-
Niepoprawna romantyczka, gaduła, promyczek radości i tak dalej... W skrócie? Kochana jest ♥
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiOna, jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Mając za dużo wolnego czasu, umówiła się z przyjaciółką na spotkanie pod jej adresem, by pogadać, zrobić coś pożytecznego w kwestii kulinarnej i spędzić miło czas.
Inez zabrała ze sobą szkatułkę, w której miała swoje bransoletki, wisiorki i inne ozdoby. Coś tam działała w tym kierunku, ale chciała też podpisać jakąś umowę z którymś z jubilerów, właśnie na te swoje rzeczy. Mogła sprzedać to, co wykonała i przy tym zarobić coś, co pozwoli jej się usamodzielnić w pełni. Pomoc bliskich była chwilowo konieczna, tym bardziej, że mieszkała z rodzicami, ale ciągle rysowała, wymyślała i robiła to, co najbardziej lubiła.
Zostawała jeszcze kwestia wedding planner’a. Szukała kogoś, kto by wziął ją pod swoje skrzydła i wprowadziła w temat odpowiednio, by sama czuła się dobrze z tym, co miała robić.
Na pewno wiele opowieści czeka nasze panie i Inez bardzo się cieszyła na spotkanie. Samotność ostatnio za bardzo jej dokuczała. A tak przynajmniej zleci jej czas i będzie lepiej.
Nie byłaby sobą, gdyby przy okazji nie kupiła po drodze jakiegoś alkoholu, mając nadzieję, że przyjaciółka nie będzie musiała zbyt szybko lecieć do pracy. Swoją drogą chyba podpyta delikatnie, czy w szpitalu nie szukają kogoś do recepcji czy coś. Mogła też sprzątać, ale była ambitniejsza niż jeszcze kilka lat temu. W każdym razie pytała wszystkich o jakieś wieści i może w końcu uda jej się coś osiągnąć. Wierzyła w powodzenie tej misji, bo była zaradna i po prostu lubiła mieć zajęcie.
Na szczęście jej przystanki nie sprawiły, że się spóźniła. Mając pełną torbę różnych rzeczy pojawiła się pięć minut przed czasem pod domem Sorayi i po prostu podesłała jej sms o treści: Jestem! : ) I tym samym pukać nie musiała, bo drzwi się otworzyły wcześniej, a Inez mogła odetchnąć, że zaraz pozbędzie się wszelkich ciężarów, bo się troszkę zmachała. Ale to nic. Na jej twarzy gościł szczery uśmiech, jak to zawsze bywało, kiedy spotykała się z najbliższymi osobami.
- Dotarłam w końcu – powiedziała wesoło, kiedy odłożyła pakunki gdzieś na bok i mogła serdecznie uściskać swoją przyjaciółkę. – I powiem Ci na wstępie, że kusiło mnie, by wstąpić do cukierni po ulubione ciacho, ale powtarzałam sobie, że same coś zrobimy i pożegnałam myśl i wypieki tęsknym spojrzeniem, nie dając się wrobić w zbędny zakup. Znasz mnie i wiesz, że moja silna wola ma się kiepsko, ale cuda się zdarzają. Przy okazji jeszcze, oczywiście nie patrząc przed siebie, przywaliłam sobie w duży palec u lewej nogi i czuję, że trochę poboli. Ale wiesz, to mi dało do zrozumienia, że nie powinnam się rozglądać na boki, gdy idę w inną stronę. Dobrze, że się nie wywaliłam i nie zarobiłam jakiejś śliwy na czole. Byłoby zabawnie, ale dla wszystkich innych, mnie zdecydowanie by to nie bawiło – odetchnęła głęboko. Inez jak zawsze miała wiele do powiedzenia. Nic nie poradzi, że lubiła mówić, kiedy dobrze się czuła w czymś towarzystwie. Była po prostu wyluzowana i lekko pierdolnięta, ale w jak najbardziej pozytywny i nieszkodliwy sposób.
Soraya Cano
-
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Czekając na Inez, wyciągała naczynia ze zmywarki. Nie przepadała za tą czynnością, ale nie wyobrażała sobie życia bez niej. Gdyby miała myć wszystkie gary i talerze ręcznie to by wyrzuciła je wszystkie przez okno.
Po kuchni rozchodził się tylko dźwięk ściennego zegara oraz od czasu do czasu delikatnego brzęku naczyń. Nie dało się bezgłośnie ich wyciągnąć i położyć jeden na drugi.
Gdy telefon dał znać, że przyszła wiadomość, Soraya od razu odczytała wiadomość i uśmiechnęła się. Potrzeba jej było spędzenia trochę czasu z poczciwą duszą, jaką była jej przyjaciółka. Zostawiła nie do końca rozładowaną zmywarkę i poszła do przedpokoju.
Przekręciła zamek w drzwiach, położyła dłoń na klamce i otworzyła je. Inez stała w progu obwieszona torbami ze sklepów. Wpuściła przyjaciółkę do środka, po czym zamknęła drzwi.
- Cieszę się, że już jesteś - powiedziała na powitanie odwzajemniając gest. - Doskonale cię rozumiem. Te wszystkie wypieki w cukierniach wyglądają bajkowo i aż szkoda nieraz je jeść. Cóż ich ceny też są powalające, więc takim oto sposobem zaoszczędziłaś chociaż trochę pieniędzy - zauważyła wysłuchawszy przygód jakie miała Inez nim dotarła do niej do domu. - Akurat jak się obijesz gdzieś po drodze, to spokojnie opatrzę cię jeśli będzie trzeba - zapewniła, jak przystało na pracowniczkę służby zdrowia.
Poprowadziła Inez do kuchni, asekurując by nie weszła w otwartą zmywarkę i dotarła bezpiecznie do stołu oraz krzeseł. Tam posadziła przyjaciółkę, a sama wróciła do zmywarki. Zostało jej kilka rzeczy do wyciągnięcia. A skoro miały zaraz zacząć pięć, to lepiej żeby nic nie zalegało w środku.
- Napijesz się czegoś?
Inez Wilkinson
-
Niepoprawna romantyczka, gaduła, promyczek radości i tak dalej... W skrócie? Kochana jest ♥
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiOna, jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Jesteś najlepsza! – mówiła poważnie. Dziewczyny miały za sobą już wiele historii i razem osiągnęły niejeden sukces, ten mały czy ten większy. Jeśli Wilkinson miała komuś zaufać poza rodziną i w ciemno, to Soraya była na pierwszym miejscu.
- A wiesz co, herbaty się napiję, takiej mocnej najlepiej – powiedziała, po czym zaczęła wyciągać z toreb swoje zakupy. – Przygotujemy sobie ucztę dla podniebienia – powiedziała z optymizmem.
Bardzo zależało jej na tym, by zajęły się czymś wspólnie, mogły pogadać od serca i jeśli będzie taka możliwość, wypić także trochę wina na koniec, no i wesprzeć się w tym czasie. Inez chociaż aktywna, była też zwolenniczką posiadówki u kogoś, bo tam raczej nikt jej nie napadnie. Ogarniała ją panika, gdy widziała kogoś wyglądającego podejrzanie na ulicy. Lepiej czuła się w towarzystwie innych ludzi, mając się gdzie schronić.
Ze swojej przepastnej torby wyciągnęła szkatułkę, w której przechowywała swoje własne wyroby. Może i na poważniejszą i cenniejszą biżuterię trzeba będzie poczekać – chociaż na próbę jej wiosenna kolekcja się nieźle sprzedawała – ale miała trochę prostszych wzorów i swoich efektów pracy z koralikami, przywieszkami i innymi ozdobami.
- Te są dla Ciebie – położyła na stole trzy bransoletki. Każda w innym kolorze, ale harmonizowały się w całkiem niezłą całość. – Na szczęście – dodała.
Może nie wierzyła w talizmany jakoś tak konkretnie, ale czasem miała wrażenie, że takie rzeczy mimo wszystko przyciągają emocje. Bo jeśli się miało coś ładnego i znaczącego dla osoby, która podarowała to tej drugiej, pozytywnie i szczerze, musiały jakoś podziałać. Inez ufała w to, że dobro zawsze wraca, pod taką czy inną postacią.
- Podesłałam swoje szkice jednej firmie, może coś z tego będzie – nie nastawiała się za bardzo, ale bardzo chciała, żeby się udało. – I chyba kiedyś uzbieram na jakiś wyjazd do Europy. Ależ mi się marzy taka Hiszpania czy Włochy – rozmarzyła się. W ogóle bardzo chciała się ruszyć z Toronto i nawet gdzieś blisko, byleby tylko zmienić otoczenie. Ale sama się nie ruszy nigdzie, o nie.
- Jak nie wyjdzie, zacznę sprzedawać swoje wypieki. Takie torty na zamówienie są popularne – Inez we wszystkim znajdowała biznes, tylko trzeba będzie się porozglądać właściwie za pracą.
- I tak gadam jak nakręcona, a miałam o coś zapytać. Nie szukają w szpitalu kogoś do recepcji? Od biedy mogę biegać z mopem, powzdychać do przystojnych lekarzy, czy poplotkować z pielęgniarkami – oj tak, Inez by się tam nadawała idealnie.
- I już Cię doprowadzam do głosu. Wybacz mi, znowu. Teraz ja się zamknę i Ty opowiesz mi wszystko. Nie pomijaj nawet absurdalnych wydarzeń, bo mogą mieć znaczenie – i po tych słowach Wilkinson po prostu udała, że zamyka buzie na klucz i tylko się uśmiechnęła. Potrafiła być bardzo poważna, ale wśród przyjaciół czuła się swobodnie. Poza tym chciała dodać sił przyjaciółce i nieco poprawić jej humor.
Soraya Cano
-
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Jesteśmy najlepsze, jak już - poprawiła przyjaciółkę z uśmiechem.
Soraya w pracy unikała noszenia biżuterii. Mogła, owszem, ale wolała unikać, żeby czegoś nie zgubić, albo nie uszkodzić. Nieraz było takie zamieszanie oraz natłok pracy oraz pacjentów, że mogła nie wychwycić momentu, kiedy coś zdarzyłoby się z tą biżuterią.
- Są śliczne - powiedziała biorąc ostrożnie pierwszą bransoletkę. - Dziękuje, a szczęście to mi się na pewno przyda.
Od zawsze podobały jej się wszystkie wyroby Inez. I aż trudno było uwierzyć, że jeszcze nie miała własnego salonu i grona wiernych fanek. Oczywiście Soraya już się do nich zaliczała, odkąd tylko zobaczyła pierwsze rzeczy, które przyjaciółka zrobiła.
- Cały czas trzymam kciuki, żeby wreszcie ktoś poznał się na twoim talencie. To aż skandal, że jeszcze nikt się na twojej biżuterii nie poznał - delikatnie zabierając bransoletki i kładąc je do koszyka stojącego na lodowce. Kiedyś stał w nim kwiatek, ale rozrósł się i został przeniesiony na stół do salony, koszyczek jednak pozostał. - Na torty na pewno się znajdą chętni, więc w tej kwestii na pewno ci się uda. Mogę pomagać w wolnych chwilach i też coś pieczeniem nie rozkręcisz biznesu i nie zaczniesz zatruwać ludzi. A potem zrobisz z tego tortowe imperium i bez problemu pojedziesz Do Europy.
Nalała wody do czajnika, aby zagrzać im ją na herbatę, sama też się napije. Wyciągnęła z szafki dwa duże kubki, pamiętające jeszcze czasy ich dzieciństwa. Wsypała do nich herbatę zgodnie z preferencjami każdej z nich. Teraz pozostało tylko czekać, aż się woda zagotuje.
- Rozjarzę się, czy coś by się do ciebie znalazło - obiecała. - Jest kilkoro przystojnych lekarzy, więc mogłabyś dołączyć do fanklubu - dodała z konspiracyjnym uśmiechem.
Inez Wilkinson