Lilian przygotowała podobną listę życzeń jeszcze w liceum, kiedy spotykała się z Nicolasem. Znalazły się na niej plany dotyczące ich wspólnej przyszłości, a także bardziej magiczne, momentami intymne chwile, wyjęte z seriali dla nastolatek, które sama marzyła przeżyć. Nie była już pewna, ale wydawało jej się, że lista liczyła co najmniej dwanaście punktów. Chciała zrealizować je wszystkie przed ukończeniem szkoły średniej, jednak ostatecznie połowa z nich nigdy nie doczekała się spełnienia.
Czy teraz, jako dorosła kobieta, powinna przygotować nową listę i dopilnować, aby tym razem udało się zrealizować każdy punkt? Brzmiało to absurdalnie i infantylnie, jednak zupełnie w stylu Lilian Davenport. Właśnie dlatego po raz kolejny tego wieczoru uśmiechnęła się szeroko, uznając, że był to naprawdę świetny pomysł.
—
Oglądałam ten film! — krzyknęła zarówno zadowolona, jak i szczerze zaskoczona, że ktoś taki jak Max Korhonen również znał disneyowską ekranizację. —
Wiem, o co chodzi z listą życzeń! To brzmi naprawdę super. Właściwie nawet mi się podoba... ale zrobię to tylko pod jednym warunkiem... Ty też przygotujesz swoją listę i spełnimy wszystkie życzenia do końca roku — rzuciła z zapałem, po czym pod wpływem nagłej fali entuzjazmu i krążącej w żyłach tequili klasnęła energicznie w dłonie, uśmiechając się bardzo szeroko.
Ten temat ponownie wprowadził między nich lżejszą atmosferę. Przeplatała się ona z tą cięższą, bardziej emocjonalną, ilekroć rozmowa schodziła na poważniejsze kwestie dotyczące ich życia i osobistych odczuć. Lilian próbowała się dostosować. Próbowała momentami milczeć, aby nie zdradzić zbyt wiele, ale, do cholery, znów górę brała jej impulsywność i oczywiście alkohol. To wszystko przejmowało kontrolę nad tym co mówiła.
—
Zapomnij o tym. — Zaśmiała się nerwowo i złapawszy za własny łokieć, znowu skierowała twarz w stronę fal. Tego wieczoru były one nalepszym przerywnikiem od uważnego spojrzenia Maxa. Przecież się wygłupiła, sugerując mu
jakieś miejsce, do którego miałaby wracać; przecież naprawdę zabrzmiała tak, jakby tu i teraz wymagała od niego konkretnej deklaracji, a na tą sama nie była przygotowana... dlatego... wzdrygnęła się kiedy podłapał i kontynuuował temat.
Wszystkie słowa Maxa zawisły między nimi w krępującej dla Lilian ciszy. Ponownie odwróciła się w jego stronę i po prostu na patrzyła z delikatnie rozchylonymi wargami, kompletnie nie wiedząc jak powinna zareagować. Nie wiedziała, czy powiedział to jako nowy przyjaciel, czy jako mężczyzna, który chciał zostać u jej boku. Bała się zapytać, bo nie była gotowa na żadną z odpowiedzi. Nie była też gotowa przyzwyczaić się do obecności Maxa na tyle, aby pozwolić mu zająć którekolwiek z powyszych miejsc, dlatego ostatecznie posłała mu nieśmiały uśmiech i spuściła wzrok na stopy zakopane w piasku.
Rumieńce na jej policzkach nieco zbladły, gdy ogarnął ją stres. Beształa się za to, że po raz kolejny nie ugryzła się w język.
Max był wspaniały. Byłby świetnym przyjacielem, a może nawet jeszcze lepszym partnerem, ale jej własne problemy i przekonania, których uparcie trzymała się przez Dolores, nie pozwalały jej dopuścić go bliżej.
Z jednej strony chciała go poznać, z drugiej bała się, że niepostrzeżenie zaangażuje się zbyt mocno, a wtedy oboje na tym ucierpią. Tylko czy Max nie miał racji? Od kilkunastu dni wciąż do siebie wracali. Los nieustannie stawiał ich na swojej drodze, a między nimi raz po raz dochodziło do niejasnych sytuacji.
I w końcu, siłą rzeczy, przyznała, że go lubi. To wyznanie okazało się silniejsze od wszystkich wcześniejszych postanowień. Co więcej, mówiła dalej o akceptowaniu jego wad, jakby sama, nie do końca świadomie, składała mu podobną deklarację. I tym razem to Lilian dostrzegła zmieszanie Maxa; te lekko rozchylone usta i spojrzenie sugerujące, że chciał odpowiedzieć. Postanowiła więc nie dawać mu tej szansy. Wycofała się z tematu, zarzucając pomiędzy nich głupią zabawę w berka.
Chyba oboje potrzebowali chwili przerwy od wszystkich obietnic, które tego wieczoru padły pomiędzy nimi.
Lilian doskonale słyszała jego oburzenie, gdy krzyknął, że to było nieuczciwe. Problem polegał na tym, że choć sama była naprawdę szybka, Max miał zdecydowanie dłuższe nogi. Podczas tego krótkiego pościgu ogarnęła ją prawdziwa beztroska, dlatego ochoczo odpowiadała śmiechem na śmiech mężczyzzny. W końcu, gdy wydawało się, że zaraz ją dogoni, mimo jego przestrogi wbiegła prosto do wody. Trochę na przekór jemu, a trochę sobie, tylko dlatego, że w Lilian znów obudziła się tamta rozbrykana
dzizewczynka znad jeziora.
—
Masz mnie — rzuciła zasapana i rozbawiona, gdy dłonie Maxa rzeczywiście zacisnęły się na jej talii. Chwilę później pisnęła, bo potężna fala rozbiła się o ich sylwetki, mocząc eleganckie ubrania. Czerwona sukienka Lilian przylgnęła jeszcze mocniej do skóry, podkreślając jej kształty, a kilka mokrych kosmyków przykleiło się do zaróżowionych policzków. Przez moment próbowała się wydostać, choć doskonale wiedziała, że nie miała na to większych szans. Po prostu robienie Maxowi na przekór przychodziło jej z zadziwiającą łatwością. —
Co mam ci powiedzieć? Jesteś mi winny sekret. — A ona była winna mu swój.
Zaraz zamarła. Dopiero teraz, gdy zamilkli, a wokół został jedynie szum fal, uświadomiła sobie, jak blisko stał. Czuła na skórze ciepło męskich dłoni; czuła to zapalczywe, odrobinę inne spojrzenie, którym ją obdarzył. Nawet zauważyła jak na moment zatrzymał wzrok na jej ustach i nawet odruchowo, delikatnie je rozchyliła. Przełknęła ślinę. Niesłychane napięcie zaatakowało ją od czubka głowy do palców u stóp. Szczeólnie uderzyło w podbrzuszę i rozmyło się w tych bardziej intymnych strefach, alarmując o tym, że ta chwila zaczynała zakrawać o
niebezpieczeństwo.
Przesunęła dłonie, które dotychczas bezmyślnie trzymała na mokrych biodrach Maxa, wyżej. Ostrożnie ułożyła je na jego klatce piersiowej, dzięki czemu pod opuszkami prawej ręki wyczuła, jak niesystematycznie biło mu serce. Wtedy już wiedziała, co się zaraz wydarzy, a pomimo tego nie zdążyła się przygotować, kiedy gwałtownie złapał ją za policzki i wbił swoje usta wprost w jej wargi.
Przez krótką, oszałamiającą chwilę świat po prostu się zatrzymał. Ani przez ułamek sekundy nie pomyślała o tym, aby odtrącić Maxa. Jej ciało, od tak dawna spragnione bliskości, nawet by na to nie pozwoliło, dlatego mimowolnie przymknęła powieki. Było w tym wiele egoizmu, ale pozwoliła sobie na kolejną chwilę beztroski i spontaniczności.
Czuła jego bliskość; jego dłonie obejmujące z czułością i stanowczością jej policzki i bijące od Maxa ciepło, które zdawało się reagować podobną tęsknotą za drugim człowiekiem. Odbierała każdy bodziec z niezwykłą siłą, jakby świat wokół nich miał za chwilę przestać istnieć.
Pocałunek prędko nabrał jeszczr większej intensywności. Wszystkie emocje, jakie nadal nie potrafiła nazwać, po prostu eskalowały w tej sytuacji. Lilian instynktownie przysunęła się jeszcze bliżej, i jeszcze i... dała się ponieść, kiedy pod wpływem kolejnego impulsu znalazła się na jego rękach. Odruchowo objęła Maxa nogami w pasie, szukając w tym wszystkim kolejnej porcji intymności. Ramionami otuliła jego kark, podczas gdy krótka sukienka podwinęła się znacznie od tych wszystkich gwałtownych ruchów, ale była zbyt pochłonięta pocałunkiem, aby zwrócić na to uwagę.
A potem, kiedy oderwali się od siebie, również zamilkła. Nie odsunęła się jednak, kiedy Max oparł czoło o jej czoło. Nie próbowała zwiększyć dystansu, ani nie komentowała wszystkiego, co właśnie się wydarzyło. To był wyłącznie ich wieczór.
Lilian stopniowo odzyskiwała oddech i wsłuchiwaa się w ten należący do Maxa. Był równie niespokojny i ta świadomość wywołała na jej ustach ledwo dostrzegalny uśmiech. Wiedziała już, że nie tylko ona zatraciła się w tej chwili.
—
Chyba... — zaczęła, ale widząc, że jeszcze na nią nie patrzył, musnęła nosem koniuszek jego nosa. Co chciała powiedzieć,
chyba nie skończymy na zwykłym lubieniu się? Chyba coś poczułam? Chyba nie jestem pewna, czy chce się angażować? Nie wiedziała, w jaki sposób powinna się odezwać, więc nerwowo przemieliła ślinę, po czym znowu sięgnęła do warg Maxa. Ułożyła na nich znacznie delikatniejszy pocałunek, a potem jeszcze jeden, krótszy i po prostu wtuliła się całą sobą, przyz okazji mocniej zaciskając uda wokół jego bioder. —
Chyba powinniśmy wrócić na brzeg — dokończyła, choć finalnie nie to chciała powiedzieć.
Max Korhonen