Telefon. Odebrał, słysząc po drugiej stronie niski, męski głos, niezbyt zrozumiały angielski i groźbę, która sprawiła, że coś nieprzyjemnie ścisnęło go w żołądku. Wzdrygnął się na same słowa, które padły do słuchawki. Przez krótką chwilę nie był nawet pewien, czy to nie był jakiś słaby żart ze strony znajomych z pracy. W końcu telefon przyszedł na numer służbowy, więc teoretycznie wszystko było możliwe. Tylko że poczucie niebezpieczeństwa uderzyło go zbyt mocno, by mógł tak po prostu je zignorować. Rozłączył się przy ostatnich słowach nieznajomego głosu i niemal od razu poszedł pod prysznic.
Zimne krople wody uderzały o jego nagie ciało, a on stał pod strumieniem, wciąż zastanawiając się, czy to naprawdę był tylko chory żart. Jeżeli nie, to wiedział jedno. Nie chciał mieszać w to Eleanor. Nie mógł pozwolić, żeby cokolwiek jej się stało. Jakoś z tego wyjdzie, co nie? Dowie się więcej, kiedy tylko dotrze do pracy i odpali bazę danych. Wychodząc z łazienki, owinął biodra ręcznikiem i włączył telewizor gdzieś w tle, gdy wybierał ubrania na dzisiejszą 'zmianę'. Nie wsłuchiwał się szczególnie w wiadomości, dopóki nie padło nazwisko, które sprawiło, że zamarł w miejscu.
Arden stał jak oparzony. Przecież spędził z tym mężczyzną poprzednią noc. Fedorov był jego wieloletnim klientem. Za każdym razem, gdy pojawiał się w Toronto, prosił właśnie o jego towarzystwo. Ale kiedy Arden wychodził, Conrad żył. Był cały i zdrowy. Fuck. Wsuwając na siebie bokserki, próbował zmusić myśli do jakiegokolwiek porządku. Ledwo zdążył założyć spodnie, kiedy po mieszkaniu rozniosło się głośne walenie do drzwi. - Policja! Otwierać! - Nie zdążył nawet zareagować. Drzwi ustąpiły pod naporem, a chwilę później Arden poleciał na ziemię, przyciśnięty do podłogi, gdy zakuwali mu ręce za plecami. - Nic nie zrobiłem! - wyrzucił z siebie. - Zamknij się. Wszystko wyśpiewasz na komisariacie - rzucił jeden z policjantów. Pozwolili mu jedynie założyć koszulę, zanim wyprowadzili go z mieszkania i zabrali na posterunek.Conrad Fedorov został odnaleziony w swoim hotelu bez jakichkolwiek oznak życia. Śledztwo trwa. Jeżeli ktokolwiek posiada informacje w tej sprawie, proszony jest o kontakt z policją.
Jakieś czterdzieści minut później siedział już w pokoju przesłuchań. Dopiero wtedy drzwi otworzyły się ponownie, a do środka wszedł wysoki mężczyzna. Arden nie dał mu nawet dojść do słowa. - Czy mogę w końcu to wszystko wyjaśnić i dowiedzieć się, o co tu do cholery chodzi?!
detektyw