-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- W sumie nie wiem, czy to działa też na wydział wewnętrzny... Ale uważaj, bo jeszcze wezmę Cię za słowo. - uniósł zaczepnie brew próbując wyjść z tego dziwnego nastroju, w który go przypadkiem wpędziła.
To oczywiście w żadnym wypadku nie była jej wina. Mogła mieć takie, a nie inne podejście do małżeństwa. Arvel był na szczęście dość dobry w szufladkowaniu swoich problemów i emocji na później. Dzisiaj już wystarczająco dużo czasu poświęcili na jego zmartwienia. Nie potrzebował kolejnych. Ślub był czymś do czego może z czasem będą zmierzać. Nie było to jednak dzisiaj, jutro albo za miesiąc. Czekało ich jeszcze kilka punktów, które musieli odhaczyć po drodze. Zdecydowanie wolał zająć się tym, co ma teraz w ramionach.
- Lubię... Skoro jest tak źle poza tą bańką, to przynajmniej w niej powinno być komfortowo. - musnął jej szyję czubkiem swojego nosa wdychając chętnie jej perfumy, zapach jej ciała - Wiesz, że gdybym kogoś tutaj przyprowadził to miejsce nie byłoby już takie tajne? - zaśmiał się cicho - Czyżbym wyczuwał trochę zazdrości..? - mruknął drażniąc jej policzek swoim zarostem z zaczepnym, szerokim uśmiechem.
Nie miałby nic przeciwko gdyby czasami rzeczywiście pokazała mu trochę tej zazdrości. Nawet jeśli wiedział, że jej na nim zależy, czasami dobrze było to również zobaczyć w tych prostych gestach.
- Oh... Cały weekend? Takie już masz plany? - pocałował jej policzek mówiąc to tym swoim niskim, uwodzicielskim głosem, a jedna z dłoni jakoś mimowolnie opadła mu na jej dekolt - Chętnie sprawdzę z tobą te energie. - przygryzł jej policzek przywierając do niej nieco mocniej.
- Nie jest to nasz nowy dom, ale na krótki wypad... Ucieczkę od problemów... Może się nadać. - uśmiechnął się sam do siebie bo nie sądził nigdy, że będzie mógł patrzeć akurat na ten widok z kobietą, którą kocha i nie boi się tego mówić.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Dlatego jej podejście do związków było… trudne. Ona była w tym trudna. Bo to trochę tak, że z jednej strony bardzo czegoś chcesz, a z drugiej boisz się tego tak bardzo, że zwyczajnie to sabotujesz. Ona sabotowała… i dziwne, że on tak długo z nią wytrzymywał! Chyba naprawdę musiał do niej coś czuć i codziennie coraz mocniej się o tym przekonywała.
- Odrobinę! – odrobina zazdrości jeszcze nikomu nie zaszkodziła – Lubię mieć świadomość, że spotyka mnie coś… wyjątkowego. No i że nie będę spać w łóżku po twojej byłej. Albo przypadkowej. – wytknęła już bardziej przekornie i zdecydowanie w formie żartu, bo przecież w jego mieszkaniu nie zażyczyła sobie wymiany materaca. Także nie była taka delikatna! – Plus jak już kiedyś będziesz miał mnie dość i się rozstaniemy, a ty przywieziesz tu kogoś innego… i tak będziesz pamiętał te wszystkie pierwsze razy. Nie wyjdę ci tak łatwo z głowy, będę cię prześladować! – zaśmiała się, bo to była naprawdę kiepskiej natury groźba. Ale jednocześnie odwróciła się w męskich ramionach, właściwie się od niego nie odsuwając, przywierając ciasno do jego torsu i zarzucając mu łapska na szyję. Jednocześnie zrobiła krok w stronę powrotu do domu, napierając na niego, żeby zrobił to samo – I nie cały weekend? Jak już mnie tu przywiozłeś? I tak naprawdę nie wiem, gdzie… a jeśli nie ma tu zasięgu to nawet tego nie sprawdzę. Twoja tajemnica jest bezpieczna. Wyprowadziłbyś mnie do lasu, obrócił trzy razy dookoła własnej osi, zostawił… i nigdy bym z niego nie wyszła. – zaśmiała się ze swojej nieporadności. Bo generalnie nieporadna nie była… i całkiem nieźle utrzymała się przy życiu przez te wszystkie lata. Jednak w starciu z naturą? Nie miała najmniejszych szans. Była dziewczyną z klubu ze striptizem, a nie z lasu! – Całe szczęście, że nie zaprowadzisz mnie do lasu. – dodała i sięgnęła męskich warg, żeby go pocałować – krótko, zaczepnie i drażniąco… skubnęła je raz i drugi, a jej dłoń zsunęła się na jego tors i zaraz też wsunęła pod jego koszulkę. Mógł poczuć jej paznokcie, gdy drażniły skórę na jej brzuchu. Błysk w jej oczach też był bardziej niż wymowny.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Kiedyś by Ci to nie przeszkadzało... - uśmiechnął się zadziornie znów przygryzając jej ucho - Tutaj wszystko jest pierwsze. Jeśli rzeczywiście spędzimy tutaj noc to też będzie moja pierwsza. Nie miałem jeszcze powodów by używać swojej kryjówki, więc tak... Cieszę się, że ten będzie z Tobą. - uśmiechnął się do niej kiedy już się do niego obróciła.
Zamknął ją w swoich ramionach wpatrując się w jej ciemne tęczówki właściwie całkowicie już zapominając o tym, co właściwie ich tutaj przywiodło. Zdecydowanie potrafiła zaprzątnąć mu głowę i wcale nie musiała do tego zrzucać z siebie ubrań. Wystarczy, że była. Że się z nim droczyła, żartowała i była blisko. Wtedy problemy bardzo skutecznie znikały. Przynajmniej na jakiś czas. A on nie miał żadnych oporów by z tego korzystać.
- Chcesz mnie prześladować gdybyśmy się rozstali? Nie tylko zazdrosna, ale i posesywna... - pokręcił głową z rozbawionym uśmiechem nachylając się do niej i kradnąc jej buziaka - Podoba mi się taka wersja. - mruknął w jej usta zaczepnie zaciskając na nich swoje zęby.
Gdzieś tam w środku trochę mu to schlebiało. Nie zamierzał robić nic by faktycznie była zazdrosna, ale skoro to gdzieś tam zaczynało z niej wychodzić mogli to bardzo skutecznie wykorzystać. Lubił też, gdy robiła się nieco bardziej posesywna w łóżku. Oboje na tym korzystali.
- Nie mówię, że nie zaprowadzę Cię do lasu. Ale mogę Ci powiedzieć, że na pewno Cię tam samej nie zostawię. - wyszczerzył się do niej skradając jej jeszcze kilka coraz bardziej namiętnych pocałunków.
Lubił kiedy tak się z nim drażniła. Jej paznokcie na swojej skórze. Doskonale wiedziała jak powinna go nakręcać. Wszystko, co robiła po prostu działało.
- Nie musisz dać znać w klubie, że Cię nie będzie? Mam telefon satelitarny. To ostatnia szansa zanim zamknę się z Tobą w domu. - przemawiały przez niego ostatki dojrzałości zanim schylił się i wziął ją na ręce jak swoją księżniczkę - Wiesz co... Nie. Może to dobra okazja żeby sprawdzić czy masz dobrych pracowników. Zmieniłem zdanie. Jesteś moja. - zanim zdążyła coś powiedzieć po prostu zamknął jej usta pocałunkiem z gatunku tych, które sprawiały, że miękną jej nogi.
Na szczęście w tym momencie nie musiała ich używać. Pewnie prowadził ich z powrotem do domu. Kopniakiem otworzył sobie drzwi. Wszedł do środka i usadził ją na pierwszej wolnej płaskiej powierzchni, którą akurat była kuchenna wyspa. Zgrabnie wcisnął się między jej uda i przysunął ją bliżej.
- Czujesz tę energię, czy chcesz spróbować jakąś inną? - zaśmiał się cicho całując jej szyję i delikatnie, drażniąco przygryzając jej delikatną skórę.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor