34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen nigdy nie był najlepszy w kontaktach międzyludzkich, obracał się w środowisku bogaczy, gdzie ludzie ponad szczerość stawiali sztuczne uśmiechy i ładne kłamstwa. Dlatego on, w momencie, w którym relacje opierali na szczerości, to w to szedł.
Z różnym skutkiem jak widać, bo może to co miało być szczerym pytaniem, to ją dotknęło. Chociaż nie takie miał przecież zamiary.
To jej przepraszam odrobinę go zdziwiło, i to nie tak, że Galen nie umiał przeprosić... Chociaż może nie umiał? Kiedy on tak naprawdę to robił? Jak był Galenem Wyattem i to jemu wszyscy dookoła nadskakiwali. Uniósł jedną brew.
- Co? Za... - zaczął i chyba naprawdę miał jej pytać za co go przepraszała, ale Majka zaraz sama go ubiegła, a on wbił niebieskie spojrzenie w jej śliczne, brązowe oczy. Za to, że byłam narwana i źle cię oceniłam. Wszyscy źle go oceniali. Z góry zakładali, że Galen Wyatt jest taki, jak malują go brukowce, albo taki, jak inni bogacze. Albo taki, na jakiego sam się swego czasu kreował - bogaty dupek.
A teraz ten bogaty dupek aż nabrał powietrze w płuca, kiedy błękitne tęczówki przesunęły się po jej twarzy.
- To ja... - powie to? Przeprosi ją? Przyzna się do błędu? Może rzeczywiście w drodze na ten bankiet Galena Wyatta zgarnęli kosmici i zrobili mu pranie mózgu? Albo w jego głowie zagnieździł się jakiś egzotyczny robak, który zmieniał jego charakter? Dziwne - przepraszam - powiedział to niesamowite, tylko jeszcze żeby nie rzucać słów na wiatr musiał dodać za co. I tu już zaczynały się schody, bo najbardziej w stylu Galena było - za to, że źle mnie zrozumiałaś. Tylko jak to brzmiało? Niebieskie spojrzenie zaszło mgłą, kiedy Galen naprawdę w swojej głowie starał się to jakoś odpowiednio ułożyć, podejść do tego z empatią, taką ludzką, a nie ułomną, jak tą, którą przecież posiadał - za to, że na ciebie naskoczyłem - chyba dobrze to zabrzmiało? Aż Galen sam się zdziwił, wypuścił powietrze z płuc. Ta cała gonitwa myśli sprawiła, że on nawet nie zakodował momentu, kiedy Maya złapała go za rękę, ale teraz spuścił na moment spojrzenie na jej dłoń, palce zaciśnięte na tej jego, a zaraz znowu podnosił je na jej oczy.
- Jaką zasadę? - zapytał od razu, już to ostatnio słyszał. Od Peach, związek na pokaz, z zasadami. Jeśli Maya mu wypali z czymś podobnym... Ale przecież, no nie, to zupełnie coś innego. Ich... relacja opierała się na szczerości, a nie na udawaniu. Słuchał Majki, a im więcej mówiła, tym jego brew unosiła się wyżej, bo przecież... - ale jak kogoś lubisz, to chcesz mu pomóc, i moje pieniądze mogą...- zaczął, ale widział jej spojrzenie, a kiedy mocniej zacisnęła palce na jego ręce, to już nie kontynuował. Z jednej strony rozumiał to, że miała za dużą dumę, bo akurat Galen to też miał i nigdy nikogo nie umiał prosić o pomoc. Ale z drugiej zupełnie nie mógł tego pojąć, skoro mógł jej pomóc, mógł jej dać pieniądze, dać, nie pożyczyć, to przecież... kto by tego nie przyjął?
No ona właśnie.
Przechylił na bok głową przyglądając jej się.
- Dobrze... Ale jeśli następnym razem będziesz miała wpakować się w kłopoty, to najpierw przyjdź do mnie. I... nie wiem jak to wtedy załatwimy, ale Majka nie rób już rzeczy, których będziesz potem żałowała - nie wiedział czy zabrzmiało to dobrze, czy źle? Ale intencje miał szczere i właściwie, mogła to widzieć w jego niebieskich oczach, których nawet na moment od niej nie oderwał.
A jednak kiedy zarzekał się, że Audrey była nudna, to już się uśmiechnął, już wywrócił oczami - nie zauważyłem - rzucił odnośnie nóg Audrey, które wyglądały jakby je Michał Anioł dłutem haratał, zauważył. Ale co miały jej bajeczne nogi do tego, że zamienili ze sobą podczas tego bankietu może kilka sensownych zdań? A potem ona opowiadała mu głównie o zakupach w Mediolanie. Może gdyby te nogi oglądał z innej perspektywy? Nawet zastanowił się nad tym przez moment, ale kiedy wyczuł, o dziwo, w głosie Mayi to, że się z niego zgrywała, to znowu przewrócił ślepiami - no i świetnie, też coś wymyślę dla Audrey, może jej powiem, że z takimi nogami powinna teraz pozować do Vogue'a? W tej chwili właśnie - znowu się uśmiechnął. Zdecydowanie wolałby połazić po tym domu z Majką, albo gdzieś z nią stąd zniknąć, niż kolejne nudne godziny spędzać przy Audrey. Odprowadził ją spojrzeniem już wciągając na kark koszulę, którą sobie wybrał, a kiedy rzuciła to czy na pewno nie potrzebuje pomocy, to już zaczął - właściwie... - tylko, że nie zdążył nic więcej powiedzieć bo Maya już zniknęła za drzwiami. A Galen wziął się za zapinanie koszuli. I kiedy już uporał się z guzikami, to usłyszał to poruszenie na korytarzu. Tylko zarzucił na siebie marynarkę, a muchę włożył do kieszeni i wyszedł z garderoby, dosłownie kilka kroków za Majką.
Claudia się speszyła, spuściła spojrzenie, bo chyba się tu jego nie spodziewała. Na pewno nie, chociaż jej spojrzenie przesunęło się po tej rozwiązanej muszce Wyatta, po jego wciąż nie dopiętej pod szyją koszuli.
- Claudia... - zaczął Galen i stanął za Majką. Przez chwilę chciał ją po prostu wyrzucić, mógł to zrobić i pewnie wystarczyło jego jedno słowo, żeby to Claudia już nigdy nie wystąpiła w roli kelnerki na takich imprezach, ale... musiał chyba wziąć poprawkę na to co powiedziała mu Maya. Chociaż odrobinę - właśnie miałem cię znaleźć. Na dole biegają dzieci, wpadły w twoją kelnerkę - nie chciał, żeby wiedziała, że znali się z Majką, nie wiedział też czy Claudia jest tutaj jakąś przełożoną kelnerek, ale założył, że tak - ktoś powinien ich przypilnować, a Maya... tak mówiłaś, że masz na imię? - zerknął na Parker, bo pewnie ją o to zapytał - bardzo ładnie się zachowała i zaprała mi koszulę, to jest Gucci Claudia, delikatny materiał, na pewno zostałaby plama, a ja nawet nie wiem czyje to dzieci - wzruszył ramionami, jakby Galen się przejmował tą koszulą, po której przeszedł i którą porwali. Ale Claudia chyba się przejęła, zrobiła jakąś wystraszoną minę, tylko Galen kontynuował - i za tą świetną postawę i reakcję, uratowanie mojej koszuli, chciałbym wam dorzucić od siebie premię, do podziału. A następnym razem dopilnuj, żeby Maya obsługiwała moje imprezy - może chociaż tyle mógł dla niej zrobić? No bo skoro nie chciała od niego pieniędzy, ale premię przecież mogła przyjąć - dopilnuj, żeby Pani Maya... - Pani Maya? Serio? - dostała odpowiednią premię - jeszcze popatrzył na Claudię, która pokiwała głową, że rozumie, jeszcze spojrzała na Majkę jakoś krzywo, ale Galen też to zauważył, zaraz kiwnął ręką - no to chyba... - zaczął i chciał powiedzieć, że chyba muszą wracać do pracy? Ale Claudia go ubiegła.
- Tak, tak już idziemy - i nawet złapała Majkę pod ramię ciągnąć ją w kierunku schodów, znowu chciała jej suszyć głowę, że to nie wypada? No tylko, że Galen też chyba nie chciał już na to pozwolić, bo zaraz odchrząknął - a, Pani Mayu jeszcze mucha... Zawsze mam problem z wiązaniem - zawiesił w palcach swoją muszkę. Wyatt umiał ją zawiązać bez najmniejszego problemu, ale Claudia nie musiała o tym wiedzieć - mogę liczyć na pomoc? A ty Claudia wracaj już na dół i zrób coś z tymi dzieciakami - dodał z grzecznym uśmiechem, ale tak naprawdę to wiadomo, że dał Claudii niewdzięczne zadanie z tymi dziećmi, a Majkę zatrzymał jeszcze specjalnie.

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewała się od niego przeprosin, bo nie znała go dobrze, ale wydawał się osobą, która była wyjątkowo dobra w słowa, raczej stronił od bezpośredniego przyznawania się do winy. A tu proszę, przyjemnie się zaskoczyła, bo jeszcze dodał, za co tak naprawdę ją przepraszał. Doceniła to, szczerze. Może dlatego idąc korytarzem, delikatnie się uśmiechała. Szkoda tylko, że po drodze spotkała Claudie i wszystko zawodowo poszło się jebać.
Ściągnęła mocno brwi do siebie, słysząc, jak przełożona wszystkich kelnerek wyzywa ją od złodziejek. Nawet nie dała jej dojść do głosu, a przecież gdyby tylko na to pozwoliła, Maya spokojnie wyjaśniłaby kobiecie, że to wcale nie tak, że chodziła i rozlewała ludziom szampany na koszulki, jak to przedstawiła Audrey, tylko naprawdę był to przypadek, a sam Galen chciał, żeby przyszła zaprać mu koszulkę. W życiu sama by tu nie myszkowała, wiedząc, że może za to stracić całą dniówkę. A tu nie dość, że Claudia chciała ją wyrzucić, to jeszcze upewnić się, że nie znajdzie pracy nigdzie w branży. Parker złapała więcej powietrza w płuca, gotowa się kłócić, ale wtedy gdzieś za jej plecami wybrzmiał już dobrze znany jej głos.
Po spojrzeniu, jakie Claudia przeniosła pierwsze na nią, a potem na niego, Maya widziała już tysiąc nieodpowiednich myśli, jakie krążyli w głowie jej przełożonej. Świetnie, teraz nie dość, że była złodziejką, to jeszcze uwodzicielką biznesmenów. Już w głowie słyszała te wszystkie ploty, jakie zaraz pójdą dookoła. Chociaż kiedy Wyatt zaczął nawijać i udawać, że wcale nie znał jej dobrze, bo ledwo zapamiętał jej imię, Parker spojrzała na niego z wdzięcznością.
— Tak, Maya — skinęła grzecznie głową, chowając dłonie za plecami i stanęła wyprostowana na baczność. A to wcale nie było łatwe, bo kiedy Wyatt opowiadał Claudii o Gucci i tym, jaki to był delikatny i zajebisty materiał, Paker naprawdę musiała się spiąć cała w sobie, by się nie zaśmiać albo nie przewrócić oczami. — bardzo delikatny — podpięła się więc pod jego słowa, kiwając głową. — dostałam nawet specjalne rękawiczki do czyszczenia, żeby przypadkiem jej nie uszkodzić — za bardzo poleciała? Ale przecież to było g-u-c-c-i to może i prało się je w złotych rękawicach. Claudia sama nie wiedziała już w co wierzyć, ale słowo szefa było przecież najważniejsze w tym wszystkim, więc tylko skinęła głową. Tak samo w przypadku premii, o której wspomniał Galen.
— Oczywiście Panie Wyatt! — poprawiła mundurek, kiwając głową tak mocno, że aż kilka kosmyków wypadło jej z kucyka. — wszystkiego osobiście dopilnuje — dodała i już łapała Parkerza przedramię, żeby ściągnąć ją na dół i pewnie tam dać jej osobną reprymendę już bez świadków, tylko Galen znowu przyszedł jej na ratunek.
— Mucha? — spytała, kompletnie zbita z tropu, patrząc na niego wielkimi, piwnymi oczami. — a tak, mucha — strzeliła się w czoło i odchrząknęła. — Naturalnie, już idę Panie Wyatt — tym razem to ona pokiwała mocno głową, trochę prześmiewczo, trochę żeby ponabijać się z Claudii, która rzuciła jej jeszcze podejrzliwie spojrzenie, ale co ona mogła na to poradzić? Taki już miała charakter. Pozawalała sobie na żarty, kiedy zupełnie nie było na nie miejsca. Wskazała Panu Wyattowi jeden z pokoi, dokładnie ten z którego przed chwilą wyszli, a kiedy zniknęli za drzwiami, to przewróciła oczami.
— Zajebiście, teraz będą gadać że próbowałam uwieść Galena Wyatta — prychnęła, kręcąc głowią, mówiąc o tym, jakby to faktycznie było takie złe. — a Claudia, widziałeś jej minę? Cała się zrobiła czerwona, jak wyszedłeś w tej rozpiętej koszuli — klepnęła się po policzkach, pokazując miejsca, w których przełożona złapała rumieńce. A potem złapał muchę z dłoni Wyatta. — a to musisz sobie sam zapiąć, bo ja nie mam pojęcia, jak się tego używa — prychnęła i pierwsze zakręciła ją sobie na palcu tak mocno, że poleciała po chwili gdzieś w eter pokoju, a potem, kiedy Maya już z nią wróciła przed Galena, wspięła się na palach i zarzuciła mu ją na szyję. — no chyba, że mnie nauczysz — spróbowała sama, ale oczywiście jej nie wyszło. Zrobiła tylko wielki supeł, skupiając się przy tym z mocno przygryzioną wargą, który ledwo udało jej się rozwiązać.
— Są w tym domu jakieś fajne miejsca? — zagadała, kiedy Galen próbował pomóc jej z wiązaniem. — no wiesz takie, gdzie nie wiem, chowałeś się jako dziecko albo jakieś twoje ulubione, gdzie lubiłeś po prostu siedzieć? — bo skoro oboje już tu byli, znowu kompletnie przypadkowo, znowu w tym pokoju, to może mogli z tego zrobić jakiś pożytek? Może Maya mogła ulotnić się na kilkanaście minut i poznać jakiś niewielki rąbek bogatego życia Galena Wyatta. O ile oczywiście on chciał jej go pokazać, bo na dole wciąż czekała Audrey.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pewnie nie trudno było pomyśleć sobie o Galenie Wyattcie, że podrywał na imprezach bogu ducha winne kelnerki, ale skoro dzisiaj przyszedł tu ze swoją długonogą modelką, to chyba powinien być odpowiednio zaopiekowany. Bo przecież nikt oprócz Majki nie wiedział, że Audrey była nudna.
Claudia nie musiała też wiedzieć, że oni grali, bo to imię, Maya, to ostatnio jakoś często gościło w głowie pana prezesa. Niebieskie spojrzenie przesunęło się na moment na twarz Parker, kiedy powiedziała o tych rękawiczkach, a jedna brew Galena drgnęła do góry, ale nie dał po sobie poznać, że coś jest nie tak.
- Jedwabne rękawiczki - dodał poważnie, jakby rzeczywiście tak było i te jego Gucci koszule trzeba była prać w jedwabnych rękawiczkach. Claudia pokiwała głową, jakby wiedziała o co chodzi, a Galen zerknął na Majkę ukradkiem, bo on pierwszy raz słyszał o tym praniu delikatnej koszuli w jedwabnych rękawiczkach, ale przecież nikt się tutaj nie będzie z nim kłócił. Jakby powiedział, że to rękawiczki z pajęczyny zbieranej o poranku w dzień wiosennego przesilenia z kroplą łzy jednorożca, to też przyznali by mu rację, bo to był Galen Wyatt. Bardzo poważny człowiek.
BARDZO.
Tak, że teraz patrzył na Claudię, kiedy ona tak zawzięcie kiwała głową unosząc jedną brew. On też pokiwał, jakoś... odruchowo.
- Dobrze, sprawdzę to - wyciągnął palec w górę zarzekając się, że ją sprawdzi. Tak, jakby nie miał co robić, tylko musiał sprawdzać kelnerki. Ale Claudia nie musiał o tym wiedzieć. Tak, jak nie wiedziała wcale o tym, że Majka nie umiała wiązać muchy. Tej muchy, z którą Galen proponował, żeby mu pomogła. Nawet skinął głową, kiedy tak do niego ładnie powiedziała Panie Wyatt, dziwnie... Jakiś cień uśmiechu przeszedł mu po twarzy. Jeszcze się obejrzał na Claudię, jakby chciał dobitnie jej dać do zrozumienia, że to sprawdzi, a potem znowu wrócili z Mayą do garderoby.
- Jak tak dalej pójdzie... to może jednak upierzesz mi tą koszulę w jedwabnych rękawiczkach, chciałbym to zobaczyć - powiedział, ale zaraz niebieskie tęczówki zatrzymały się na ciemnych oczach Majki - nie, że pierzesz mi koszulę, tylko w tych rękawiczkach, nigdy czegoś takiego nie widziałem - wyjaśnił jej zaraz i nawet poruszył palcami, że te rękawiczki, jedwabne. Na jej słowa uśmiechnął się delikatnie, jednym kącikiem ust - a może spróbuj? Tak wiesz... żebyś wiedziała jak to jest, jak już zaczną o tym plotkować - uśmiechnął się do niej zaczepnie, a zaraz pokiwał głową, że widział minę Claudii - pewnie też by chciała mi poprać jakieś koszule, ale nigdy tego nie robię, jesteś pierwszą kelnerką, którą zaprosiłem do góry... na pranie - dziwnie to brzmiało, ale... w zasadzie miało tak brzmieć. Galen specjalnie to tak powiedział, z pełną premedytacją. I tak samo też zaglądał w ciemne oczy Majki, kiedy chwyciła jego muszkę - bierzesz i wiążesz na szyi, tak żebym wyglądał jak prezencik, albo coś takiego - znowu się uśmiechnął, a kiedy muszka wystrzeliła ponad jego głową w głąb pokoju, to nawet się za nią odwrócił. I za Majką. A gdy stanęła przed nim, to zrobił krok w jej kierunku, tak, że wylądowali znowu blisko siebie, że ciepłe oddechy igrały na policzkach.
- Nie wiem... To dość trudne... - już zaczął, ale zanim powiedział coś więcej, to ona już próbowała, a Galen zawiesił spojrzenie na jej przygryzionej wardze, pełnych ustach. Parsknął śmiechem, kiedy zobaczył ten supeł - no nie tak - znowu się jej przyglądał, kiedy rozplątywała go paznokciami - poczekaj, to trzeba powoli... - oparł swoje palce na jej dłoniach, bo chyba rzeczywiście chciał jej to pokazać. Na moment złapał jej spojrzenie, kiedy zapytała go o te miejsca, ale zaraz spuścił je na muszkę pokazując jej jak w ogóle musi ją chwycić, żeby odpowiednio zawiązać, ułożyć w palcach - jesteś w willi Wyattów, dużo jest tu fajnych miejsc... - zaczął i już przekładał muszkę pokazując jej wiązanie - w podziemiu jest SPA, które ostatnio trochę zdemolował narzeczony mojej... przyjaciółki. Jest też podziemny garaż mojego ojca, a tam chyba pięćdziesiąt samochód, ale uprzedzam pytanie, nie, nie mam batmobilu i nie jestem batmanem - znowu złapał jej przenikliwe spojrzenie uśmiechając się do niej. Przełożył jej palce wraz ze swoimi tworząc piękne wiązanie, ale kontynuował przy tym wymienianie jej fajnych miejsc - na dachu jest oranżeria, no i ogród, widziałaś aleje magnoliową? - wyrównał muszkę zaciskając palce na tych jej, a niebieskie oczy zatrzymały się na jej twarzy - ale tu na piętrze jest w sumie moje ulubione miejsce - stwierdził i zaraz bez zawahania zacisnął palce na jej dłoni, żeby ją za sobą pociągnąć, do wyjścia. Chociaż zatrzymał się przed drzwiami, jeszcze wyjrzał na korytarz, żeby nikt ich znowu nie zaskoczył, a zaraz pociągnął ją za sobą, do pokoju na samym końcu. Dębowych drzwi, które uchyliły się z cichym skrzypnięciem. Na pierwszy rzut oka nie było tam nic specjalnego - to kiedyś był mój pokój, jeszcze za dzieciaka, ale jak się wyprowadziłem, to matka chciała zrobić tutaj pracownię - wyjaśnił jej. Rzeczywiście było tu dość pusto, pod jedną ze ścian stało łóżko, jakiś regał ze szpargałami, a tak to sztalugi i podobrazia, na których zbierał się kurz. Tylko sufit wydawał się inny, półokrągłe, ciemne sklepienie. Galen ustawił Majkę gdzieś na środku - zaczekaj, tylko się nie wystrasz... To nie tak, że przyprowadziłem cię tutaj... a zresztą, zobaczysz - wycofał się i zgasił światło, a kiedy w pokoju zapanowała ciemność, to włączył kolejny przełącznik. Na suficie pojawiły się miliony świecących punkcików, które wyglądały jak rozgwieżdżone niebo. Nawet kiedy nad willą Wyattów wisiały chmury, to Galen miał swoje gwieździste, nocne niebo. Podszedł do Majki i zadarł do góry głowę, patrząc w sufit. Ostatni raz był tu... z Cherry, kiedy się jej oświadczył. Nabrał ciężko powietrze w płuca - jak byłem mały, to mogłem godzinami na to patrzeć i chciałem kiedyś zostać astronautą, matka opowiadała nam dużo o gwiazdach, pokazywała je, to chyba jedyne dobre wspomnienie, które z nią mam - powiedział, uchylając przed nią niewielki rąbek wcale nie bogatego życia Galena Wyatta. Nawet Cherry tego nie mówił. Jego niebieskie tęczówki znowu zatrzymały się na jej twarzy - co myślisz? - zapytał, bo może trochę to było... zbyt sentymentalne?

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Maya Parker nie należała do ludzi cierpliwych, a tym bardziej takich, którzy znali się na rzeczach, które wiązały się z wysokim dobrobytem oraz eleganckim outfitem. To połączenie już na samym początku skazało ją na sromotną porażkę w radzeniu sobie z muchą, którą trzeba było zawiązać na szyi Galena. I to nawet nie tak, że nie spróbowała, bo przecież dała temu jakąś szanse, ale zamiast sprawić, że wyglądał elegancko, ona spowodowała, że bardziej przypominał najebanego wujka na imprezie o drugiej nad ranem, bo i koszule miał rozpiętą, a do tego wszystkiego mucha leżała na nim tak, że faktyczną kokardę miał gdzieś pod uchem. 
Nie wiem o co ci chodzi wzruszyła ramionami, przyglądając mu się z odpowiedniej odległości. — jak dla mnie wyglądasz zajebiście — uśmiechnęła się, przekręcając głowę na bok. — jakbyś faktycznie się tu dobrze bawił na tym nudnym bankiecie — dodała zadowolona i chyba faktycznie coś w tym było. Wcześniej Galen wyglądał na wyjątkowo znudzonego, stojąc u boku Audrey, ale z tą rozpiętą koszulą i krzywą muchą wyglądał, jakby nie chciał jeszcze wracać do domu i miał za dużo tego fikuśnego szampana. O wiele lepsza była ta wersja niż to, co widziała na dole. A najbardziej to lubiła tą ich, pogodzoną. W końcu. 
Westchnęła głośno, gdy powiedział jej, że to trzeba powoli. Jak ona nie umiała powoli. Maya żyła szybko, pracowała za barem, więc akurat reakcje miała wyjątkowo energiczne. Ciężko jej czasami było się zatrzymać, a jednak stojąc blisko niego, na moment faktycznie to zrobiła. Zawiesiła spojrzenie na jego dłoniach tuż przy swoim nosie, chociaż co chwile uciekała do jego niebieskich oczu, które w dziennym świetle robiły jeszcze większe wrażenie, przy okazji słuchając o tych wszystkich miejscach, ktore znajdowały się w willi.
— Spa w domu? Noda — przewróciła oczami, udając obojętność. Robiło to na niej wrażenie, wiadomo, ale z drugiej strony wanna jak wanna. — samochody już lepiej, ale i tak nie mam prawka więc, mógłbyś mnie jedynie przewieźć — jakimś sportowym na przykład, jednak to wciąż nie było to. — nawet nie wiem, co to jest aleja magnoliowa — ale chętnie by zobaczyła. Wszystko byleby jeszcze raz nie musiała wiązać tej nieszczęsnej muchy na jego szyi, którą doppio co skończyli układać. Musiała przyznać, że kiedy on prowadził jej palce, poszło jej całkiem nieźle. Uniosła na niego spojrzenie, gdy wspomniał o czwartym miejscu, jego ulubionym. — TO! — weszła mu w pół słowa. — Wybieram w ciemno to ostatnie — nawet nie wiedziała co to mogło być, ale skoro było jego ulubionym, to zdecydowanie wolała je zobaczyć niż jakieś chwasty w ogrodzie, samochody czy jacuzzi. Nie zdążyła jednak nic więcej powiedzieć, bo Galen już złapał ją za rękę i wyszarpał na korytarz. Ruszyła za nim, raz po raz zwracając uwagę na ich splecione palce. Może i nie powinna, ale musiała przyznać, że dobrze wspólnie leżały. Przyjemnie. Nawet nie zakodowała momentu, w którym pogładziła wierzch jego dłoni, nim ją zabrał, a Maya zaczęła rozglądać się po pokoju, który kiedyś miał być tym jego.
— Pracownia? — ściągnęła brwi do siebie, przechadzając się przez pomieszczenie i zwracając uwagi na sztalugi. — twoja matka jest jakaś artystką? Maluje? — dopytała, bo przecież naturalnie była ciekawa. Fajnie chyba było mieć rodziców, którzy mieli jakieś pasje. Nie to co ta jej, która jedyne co kochała w swoim życiu do alkohol i swoich agresywnych kochanków.
Spojrzała na niego pytająco, gdy kazał jej stać i się nie wystraszyć. Raczej nie sądziła, że było cokolwiek, co mogłoby ją wystraszyć, jeszcze tutaj, ale trzeba było wziąć poprawkę na to, że Galen przyprowadzał tutaj pewnie zazwyczaj prawdziwe damy, a z nimi to pewnie bywało różnie. Skrzyżowała ręce na piersi i czekała. Pierwsze zgasił światło, a kiedy na ich miejsce na suficie pojawiły się obłędne konstelacje gwiazd, jedyne co Parker była w stanie powiedzieć, to:
— O kurwa — wypsnęło się jej. Od razu zadarła głowę w górę, w pierwszej chwili tak oczarowana tym co widzi, że zaczęła się kręcić dookoła z odchyloną głową i prawie wywinęła orła. Całe szczęście wo ostatniej chwili wpadła na Wyatta. — Galen, przecież to jest zajebiste — pewnie powinna ograniczyć ilość przekleństw, jaka wychodziła z jej ust, ale jak inaczej można było skomentować to, co mieli nad głowami? Tym razem to ona przejechała palcami po jego dłoni i w pierwszej chwili chciała pociągnąć go ze sobą na dół na podłogę, ale może nie chciał psuć sobie garnituru, więc skończyła na brudnych deskach jako pierwsza. Od razu położyła się na plecach i wcisnęła ręce pod głowę, bo dokładnie tak powinno się oglądać gwiazdy.
— I co, I ty wiesz wszystko co to są za gwiazdy? — od razu go zagadała, wskazując na jakieś poszczególne konstelacje. Oczy się jej świeciły jak pięciolatkowi, który dostał wymarzoną zabawkę. Wyglądała, jakby zaraz miałą się posikać z ekscytacji. — jezu, jakbym miałą coś takiego w pokoju to nigdy bym z niego nie wychodziła — bo tak naprawdę w swoim miała jedynie samotną lampkę, w dodatku taką która ciągle się psuła i brat musiał jej pożyczać swoją. Patrzyła na to jeszcze przez moment, chłodnąc migoczące gwiazdki, jakby byli w jakimś planetarium. — w swoim apartamencie też takie masz? I mi nie pokazałeś? — spojrzała na niego z teatralnym żalem zanim w ogóle zdążył odpowiedzieć, ale kto by takiego nie chciał? Galen miał kasy jak lodu, mógł w jeden dzień sobie takie zażyczyć.
Uśmiechnęła się szczerze, gdy wspomniał, że chciał być kiedyś astronautą. — Wiesz, że mój brat też? — usiadła na moment i sięgnęła pod koszulkę, gdzie na cienkim, długim łańcuszku miała niewielki brelocczek z planetami. Ściągnęła go przez głowę i podała Galenowi, żeby mógł zobaczyć. Nie był to nawet wisiorek, nic wyjątkowego, po prostu breloczek na łańcuszku, ale dla niej wyjątkowo ważny. — zawsze jak matka piła i sprowadzała podejrzanych typów do domu, a my chowaliśmy się w szafie, to mówił mi wtedy, że kiedyś spakuje nas w rakietę i wywiezie na inną planetę — zapatrzyła się na moment gdzieś w eter, wspominając słowa ukochanego brata. Od razu zrobiło się jej ciepło na sercu, a jednak w tym samym czasie razem z tą nostalgią przyszedł żal i tęsknota, dlatego znowu legła na podłodze i wróciła do patrzenia w gwiazdy. Może i nie prawdziwe, ale równie piękne.
— A jak wygląda teraz twoja relacja z mamą? — spytała nagle, zmieniając temat i nawiązując jeszcze do jego poprzednich słów, kiedy to mama opowiadała mu o gwiazdach. — serio te gwiazdy to jedyne, co było dobre? — drążyła dalej. Jakoś ciężko było jej uwierzyć w to, że mają dwójkę rodziców, taki dom i tyle pieniędzy, można było żyć w aż takiej wzajemnej izolacji.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może rzeczywiście z tą rozchełstaną koszulą i krzywo zawiązaną muchą wyglądał jakby się tu lepiej bawił, bo tak było. Zdecydowanie przyjemniej spędzało mu się czas z Majką, niż z Audrey, ale Galen nawet o drugiej nad ranem, najebany, pewnie na takich bankietach prezentował się dobrze.
Co innego w klubie, co zresztą Maya ostatnio mogła oglądać.
A teraz mogła patrzeć w jego niebieskie oczy, które skupiały się na faktycznym zawiązaniu tej muchy, jej dłońmi. Nie było to łatwe i pewnie Galen nawet kilka razy zrobił zeza, ale udało się. Wyglądał jak prezencik.
- Nie masz prawka? - aż musiał podnieść na nią te niebieskie oczy - w mojej hierarchii najlepszych na świecie rzeczy jest... seks, a zaraz potem sportowe samochody, kiedy je prowadzisz i zapominasz o całym bożym świecie - oczywiście musiał to wtrącić, bo Galen przy niej w ogóle nie gryzł się w język. Nie musiał chyba.
Rozmawiało im się dobrze, bez skrępowania, a kiedy Maya powiedziała, że nawet nie wie co to jest aleja magnoliowa, to się uśmiechnął - kiedyś ci pokażę - rzucił, ale zaraz prowadził ją w to jego ulubione miejsce, które kiedyś było jego pokojem. Jakby w tym domu było mało pomieszczeń, które można było przerobić na pracownię. Galen wiedział, że matka zrobiła mu to po złości. Zawsze to robiła, kiedy on się wyłamywał, nie zgadzał z jej zdaniem, to robiła mu na złość.
Jak wtedy, kiedy kupił apartament, a ona zadecydowała, że zrobi tu pracownię. Chciała nawet zlikwidować ten sufit i stoczyli na ten temat batalię, którą Galen wygrał. A może po prostu jego matka sobie odpuściła, bo się stąd wyprowadzili? Możliwe.
Na pytanie Majki czy jego matka jest artystką, Galen pokręcił głową, chociaż zaraz wzruszył ramionami.
- Ja też maluję... Matka chciała żebyśmy grali na instrumentach, znali języki, malowali, robili wszystko, co złote dzieci powinny potrafić, tylko do śpiewania nigdy nie mogła mnie namówić, ale to może i dobrze - uśmiechnął się nawet delikatnie. Chociaż to fakt, że Galen nie miał dobrego głosu, a jak kiedyś po pijaku próbował śpiewać pod czyimś oknem, to obudził całą kamienicę.
Może nawet opowiedziałby o tym Majce, ale już stawiał ją na środku, już chciał jej prezentować całą wyjątkowość tego pokoju zamkniętą w... gwiazdach.
Parsknął na to jej o kurwa, a zaraz stał obok niej, kiedy kręciła się dookoła, zupełnie jak on kiedy miał kilka lat i wszedł tu po raz pierwszy, gdy zmontowali mu ten sufit. Pamiętał ten dzień. Wyciągnął rękę, żeby ją przytrzymać, kiedy się zatoczył, układając miękko palce na jej ramieniu - też tak myślę - bo on też uważał, że to jest zajebiste, chociaż może nie konkretnie w tych słowach. Ale robiło wrażenie. Spojrzał na Majkę, kiedy kładła się na deskach i sam musiał najpierw poprawić spodnie, zanim wylądował obok niej. Nie martwił się o smoking, Galen lubił wyglądać dobrze, ale też nie bał się pobrudzić. Chociaż miał też w sobie gdzieś głęboko zaszczepioną przez matkę myśl, że... on zawsze powinien się prezentować nienagannie. Stąd to jego przywiązanie, do nieskazitelnych koszul, dobrze skrojonych garniturów, drogich butów.
- Nie wszystko, ale niektóre tak... - nawet się do niej przysunął i wskazał jej długie, ciągnące prawie przez całe niebo, pasmo gwiazd - te cztery i później ogon - zarysował je palcem - to smok, zajmuje pół nieba i wszystkim przeszkadza, jak byłem mały to go lubiłem - odwrócił na moment spojrzenie na jej profil, a zaraz jeszcze się przysunął, tak, że już leżeli jedno przy drugim - a tam ledwo widoczny, pięć gwiazd, taki zygzak, to lisek - na jej kolejne słowa zamyślił się na moment - właściwie dużo czasu tu spędzałem patrząc na te gwiazdy - bo kiedy nie miał tych swoich dodatkowych zajęć, albo nie bawił się z siostrą, to co miał robić? Przecież nie mógł liczyć na jakieś zainteresowanie ze strony rodziców, oni mieli go gdzieś. Parsknął śmiechem, kiedy zapytała, czy ma też takie w apartamencie i pokręcił głową - nie, to dla dzieci - no tak, a Galen był teraz poważnym panem prezesem, a nie tym małym, samotnym chłopcem, który zapomnienia szukał... w sztucznych gwiazdach.
Kiedy usiadła to przez moment patrzył na nią z dołu, ale zaraz też się podniósł, usiadł na przeciwko niej, chociaż w tych dopasowanych, idealnie skrojonych spodniach, było to średnio wygodne, ale przecież Galen w życiu nie podejrzewał, że na tym dzisiejszym bankiecie skończy na podłodze. Wziął od niej wisiorek i przełożył go w palcach, podniósł spojrzenie na jej oczy, może to nie było nic nadzwyczajnego, ale przynajmniej miała jakąś pamiątkę, coś, co było dla niej ważne. Galen nie miał nic takiego. Ani jednej rzeczy, która budziłaby w nim jakikolwiek sentyment.
- Ładny - skomentował, bo przecież nawet gdyby był brzydki, to on i tak by go pochwalił, a już zwłaszcza, że dla Majki był po prostu cenny - a na jaką planetę chcieliście uciec? Bo ja zawsze na tą, gdzie nie byłoby szkoły i tych wszystkich zajęć, a dzieci mogłyby jeść czekoladę i ciastka, kiedy tylko by chciały - jeszcze raz spuścił niebieskie spojrzenie na wisiorek, a zaraz jej go oddał. Popatrzył jak znowu się położyła, może on też by to zrobił, ale kiedy zapytała go o matkę, to jakoś tak od razu się spiął, zesztywniał.
- Nie wygląda - rzucił trochę chłodno - jej ostatnia wizyta w Toronto skończyła się tak... - westchnął jakoś ciężko - że wytknęła mi, że nawet dziecka nie umiem zrobić, a moja narzeczona nazwała ją wywłoką, potem matkę zabolało serce, przez tą chorobą genetyczną, którą po niej odziedziczyłem i wywiozłem ją do hotelu, tyle... - bardzo dużo informacji w jednym zdaniu. Ale tak właśnie było. A jeśli Majka chciała wiedzieć coś więcej, to przecież zawsze mogła go dopytać. Akurat oni za bardzo przy sobie się nie krępowali. Dlatego Galen zaraz znowu położył się obok niej, a spojrzenie wbił w gwiazdy - moja matka nie umiała naleśników, ani... właściwie umiała tylko wymagać - bo rzeczywiście to było to, co jej wychodziło najlepiej, stawianie wysoko poprzeczki - a wasz ojciec Maya? Mówisz tylko o mamie, nie poznałaś go nigdy? - zainteresował się, a może też chciał zmienić temat? Może teraz była pora, żeby jeszcze coś powiedzieć o ojcu? Ten Galena też był dość kiepski. Wiecznie nieobecny.

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen i jego bananowe dzieciństwo… Za każdym razem, kiedy wspominał o tym, w jakich warunkach się wychował, Maya nie potrafiła wyjść z podziwu, jak kompletnie inne życia wiedli. Jak ona musiała błagać swoją matkę o to, żeby mogła iść chociaż na jedne zajęcia kreatywne, bo na więcej nie było ich stać, a Wyatt miał ich aż za dużo. Bogaty przesyt pieniądza, który nakładał na niego presje bycia idealnym. Idealnie zapięte mankiety, idealna postawa, idealne umiejętości grania na instrumentach i jak się przed chwilą okazało nawet malowanie. Tylko śpiewanie mu podobno nie wychodziło, ale w to akurat była w stanie uwierzyć. Miał o wiele lepszy głos do recytowanie wierszy niż śpiewania. Poza tym nie można było być we wszystkim najlepszym.
Ani dzieckiem, jak się zaraz okazało. Również nie można było. Bo chociaż Wyatt znał te wszystkie wspaniałe konstelacje, potrafił je nazwać i już kilka razy wspomniał, że mógłby ciągle się patrzeć w te gwiazdy, to i tak kiedy zapytała go o zrobienie podobnego we własnej sypialni, odpowiedział jej, że to była zabawka dla dzieci. Aż Maya spojrzała na niego jak na debila.
— Ale pierdolisz głupoty — pokręciła głową z niedowierzaniem. — ja bym sobie takie strzeliła, jakby miała za dużo kasy — wzruszyła ramionami i znowu spojrzała w górę. Przecież to było piękne. Do tego jeśli Galen miał do tego stentyment, to czemu nie chciał przenieść go do miejsca, w którym teraz żył? — poza tym kto decyduje o tym, co jest dla ciebie a co nie? Ludzie zbierają klocki lego i układają nawet jak mają po osiemdziesiąt lat, a ty nie możesz sobie zrobić gwiazd na suficie? Bo co, bo jesteś poważny pan prezes? — złapała jego spojrzenie, a własnymi ślepiami przewróciła. — proszę cie. Nawet ty masz w sobie dziecko — a potem jeszcze nachyliła się do niego i szturchnęła go w ramie. — po prostu jest głęboko ukryte — bardzo , bardzo głęboko jak widać, jednak Parker była przekonana, że jak dalej będą się tak przypadkowo spotykać, to jeszcze uda jej się wykrzesać z Galena to, co najlepsze. Te wszystkie smaczki, które siedziały mu gdzieś głęboko pod skórą.
Ona pokazała mu cząstkę siebie, gdy wręczyła mu wisiorek z własnej szyi. Wcale nie był ładny, jak go nazwał, miała tego świadomość, że breloczki nosiło się przy kluczach, a nie na szyi, ale dla niej miał po prostu sentyment. Przypominał jej o bracie i tych wszystkich momentach ucieczki, o których opowiedziała Wyattowi.
Zaśmiała się na jego pytanie o planetę, a gdy wspomniał o tym, ze on chciał na taką, na której można było jeść czekoladę i nie chodzić do szkoły, Maya znowu prychnęła z rozbawienia. — Twoje brzmi o wiele fajniej niż nasza — skwitowała na starcie, wciąż patrząc na niego wesołymi oczami. — Toby zawsze mówił, że polecimy na Jowisz. To była jego ulubiona planeta. Bo jest największa i byłoby nas tam trudno znaleźć, a do tego ma dużo księżyców — zacytowała słowa brata co do joty i znowu rozłożyła się wygodnie na chłodnej podłodze, żeby obserwować piękne konstelacje. Na moment odbiegła myślami do tego, że gdyby Toby mia łcoś takiego na suficie w pierdlu, z pewnością lepiej by mu się tam żyło. Głupie, ale to właśnie o tym pomyślała. Wróciła na ziemię dopiero gdy Galen opowiadał o swojej matce, pseudonim wywloka, jak się zaraz okazało.
— Co to znaczy, że nie umiałeś zrobić dziecka? — aż odwróciła się do niego zaskoczona, przewracając się na brzuch, wbijając mu łokieć gdzieś w ramię. Może to pytanie było zbyt bezpośrednie, ale ona już taka była. Pytała prosto z mostu, o wszystko, on zresztą też. — wywloką? — prychnęła, słysząc, jaki przydomek dała jej była dziewczyna Galena. Nigdy wcześniej nie spotkała się z tym, żeby ktoś nazywał swoją przyszłą teściową wywloką, ale może w sferach bogoli tak się mówiło? — to nic dziwnego, że już nie jest twoją narzeczoną — dodała, nie potrafiąc się powstrzymać. Ile to przecież było żartów, filmów i stereotypów o tym, jak to relacje z teściową zawsze wpływały na to, czy związek przetrwał czy nie. Chociaż w tym przypadku Majka pamiętała, jak Galen mówił jej jeszcze na dachu, że nie są razem, bo jego była go zdradzała.
Westchnęła ciężko, kiedy wspomniał, że jego matka nie umiała nawet naleśników i jedyne co robiła, to wymagała. Nie chciała się nad nim użalać, nie miała zamiaru go nawet o to dopytywać, ale mimo wszystko wyciągnęła rękę nieco bliżej w jego stronę i musnęła ją delikatnie w geście pokrzepienia. Przejechała opuszkami po miękkiej skórze.
— Przynajmniej zapewniła wam dach nad głową i życie na poziomie — odezwała się w końcu, chociaż ręki wcale nie zabrała. Wyszła z złożenia, że jeśli Galenowi będzie to przeszkadzać, sam ją zabierze. A miała na niego akurat bardzo dobry widok, bo leżała już od jakiegoś czasu na brzuchu, patrząc mu w oczy, a nie na gwiazdy. Chociaż te też widziała, bo odbijały się w jego jasnych tęczówkach. — nasza kazała nam kraść i sprzedawać prochy swoich fagasów — wzruszyła ramionami. Mówiła o tym, jakby to było nic. Jakby fakt, że matka zmuszała ich do handlu był w ogóle normalny, ale nie był, Maya miała tego pełną świadomość. Tego jak popierdolone to było. Tylko oni i tak nie mieli wyjścia, więc co za różnica. Spuściła na moment spojrzenie, gdy spytał o ojca i znowu bawiła się jego dłonią, przeplatając ich palce, jakby to miało pomóc jej się skupić.
— Nie wiem kim jest mój ociec — rzuciła w końcu, jakoś tak beznamiętnie. — moja matka nie potrafiła być w związku dłużej niż kilka miesięcy. Toby też jest z innego ojca. Każde z nas było tylko wpadką po drodze, bo wolała sobie kupić wódę zamiast wydać na gumki, proste — wcale nie było to proste, ale chyba łatwiej było tak o tym mówić, niż jakby miała pokazać jakieś przejęcie. Może kiedyś ją to faktycznie ruszało, ale kiedy żyje się w takiej codzienności przez dwadzieścia siedem lat, to to już serio nie robi wrażenia. — zawsze miała problem z piciem. Miewała jakieś epizody trzeźwości, szczególnie kiedy któryś z jej facetów robił nam krzywdę. Obiecywała wtedy zawsze, że już tak nie będzie, że wiesz, będziemy już tylko my, że przestanie pić, że znajdzie porządną pracę — podniosła w końcu spojrzenie na Galena. Wbiła w niego ciemne oczy. — ale potem i tak było to samo — zawsze do tego wracała. Czasami to nawet nie próbowała i już po dwóch dniach znowu piła. To już chyba nawet nie była kwestia silnej woli, bo to było silniejsze od niej. — teraz jest w ośrodku zamkniętym. No i miewa takie dni, że nawet chce ze mną gadać, ale przez większość czasu mnie po prostu nienawidzi, że ją tam zamknęłam — nie miała pojęcia, czemu mu o tym mówiła. Otwierała się przed nim jak przed nikim innym w całym swoim życiu. Nie umiała tego wyjaśnić, czy to przez jego spojrzenie, to że był tak inny, czy to jak zatraciła się we wcale już nie tak przypadkowym dotyku jego dłoni.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”