Czyżby książe się o niego martwił? Przez moment dziwnie przyjemne ciepło przeszło przez ciało Thallmana. Mógł powiedzieć coś, zrobić coś, ale stwierdził, że po prostu dalej będzie z nim igrać... no bo uwielbiał przyglądać się i słuchać wywodów blondyna,
- co do pocałunków i intymnych interakcji... - zaczął, stukając palcami o książkę.
- Nie, nie z każdym ich szukam. - Spojrzał mu prosto w oczy.
- a nawiązuje do twojej seksualności, bo brzmisz jakbyś sobie próbował wmówić, że pociągają cię kobiety - oparł łokcie o blat i nachylił się odrobinę bliżej, ale nie na tyle, żeby znowu naruszyć jego przestrzeń.
- Nie mówię, że kłamiesz. Może naprawdę interesują cię tylko kobiety. Super... gratuluje świadomości!! Nie będę ci drukował dyplomu, ale mogę klasnąć. - Uniósł dłonie i zaczął klaskać. Wystarczająco teatralnie, żeby spróbować wyciągnąć z Kierana jakąkolwiek reakcję. Po chwili jednak przestał i parsknął pod nosem.
- I nie, nie ufam ci, możesz być spokojny. Nie podarowałbym ci dostępu do historii mojej przeglądarki. Newsflash, mogłaby cię straumatyzować. - Puścił mu oczko, po czym sięgnął po jedną z książek i otworzył ją na przypadkowej stronie.
Cholera, nie spodziewał się tego.
Był przygotowany na kolejną tyradę o odpowiedzialności, zdrowiu, skupieniu, zasadach, granicach, zarazkach i całej reszcie rzeczy, w których Kieran najwyraźniej robił za samozwańczego profesjonalistę. Był gotowy przewrócić oczami, parsknąć, rzucić jakimś głupim komentarzem i obrócić wszystko w żart, zanim zrobiłoby się zbyt poważnie. Ale nie był gotowy na to, że Kieran spojrzy na niego tym spokojnym, cholernie uważnym spojrzeniem i powie mu, żeby w a l c z y ł.
Że co do jasnej cholery?
Przez chwilę nie odpowiedział. Siedział tylko, opierając palce o okładkę książki, i patrzył na miejsce, w którym jeszcze przed sekundą wystukiwał jakiś przypadkowy rytm. Nagle książki, zapach papieru i perfum Kierana zrobiły się zbyt wyraźne... Musiał to przetrawić. Każde mile wypowiedziane zdanie, które wypłynęło z ust Kierana, a którego Benjamin wcale nie prosił.
''...nie pozwól, żeby ktoś ci to odebrał.''
Gdyby to było takie proste, Burreau.
Gdyby przeciwnik był człowiekiem, któremu można było przywalić w twarz, Benjamin pewnie już dawno miałby poobijane kostki i ten glupawy, zwycięski uśmiech. Zawsze wiedział, co zrobić, kiedy problem miał twarz. Ale jak miało się walczyć z czymś, co siedziało we własnym ciele? Jak miało się nie oddać czegoś, co mogło zostać zabrane po cichu, kawałek po kawałku, zanim człowiek w ogóle zdążył się obejrzeć?
- Benji - poprawił go odruchowo, ale tym razem ciszej. Bez żartów... dogryzek, które zwykle ratowały go przed tym, żeby przypadkiem nie powiedzieć czegoś zbyt szczerze. To jedno słowo było jedyną rzeczą, której mógł się uczepić, żeby chociaż na sekundę wrócić do siebie. Dopiero po chwili podniósł wzrok na Kierana i uśmiechnął się delikatnie.
- Nie wiem, czy sam wierzysz w te słowa, które mówisz - rzucił, parskając cicho, nasepnie nachylił się w jego stronę i wysunął dłoń. Ułożył ją na dłoni Kierana, zahaczając palcami o jego skórę, a potem ścisnął delikatnie. Tylko na kilka dłuższych sekund, które i tak powiedziały więcej, niż Benjamin chciałby przyznać.
- Ale doceniam. Serio. - Dopiero potem się odsunął i odchylił się na krześle, przeciągnął się i wyprostował dłonie, chcąc jakoś wyrzucić z siebie dziwne myśli. -
chociaż muszę cię zmartwić, Burreau. Ja potulnie nie oddaję nawet ostatniego kawałka pizzy, więc z marzeniami też raczej nie pójdzie łatwo. - uśmiechnal sie bezczelnie.
Potem jednak Kieran zapytał, po co w ogóle się fatygował. Benjamin zerknął na niego spod rzęs i przez moment naprawdę wyglądał na kogoś, kto próbuje znaleźć odpowiedź nie tylko dla niego, ale też dla samego siebie.
- Bo napisałeś - odparł w końcu. No bo po co miał kłamać? Taka była prawda. Najprostsza i najbardziej zdradliwa z możliwych. Zorientował się sekundę za późno, więc szybko dodał,
- znaczy, nie ekscytuj się.... Mogłem nie przyjść, ale tu jestem... - przechylił głowę, przyglądając mu się uważniej.
- wiesz, co jest w tym najgorsze? Że sam nie jestem pewien, czy przyszedłem przez te cholerne korepetycje, czy dlatego, że chciałem cię znowu zobaczyć. - uśmiechnął się, po czym przesunął książkę bliżej siebie i westchnął dramatycznie, decydując się kompletnie zignorować jego pytanie czy na czymkolwiek mu zależało,
- Możemy dzisiaj tylko godzinę? Masz jakieś plany później? - Zapytał niby od niechcenia, ale ciekawość zdradziła go od razu. Chciał wiedzieć, czy Kieran po nauce dalej będzie siedział nad kolejnymi książkami, czy może jednak robił coś dla siebie. Czy miał życie poza tym kijem w dupie, podręcznikami i irytująco spokojnym, przejętym sposobem mówienia. Bo pomimo tego wszystkiego, a może właśnie przez to w s z y s t k o, Benjamin naprawdę chciał
go poznać.
Burreau