34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A tylko zbudowałeś czy coś jeszcze w niej ćwiczysz? Bo nie wystarczy mieć — uwielbiała łapać go za słówka, a tu nadarzyła się idealna okazja do tego więc zmarszczyła nos i uśmiechnęła się radośnie. — I nie rozumiem co ludzie widzą w bieganiu, hm? — kto sobie robił taką krzywdę na życzenie i dlaczego? Autentycznie była ciekawa! Może kiedyś powinna pójść pobiegać z bratem żeby się przekonać… albo lepiej nie bo jeszcze skończy przez nią ze skręconą kostką i do śmierci będzie jej to wypominał.
Bogackie piekło było ciekawszym tematem i o wiele szybciej się w tym odnalazła, głównie za sprawą jej zamiłowania do komedii romantycznych i świetnej znajomości Pretty Woman. Historia miała potencjał, a Percival prosił się o ten niekontrolowany wyrzut z jej strony. Jego mimika szalała, a Wendy była coraz bardziej rozbawiona. pewnie pociągnęłaby temat dalej, ale kelnerka wyrosła przed nimi nagle i powiało nieco chłodem. Od Perciego, nie od lodu.
Wendy odprowadziła kelnerkę współczującym spojrzeniem, bo się jej zupełnie przypadkiem w tym wszystkim oberwało. — Za dużo lodu, jasneee — przekręciła oczami i westchnęła zrezygnowana. — Lodów nigdy za wiele, powiedziałaby Vivian - rzecz jasna bo jak interes się kręci to wiadomo — nie mogła się powstrzymać bo mina brata prosiła się o to by dokręcić śrubę, a poza tym nie podobało się jej to jak ozięble potraktował bogu ducha winną kelnerkę. Tak się nie robi! Rodzice może nie mieli zbytniego wkładu w ich wychowanie, ale to są podstawy podstaw. To, że zarabiał kupę kasy i wyszedł na ludzi nie znaczy, że sobie tak może traktować przypadkową kelnerkę.
Po moim trupie.
Nigdy nie wiadomo jakie plecy ma ta kelnerka, jak jej zalazłeś za skórę to może prędzej niż później — skomentowała uśmiechając się radośnie, bo to przecież tylko jej wybujała wyobraźnia i nic takiego na pewno nie będzie mieć miejsca. Prędzej faktycznie skończy jako Vivian 2.0 niż on zginie z rąk obrażonej kelnerki.
EJ! Przecież obiecałeś — nie obiecał może, ale nadzieję zrobił — więc tak się nie robi! Nie znasz powiedzenia, że kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera? — była wyraźnie zawiedziona i to nawet nie tym kawiorem czy krewetkami, ale to wino z jej rocznika brzmiało intrygująco. Trudno, obejdzie się smakiem.
Dobra już dobra — mruknęła przekręcając oczami, co przy nim zdarzało się jej niebywale często, po czym złapała wielkiego burgera obiema dłońmi i wgryzła się w niego. Oczywiście, że nie byłaby sobą, gdyby skonsumowała go z gracją damy z wyższych sfer, ale już uzgodnili, że nią nie była. Dlatego nikogo nie zdziwi fakt, że gdy tylko ścisnęła burgera sos zaczął wylewać się bokami. Jak to się stało, że miała go nie tylko na brodzie, ale też na nosie? Nieistotne. Chcąc ratować sytuację, Wendy drgnęła gwałtownie, zahaczając palcem o słomkę w swojej coli. Szklanka zakołysała się niebezpiecznie, lód brzęknął o szkło, a a napój chlusnął prosto na stolik, tworząc wartki, brązowy strumień płynący prosto w kierunku brata. — Ratuj się kto może! Cola za burtą! — wykrzyknęła rzucając mu na ratunek serwetkami, którymi też sama zaczęła chaotycznie wycierać blat. Nie wiedziała jakie straty były po jego stronie, ale gdy najgorsza fala powodzi została opanowana Wendy opadła ponownie na kanapę i uśmiechnęła się do brata. — No co? Jedz, jedz i przestań się tak spinać… Wiesz, że z peruką żartowałam. Ja to się nie nadaję do tego, za dużo strat w ludziach by było — niejednego by wykończyła nerwowo. Mordercza prostytutka, postrach Toronto z Entertainment District.
U Petera? — zdziwiła się, że pyta o jej przyjaciela. — W porządku — odparła zadziwiająco wymijająco jak na nią i bo wgryzła się w burgera.

Obrazek
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Bieganie to same plusy, chyba że się jest tobą, wtedy staje się też potencjalnie niebezpieczne. — Uśmiechnął się do niej krzywo.
Wendy nie byłaby sobą, gdyby go skutecznie nie zamęczyła, prawda? Mimo że naprawdę siostrę kochał, każde spotkanie z tym wulkanem energii musiał solidnie odsypiać. Albo robił się zwyczajnie stary.
Lodów nigdy za wiele — powiedziałaby Vivian, rzecz jasna, bo jak interes się kręci, to wiadomo”.
Uniósł rękę, chcąc jej przerwać.
Jezu, Wendy… skończ z tym. Nie chcę o tym więcej słyszeć.
Znowu schował twarz w dłoni; im dłużej tam siedział, tym bardziej był załamany.
Niczego ci nie obiecałem. Koniec tematu — dodał jeszcze, mając nadzieję, że tym zdaniem naprawdę wybije jej z głowy pomysł bycia jak Vivian Ward z cholernego „Pretty Woman”. Obawiał się, że w przypadku siostry oznaczałoby to wpakowanie się w pierwsze lepsze bagno, jeszcze gorsze towarzystwo, a potem… wiadomo, jak to na ulicy bywało: nie trzeba było się za bardzo starać, żeby zafundować sobie szybką śmierć.
Aż potrząsnął głową, patrząc, jak Wendy radzi sobie z burgerem, wyobrażając sobie to wszystko.
Za dużo gównianych spraw, Percy, za dużo…
Ale zanim zdążył ugryźć drugi kawałek swojego, w jego stronę poleciała strużka rozlanej coli. Syknął, odkładając kanapkę. Trochę napoju znalazło się na świeżo wypranych spodniach Gardnera. Na szczęście były ciemne, była więc szansa, że plamy nie będzie widać.
Wrócił do jedzenia. Już miał przewrócić oczami na kolejną wzmiankę o pracy pod latarnią, już miał dopytać, co oznaczało, że u Petera było „w porządku”, gdy w kieszeni płaszcza zadzwonił jego telefon. Rzucił bezgłośne „przepraszam”, wyjął komórkę i przyłożył ją sobie do ucha, jednocześnie wycierając usta serwetką.
Przez dłuższy czas nic nie mówił, wpatrując się w Wendy, która z każdą minutą widocznie traciła humor. Pewnie przeczuwała, co się święci. Nie myliła się.
Jasne, Kate. Zaraz będę — powiedział, a potem się rozłączył. — Sorry, młoda — rzucił, bo siostra patrzyła na niego jakby właśnie zabrał jej cukierka. — Chodź, weźmiemy resztę na wynos. Wynagrodzę ci to… — Podniósł się z miejsca, zgarniając swój płaszcz. — Kiedyś… — dodał już nieco ciszej.
koniec
Obrazek
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
ODPOWIEDZ

Wróć do „National at The Well”