43 y/o
Welkom in Canada
185 cm
Zastępca komendanta Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Hard-boiled detective, cop and policeman
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiKe/bab
typ narracjiTypiczny
czas narracjiKażdy
postać
autor

Letexier cały czas siedział i obserwował June spokojnie, zerkając tylko od czasu do czasu w kierunku swojej szklanki. Słuchał jej uważnie, ponieważ taka dawka alkoholu w żaden sposób nie wpływała na jego percepcję. Kiedy przyznała, że nie ma pojęcia, co będzie wspominać za dwadzieścia lat, kącik jego ust drgnął lekko. Takiej odpowiedzi się bowiem po niej spodziewał. Dopiero kiedy wspomniała o pogoni za awansem i szukaniu miłości w niewłaściwych miejscach, uniósł nieznacznie brew, jednak w pierwszej chwili nie skomentował tego.
Upił niewielki łyk whisky i odstawił szklankę na stolik.
- Myślę, że większość ludzi nie ma pojęcia, co będzie wspominać za dwadzieścia lat - odparł i kiwnął lekko głową. Następnie westchnął cicho i wzruszył lekko ramionami. - Gdyby ktoś zadał mi to pytanie zanim zostałem wice, pewnie odpowiedziałbym podobnie - przyznał, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. - Jednak życie rzadko pyta nas o zdanie, więc dziś wspominam zupełnie co innego - uśmiech zmienił się w trochę smutniejszy, kwaśny i wywołujący zupełnie inne odczucia niż takie, które uśmiech winien wywoływać.
Przez chwilę obracał pustą już prawie szklankę między palcami, nim znów postanowił się odezwać. Scott spojrzał gdzieś przed siebie i westchnął, tym razem nieco głośniej.
- Większość ważnych rzeczy dzieje się przypadkiem - dopiero po tym przeniósł z powrotem wzrok na blondynkę. - Więc nie musisz wiedzieć tego już teraz - powiedział spokojnie, ale bez jakiegoś mentorsko-coachingowego pierdololo, by nie wyjść na jakiegoś upośledzonego mędrca.
Gdy spytała go o to, czy czuje się samotny, przez chwilę między nimi znów zapadła cisza. Scott wyraźnie zastanawiał się, czy uzewnętrznić się jeszcze bardziej i powiedzieć jej prawdę, czy zbyć ją w jakiś sposób. Nie odpowiedział zatem od razu, a jedynie spojrzał najpierw na swoją szklankę, a następnie na Harrison, by w końcu odchylić się nieco bardziej na kanapie i przez kilka sekund patrzeć gdzieś w sufit.
Nie był to pierwszy raz, gdy usłyszał te pytanie, więc nie wyglądał też na człowieka zaskoczonego. Co prawda częściej zadawał je sam sobie, niż słyszał je od innych, jednak to nie miało zbyt dużego znaczenia. Wicekomendant wypuścil powietrze z płuc.
- Przywykłem - odpowiedział spokojnie, bez zbędnego dramatyzowania, żalu czy jakiejś goryczy. - Po tylu latach nawet nie zwracasz na to większej uwagi - przyznał, choć czy nie zaprzeczył samemu sobie sprzed chwili?
Policjant wzruszył lekko ramieniem.
- To trochę jak z lodówką w kuchni. Po jakimś czasie przestajesz ją słyszeć - uśmiechnął się na moment pod nosem. - Jest po prostu gdzieś w tle - rzekł, choć sam w to nie wierzył. Minęło już kilka lat od śmierci żony, a on dalej pil na umór, spędzał zbyt dużo czasu w pracy i odsuwał od siebie wszystkich, kto tylko chciał się do niego zbliżyć. On już miał swój etap szczęścia w życiu i wychodził z dziwnego założenia, że nie zasługuje na więcej.
Sięgnął po swoją szklankę i zauważył, że została w niej ledwie resztka whisky.
- Mam pracę, która pozwala mi się wyłączyć - dodał ciszej i spojrzał na nią z lekkim rozbawieniem. - Oraz od niedawna jeszcze jedną zajebistą śledczą, z którą całkiem dobrze spędza mi się czas - skinął głową w jej kierunku. - Choć czasami zadaje bardzo niewygodne pytania - jego brew uniosła się ku górze, a uśmiech trochę poszerzył.
Uniósł szklankę w geście toastu, tym razem za nią i wychylił resztkę bursztynowego płynu, po czym od razu nalał sobie kolejną kolejkę. Nieważne czy June zechce zostać czy nie, on wypije jeszcze kilka, a potem pewnie przeniesie się do baru, by dopierdolić sobie na koniec dnia i wrócić tak nawalonym, że nie będzie pamiętać, jak dotarł do domu.

June Harrison
31 y/o
Welkom in Canada
175 cm
śledcza Toronto Police Service HQ
Awatar użytkownika
you don't own me, i'm not just one of your many toys.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak, zdecydowanie mogła nauczyć się od niego dużo więcej niż przypuszczała. Dzieliła ich nie tylko dość duża różnica wieku, ale także bagaż doświadczeń. Najlepsze w mężczyźnie było to, że rozmawiając z nią, nie starał się na siłę pozować na wielkiego mędrca czy mentora. Odpowiadał szczerze i brzmiał przy tym bardzo naturalnie. Jego wypowiedzi ją uspokajały - kilka prostych zdań, którymi zdołał jej uświadomić, że to co czuła i co mu wyznała, nie było wcale takie dziwne i niespotykane, jakby się mogło jej wydawać. Nie musisz wiedzieć tego już teraz. Niby nic odkrywczego, a jednak pomogło.
Początkowa cisza wywołana pytaniem June, wcale jej nie przeraziła ani też mocno jej nie zdziwiła. Było to dość odważne zagranie z jej strony, biorąc pod uwagę poziom ich zażyłości na stopie prywatnej, który był w tamtym momencie praktycznie zerowy. Próbowała go poznać. Nie było w tym chyba nic złego, prawda? Niewygodne pytania były czymś, czego raczej nie da się w takiej sytuacji uniknąć. Mógł oczywiście jakoś dyplomatycznie z tego wybrnąć albo po prostu… kazać jej spadać, ale jednak zdecydował się tego nie robić. Jego odpowiedź sprawiła, że urodziło się jej w głowie mnóstwo kolejnych, jeszcze bardziej wścibskich pytań, ale czuła, że to mogłoby być już spore przegięcie. Zastanawiała się co to wszystko oznaczało. Czy porównywanie samotności do irytującego odgłosu lodówki, do którego człowiek dawno przywykł, znaczyło tyle samo co całkowite poddanie się? Czy uważał, że wraz z jego żoną raz na zawsze umarło jego szczęście i nie zamierzał już szukać nigdy więcej miłości?
W końcu skinęła głową na znak, że rozumie i zgadza się z tym, że to właśnie praca w dużej mierze pozwalała im całkowicie się wyłączyć i nie myśleć o problemach, które istniały gdzieś poza komisariatem. Odwzajemniła szybko jego szerszy uśmiech, ale równocześnie poczuła, że być może rzeczywiście przesadziła. Co prawda wicekomendant powiedział to w taki sposób, który nie sugerował, że miał coś przeciwko temu, ale jednak trochę się zawstydziła. A może to przez te słowa o „zajebistej śledczej”, z którą Scott tak polubił spędzać czas?
Masz rację, to nie na miejscu. Ja po prostu… — urwała nagle i machnęła dłonią, jakby to co cisnęło się jej na język, miałoby jedynie pogorszyć sytuację.
Koniec niewygodnych pytań.
Dopiję to tylko i wracam do domu — poinformowała, choć nikt o to nie pytał i uniosła lekko szklankę, ukazując że pozostało jej jeszcze góra parę łyków trunku — Przepraszam, zaczynam gadać straszne głupoty, gdy jestem śpiąca — wyjaśniła i wkrótce jak zapowiadała, tak zrobiła. Zanim jednak się pożegnała i opuściła jego gabinet, podziękowała mu raz jeszcze za jego zaangażowanie w sprawę przeniesienia Bakera oraz za to, że mogli wspólnie opić ten mały sukces.

Koniec!
Scott Letexier
ave
jakoś się dogadamy, tylko nie uciekaj
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”