ODPOWIEDZ
24 y/o
For good luck!
161 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Went to the doctor and she said I was fine. But every movie that I see makes me cry
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

001. I'm having his baby - No, I'm not, but you should see your faces
Nie powinna tego robić. Lorelai wiedziała, że źle postępuje; że jest to wbrew wszystkim zasadom, jakie kiedykolwiek zostały jej przekazane; że mama i tata nie byliby z tego dumni. Niemniej jednak, decyzję już podjęła. Przynajmniej tak sądziła, wychodząc tego wieczoru z mieszkania w konkretnym celu.

Ubrana była zdecydowanie lżej niż sugerował przemiły pan pogodynek z kanału drugiego, jednak w ostatnim czasie – z uwagi na stan – znienacka potrafiły nachodzić ją nagle uderzenia gorąca, które sprawiały, że Lorrie się wręcz gotowała. Raz nawet doprowadziło ją to do omdlenia, więc tym bardziej ostrożna była z nakładaniem warstw na siebie, szczególnie gdy termometry ponad dwadzieścia stopni Celsjusza wskazywały. Zabrała jednak do ręki bluzę, co by w razie czego, jakby po zimnej nocy miała wracać. Nie spodziewała się, że tyle czasu chłopakowi zajmie, jednak tego również wykluczyć nie mogła.

Zastanawiała się przez długi czas mu to przekazać - jeszcze dłużej jednak myślała o tym jak mężczyzna na to zareaguje. Znała go od wielu lat, chociaż stwierdzenie, że “znała” było zdecydowanie przesadzone. W czasach szkolnych czasem się spotykali na wspólnych domówkach, a z czasem we wspólnym łóżku lub innym miejscu, które aktualnie im pasowało. Nawet nie potrafiłaby powiedzieć jaki jest jego ulubiony kolor albo chociaż ulubiona kanapka w Mc’Donalds, a co dopiero jak zareaguje na wesołą nowinę, jaką Lorrie miała dobremu koledze do przekazania. Domyślała się jednak. W pierwszej chwili na pewno przywita ją szokiem, potem niedowierzaniem, później może wyparciem albo złością - zupełnie jak w etapach żałoby. Tam jednak, na końcu zazwyczaj człowiek godził się z sytuacją. Czy Archie również się z tym pogodzi?

Znała jego adres, bo kiedyś, gdy spotkali się w Withby jej o tym wspomniał. Nie wiedziała dokładnie, które mieszkanie należało do niego, jednak dla Lorelai nie stanowiło to większego problemu. Żyła zgodnie ze stwierdzeniem – koniec języka za przewodnika. Na jej szczęście, przechodził właśnie jakiś sąsiad, który po dokładnym wizualnym opisie przez panienkę Martin, wskazał, pod którym numerem powinna chłopaka szukać. Oczywiście, zanim podzielił się z nią tą informacją, zmierzył ją oceniająco wzrokiem. Lorelai w ciągu ostatnich miesięcy, a w szczególności kilku tygodni zdążyła już do tego przywyknąć. — Jestem pełnoletnia — rzuciła, do odchodzącego już od niej sąsiada Archie’ego, aby za dużo przypadkiem sobie nie wyobrażał. Dziewczyna wiedziała, że jej rysy twarzy nie wskazywały na zbyt dojrzały wiek – nie wiedziała jednak, że aż tak do momentu, aż ludzie nie zaczęli dopytywać się jak czuje się będąc nastoletnią matką.

Stanęła pod jego drzwiami, jednak zanim zadzwoniła dzwonkiem, wzięła głębszy wdech. To był ostatni moment, aby ewentualnie wycofać się. Miała jeszcze na to szansę, która jednak zniknęła w momencie, w którym zadzwoniła. Dwa razy, krótko. Cały stres już miała chyba za sobą - tak jej się wydawało, jednak słysząc jak ktoś po drugiej stronie podchodzi do drzwi uświadomiła sobie, że stres to dopiero zaczynała odczuwać. Nawet dłonie jej się zaczęły pocić. Położyła je na brzuchu w dość sugestywny sposób. W końcu drzwi się przed nią otworzyły i powitał ją widok z lekka zdezorientowanego blondyna. Wydawał się być zaskoczony samą jej obecnością, więc miała nadzieję, że nie zejdzie przy niej na zawał, słuchając co jeszcze miała mu do przekazania. — . . .a to jest właśnie Twój tata — zaczęła, zerkając na swój ciążowy brzuch, zupełnie tak jakby to dziecko zapoznawała z nową sytuacją, a nie Archie’ego. — Uśmiechnąłbyś się trochę. Jak nie na mój widok, to chociaż na widok swojego przyszłego dziecka — rzuciła, niemalże nonszalancko, chociaż sama cholernie się całą tą sytuacją stresowała. — Chcesz tak stać ze mną w przejściu, żeby wszyscy sąsiedzi dowiedzieli się o tej radosnej nowinie czy zaprosisz mnie w końcu do środka?

Archie Miller
gall anonim
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

008
Archibaldowe dni są z reguły zajebiste — to pewnie przez ten jego wrodzony optymizm — więc jego zdziwienie było ogromne, gdy się okazało, że od rana nic nie wychodzi mu tak jak należy. W powietrzu unosił się zapach niepowodzenia i… spalonego omleta. Nie tak muśniętego spalenizną, ale takiego spalonego na wieki wieków amen - d o s z c z ę t n i e - na węgiel. Nie potrafił tego ubrać w słowa, ale czuł jakby wokół niego kręciło się jakieś fatum. Nie dość, że gra mu wykrzaczyła się trzy razy z rzędu w tym samym miejscu to jeszcze w chwili, gdy udało się mu przejść ten felerny moment ktoś postanowił zadzwonić do drzwi. Dwukrotnie! Co za natręctwo?!
Cholera, nie teraz… znów mnie zaraz wypierdzieli z serwera — wymruczał do siebie pod nosem niechętnie zwlekając się z wygodnego siedziska. Wystartował z kanapy z wielkimi słuchawkami na uszach i padem w ręku, przemierzając pokój co jakiś czas kontrolował sprawy na ekranie, a później otworzył szybko drzwi gotów rzucić jakimś błyskotliwym tekstem do sąsiada albo kuriera, który znów pomylił piętra, ale zamarł. Zsunął lekko słuchawkę z jednego ucha, a jego spojrzenie, które znajdowało się na wysokości jej oczu nagle powędrowało drastycznie w dół, a potem znów w górę. — Lorelai — wydusił zastanawiając się dlaczego upchnęła sobie piłkę lekarską pod koszulką i jeszcze do niej mówi?
...a to jest właśnie Twój tata — usłyszał, ale coś mocno mu tutaj zgrzytało. Error się mu odpalił w oprogramowaniu, a Millerowski system zaczął się zawieszać. Nim zdążył się nad tym wszystkim zastanowić to dobiegł go dźwięk z telewizora, dość złowrogi prawdę mówiąc, jakby jego postać właśnie była odkładana przez jakiegoś bossa. — Czekaj, stój tam. Nie ruszaj się… w sensie akcja tam jest, ja muszę… — ten dźwięk przeraził go na tyle, że zaczął się wycofywać taktycznie w głąb salonu, z każdym krokiem coraz szybciej - p r i o r y t e t y - rzucając jeszcze w jej stronę spojrzenie pełne powątpiewania i rozbawienia. — Jaki tata, Lorrie. Przecież my… — nie widzieliśmy się wieeeeeki, prawda? Problem w tym, że nie było mu dane dokończyć zdania, bo zahaczył nogą o kabel od ładowarki, pad wysunął się mu z rąk, a grawitacja upomniała się o jego ciało. Stracił równowagę i poleciał wprost na mały stolik kawowy.
Huknęło, gdy tylko jego głowa spotkała się z kantem stołu. Nastała ciemność i taka idealna cisza… której szczerze nienawidził. — Kurwa — wysyczał do siebie, gdy świat mu tak zawirował i dopiero po kilku sekundach (a może minutach, cholera wie ile tak leżał w tym swoim cichym świecie) otworzył jedno oko, ale obraz wciąż trochę się mu rozjeżdżał. Zamiast sufitu zobaczył stojącą nad nim dziewczynę z oooogromnym brzuchem. Z tej perspektywy wydawał się nawet większy nich chwilę wcześniej. Jego dłoń odruchowo przesunęła się w stronę pulsującego miejsca na głowie. — Jesu czemu połknęłaś arbuza? Wiesz, że baletu z tym nie zatańczysz co nie? Będzie cię strasznie przeważać — oznajmił poważnie znów zamykając oczy, czując jak cała głowa zaczyna mu pulsować. Ich relacja była dość powierzchowna prawdę mówiąc, spotykali się od czasu do czasu, zazwyczaj spontanicznie i nie mieli wobec siebie wygórowanych oczekiwań, ale miał to do siebie, że gdy ktoś mu coś mówił, zapamiętywał. Dobrze wiedział, że ten balet to w jej życiu się gdzieś przewija i wypalił z tym w pierwszej kolejności. No bo jak chciała robić karierę jakąkolwiek, jak zaraz będzie się ledwo toczyć na prostej drodze. A potem znów nagle otworzył oczy i wskazał na nią palcem oskarżycielsko. — To za wcześnie tak wpadać komuś na chatę z prankami! — jeszcze dobrze nocki w barze nie odespał. No, a wiadomo, że sobie żartowała. Prawda?

Obrazek
winnie / ancy ( dc: winniethepooh91 )
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”