzie musiał znaleźć inną trasę. Albo po prostu zacząć poruszać się samochodem. – George – przedstawił się, otwierając puszkę z napojem i upijając z niej kilka łyków, odczuwając wyraźną ulgę.
Dean Vanberg