Myślał, że już nigdy nie wrócą do domu.
Jako człowiek, który nie przywykł do wracania gdziekolwiek, z jakiegoś powodu już tęsknił za tą swoją kanapą w mieszkaniu Senny, gdzie chociaż nie obawiał się przymknąć oka. Nie miał wcześniej problemu z tym, że był gdzieś poza granicami, poza własnym komfortem. Nie tęsknił do powrotów. Żył z dnia na dzień, próbując przeżyć, wykonać misje, zdobyć wyznaczony mu cel. To było u niego naturalne, a jednak odkąd tylko zasmakował tego dziwnego domowego posmaku, z nią w roli głównej, trochę mu było tęskno do spokoju, który mieli.
No i ewidentnie Rosja nie przypadła mu do gustu.
Ameryka już była lepsza pod względem komfortu, ale niesamowicie irytująca, kiedy chodziło o dane. O informacje. O wywiad oraz bycie upierdliwym. Jakby nie było, z jednej strony ich rozumiał, bo wszystko było paskudnie podejrzane i śmierdziało na kilometr, ale Senna zdawała się wszystko wyjaśniać. Pomogło też na pewno to, że ustalili główną wersję wydarzeń, a także uzgodnili wszelkie szczegóły o które mogli ich wypytywać. Czy to razem, czy osobno. Musieli brzmieć przekonująco, bardzo przekonująco, aby chcieć okłamać rząd oraz wojsko.
Na całe szczęście się udało. Nie do końca tak, jakby tego chcieli, ale chociaż mogli wrócić do Kanady, do swojego miejsca. Doprowadzono ich do stanu używalności, poskładali, ale w dalszym ciągu mieli na oku. Zrozumiałe, ale dla kogoś takiego jak Damon, upierdliwe. Na to jednak nie mógł nic poradzić. Musiał się po prostu zaadaptować. Znowu.
Gdy weszli do domu, poczuł jak dziwny kamień spada z jego barków.
Widok tego miejsca, mebli. Zapach domu oraz cała ta atmosfera, która w nim panowała były dziwnie znajome, ale też uspokajające. Nawet jeśli nie przywiązywał się do miejsc, to jednak były takie momenty, gdzie mógł się poczuć jak u siebie. Co prawda nie w pełni, bo przecież nie miał takiego domu domu, ale… przyzwyczaił się już do tego mieszkania.
—
Co chcesz? — spytał, sięgając po jej telefon na którym nauczył się już zamawiać jedzenie. Robił to nie pierwszy raz, więc Glovo czy Uber Eats nie były dla niego skomplikowaną nowością. Uczył się szybko, ok?
Gdy wyszła, on zrobił zamówienie. Jakąś pizzę, ale też coś z ich ulubionej koreańskiej knajpy, albo raczej dwóch knajp, bo każde z nich miało swoje preferencje co do jedzenia. A gdy wszystko wydawało zrobione, zostało już tylko czekać na kuriera. W tym czasie poszedł do łazienki, aby się nieco ogarnąć. Spodziewał się, że Senna zaraz wróci z futrzakiem, ale…
Okres czasu się przedłużał. Bardziej niż miał to wyliczone.
Jedzenie z trzech knajp już przyszło. Wypakował je i czekał. Czekał, a ona dalej nie przychodziła. W pewnym momencie nawet zaczął się zastanawiać czy nie powinien po nią wyjść. Mogło się coś stać. Zasłabła? A może spotkała wroga, który dowiedział się, gdzie mieszkają? Im dłużej jej nie było, tym więcej niepokojących myśli przechodziło mu przez głowę. I były one na tyle irytujące, że w pewnym momencie skierował się do drzwi wyjściowych. Tylko, że do nich nie dotarł.
Usłyszał jak te się otwierają i niewiele później w wejściu jego spojrzenie napotkało Sennę. Niezauważalnie odetchnął, ale dość szybko dostrzegł pewną nieścisłość. Nie tylko w wyrazie jej twarzy oraz postawie ciała, ale także w tym, że…
—
Gdzie masz psa? — spytał luźno, unosząc wyżej brew. —
Wymieniłaś go na doniczkę? — rzucił, nie mając pojęcia czym był przedmiot, który trzymała w dłoniach.
Może było to mało delikatne, ale on… naprawdę nie znał urn. W jego państwie nie było czegoś takiego. Były masowe groby lub po prostu dziury, gdzie chowano ludzi. Czasami dało się dostrzec jakąś trumnę, ale te były drogie. Nie palono ludzi, a ich prochów nie trzymano, bo duża część ludzi także nie wiedziała gdzie spoczywają ich najbliżsi, ani jak zginęli.
Zorientował się, że coś jest nie tak, gdy go minęła i skierowała się przed siebie, do swojej sypialni.
—
Senna? — rzucił za nią, odprowadzając spojrzeniem aż do drzwi, które za sobą zamknęła. Zamarł, a jego brew uniosła się wyżej w wyraźnym niezrozumieniu i niemym pytaniu. Czy on coś przeoczył? Czy czegoś nie zrozumiał?
Oj, Damon. Widać, że nie żyłeś wśród ludzi. Ale się chociaż starałeś.
Ruszył za nią i zapukał do drzwi, ale odpowiedziała mu cisza. Zapukał więc jeszcze raz, nie chcąc jej nachodzić, zwłaszcza, że nawet jeśli nie ogarniał ludzi i emocji, to zauważył, że humor jej z jakiegoś powodu podupadł.
W końcu wszedł do sypialni, aby odnaleźć ją spojrzeniem na podłodze. Przy jednej ze ścian. Nawet nie zapalał światła. Po prostu lustrował jej sylwetkę, analizując i próbując dojść do pewnych wniosków, które dla jednych były oczywiste, ale dla niego…
—
Co się stało? — spytał, podchodząc do niej. Zatrzymał się naprzeciwko niej, tuż przy jej nogach, lustrując ją z góry ciemnymi tęczówkami. Przykucnął przed nią i przekrzywił głowę w bok. —
Coś z Texem? — To na pewno, skoro wróciła bez niego. Mógł się spodziewać, że może sąsiad był z nim na spacerze albo pojechali gdzieś na wycieczkę, skoro ich nie było dość spory kawałek czasu. Ale chyba nie myślał, że w trakcie ich nieobecności, pies mógł zwyczajnie nieprzeżyć.
Candace Callahan