31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Było jej naprawdę cieżko, chociaż nie chciała tego dać po sobie poznać. Przynajmniej nie przed najbliższym otoczeniem, bo musiała stanowić oparcie dla babkach. Tylko w tym wszystkim nie było nikogo, kto mógłby ją wesprzeć, pocieszyć czy po prostu razem pomilczeć.
Miewała momenty, gdy miała dość bycia silną, zaradną i wiedzącą, co robić. Brakowało jej wsparcia drugiego człowieka, który niósłby z nią te wszystkie zmartwienia. Stanowił oparcie, jakie kiedyś miała.
- Wiem, że rozumiesz.
Chociaż on stracił swojego dziadka już parę lat temu, ból i pustka nie znikała całkowicie. Trochę się zmniejszała, jednak nigdy całkowicie nie blakła. Zostawała uśpiona, ale ciągle żywa wraz ze wspomnieniami.
- Chciałeś dobrze - zauważyła już nieco spokojniej, ale wciąż zbyt dużo emocji nie znajdowało ujścia. Cmentarz nie był właściwym miejscem na takie dyskusje. Tutaj przychodziło się wspominać zmarłych, nie zakłócać im ostatni spoczynek. - Ale nie wszył, chociaż nie powinnam tak na ciebie naskakiwać. Gdyby żył, byłoby prościej.
Głos jej się na moment załamał. Nie chciała się pokazywać byłemu w takim stanie, ale miejsce i bliskość mogiły dziadka robiły swoje. Wyciągnęła rękę z kieszeni, żeby wytrzeć zbierające się w kącikach oczu łzy. Nie rozklei się tu po całości. Jakkolwiek mogłoby to być nie adekwatne do miejsca oraz sytuacji, jakoś powinna trzymać fason.
- Ładnie powiedziane - przyznała, bo chociaż było w tym sporo racji, nie zabrakło też drugiej strony medalu. - Nie odchodzą, ale niestety w stanie w żaden sposób nam już później pomóc - westchnęła, czując spory ciężar na swoich barkach. - Przydałaby mi się jakaś sensowna rada dziadku.
Bardzo mocno, żałowała że nie otrzyma żadnej odpowiedzi. Musiała radzić sobie sama w życiu, albo w końcu kogoś znaleźć na poważnie. I to w zasadzie była bardzo dobry kierunek na przyszłość. Nie wierzyła, że spotka ją miłość jak z bajki, ale ważne aby ufać i dać szacunkiem drugą osobę. Uczucie może pojawić się nieco później.
Doceniała, że Tucker nie próbował wykorzystać sytuacji do czegokolwiek. Przypomniała sobie, jak bezpiecznie się czuła ze świadomością, że on czeka na nią w domu. Że o każdej porze dnia czy nocy miała do kogo zadzwonić i móc się wyżalić. Wystarczyła smak świadomość, że on był. Niby nie wiele, ale naprawdę robiło ogromną różnice.
- W zasadzie to nic innego mi nie zostało, jak iść przed siebie i walczyć w pojedynkę z tym światem.
Odpływając trochę myślami nie zastanawiała się do końca, co mówi. Zmęczenie dawało o sobie znać. Ostatnie miesiące były mega trudne pod względem psychicznym. Fizycznie dawała radę, najtrudniej było pozbierać to, co nie widoczne na pierwszy rzut oka.

Tucker Darby
gall anonim
32 y/o
For good luck!
185 cm
asystent trenera Toronto FC
Awatar użytkownika
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3os
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Tucker przez chwilę milczał, słuchając jej słów. Wokół panowała niemal całkowita cisza. Jedynie wiatr poruszał gałęziami starych drzew, a gdzieś w oddali rozległ się stłumiony dźwięk zamykanej furtki. Cmentarz wydawał się odcięty od reszty świata, jakby czas płynął tutaj wolniej. Gdy Soraya spojrzała na grób dziadka, a w jej oczy zamieniły się w kryształy, poczuł znajome ukłucie bezradności. Jeszcze kiedyś wiedziałby, co zrobić. Wystarczyłoby objąć ją ramieniem, przyciągnąć do siebie i pozwolić jej wyrzucić z siebie wszystko, co nosiła na barkach. Teraz nie miał już do tego prawa.
Opuścił wzrok na kamienną płytę nagrobka. — Po tym wszystkim co się ostatnio działo masz prawo być zła. Ja też nie zawsze radzę sobie ze wszystkim tak, jak powinienem i tak jakbym chciał — westchnął cicho, wsuwając dłonie do kieszeni kurtki. Chłodne powietrze zaczynało być coraz bardziej odczuwalne, ale niemal tego nie zauważał. Spojrzał na nią uważnie. Widział zmęczenie, które próbowała ukrywać. Znał ją wystarczająco dobrze, żeby dostrzec, kiedy pękała pod ciężarem własnych obowiązków. — Jest ci naprawdę ciężko, prawda? — nie było to nawet pytanie. Bardziej ciche stwierdzenie na które wcale nie musiała mu odpowiadać, bo doskonale znał odpowiedź.
To że nie ma go tutaj fizycznie nie oznacza, że nie pomaga Ci w codziennym życiu. Wierzę w to, że jest inaczej — zakomunikował, próbując delikatnie się uśmiechnąć. Brunet znajdował się dokładnie w takiej samej sytuacji jak Soraya. Też stracił kogoś, kto był dla niego ważniejszy od rodziców. Również dziadka. Może i nie czuje jego obecności fizycznej, ale jest przekonany, że patrzy na niego z góry i stara się ze wszystkich sił mu pomagać. Pewnie gdyby nie on to już nieraz mógłbym polec na niektórych przeszkodach, które przygotowało mu życie.
Ta nostalgiczna chwila między nimi przypomniała mu to co tak naprawdę najbardziej w niej kochał. Szczerość i emocje, których nigdy nie musiała i nawet nie próbowała ukrywać. Zawsze była sobą i potrafiła powiedzieć wprost co leży jej na sercu, a w obecnych czasach uważane jest to za ogromny problem. — Jesteś silną kobietą, zawsze nią byłaś i wiedz, że nieważne w jakich okolicznościach, ale zawsze będę trzymał za Ciebie kciuki — przytaknął głową, a to co powiedział bardzo go zasmuciło. Dlaczego? Ciężko powiedzieć. Poniekąd brzmiało to jak pożegnanie. Chyba naprawdę nie potrzebowała go w swoim życiu, bo bała się chaosu, który mógłby wywołać ex wchodzący z butami do jej życia po raz kolejny. Może tak po prostu było dla niej lepiej? Może ten list to była przesada? Tucker musiał to wszystko przetrawić i jakoś się z tym uporać, bo zamiast podnieść się po tym wszystkim na duchu to zadziałało to zupełnie odwrotnie.
Na mnie już pora — zakomunikował, po czym odwrócił wzrok w stronę alejki prowadzącej do wyjścia.— Dobrze było cię zobaczyć, Soraya — powiedział to szczerze. Bez ukrytych znaczeń. Po prostu szczerze. Potem odwrócił się i powoli ruszył przed siebie, zostawiając ją sam na sam z ciszą, wspomnieniami i człowiekiem, którego przyszła odwiedzić.

koniec <3
Soraya Cano
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. John's Anglican Church”