Syrena policyjna przecięła wieczorną ciszę, gdy jednostka dostała zgłoszenie o poważnie wyglądającym wypadku przy drodze Highway 401. Nikogo nie zaskoczyło kolejne wyzwanie. Wypadki w tym miejscu zdarzały się codziennie, drobne kolizje nawet wielokrotnie w ciągu dnia. Te zdarzenia nie były spowodowane złym zaprojektowaniem drogi, problem tkwił w ilości przejeżdżających nią samochodów. Według statystyk na najbardziej obciążonych odcinkach przejeżdża tędy nawet do pięciuset tysięcy aut. Przy tak dużym ruchu wypadki nie były już żadnym zaskoczeniem — nie dla policji. Świadkowie zgłaszający incydenty byli dużo bardziej przerażeni, bo choć wypadki się zdarzały, tak nikt nie był przygotowany na karambol spowodowany złym manewrem wyprzedzania, czy zbyt dużą prędkością jazdy. Po całym dniu pracy człowiek liczył raczej na spokojny powrót do domu, spotkanie z rodziną i odpoczynek. Niektóre dni były wyjątkowo trudne. Zapewne wielu znużonych kierowców, odliczało czas powrotu. Trzymanie dłoni na kierownicy sprawiało dyskomfort podobny do zakwasów po intensywnych ćwiczeniach, a uczucie ociężałości nie pomagało w utrzymaniu koncentracji na drodze. Danny, zaciągając się do policji, był całkowicie świadomy odpowiedzialności, jakiej niósł za sobą ten zawód. Znał ryzyko podjętej przez siebie decyzji i to ryzyko obejmowało życie, jak i prywatność, która praktycznie nie istniała.
Drzwi policyjnego samochodu zatrzasnęły się z hukiem, gdy mundurowi wysiedli ze środka. Danny i Tobias, który wraz z nim pełnił dzisiaj dyżur, dojechali jako pierwsi. Mężczyzna, starszy od bruneta, zajął się sprawdzaniem rannych (dwie kobiety, trzech mężczyzn, dwójka dzieci). Młodszemu funkcjonariuszowi przypadło zadanie odgrodzenia miejsca wypadku policyjną taśmą i sprowadzenie pogotowia. Ruch na autostradzie został wstrzymany, pas wykluczony z użytku. Świadkowie wysiedli z samochodów, zbierając się dookoła miejsca zdarzenia; niektórzy z nich nagrywali. Policjanci starali się przegonić tłum gapiów, udzielając zdawkowych odpowiedzi na pytania. Danny stał razem z nimi, z grobową, poważną miną, zwracając uwagę zbyt wścibskim ludziom i zbierając zeznania, które następnie notował. Pierwsza karetka przyjechała chwilę po zgłoszeniu.
Jasnowłosa kobieta, która podeszła pewnym krokiem do taśmy, zwróciła szczególną uwagę Stonesa. Odgrodził jej drogę, dając tym samym do zrozumienia, że na miejscu wypadku trwają prace służb policyjnych.
— Zawróć. Procedury są jasne, ż a d n y c h nieproszonych gości na miejscu wypadku — podkreślił, ściągając nieustępliwie ciemne brwi. Zamierzał dopilnować, by nikt nie przeszedł i choćby się waliło, musiał postawić na swoim. Słyszał za sobą męskie, przepełnione emocjami głosy wymieniających się informacjami policjantów i strażaków. Z tego, co zrozumiał, jeden z mężczyzn, kierowca błękitnej skody, był w stanie krytycznym i pogotowie musiało natychmiast przewieźć go do szpitala. Pouczając Audrey na temat procedur, nie wiedział, że w ten sposób tylko opóźniał pomoc dla potrzebujących. Nie miała na sobie służbowych ubrań, co oznaczało, że nie przyjechała tutaj z karetką — mogła po prostu przejeżdżać. — Będziesz tylko przeszkadzać — dodał szorstko.