ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dzisiejszy dzień w Toronto aż prosił się o to, żeby poprzechadzać się po parkach. Przynajmniej takich, gdzie może nie byłoby zbyt dużej liczby ludzi z problemami używkowymi. No ale to było Toronto. Jakiś bezdomny albo osoba chora psychicznie znajdowała się praktycznie na każdym kroku, ale tego poranka, o dziwo, Rosenhall miała passę. Przechadzała się, słuchając muzyki i przypominając sobie tamten wieczór. Ten, w którym całowała się z Ace’em. Ten, w którym odkryła, jak przyjemne uczucie zostawało na opuszkach jej palców, gdy wtapiała je w jego włosy. Czemu w ogóle o tym myślała? Get a fucking grip, Rosenhall!

Anyways, chciała porobić coś, co nie będzie jej przypominało o tamtej sytuacji. Teraz była tylko ona, park i zajebiście dobre smoothie, które trzymała w dłoni, raz po raz popijając przez słomkę. Smak mango wymieszany z truskawkami i ananasem rozchodził się po jej języku, cholernie orzeźwiający i słodki... Zatrzymała się na chwilę, przełączając piosenkę w telefonie, po czym ruszyła dalej, starając się znaleźć jakąś ławkę w cieniu. Zaczęła się rozglądać i po chwili zauważyła jedną, stojącą pod ogromnym dębem. Idealnie. Ruszyła w jej kierunku, dopiero po chwili dostrzegając, że na ławce siedziała bardzo elegancka kobieta. Im bliżej podchodziła, tym bardziej Rosenhall łapała się na tej idiotycznej myśli, że zajebiście byłoby tak wyglądać. Sama miała zbyt niską samoocenę, żeby długo się nad tyn zastanawiać, więc chciała tylko uśmiechnąć się do kobiety i usiąść na drugim końcu ławki. Tyle że zanim zdążyła to zrobić, podbiegł do niej jakiś koleś bez koszulki. Już po źrenicach widziała, że coś brał. - Dasz parę dolców? - zapytał, nawet nie próbując brzmieć, jakby naprawdę prosił. - Nie, przepraszam - odparła, odwracając wzrok. I wtedy, ni stąd, ni zowąd, koleś dosłownie zamachnął się i uderzył w jej smoothie. Kubek wypadł jej z dłoni, poleciał na ziemię i rozprysnął się po chodniku, ochlapując nie tylko Thalię, ale też tę elegancką kobietę siedzącą na ławce. - Kurwa mać, serio?! - rzuciła za kolesiem, który tylko uśmiechnął się pod nosem i odmaszerował, zadowolony z siebie. Thalia zacisnęła szczękę, po czym spojrzała na kobietę.. na bałagan na jej ubraniach... na swoje ciuchy i na ten nieszczęsny kubek leżący na ziemi. - Fuck, przepraszam za niego.

kobieta z ławki
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Decydując się na zmianę pracy, zdawała sobie sprawę, że to będzie miało wpływ na wiele aspektów w jej życiu. Musiała to zrobić, bo nie wyobrażała sobie zostania w firmie, gdzie szefem został jej chłopak. Przecież ludzie zjedliby ją żywcem! Dlatego przeniosła się do konkurencji, a chęć wykazania się i wybicia była na tyle silna, że spędzała w biurze długie godziny. Coraz rzadziej widywali się z Dominicem, ale był wyrozumiały, za co była mu niezwykle wdzięczna i kochała go za to każdego dnia coraz mocniej.
Dlatego godziny jej pracy wcale się nie zmniejszyły, a momentami miała wrażenie, że pracuje coraz dłużej. Dzisiaj miała z kolei umówione spotkanie z ich nowym klientem. Chciała się nim zaopiekować najlepiej jak potrafiła. Umówiła się z nim na neutralnym gruncie, aby czuł się jak najbardziej komfortowo. Miała jeszcze trochę czasu do godziny zero, więc postanowiła się przygotować do prezentacji na świeżym powietrzu. W biurze był akurat straszny harmider, co utrudniało jej w pełnym skupieniu się. Natomiast park nieopodal i to w taką pogodę brzmiał wręcz idealnie.
Sprawdzała akurat, czy zabrała ze sobą wszystkie potrzebne dokumenty, gdy nagle poczuła jak coś się na nią wylewa. - Co…- zaczęła mówić szybko wstając i w mgnieniu oka oceniła sytuację - bluzka straciła swój śnieżnobiały kolor stając się ciemnym odcieniem mango. - Szlag!- wrzasnęła i podniosła głowę, by zobaczyć jakąś młodą kobietę piorunującą spojrzeniem wesoło uśmiechniętego faceta. Czy koleś był naćpany czy głupi? Pewnie to i to. - Co to w ogóle było?!- wrzasnęła wymachując rękoma na nich. - Kurwa- mruknęła jeszcze pod nosem i zamknęła oczy biorąc przy okazji trzy długie wdechy. - Nie, to nie Twoja wina. Nie musisz przepraszać za tego ćpuna- odezwała się ponownie, ale już znacznie spokojniejsza. Jednak tym razem była już zrezygnowana i załamana, aniżeli wkurzona. Spojrzała na brunetkę, a jej ramiona opadły z bezsilności. - Po prostu za godzinę zaczynam spotkanie z klientem. Niedawno zaczęłam pracę w nowej firmie i chcę się wykazać, a nie przyjść na spotkanie brudna, śmierdząca i z zalanymi dokumentami- z takim pierwszym wrażeniem przed klientem, może pomarzyć o dalszej współpracy z nim i pewnie także o przedłużeniu umowy.


kobieta od smoothie
smerffi
Dogadamy się
26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wylanie owocowego napoju zdecydowanie nie należało do rzeczy na jej liście do odhaczenia. A tym bardziej na kobietę, którą jeszcze przed chwilą podziwiała za ten wyrafinowany styl. Cholera, dlaczego zawsze to jej przydarzały się tego typu rzeczy? Nie mogła tak po prostu przejść sobie w spokoju, uśmiechnąć się, usiąść pięknie, ładnie, cud, miód i syropik klonowy jeziorkiem Ontario płynący? Nie, co tam! Musiała wkurzyć bezdomniaka na cracku do tego stopnia, że na szczęście z niezadowolenia oberwał jej kubek, a nie ona w twarz. Były w tym jakieś plusy, co nie? Może właśnie pozna kogoś ciekawego poza imprezami, jak dotychczas?

Uśmiechnęła się do kobiety nieco głupkowato, drapiąc się z tyłu głowy. - Może pójdziemy tam do fontanny, żeby trochę się obmyć i przetrzeć? - wskazała palcem na fontannę znajdującą się parę metrów dalej. - Tamten ziomek od hot dogów powinien mieć jakieś serwetki, bo niestety nie mam żadnych przy sobie - dodała, zerkając na kobietę, która swoją drogą wydawała się przemiła. Sam fakt, że nie obwiniała jej od razu za tamtego crackheada, sprawił, że Thalia poczuła ciepełko na serduszku. Słysząc, że kobieta ma niedługo jakieś spotkanie do ogarnięcia, Rosenhall zerknęła na jej dokumenty, które szybko od niej przechwyciła. - Słuchaj, nic stracone! Wysuszymy je i znam miejsce, gdzie mogą ci je znowu zeskanować, żebyś miała je ładnie wydrukowane! - uśmiechnęła się do niej. - Ale chodź, najpierw ogarniemy tę sytuację. - Wskazała dłonią od góry do dołu na zabrudzony outfit, naprawdę chcąc jej pomóc.

Zaczęła iść w kierunku fontanny, rozglądając się dookoła, czy, aby się upewnić, że na bank tamten koleś ich nie śledzil. Nigdy nie wiadomo z tego typu ludzmi, a Thalia chciała być przezorna. Jeszcze tego im brakowało, żeby zostały znowu napadnięte, bo typek chciał jakieś chorej zemsty! Spojrzała na dziewczynę i zapytała - to co to za spotkanie i jesteś na nie przygotowana? - uśmiechnęła się do niej ciepło... swoją drogą... serio była tym zainteresowana.

jakaś bizneswoman
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skye słysząc propozycję na rozwiązanie problemu jej zalanej bluzki, aż zamrugała kilka razy, nie mogąc uwierzyć w to co słyszy. F O N T A N N A. Zastanawiała się co miała tam zrobić - wykąpać się? Zdjąć bluzkę i zacząć ją prać jakby to była ogromna miska z wodą? Stała oniemiała i słuchała dalszych rozwiązań.- Mam chusteczki…- udało jej się rzucić pod nosem, zanim brunetka wzięła od niej jeszcze plik mokrych dokumentów i ruszyła w stronę wspomnianej wcześniej fontanny.
Murray musiała przyznać, że chyba jeszcze nigdy nie spotkała ją tak szalona przygoda, a to dopiero początek! Może nie miała aż tak nudnego życia, skoro zdradziła swojego faceta z jego najlepszym przyjacielem, a potem i tak się z nim zaręczyła, by ostatecznie zerwać z nim i pojechać pocieszać owego przyjaciela po śmierci jego matki…. Tak, Skye miewała niezłe przygody, ale to wszystko otaczało się wokół jej sfery i inny mężczyzn. Ale takie atrakcje z nieznajomą kobietą? To była dla niej nowość.
Może i powinna być bardziej wkurzona na tą całą akcję, ale nieznajoma była taka urocza i sympatyczna, że Skye nie potrafiła się na nią złościć. W dodatku to też nie była przecież jej wina, a jakiegoś nawalonego typa, który wybił jej to smoothie z ręki. Nie było sensu się denerwować na niewinną dziewczynę. Jednak była zaskoczona, ale i przytłoczona jej pomysłami. Mimo wszystko podążyła za nią i w międzyczasie wyjechał chusteczki z torebki.- Mam nadzieję, że jestem, ale tak naprawdę przekonamy się za godzinę- posłała jej nerwowy uśmiech, bo przecież stresowała się tym spotkaniem, a sytuacja, która ją teraz w niczym nie pomagała. - Jestem architektem i dostałam teraz klienta, który chce wybudować całkiem pokaźnych rozmiarów dom na obrzeżach Toronto- zaczęła doprecyzowywać, kiedy zmoczyła chusteczkę woda w fontannie, a następnie próbowała nią wytrzeć plamę - Wolałabym tego nie spierdolić- Tutaj chyba zaskoczenia w tym temacie nie powinno być, prawda?
Pewnie teraz z grzeczności powinna zadać jakieś pytania kobiecie, ale zamiast tego skupiłę się n wyczyszczeniu bluzki. - Czy to nie wygląda gorzej niż było? Bo moim zdaniem wyglądam właśnie, jakby tamten ćpun na mnie wyrzygał- spytała zerkając na jasno żółto pomarańczową plamę. Na dzisiejszym spotkaniu będzie ewidentnie brudna k śmierdząca



Thalia Rosenhall
smerffi
Dogadamy się
26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Dobra, to pierwszy problem mamy odhaczony - odpowiedziała uradowana na wieść, że kobieta miała ze sobą chusteczki. Nie była pewna, dlaczego w sumie aż tak ją ciągnęło, żeby tej dziewczynie pomóc, no ale siła wyższa nie wybiera, co nie? Czasami trzeba było po prostu zrobić to, co wydawało się słuszne, a to był właśnie taki, a nie inny moment. Poza tym serio była zaintrygowana tym, co tamta robiła ze swoim życiem i tymi wszystkimi papierkami, więc nie mogła zaprzepaścić takiej możliwości poznania nowej osoby.

Idąc, spojrzała na brunetkę i uniosła brew, gdy tamta odparła, że przekona się za godzinę. Po chwili wysłuchała jej uważnie, kiedy ta zaczęła opowiadać, czym zajmuje się na co dzień. - Architektem?! That’s so fucking rad - wyrwało się z niej dość nietypowe lingo, poza tym nigdy wcześniej nie poznała kogoś, kto zajmował się architekturą. Zawsze wydawało jej się to zajebiście interesujące. A sam fakt, że miała możliwość przechadzania się wokół budynków, które na co dzień były projektowane właśnie przez takie osoby jak ta kobieta, był cholernie godny podziwu. Kto wie, może nie raz mijała jakiś budynek, który zaprojektowała właśnie ona?

Zerknęła kątem oka na oblane napojem papierki i już po samym projekcie mogła stwierdzić, że wyglądało to ciekawie. Nie traciła jednak czasu na analizowanie szczegółów. Po pierwsze, nie znała się na tym. Po drugie, nie chciała zbytnio czytać rzeczy, które nie należały do niej, przynajmniej nie w tak oczywistym momencie, bo jednak nie była wścibska. No, może troszkę, ale bez przesady. Stając przy fontannie, zerknęła na dziewczynę wycierającą bluzkę, na której plama tylko się powiększyła. No niedobrze ogólnie. - Hm - przyłożyła dwa palce do podbródka, mrużąc oczy. - Słuchaj, no nie jest dobrze…- Rozejrzała się dookoła, po czym znowu spojrzała na kobietę. - Pożyczyłabym ci moją koszulkę, ale nie wygląda lepiej, a poza tym byś w niej pływała - zaśmiała się pod nosem. - Może skoczymy szybko do sklepu? Będzie obok drukarni.

kobieta z plamą na koszulce
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skye słysząc reakcję dziewczyny, aż się zarumieniła. Jeszcze nikt tak nie zareagował na informację o jej zawodzie. To było bardzo miłe, bo z miejsca została doceniona, że aż poczuła się w obowiązku, aby wszystko doprecyzować. - Znaczy architektem jestem od niedawna, wcześniej byłam asystentką architekta po skończeniu studiów i zbierałam doświadczenie, zanim dostałam awans- zaczęła swój wywód w drodze do fontanny. - Ale odeszłam z tamtej firmy, bo mój chłopak został tam nowym szefem i sama wiesz…- wzruszyła ramionami z krzywym uśmiechem. Oczywiście cieszyła się szczęściem i awansem ukochanego. Dominic zasługiwał na wszystko co najlepsze. Był cholernie zdolny i inteligentny, a do tego pracowity, więc to, że awansował nikogo nie powinno dziwić. Obawiała się jednak, że będzie on oskarżany o faworyzowanie jej. Nie chciała mu dokładać zmartwień na głowę.- Ludzie krzywo na mnie patrzyli- mimo, że wcześniej ich relacje były w porządku, to potem rzeczywistość wszystko bardzo szybko zweryfikowała. - A teraz w nowej firmie mnie zatrudnili już na to nowe stanowisko z prawie zerowym doświadczeniem, więc chcę się wykazać najlepiej jak potrafię- doprecyzowała na koniec, kiedy już zdążyła wycierać bluzkę chusteczkami.
Niestety plama stawała się coraz gorsza, więc potrzebny był plan B. W sumie faktycznie - trochę czasu jeszcze miała, więc może po prostu trzeba kupić coś nowego? Mogłaby się zamienić ubraniem z dziewczyną, bo były podobnej postury oprócz jednej cechy - piersi. Skye w duchu zazdrościła dziewczynie jak została bogato nimi obdarzona! - A są tam bluzki, które się nadadzą na spotkanie z klientem?- spytała , a gdy zdała sobie sprawę jak to mogło na głos zabrzmieć, szybko zasłoniła usta dłonią. - Znaczy takim klientem klientem, a nie takim klientem od…- tłumaczyła się wyraźnie speszona i zdenerwowana swoim zachowaniem. Zaczynała mówić nieskładnie ze stresu, więc westchnęła głęboko .
- Po prostu potrzebuję czegoś eleganckiego- powiedziała po chwili wyraźnie spokojniejsza. Chwila oddechu pozwoliła jej też zauważyć jedną z istotniejszych kwestii- wciąż nazywa dziewczyna, która próbuje im pomóc,- W ogóle tak poza tym to Skye jestem.




ta odpowiednia Thalia
smerffi
Dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kew Gardens”