25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Chociaż Lilian swoimi słowami nie chciała skłonić Maxa do dodatkowych rozmyślań nad jej losem, on nie potrafił puścić ich mimo uszu. Nie był człowiekiem szczególnie wylewnym, rzadko zadawał pytania, na które ktoś naprawdę nie chciał odpowiadać, jednak istniała zasadnicza różnica pomiędzy ignorowaniem problemu a udawaniem, że go nie zauważył. A Max zauważał zdecydowanie więcej, niż zwykle dawał po sobie poznać. Dlatego kiedy mówiła o wolności i szczęściu, coś nieprzyjemnie ścisnęło go gdzieś pod mostkiem. Nie zamierzał jednak psuć jej wieczoru kolejnymi pytaniami. Nie tutaj. Nie teraz. Zwłaszcza kiedy po raz pierwszy od początku wydarzenia widział ją naprawdę rozluźnioną. Śmiejącą się szczerze. Bez spiętych ramion i czujnego spojrzenia rzucanego ukradkiem w stronę Dolores. Dlatego pozwolił jej zmienić temat. A kiedy wspomniała o Hannah Montanie, sam również chętnie schował cięższe myśli gdzieś na później.
Na jej reakcję parsknął cicho pod nosem i uniósł lekko brew. — Właśnie dlatego. — odpowiedział z rozbawieniem. — Cała Kanada zna jego nazwisko, a jednocześnie nikt nie wie o nim praktycznie nic. Przez moment obracał szklankę pomiędzy palcami. — Wyobraź sobie tylko, że możesz powiedzieć ludziom dokładnie to, co myślisz. Opowiedzieć im własną historię. Zostawić kawałek siebie pomiędzy stronami książki… a później zniknąć. Uśmiechnął się lekko, choć w jego spojrzeniu pojawiło się coś trudnego do nazwania. — Żadnych wywiadów. Żadnych zdjęć. Żadnych oczekiwań. Tylko słowa. Brzmi jak całkiem uczciwy układ. A może po prostu zbyt dobrze wiedział, jak wiele łatwiej jest odsłaniać własne myśli wtedy, gdy nikt nie patrzy człowiekowi prosto w twarz.
Na jej pytanie o to, jak ma na niego patrzeć, parsknął cicho i pokręcił głową, wracając spojrzeniem do jej twarzy. — Najlepiej tak, jak patrzysz teraz. — odpowiedział spokojnie, bez prób komplikowania czegokolwiek. — Reszta i tak się sama wyjdzie w praniu. Wzruszył lekko ramionami, jakby chodziło o coś prostszego niż była w rzeczywistości cała ta gra tożsamości. Prawda była taka, że „Max” i „Elias” wcale nie były aż tak różne, jak mógłby chcieć. Jeden tylko mówił mniej, drugi pozwalał sobie na więcej ciszy. Kiedy zapytała, czy nie będzie mu przeszkadzało, jeśli polubi go bardziej jako Eliasa, przez moment naprawdę się zawahał. Nie dlatego, że nie znał odpowiedzi, tylko dlatego, że ta była dziwnie niewygodna. W końcu jednak uniósł kącik ust w półuśmiechu. — Nie jestem pewien, czy mam na to wpływ. — rzucił lekko. — Jeśli coś w człowieku ma zostać, to i tak zostanie. Nieważne, jak się nazwie. Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo muzyka zmieniła się nagle, a on wciągnął ją w tłum bez większego oporu. I dobrze. Bo łatwiej było wtedy nie myśleć o tym, co właśnie powiedział.
Na parkiecie Max trzymał ją blisko, ale bez przesady, jakby balansował pomiędzy byciem częścią jej przestrzeni a pilnowaniem, żeby jej nie naruszyć. Nie był typem, który narzucał się w tańcu. Raczej prowadził, niż ciągnął. Raz obrót, raz krok w tył, kiedy tłum zacieśniał się zbyt mocno. Przyglądał się jej, kiedy się śmiała — temu swobodnemu, niekontrolowanemu śmiechowi, którego nie widywał często u ludzi, a przy niej pojawiał się zaskakująco naturalnie. W pewnym momencie nawet pozwolił sobie na coś rzadkiego: krótki, prawdziwy uśmiech, który nie miał w sobie nic z ironii ani dystansu. Ale tłum rósł. Z minuty na minutę robiło się ciaśniej, aż przestrzeń między nimi zaczęła znikać. Max zauważył to szybciej niż ona — ciało miał wytrenowane do wychwytywania takich rzeczy, jeszcze zanim umysł zdążył je nazwać. Krok w bok, subtelne przesunięcie, próba utrzymania jej w swoim polu widzenia. W pewnym momencie ktoś wpadł między nich, potem kolejna osoba i jeszcze jedna. I nagle nie było już „obok siebie”, tylko „gdzieś w tym samym tłumie”. Odwrócił głowę tylko na sekundę — dosłownie na ułamek — kiedy ktoś z boku zahaczył go barkiem. Wystarczyło. Kiedy wrócił wzrokiem, jej już nie widział. Nie od razu. Przez chwilę stał jeszcze w miejscu, bo mózg nie zdążył zarejestrować braku. Dopiero potem zrobił krok w przód, przeciskając się między ludźmi z tą spokojną, kontrolowaną stanowczością, która nie potrzebowała gwałtowności, żeby być skuteczna. Nie spieszył się panicznie, ale też nie zwlekał. Tylko uważnie przeczesywał tłum wzrokiem, coraz bardziej skupiony.
Znalazł ją w końcu kilka metrów dalej — jeszcze tańczącą, jeszcze uśmiechniętą, choć już nieco mniej pewną. Wystarczył jeden rzut oka, żeby zobaczył, jak ktoś zbyt blisko wpadł w jej przestrzeń. Jak ciało obcego przesunęło się za blisko, niż powinno. Max zmienił kierunek natychmiast. Nie powiedział nic, kiedy do niej dotarł. Po prostu pojawił się obok, naturalnie, jakby nigdy nie zniknął. Jedna dłoń znalazła się lekko przy jej plecach — nie chwyt, nie kontrola, raczej stabilny punkt odniesienia w chaosie. Druga odsunęła delikatnie czyjeś ramię, które znalazło się zbyt blisko.— Hej. — powiedział spokojnie, nisko, tylko do niej, tak żeby przebić się przez muzykę i hałas. — Jestem.
I dopiero wtedy, kiedy znów miał ją obok siebie, spojrzał na tłum trochę inaczej — nie jak na zabawę, tylko jak na coś, co trzeba było na chwilę uporządkować. Nie był zły. Raczej uważny w ten swój charakterystyczny sposób, w którym spokój zawsze był tylko powierzchnią.— Zmieniło się trochę tempo, co? — rzucił już odrobinę lżej, jakby chciał zdjąć z sytuacji ciężar, zanim w ogóle zdążył się tam osadzić. — Chodź. Trochę odetniemy się od środka. Nie ciągnął jej jednak na siłę. Po prostu ruszył powoli w bok, dając jej przestrzeń, żeby poszła z nim albo została — ale jednocześnie stojąc tak, żeby tłum już jej nie „wycinał” z jego pola widzenia. Dopiero kiedy znaleźli się bliżej krawędzi parkietu, gdzie muzyka była nadal głośna, ale ludzie mniej przypadkowi, Max spojrzał na nią uważniej. Jakby sprawdzał, czy wszystko w porządku, ale bez zadawania tego wprost. W porządku? — zapytał w końcu, spokojnie, bez nacisku. I po chwili, jakby mimochodem dodał ciszej: — Nie lubię, kiedy tłum robi się zbyt… entuzjastyczny.


Lilian Davenport
wanilia
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Potaknięciem przyznała mu rację. Elias był tajemniczą postacią. Wiadomo było o nim tyle, że świetnie pisze, ale prywatnie mógł być kimkolwiek chciał. Może nawet poruszał się gdzieś wśród otaczającego ich tłumu. Na tę myśl Lilian mimowolnie przesunęła spojrzenie po barze, parkiecie i całej promenadzie, jakby próbowała dostrzec wśród ludzi kogoś, kto mógłby pasować do tej anonimowej sylwetki, zanim wróciła wzrokiem do błękitnych oczu Maxa.
Żadnych wywiadów. Żadnych zdjęć. Żadnych oczekiwań, tylko czysta pasja i zamiłowanie do pisarstwa. Nic więcej i nic mniej. Elias North najwyraźniej nie chciał być popularny; wydawało się, że zależy mu jedynie na tym, aby jego książki trafiały do jak najszerszego grona odbiorców, aby pokochano go jako pisarza i pasjonata, a nie jako człowieka.
Max, miał rację. To całkiem uczciwy i racjonalny układ.
Jeszcze kilka drinków i z tej odległości będę miała problem, aby na ciebie patrzec — zaśmiała się frywolnie, przy czym machnęła przed twarzą dłonią, jakby chciała odgonić natrętną muchę. Albo natrętne myśli. — Trochę mi się obraz rozmazał i zaczynam dostrzegać, że jesteś całkiem ładny. Taka mocne 6/10 — zażartowała i miała nadzieję, że ten żart zrozumiał. Lilian naprawdę bardzo rzadko oceniała ludzi przez pryzmat ich wyglądu. Sama nie uznawała siebie za uosobienia kobiecego piękna, więc nawet nie poczuwała się, aby oceniać i szufladkować innych. Dla niej najważniejszy był charakter, a ten Max, jak się nagle okazało, miał całkiem przyzwoity.
 Chyba masz rację. — Potaknęła, bo co innego mogła zrobić. Nie wiedziałą dokąd doprowadzi ich ta noc, chociaż gdzieś w głowie Lilian tliła się nadzieja, że wszystko co się wydarzy będzie miłym wspomnieniem. Nieważne, czy ten czas spędzi z Maxem Korhonenem czy Eliasem Northem. Obu lubiła.


Nie panikowała. W końcu wiedziała, że Max znajdował się niedaleko, gdzieś w tym szaleńczym tłumie. Nie zmieniało to jednak faktu, że sama czuła się mniej komfortowo, dlatego wypatrywała go zewsząd, raz za razem zmieniając swoją figurę w tańcu.
Drgnęła dopiero, gdy poczuła obcą dłoń przesuwającą się zbyt nisko. Już miała odskocyć na bok z wyraźnie zniesmaczoną miną, ale zanim zdążyła to zrobić, znajomy głos przebił się przez dudniącą muzykę.Zrobiło się, jakby bezpieczniej, więc najpierw widocznie odetchnęła. Zaraz odwróciła się tak szybko, że w tak ciasnym tłumie nie miała szansy zachować dystansu. Wpadła prosto na tors Maxa i odruchowo zacisnęła się na materiale jego koszuli pod marynarką na wysokości żeber.
Gdy uniosła głowę, spojrzenie Lilian natychmiast odnalazło oczy chłopaka. Uśmiechnęła się wielce rozanielona, przez co wyglądała jednocześnie trochę głupkowato i niewiarygodnie uroczo.
Wiedziałam, że zaraz się pojawisz — powiedziała identycznie rozbawiona, co wtedy przy barze. — Nawet zaczynałam się zastanawiać, ile czasu zajmie ci znalezienie mnie — prychnęła, wciąż kurczowo trzymając palce na jego ubraniu.
W końcu jednak puściła i odsunęła się o krok, głównie dlatego, że tłum niejako się odsunął i zyskała swobodę, aby stanąć samodzielnie.
Odrobinę — przyznała i prędko przeczesała wzrokiem teren dookoła. Ludzie znowu zaczynali na nich napierać, skacząc dookoła niczym stado małp.
Kiedy Max ruszył w bok, nie zawahała się. Szybko podążyła za nim, przeciskając się między ludźmi i pilnując, aby nie zgubić go ponownie. Co jakiś czas ktoś wpadał na jej ramię albo łokieć, ale nieszczególnie zwracała na to uwagę, choć raz czy dwa zahwiała się na obcasach. Gdy znaleźli się bliżej krawędzi parkietu, odetchnęła z wyraźną ulgą. Chyba sama musiała chwilkę odpocząć.
Potem spojrzała na Maxa i lekko przechyliła głowę. Dopiero teraz zauważyła ten charakterystyczny, uważny wzrok, którym najwyraźniej oceniał sytuację, co w oczach Lilian wydawało się już całkiem normalne.
Nic mi nie jest — odparła w odpowiedzi na pytanie. — Zabrałeś mnie, aby potańczyć, a nie lubisz kiedy tłum robi się zbyt entuzjastyczny? — Skrzyżowała ramiona, patrząc na niego z mieszaniną rozbawienia i powagi, jakby próbowała odczytać, co dokładnie kotłowało się w jego głowie. — To może pójdziemy na spacer? — Wyminęła go, po czym wskazała w stronę brzegu wzdłuż portu. Było tam ciemniej, ale w tej ciemności Lilian nie dostrzegała już migających sylwetek, a przynajmniej nie na tyle, aby ich obecność mogła ich przytłoczyć.
Właściwie czemu zaproponowałeś mi wyjście?
W chwili, w której zadała to pytania poczuła dziwne napięcie. Nagle cała lekkość wcześniejszych momentów odsunęła się na drugi plan, zostawiając po sobie wyraźniejszą, bardziej niepokojącą ciszę.
Zastanawiała się, jak bardzo jej żałował po tym, co powiedziała w pensjonacie babcia i po tym, jak pokłócili się w ogrodzie. Zastanawiała się też, czy kierował się czystym współczuciem, bo miała wrażenie, że już zbyt często odsłoniła się z tym co przeżywała. Ona natomiast nie wiedziała zbyt wiele o Maxie. Pomimo że ostatnio spędzali dość sporo czasu razem, to nie wydawał się być zbyt wylewny.

Max Korhonen
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Max od początku uważał, że fenomen jego książek będzie opierał się właśnie na tym, że prawie nikt nie pozna autora. Był świadomy tego, jak niewiedza przyciąga ludzi. Jak tajemnica rozbudza ciekawość i pozostawia miejsce dla wyobraźni. Sam przecież wielokrotnie doświadczał podobnego głodu — tej potrzeby poznania czegoś, co pozostawało poza zasięgiem ręki. Paradoks polegał na tym, że kiedy kilka lat wcześniej zaczynał publikować pierwsze teksty, nie kierowała nim żadna przemyślana strategia. Po prostu chciał pisać. Nie interesowały go wywiady, spotkania autorskie ani błyski fleszy. Zależało mu wyłącznie na tym, żeby ludzie oceniali historię, a nie człowieka stojącego za nią. Żeby książki mogły obronić się same. Czasami zastanawiał się, czy gdyby czytelnicy poznali prawdę, nie poczuliby się rozczarowani. Bo za Eliasem Northem nie krył się żaden ekscentryczny geniusz ani tajemniczy samotnik żyjący gdzieś na końcu świata. Był tylko on. Facet remontujący domy, naprawiający samochody i wiecznie pakujący się w sytuacje, których rozsądny człowiek zwykle unikał. Widząc, jak Lilian rozgląda się po promenadzie, mimowolnie podążył wzrokiem za jej spojrzeniem. Kącik jego ust drgnął lekko. — Uważaj. — mruknął. — Jeszcze zaczniesz podejrzewać każdego drugiego faceta przy barze.
Dopiero jej kolejny komentarz wywołał u niego szczery śmiech. — Sześć na dziesięć? — powtórzył z wyraźnym niedowierzaniem. — Lilian, to wyjątkowo brutalna ocena. Spodziewałem się przynajmniej solidnego siedem i pół po tylu drinkach. - przyłożył dłoń do klatki piersiowej, udając śmiertelnie urażonego, jednak w jasnych tęczówkach blondyna wciąż błyszczało rozbawienie, nawet jeśli w głowie zrodziła się niepokojąca myśl dotycząca wcześniejszego tematu - Jak Lilian by zareagowała znając prawdę o Eliasie i Maxie?
Nie miał pojęcia, jakie emocje wywoła u Lilian jego nagłe zniknięcie wśród tłumu, który z każdą kolejną minutą stawał się coraz gęstszy. Dziewczyna należała do osób — a przynajmniej takie zdanie wyrobił sobie na jej temat Max — które potrafiły sobie radzić. Nie była typem kobiety czekającej biernie na ratunek, mimo to sam fakt, że przez moment stracił ją z oczu, wywołał w nim nieprzyjemne ukłucie niepokoju; to on zaproponował ten wieczór, on zabrał ją na festiwal i w jakiś irracjonalny sposób czuł się odpowiedzialny za to, żeby nic jej się nie stało.
Dlatego kiedy w końcu ją odnalazł, poczuł ulgę znacznie większą, niż chciałby przed sobą przyznać. A w kolejnej sekundzie brunetka praktycznie wpadła prosto na niego. Przez krótką chwilę wszystko wokół przestało mieć jakiekolwiek znaczenie; muzyka, tłum ludzi, światła. Czuł jedynie delikatne, kobiece dłonie zaciskające się na materiale koszuli i ciepło bijące od drobnego ciała, kiedy znalazła się tak blisko. Wystarczająco blisko, żeby dostrzec pojedyncze piegi na jej nosie i rozbawienie błyszczące w oczach.— Widzisz? — mruknął z ulgą, której nawet nie próbował ukrywać. — Mówiłem, że cię znajdę. - dopiero kiedy odsunęła się o krok, poczuł, jak napięcie powoli opuszcza jego barki.
Spacer wydawał się zdecydowanie lepszym pomysłem niż dalsza walka z tłumem. Dlatego bez protestów ruszył obok niej w stronę ciemniejszej części nabrzeża. Po kilku krokach przypomniał sobie jednak o czymś istotnym, zawrócił na moment do baru i wrócił z butelką tequili w dłoni. W jego ocenie była to inwestycja równie rozsądna, co konieczna. Dopiero wtedy ruszył dalej. Szum muzyki stopniowo cichł za ich plecami, zastępowany przez odgłos fal uderzających o pomosty i pojedyncze rozmowy ludzi spacerujących przy wodzie. Pozwalając na chwilę ciszy wybrzmieć między nimi, Max otworzył butelkę, wpierw proponując trunek swojej towarzyszce. Nie był fanem tego typu alkoholu, w zasadzie poza piwem sporadycznie wypitym do meczu, rzadko sięgał po alkohol, jednak jak założyli na początku dzisiaj mieli być kimś innym, a do Eliasa pasowała tequila.
Grymas, który pojawił się na twarzy Lilian po tym, jak upiła łyk bezbarwnego płynu, wykrzywił także usta Maxa, idącego w jej ślady, a zadane pytanie wywołało subtelne zaskoczenie. Przez moment milczał, zastanawiając się, jakie słowa oddadzą to, co czuł, a jednocześnie nie postawią ich obojga w niekomfortowej sytuacji. Zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach, które nieustannie wracały do niego w najmniej odpowiednich momentach. Upił kolejny łyk, zanim przekazał jej butelkę. W tym samym momencie przez jego umysł przemknęło wspomnienie tak żywe, jakby wydarzyło się zaledwie kilka minut wcześniej. Szum spływającej wody. Gorączka odbierająca mu zdolność logicznego myślenia. Jaśminowy zapach, który od tamtej pory dziwnie często potrafił przywołać obraz Lilian. I te kilka słów, których nigdy nie powinien był wypowiedzieć na głos; Pragnę cię Max zacisnął mocniej szczękę i odwrócił na moment wzrok w stronę ciemnej tafli wody. Nadal nie wiedział, czy bardziej żałował tamtej chwili, czy tego, że pamiętał ją aż tak dokładnie.— To skomplikowane. — odezwał się w końcu — Bo najłatwiejsza odpowiedź brzmi: bo cię lubię. Ale mam wrażenie, że oboje wiemy, że chodzi o coś trochę bardziej skomplikowanego niż zwykłe lubienie kogoś. - przyznał ze szczerością, której sam się po sobie nie spodziewał. - A ty czemu zgodziłaś się na to wyjście - zapytał, odbijając piłeczkę, jednocześnie pamiętając jak zła na niego była, a mimo to przyszła z kawą i przeprosinowymi babeczkami.



Lilian Davenport
wanilia
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wzruszyła niby obojętnie ramionami, chcąc pokazać mu, jak bardzo mógł się mylić we własnej samoocenie, choć gdyby miała ocenić go naprawdę (czego przecież wcale nie robiła) bez wahania przyznałaby mu mocną dziewiątkę. Nie zamierzała jednak pompować i tak już wyolbrzymionego ego Maxa, więc w odpowiedzi na jego teatralne oburzenie jedynie pokazała mu język.
Jak zareagowałaby, gdyby poznała prawdę i dowiedziała się, że Max i Elias to ta sama osoba? Wszystko zależałoby od etapu, na jakim znajdowała się ich relacja. Po tym wszystkim, co już o Maxie wiedziała, miała wrażenie, że najmniej chciałby zobaczyć ją piszczącą z zachwytu, błagającą o autograf i uczepioną jego łydki niczym zdesperowana fanka. Więc... najpewniej po prostu by mu pogratulowała. Pomysłu na samego siebie, książki oraz tego wielkiego sukcesu. Doceniłaby również to, że mimo popularności pozostał sobą. To zaleta, bo w aktualnym świecie, sztuczność oraz obłuda zbyt często zajmują czołowe miejsca. Być może byłaby zaskoczona, może nawet przez chwilę nie wiedziałaby, co powiedzieć, ale ostatecznie potraktowałaby go dokładnie tak samo jak wcześniej: jak Maxa, a nie Eliasa Northa.
Chwilę później znaleźli się już na plaży. Lilian spacerowała boso wzdłuż brzegu, trzymając obcasy w dłoni. Szpilki zdecydowanie nie współgrały z piaskiem. Z kolei gorzka tequila zupełnie nie współgrała z jej kubkami smakowymi. Znacznie bardziej odpowiadały jej słodkie, dobrze zbalansowane drinki serwowane na molo niż trunek pity prosto z butelki. Mimo to nie zamierzała się poddawać. Gdy przyszła jej kolej, śmiało przyłożyła usta do szyjki, choć pozwoliła sobie na oszustwo, upijając mniej, niż powinna.
Za każdym razem krzywiła się niemiłosiernie. Gorzki smak rozlewał się po języku i osiadał na podniebieniu. Zmuszało to Lilian do krótkiej walki z odruchem wymiotnym. Przez kilka sekund marszczyła nos i zaciskała usta, próbując pozbyć się nieprzyjemnego posmaku. Sam alkohol zdążył już jednak rozgościć się w jej organizmie. Z każdym kolejnym krokiem stawała się coraz lżejsza.
Oddała Maxowi butelkę dokładnie w chwili, gdy przez jego twarz przemknęła fala zaskoczenia wywołana pytaniem. Patrzyła na niego wtedy wyjątkowo poważnie i niecierpliwie, licząc na to, że zdecyduje się odpowiedzieć. Zdawała sobie sprawę, że była nietaktowna; że mogła powściągnąć swoją śmiałość i nie ryzykować zepsucia wieczoru.
Ciekawość jednak wzięła górę. Jak zwykle zresztą, pomyślała prędko.
Milczenie Maxa zaczęło ją niepokoić, dlatego na moment spuściła wzrok na stopy, które trzymała do połowy zanurzone w piasku. Nie podniosła jeszcze głowy, ale usłyszała, jak mężczyzna wziął kolejny łyk alkoholu. Nieco spięta jego reakcją, objęła się dłonią za łokieć i spojrzała w stronę wody. Szum ciemnych fal działał kojąco, choć nie na tyle, aby zagłuszyć wątpliwości kłębiące się w jej sercu.
W końcu ponownie zadarła wzrok, lecz tym razem to Max patrzył zupełnie gdzie indziej. Była już niemal pewna, że nie odpowie. Nawet zamierzała to uszanować, ale właśnie wtedy się odezwał.
To skomplikowane...
Czy to źle, że Lilian doskonale rozumiała te słowa? Poczuła to aż w trzewiach. Żołądek ścisnął się w supeł, gdy Max wypowiedział je na głos. Zaraz potem zaatakowała ją fala gorąca. Jedna. Druga. Trzecia i, o zgrozo, każda następna zdawała się silniejsza od poprzedniej.
Patrzyła na niego zdumiona, podczas gdy on kontynuował swoją wypowiedź z zatrważającą dla niej szczerością. Taką, na którą niestety nie potrafiła odpowiedzieć. Emocje Lilian wymknęły się spod kontroli. Nawet jeśli coś poczuła, nawet jeśli darzyła Maxa odrobinę większą sympatią, niż zwykło się darzyć kolegę, nie mogła mu o tym powiedzieć, bo lubienie kogoś w jej życiu było okropnie trudne.
Lubienie kogoś oznaczało, że prędzej czy później wciągnie tę osobę w swoje prywatne problemy. Dlatego nie chciała sobie więcej pozwolić na tego typu uczucia.
Milczała więc do momentu, w którym Max odbił piłeczkę i zapytał o jej pobudki.
Pomyślałam, że mogę świetnie się z tobą bawić. Naprawdę lubię się dobrze bawić — odpowiedziała zgodnie z prawdą. — Okazujesz się całkiem interesującym i intrygującym mężczyzną, więc chciałam przekonać się, jak to jest spędzić z tobą czas w normalnych okolicznościach. Niekoniecznie w jeziorze czy... pod prysznicem. — Ostatnie słowa wypowiedziała już z mniejszą pewnością. Mimo że w pewnym stopniu zdążyli już „przegadać” tamte wydarzenia i choć wspomnienie o nich wciąż wywoływało w Lilian niezręczność, uważała, że nie powinni udawać, że nic się nie stało. Tamtego feralnego dnia chciała mu pomóc, a on majaczył. Takie fakty usiłowała sobie narzucić.
Stanęła krok bliżej i jeszcze jeden, i jeszcze.
Naprawdę nie chciała czuć się spięta ani skrępowana podczas tego wieczoru, a jednak znowu patrzyła na Maxa odrobinę zbyt długo, stojąc w dziwnym oraz nierozumianym sobie napięciu. Coś się między nimi działo i właśnie zaczęła się zastanawiać, w którą stronę to pójdzie i ewentualnie jak długo będzie w stanie to wszystko znosić, zanim wybuchnie i odetnie się od Maxa. Identycznie jak odcięła się od poprzednich chłopców, bo przecież to wychodziło Lilian najlepiej. Wycofywanie się.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Bluffer's Park Marina”