ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oszaleję. Stał w kropce od trzech dni i niczego nienawidził tak bardzo, jak tego dziwnego poczucia bezradności, do którego nie potrafił i nie chciał się przyzwyczajać. Nie był przecież przypadkowym prokuratorem, którego zgubiłby brak jakiegoś tropu lub niepewny dowód, którego nie mógłby zweryfikować. A mimo to, mimo późnej godziny, nadal wpatrywał się w nieco rozmazane literki na ekranie laptopa, które od piętnastu minut przestały układać się w logiczne słowa. To byłby odpowiedni moment na przerwanie pracy i wrócenie do tematu kolejnego dnia, ale wiedział, że nie zaśnie spokojnie, jeśli tego nie dokończy. Dlatego postukał palcami w biurko, zaraz przeczesując dość nerwowo swoje włosy. Znowu to robił — wpadał w swoje maniakalne epizody, z których nie potrafił wyrwać się przez całe tygodnie. Niby wszystkie sprawy traktował tak samo poważnie, jednak, gdy chodziło o młodych ludzi, zawsze dawał z siebie więcej. Wiedział, że nie powinien wplatać w pracę, swoje prywatne odczucia i traumy, ale nie potrafił przejść obojętnie obok młodych ludzi, którzy zostali skrzywdzeni. Może to przez to, że za każdym razem, gdy zamykał powieki, przed oczami widział martwe ciało Eleny? Chłopak odsunął od siebie laptopa, zamiast tego chwytając swój telefon. Było późno, ale nie na tyle późno, by osoba, z którą chciał porozmawiać, miałaby spać.
Po wymianie paru krótkich wiadomości, Caleb zdecydował się zakończyć pracę na dzisiaj. Zbiegł po schodach prokuratury, jakby się paliło i wsiadł do swojego samochodu, jadąc w dobrze znanym kierunku. Kto jak kto, ale Aiden na pewno rozumiał go w kwestii denerwujących i niedomkniętych spraw sądowych. Poza tym był jego przyjacielem, więc chociaż raz w miesiącu, mógł się w ten też sposób zachowywać. Jak to zwykle miał w zwyczaju, zatrzymał się pod mieszkaniem kumpla, gdzie notorycznie zostawiał samochód, jak szedł się napić do swojego ulubionego, pobliskiego baru.
Tym razem stał oparty o swój pojazd i obracał na palcu stary, pamiątkowy sygnet po swoim dziadku. Dopiero kroki, wychodzące z budynku, zmusiły go do podniesienia spojrzenia na adwokata. — Wiedziałem, że na rudego nie ma co liczyć, ale żebyś nie potrafił zadzwonić od trzech tygodni? — mlasnął na powitanie. — Nie masz już szesnastu lat, żeby uganiać się za pannami i zapominać o swoich kumplach — dodał złośliwie, choć czy sam był od niego lepszy? W przerwach od pracy, sam dokładnie to robił; pojawiał się w barach, próbował urzec wybraną przez siebie kobietę, żeby na jakiś czas zapomnieć o obowiązkach i własnej gonitwie, a potem wracał do codzienności. Jak gdyby nigdy nic. — Wisisz mi za to drinka. Albo nawet dwóch — parsknął, odchodząc od niego w stronę lokalu; tego co zawsze. Niepozornego, którego nie wybrałby w normalnych okolicznościach, gdyby chciał pokazać wszystkim wokoło o swoim statusie.

Aiden O'Cahallan
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

004.
Tak wyszło, że przez ostatnie tygodnie Aiden był… zajęty. I to naprawdę tak bardzo, że gdzieś uciekły mu sprawy towarzyskie. Czasami odpisywał na wiadomości, reagował na rzeczy wysyłane na social mediach, ale jeśli chodziło o wymienianie wiadomości, to nie ukrywał, że głównie czekał na te jedne. Miał swoje obowiązki, okej? Pracę i układ, w który wszedł bez mrugnięcia okiem. Musiał trzymać się zasad, chociaż już dawno zostały one po drodze złamane, bo przede wszystkim nie widywał się z Vitą tylko dwa razy w tygodniu, w tym poprzednim to miał wrażenie, że widzieli się codziennie. Nie przeszkadzało mu to, cieszył się nawet na myśl, że dadzą radę spędzić razem chwilę, a potem łapał się na tym wszystkim — znajdował się w sytuacji, gdzie seks nie był priorytetem, a czasami po prostu wygrywały tak proste potrzeby, jak chęć zaśnięcia z nią przy swoim boku. Potem też widział się z nią, gdy miała gorszy dzień i nie chciał od niej nic, oprócz spokojnej gry w Tekkena, nawet i w ciszy. I oczywiście, że to nie wyszło w ten sposób, skoro Holloway nie zamykała się buzia, a on uwielbiał jej słuchać. Jedno spotkanie w barze, jedna randka i wspólnie spędzona noc tak wiele zmieniła, że Aiden czuł się przez to wszystko rozdarty. Nie szukał niczego na stałe, nie bawił się w poważne związki, bo wizja skrzywdzenia kolejnej osoby, a przede wszystkim, utrata jej, działała na niego paraliżująco.
Do tego wszystkiego dochodziła jego ostatnia sprawa, w której druga strona nagle wyciągnęła ważnego świadka, który zaburzył jego linię obrony. Czuł rozgoryczenie tą sprawą, był przekonany, że na osiemdziesiąt procent przegra, więc siedział dzisiaj dłużej w kancelarii, próbując uzgodnić z klientem, dlaczego nie dostał wcześniej kompletnej informacji; bo choć zachowanie prokuratora, z którym obecnie się przepychał, było mocno słabe, to byłby w stanie tego uniknąć, gdyby tylko dostał wcześniej te pieprzone informacje.
I wieczór był taki jak zwykle, choć tym razem wrócił do swojego mieszkania i od progu pisał już z dziewczyną, która była bardziej niż przesłodka. Nawet nie zarejestrował, że uśmiechał się pod nosem, dopóki nie wyskoczyło mu powiadomienie od przyjaciela. Zaniedbał swoich serdecznych kumpli — musiał przyjąć to oskarżenie na klatę. Dlatego grzecznie przystał na wszystkie propozycje, jakie Caleb mu rzucił i zaczął się ogarniać, zanim mężczyzna dojechał pod jego blok. Zszedł na dół, a on już stał tam przy swoim samochodzie, oparty o bok pojazdu i grający badassa.
— A ty co, grasz mafiozę w filmie? — zapytał, słysząc w swoim kierunku pocisk już na powitanie. Na kolejny komentarz wywrócił oczami. — Masz rację, nie mam, dlatego już tego nie robię — odpowiedział, zgodnie z prawdą; no bo teraz uganiał się za jedną panną, tak? Aż dziwnie było mu to przyznać w myślach, ale… inni mogli tak odbierać ich układ. Inni słysząc o tym, co robią, z pewnością podsumowaliby to, że są w związku. A nie byli. I również nie byli sobie tak obojętni, jakby mogli być, ale to wszystko po to, aby mieli bliską relację, która będzie dobrze przekładać się na ich wspólne noce, prawda? — Znaj moją łaskę, nawet trzy ci postawię, ale przestań już marudzić — odparł, klepiąc kumpla po ramieniu i ruszając z nim w kierunku ich ulubionego baru, gdzie najczęściej zdarzało im się wychodzić. Usiedli również przy swoich standardowych miejscach, zamawiając drinki, z czego Aiden wybrał po prostu gin z tonikiem. — No dobrze, zacznijmy od tego, co ci spędza najwięcej snu z powiek — rzucił, bo już wcześniej dostał smsowy wstęp o trudnościach w sprawie. — Jeśli cię to pocieszy, to też mam pizdę w jednej sprawie, może trafił nam się jakiś chujowy okres — mruknął, przypominając sobie o tym jakże denerwującym fakcie. Chciałby już mieć to z głowy, a z drugiej strony… nie chciał sobie zaniżać statystyk. Miał na koncie więcej wygranych niż przegranych spraw, musiał to podtrzymywać.

Caleb Fairchild
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie, po prostu fleksuję się moim nowym samochodem — rzucił nonszalancko, rozciągając usta w nieco kpiącym uśmiechu. Poklepał maskę swojego pojazdu, zanim odsunął się od niego, żeby ruszyć w stronę baru. Caleb był cholernym materialistą, ale niekoniecznie czuł potrzebę, żeby chwalić się tym, co posiadał przed innymi. Przynajmniej nie robiłby tego w tak oczywisty sposób, ale Aiden i tak był jego przyjacielem; męczenie i wyzywanie go było częścią ich przyjaźni. Szczególnie, że przez ostatnie tygodnie rudy nie dawał znaku życia, co dla Fairchilda było dość oczywistym znakiem, że coś musiało się u niego zmienić. Mając na myśli coś, pewnie chodziło o kobietę. Albo pracę, ale podejrzewał, że to w którymś momencie zmęczyłoby go na tyle, że odezwałby się do niego nieco szybciej. Co innego w przypadku dziewczyny, która namąciła mu w głowie, a w połączeniu z dużą ilością obowiązków, łatwo stracić poczucie czasu i rozum. Dlatego też prokurator wyszedł z inicjatywą, żeby wskoczyć w ten ułamek sekundy, gdy nie będzie zajęty. Związki związkami, czy jak on to sobie chce nazywać, ale braci się nie traci. Jeszcze wróciłby do niego ze spod kulonym ogonem, więc Caleb robił przysługę im obu. — Okej, okej. Wyrosłeś na prawdziwego mężczyznę — cmoknął z rozbawieniem. Brakowało, żeby poklepał go pocieszająco po ramieniu.
Aiden był tylko dwa lata od niego młodszy, ale to nie powstrzymywało go przed głupimi komentarzami, rodem prawdziwych licealistów. Lubił wytykać mu wiek, a przy tym fakt, że był mądrzejszy i bardziej doświadczony życiowo. — Nie myśl, że tak szybko zamknę ten temat — ostrzegł niewinnie, zajmując miejsce w barze. Fairchild uniósł szklankę z alkoholem do ust, wygodnie rozsiadając się na sofie. — Jak przestanę marudzić, to skończą mi się drinki, więc nic ci nie obiecuję — zaśmiał się, choć nie planował tej nocy upijać się do nieprzytomności. Chciał po prostu zabić czas w towarzystwie, które nie będzie doprowadzało go do szału. Jutro musiał przecież wstać dość wcześnie i wrócić do sprawy, która nie pozwalała mu spokojnie spać po nocach.
Caleb podobnie jak Aiden, nienawidził przyznawać się do porażek lub do trudności. Na początku kariery jego wyniki były różne, co miało wiele sensu, zważywszy na to, że dopiero się uczył i zbierał doświadczenie. Z czasem stawał się jednak coraz lepszy. Wiedział, jak załatwiać pewne sprawy, kogo pytać o konkretne informacje i zaczął przede wszystkim myśleć jak prokurator. Przestawienie się z trybu studenta i obserwatora na prawdziwą akcję wcale nie było proste. Dopiero teraz był w stanie robić to niemal z zamkniętymi oczami. Od dwóch lat większy procent spraw zakończył pomyślnie i każda ta, której nie mógł domknąć, męczyła jego sumienie niemiłosiernie.
— Zajmuję się teraz licealistką, która zginęła parę godzin po imprezie na zakończenie roku szkolnego — przyznał powoli, odrywając spojrzenie od kumpla, żeby nie dać po sobie poznać, dlaczego w ogóle zabrał się za tą sprawę. Sytuacja była niemal identyczna, jak jego własnej siostry. — Odkryliśmy, że prowadziła jakieś konto na Instagramie, gdzie pisała o ludziach ze szkoły. Wstawiała zdjęcia, rozmowy i różne pojebane rzeczy. Każdy mógłby mieć motyw, więc jest jeszcze sporo ludzi do sprawdzenia — mruknął, pocierając palcami policzek. — Nie była zbyt lubiana, więc ten finał nie jest zaskakujący — stwierdził. — Nie nazwałbym tego chujowym okresem. Chujowy okres jest dla słabeuszy, O'Cahallan. To po prostu... przerwa przed metą — mruknął niechętnie, próbując wypaść lepiej niż na zmęczonego pracą prokuratora.

Aiden O'Cahallan
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— Dobrze ci idzie, prawie mnie poderwałeś — rzucił, parskając pod nosem i ruszając za przyjacielem w kierunku baru. Bullyingowanie jego koloru włosu było już na porządku dziennym, i o ile denerwował się, jak robił to każdy inny, tak specjalne przywileje mieli jego przyjaciele. Caspian i Caleb to były dwa cymbały, którym oddałby swoje życie, a później żałowałby swojej decyzji już jako duch, bo z pewnością finalnie kontynuowałby po tym swój żywot w życiu pozagrobowym. Dodatkowym faktem na jego niekorzyść było to, że z całej trójki był najmłodszy — rudy i młody, idealne podłoże do przepychania go i robienia sobie żartów.

Wywrócił oczami na jego uwagę o wyrośnięciu na prawdziwego mężczyznę. Okej, może mógł nieco bardziej zainteresować się swoimi przyjaciółmi, ale w ostatnich dniach jego uwaga skupiła się na Vicie. Poświęcał jej dużo uwagi i jak się okazało, nie tylko w tej kwestii, na którą początkowo się umówili. W ich friends with benefit układ wchodziły randki raz w tygodniu i interesowanie się sobą nawzajem, co finalnie przełożyło się na to… że w tym tygodniu tylko raz spał w swoim łóżku. Aiden jeszcze nie dostrzegał, że ta sytuacja nieco wymykała mu się z rąk. — Nawet o tym nie śnię, potrafisz być upierdliwy — parsknął, kręcąc na boki głową. Już przekonał się o tym nie raz i nie dwa. — To musisz pić tak, żeby nie kończyły ci się drinki. Inaczej skończysz pod kanapą, jeśli będę ci co rusz domawiać kolejnego — parsknął z rozbawieniem, choć chętnie najebałby Caleba, bo wtedy był zabawny i uciekał do swojej byłej. Był fantastycznym przykładem faceta, który po alkoholu podejmuje irracjonalne decyzje i ucieka do rozwiązań, które są po prostu dla niego wygodne — w tym przypadku, były to ramiona, które bardzo dobrze znał.

Fairchild miał w sobie kilka irytujących cech oraz zachowań, które czasami dawały Aidenowi powody do podważania ich przyjaźni, jednak w finalnym rozrachunku, plusy ich znajomości przeważały nad wadami. Doceniał także to, że miał przyjaciela z branży, ale mimo wszystko z innej specjalizacji. Osobę, która innym okiem może spojrzeć na jego problem, która ma większe doświadczenie i która również wskaże mu czułe punkty, na które powinien zwrócić uwagę.
Zerknął na przyjaciela, gdy przyznał jaką sprawą się zajmuje. Może było między nimi trzy lata różnicy, ale wiedział, co działo się w jego życiu. Nie skomentował tego jednak w żaden sposób, bo przecież nie rozmawiali o tym po to, aby O’Cahallan miał zacząć go oceniać. — Może finał sam w sobie nie jest zaskakujący, ale czasami nadal mnie intryguje, jak zawzięte i złośliwe mogą być dzieciaki — parsknął. Na pozbycie się takich osób najlepsze było nie dawać im uwagi, której tak łakną. Jednak czego można było oczekiwać po licealistach? — Macie już jakieś tropy? — zapytał. — Takie sprawy są najgorsze, dłużą się przez ilość świadków oraz podejrzanych, a też nie trudno jest w natłoku czegoś nie dostrzec — przypomniał przyjacielowi. Widział po nim zmęczenie, ale czasami przypomnienie o skupieniu przez osoby trzecie potrafiło zadziałać cuda i dać większą motywację. — Nasza meta jest daleko. Jeśli tak to ma wyglądać, to ja podziękuję. — Dla niego metą nie było zakończenie danej sprawy, a dożycie do momentu, w którym skończy pracę. Nawet jeśli finalnie lubił to co robił, to jednak miał z tyłu głowy myśl, że zajmował się tym tylko przez manipulację i poczucie obowiązku wywołane przez własnego ojca. — No dobra, ale co z tą sprawą, jaki masz problem? — zapytał, odbierając swojego drinka i siadając na kanapie obok przyjaciela. Wziął większy łyk alkoholu; tego dzisiaj właśnie potrzebował.

babyface
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Prawie? — powtórzył za nim kpiąco. — To jeszcze sporo pracy przede mną — stwierdził żartobliwie, szturchając go łagodnie w bok, co by księcia przypadkiem nie zabolało. Aiden i Caspian byli jego najlepszymi przyjaciółmi; to nie pozostawiało żadnych wątpliwości, jednak bywały chwile, gdy Caleb przestawał filtrować co poniektóre słowa. Było to dość zaskakujące, bo Fairchild nie był człowiekiem, który chciałby kogoś celowo zranić, a jednak nie potrafił zacisnąć stanowczo warg, jeśli coś brutalnego cisnęło mu się na język. Być może dlatego tak często się kłócili, ostatecznie zawsze dochodząc do wniosku, że to zdecydowanie nie jest tego warte. Lata przyjaźni nie mogły pójść przecież na marne za sprawą paru małych nieporozumień lub dogryzek. Ciekawe tylko, jak długo O’Cahallan będzie miał do niego tą anielską cierpliwość. Cóż, tak czy inaczej, ten wieczór nie zapowiadał się, jakby miał skończyć się istną katastrofą. Jedyne co im groziło to kac gigant kolejnego poranka, jeśli nie będą umieli zapanować nad alkoholem — a wszyscy wokół z pewnością wiedzieli, jak Caleb pochłaniał drinki, zwalając to na zmęczenie pracą.

Dostrzegając, jak jego kumpel wywraca oczami, prokurator zaśmiał się pod nosem. Drażnienie go mógłby wpisać w swoje ulubione zainteresowania; podobnie jak ciągnięcie go po imprezach lub przepychanie się, jakby mieli po szesnaście lat i wcale nie zajmowali się na co dzień bardzo poważnymi sprawami. — Jak się skończę to odstawisz mnie do domu. Od czego ma się przyjaciół? — rzucił, klepiąc go lekko po ramieniu, przypominając mu przy tym, że przecież już nie takie rzeczy razem przeżyli. — Zasponsoruj mnie dziś, hm? Masz wystarczająco dużo siana — dodał, uśmiechając się przy tym kpiąco. To nie tak, że Caleb nie miał pieniędzy, bo ich miał wystarczająco, żeby spontanicznie polecieć do Włoch, ale przecież jak już wyciągnął Aidena, to musiał go trochę wykorzystać. Zawsze lepiej, jak nie leci z jego portfela, racja? Chociaż co do jednego, O’Cahallan miał stuprocentową rację — w chwilach samotności, gdy nie miał ochoty latać za pierwszą lepszą dziewczynę, Caleb jechał prosto do swojej byłej. Prawdopodobnie jedynej, z którą udało mu się zbudować coś stabilnego. No, na jakiś czas.

Fairchild jak na razie doceniał los, który nie zesłał ich razem na jedną rozprawę sądową. Świat mógłby zapłonąć, gdyby stanęli po dwóch przeciwnych krańcach stołu. Szczególnie, że żaden z nich nie mógłby zrezygnować lub oddać sprawę komuś innemu. A obaj byli uparci i obaj na pewno chcieliby wygrać, czy też postawić na swoim. Całe szczęście, że jak na razie, udawało im się mijać, choć Caleb podejrzewał, że któregoś dnia… mogą nie mieć wyboru.
— Szczególnie nastolatki — wymruczał, unosząc kącik ust w krzywym, nieco przygnębiającym uśmiechu. — Zero, kurwa, litości — westchnął, kiwając tępo głową. Śmierć jego siostry notorycznie do niego wracała, nie dając mu chwili wytchnienia. Nie powinien się obwiniać. Nie miał z tym zbyt wiele wspólnego, a mimo to ciągle wydawało mu się, że mógłby zrobić to wszystko lepiej. Caleb ponuro pokiwał głową na jego słowa; w sprawę było zamieszane tak wiele osób, że przesłuchanie każdego i zweryfikowanie autentyczności zajęło dużo czasu. — Mam teorię, że to jeden z nauczycieli, o którym rozpuściła plotkę, że molestuje uczennice — przyznał. Nadal nie miał wystarczająco silnych dowodów, ale przynajmniej miał jakiś logiczny trop. Mogła zniszczyć mu życie, o ile już tego nie zrobiła. — Nie wiem, czy przez Elenę podejmuje racjonalne decyzje — przyznał, czując przy tym, jak pewien ciężar spada z jego ramion. Uniósł szklankę do ust, niechętnie powracając wspomnieniami do tamtego roku. — Za bardzo mieszam życie osobiste ze swoimi sprawami, przyznaję — odetchnął finalnie, znowu zerkając na rudego.

i'm lost in my mind
ODPOWIEDZ

Wróć do „Poor Romeo”