ODPOWIEDZ
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

014
Wyjście do parku rozrywki nie było czymś, co planowała sobie w kalendarzu minimum raz miesiącu. Właściwie nie pamiętała nawet, kiedy ostatnio była w takim miejscu. W liceum? Albo tuż po? Pamiętała kolegę rzygającego z tych takich łabędzi unoszących się i kręcących... i chyba tyle. Tym razem jednak postanowiła zrobić wyjątek. Coś jej podpowiadało, że dzięki temu uda jej się poprawić humor Daphne. Miała miękkie serce i nie mogła długo znosić, gdy ktoś był osowiały. Pewnie dużo rozsądniejszym byłoby jej zaproponować, by po prostu pogadały. Nie musiały nawet w nic grać. Mogły spiknąć się na Discordzie, nalać sobie po lampce wina i porozmawiać od serca o swoich problemach. Niestety w takich rzeczach Cross była wyjątkowo beznadziejna. Pewnie tylko by jej pogorszyła humor, a tego przecież nie chciała. Miała nadzieję, że miejsce, które wybrała, samo w sobie będzie jakimś plusem. W końcu zaproponowała je, bo uważnie słuchała tego, co van Laar miała do powiedzenia, a to chyba zasługiwało na pochwałę?
— No dobra, moim zdaniem powinnyśmy zacząć od czegoś lekkiego. No wiesz, samochodziki i takie tam — zaproponowała, kiedy pokonały już krótką kolejkę przy bramkach i weszły wreszcie na teren parku. Rozejrzała się niepewnie, bo nie była pewna, czy samochodziki w ogóle tutaj były, ale ej, musiały być. Co to za lunapark bez wpadających na siebie pojazdów, prawda?
— Koniecznie musimy wygrać jakiegoś obrzydliwego misia na jednej z tych oszukanych gier. Przydałoby się też najeść jakichś tłustych rzeczy, które siądą nam na żołądku. Jeżeli nie masz ochoty dziś wymiotować, to możemy to zrobić dopiero po roller coasterze — wyjaśniła spokojnym tonem. Chyba jednak znała się na rzeczy. A przynajmniej taką zgrywała. Położyła jej rękę na plecach i skinęła głową w stronę jednej z alejek, na końcu której znajdowała się karuzela z krzesełkami zawieszonymi na linach. Siedzenia odchylały się od podstawy w niepokojących kątach. Owe kąty niepokoiły z pewnością osoby, które właśnie na krzesełkach darły ryje. Czyli zapowiadało się dobrze.
— Chociaż czekaj. Ty możesz w ogóle wchodzić na takie rzeczy? Ty w ogóle możesz... cokolwiek? Czy po prostu przejedziemy się ciuchcią i zmywamy się do domu? — Spojrzała na nią z rozbawieniem. Nie chciała jej oczywiście sprawić żadnej przykrości. Nie miała pojęcia, jak jej kondycja zdrowotna ma się do tych wszystkich atrakcji. Może jednak nie przemyślała destynacji ich spotkania na tyle, ile mogła? Cholera, trzeba było ją wyciągnąć do kina. Albo zaprosić do siebie na film i blanty, byłoby taniej. A Daphne w ogóle mogła palić? Cross poczuła się jakaś strasznie niedouczona.

Daphne van Laar
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „Canada's Wonderland”