-
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Anyways, chciała porobić coś, co nie będzie jej przypominało o tamtej sytuacji. Teraz była tylko ona, park i zajebiście dobre smoothie, które trzymała w dłoni, raz po raz popijając przez słomkę. Smak mango wymieszany z truskawkami i ananasem rozchodził się po jej języku, cholernie orzeźwiający i słodki... Zatrzymała się na chwilę, przełączając piosenkę w telefonie, po czym ruszyła dalej, starając się znaleźć jakąś ławkę w cieniu. Zaczęła się rozglądać i po chwili zauważyła jedną, stojącą pod ogromnym dębem. Idealnie. Ruszyła w jej kierunku, dopiero po chwili dostrzegając, że na ławce siedziała bardzo elegancka kobieta. Im bliżej podchodziła, tym bardziej Rosenhall łapała się na tej idiotycznej myśli, że zajebiście byłoby tak wyglądać. Sama miała zbyt niską samoocenę, żeby długo się nad tyn zastanawiać, więc chciała tylko uśmiechnąć się do kobiety i usiąść na drugim końcu ławki. Tyle że zanim zdążyła to zrobić, podbiegł do niej jakiś koleś bez koszulki. Już po źrenicach widziała, że coś brał. - Dasz parę dolców? - zapytał, nawet nie próbując brzmieć, jakby naprawdę prosił. - Nie, przepraszam - odparła, odwracając wzrok. I wtedy, ni stąd, ni zowąd, koleś dosłownie zamachnął się i uderzył w jej smoothie. Kubek wypadł jej z dłoni, poleciał na ziemię i rozprysnął się po chodniku, ochlapując nie tylko Thalię, ale też tę elegancką kobietę siedzącą na ławce. - Kurwa mać, serio?! - rzuciła za kolesiem, który tylko uśmiechnął się pod nosem i odmaszerował, zadowolony z siebie. Thalia zacisnęła szczękę, po czym spojrzała na kobietę.. na bałagan na jej ubraniach... na swoje ciuchy i na ten nieszczęsny kubek leżący na ziemi. - Fuck, przepraszam za niego.
kobieta z ławki
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dlatego godziny jej pracy wcale się nie zmniejszyły, a momentami miała wrażenie, że pracuje coraz dłużej. Dzisiaj miała z kolei umówione spotkanie z ich nowym klientem. Chciała się nim zaopiekować najlepiej jak potrafiła. Umówiła się z nim na neutralnym gruncie, aby czuł się jak najbardziej komfortowo. Miała jeszcze trochę czasu do godziny zero, więc postanowiła się przygotować do prezentacji na świeżym powietrzu. W biurze był akurat straszny harmider, co utrudniało jej w pełnym skupieniu się. Natomiast park nieopodal i to w taką pogodę brzmiał wręcz idealnie.
Sprawdzała akurat, czy zabrała ze sobą wszystkie potrzebne dokumenty, gdy nagle poczuła jak coś się na nią wylewa. - Co…- zaczęła mówić szybko wstając i w mgnieniu oka oceniła sytuację - bluzka straciła swój śnieżnobiały kolor stając się ciemnym odcieniem mango. - Szlag!- wrzasnęła i podniosła głowę, by zobaczyć jakąś młodą kobietę piorunującą spojrzeniem wesoło uśmiechniętego faceta. Czy koleś był naćpany czy głupi? Pewnie to i to. - Co to w ogóle było?!- wrzasnęła wymachując rękoma na nich. - Kurwa- mruknęła jeszcze pod nosem i zamknęła oczy biorąc przy okazji trzy długie wdechy. - Nie, to nie Twoja wina. Nie musisz przepraszać za tego ćpuna- odezwała się ponownie, ale już znacznie spokojniejsza. Jednak tym razem była już zrezygnowana i załamana, aniżeli wkurzona. Spojrzała na brunetkę, a jej ramiona opadły z bezsilności. - Po prostu za godzinę zaczynam spotkanie z klientem. Niedawno zaczęłam pracę w nowej firmie i chcę się wykazać, a nie przyjść na spotkanie brudna, śmierdząca i z zalanymi dokumentami- z takim pierwszym wrażeniem przed klientem, może pomarzyć o dalszej współpracy z nim i pewnie także o przedłużeniu umowy.
kobieta od smoothie
-
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnęła się do kobiety nieco głupkowato, drapiąc się z tyłu głowy. - Może pójdziemy tam do fontanny, żeby trochę się obmyć i przetrzeć? - wskazała palcem na fontannę znajdującą się parę metrów dalej. - Tamten ziomek od hot dogów powinien mieć jakieś serwetki, bo niestety nie mam żadnych przy sobie - dodała, zerkając na kobietę, która swoją drogą wydawała się przemiła. Sam fakt, że nie obwiniała jej od razu za tamtego crackheada, sprawił, że Thalia poczuła ciepełko na serduszku. Słysząc, że kobieta ma niedługo jakieś spotkanie do ogarnięcia, Rosenhall zerknęła na jej dokumenty, które szybko od niej przechwyciła. - Słuchaj, nic stracone! Wysuszymy je i znam miejsce, gdzie mogą ci je znowu zeskanować, żebyś miała je ładnie wydrukowane! - uśmiechnęła się do niej. - Ale chodź, najpierw ogarniemy tę sytuację. - Wskazała dłonią od góry do dołu na zabrudzony outfit, naprawdę chcąc jej pomóc.
Zaczęła iść w kierunku fontanny, rozglądając się dookoła, czy, aby się upewnić, że na bank tamten koleś ich nie śledzil. Nigdy nie wiadomo z tego typu ludzmi, a Thalia chciała być przezorna. Jeszcze tego im brakowało, żeby zostały znowu napadnięte, bo typek chciał jakieś chorej zemsty! Spojrzała na dziewczynę i zapytała - to co to za spotkanie i jesteś na nie przygotowana? - uśmiechnęła się do niej ciepło... swoją drogą... serio była tym zainteresowana.
jakaś bizneswoman
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Murray musiała przyznać, że chyba jeszcze nigdy nie spotkała ją tak szalona przygoda, a to dopiero początek! Może nie miała aż tak nudnego życia, skoro zdradziła swojego faceta z jego najlepszym przyjacielem, a potem i tak się z nim zaręczyła, by ostatecznie zerwać z nim i pojechać pocieszać owego przyjaciela po śmierci jego matki…. Tak, Skye miewała niezłe przygody, ale to wszystko otaczało się wokół jej sfery i inny mężczyzn. Ale takie atrakcje z nieznajomą kobietą? To była dla niej nowość.
Może i powinna być bardziej wkurzona na tą całą akcję, ale nieznajoma była taka urocza i sympatyczna, że Skye nie potrafiła się na nią złościć. W dodatku to też nie była przecież jej wina, a jakiegoś nawalonego typa, który wybił jej to smoothie z ręki. Nie było sensu się denerwować na niewinną dziewczynę. Jednak była zaskoczona, ale i przytłoczona jej pomysłami. Mimo wszystko podążyła za nią i w międzyczasie wyjechał chusteczki z torebki.- Mam nadzieję, że jestem, ale tak naprawdę przekonamy się za godzinę- posłała jej nerwowy uśmiech, bo przecież stresowała się tym spotkaniem, a sytuacja, która ją teraz w niczym nie pomagała. - Jestem architektem i dostałam teraz klienta, który chce wybudować całkiem pokaźnych rozmiarów dom na obrzeżach Toronto- zaczęła doprecyzowywać, kiedy zmoczyła chusteczkę woda w fontannie, a następnie próbowała nią wytrzeć plamę - Wolałabym tego nie spierdolić- Tutaj chyba zaskoczenia w tym temacie nie powinno być, prawda?
Pewnie teraz z grzeczności powinna zadać jakieś pytania kobiecie, ale zamiast tego skupiłę się n wyczyszczeniu bluzki. - Czy to nie wygląda gorzej niż było? Bo moim zdaniem wyglądam właśnie, jakby tamten ćpun na mnie wyrzygał- spytała zerkając na jasno żółto pomarańczową plamę. Na dzisiejszym spotkaniu będzie ewidentnie brudna k śmierdząca
Thalia Rosenhall
-
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Idąc, spojrzała na brunetkę i uniosła brew, gdy tamta odparła, że przekona się za godzinę. Po chwili wysłuchała jej uważnie, kiedy ta zaczęła opowiadać, czym zajmuje się na co dzień. - Architektem?! That’s so fucking rad - wyrwało się z niej dość nietypowe lingo, poza tym nigdy wcześniej nie poznała kogoś, kto zajmował się architekturą. Zawsze wydawało jej się to zajebiście interesujące. A sam fakt, że miała możliwość przechadzania się wokół budynków, które na co dzień były projektowane właśnie przez takie osoby jak ta kobieta, był cholernie godny podziwu. Kto wie, może nie raz mijała jakiś budynek, który zaprojektowała właśnie ona?
Zerknęła kątem oka na oblane napojem papierki i już po samym projekcie mogła stwierdzić, że wyglądało to ciekawie. Nie traciła jednak czasu na analizowanie szczegółów. Po pierwsze, nie znała się na tym. Po drugie, nie chciała zbytnio czytać rzeczy, które nie należały do niej, przynajmniej nie w tak oczywistym momencie, bo jednak nie była wścibska. No, może troszkę, ale bez przesady. Stając przy fontannie, zerknęła na dziewczynę wycierającą bluzkę, na której plama tylko się powiększyła. No niedobrze ogólnie. - Hm - przyłożyła dwa palce do podbródka, mrużąc oczy. - Słuchaj, no nie jest dobrze…- Rozejrzała się dookoła, po czym znowu spojrzała na kobietę. - Pożyczyłabym ci moją koszulkę, ale nie wygląda lepiej, a poza tym byś w niej pływała - zaśmiała się pod nosem. - Może skoczymy szybko do sklepu? Będzie obok drukarni.
kobieta z plamą na koszulce
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Niestety plama stawała się coraz gorsza, więc potrzebny był plan B. W sumie faktycznie - trochę czasu jeszcze miała, więc może po prostu trzeba kupić coś nowego? Mogłaby się zamienić ubraniem z dziewczyną, bo były podobnej postury oprócz jednej cechy - piersi. Skye w duchu zazdrościła dziewczynie jak została bogato nimi obdarzona! - A są tam bluzki, które się nadadzą na spotkanie z klientem?- spytała , a gdy zdała sobie sprawę jak to mogło na głos zabrzmieć, szybko zasłoniła usta dłonią. - Znaczy takim klientem klientem, a nie takim klientem od…- tłumaczyła się wyraźnie speszona i zdenerwowana swoim zachowaniem. Zaczynała mówić nieskładnie ze stresu, więc westchnęła głęboko .
- Po prostu potrzebuję czegoś eleganckiego- powiedziała po chwili wyraźnie spokojniejsza. Chwila oddechu pozwoliła jej też zauważyć jedną z istotniejszych kwestii- wciąż nazywa dziewczyna, która próbuje im pomóc,- W ogóle tak poza tym to Skye jestem.
ta odpowiednia Thalia