Andrea swoje wiedziała i niektórych rzeczy również się domyślała - przykładowo nie tylko ze względu na wygodę bycia kawalerem nie zdecydował się na jakikolwiek związek, a przez całe to wojsko. Jasne, rozumiała jak tylko mogła fakt tego powołania i chęć ponownego zawitania na froncie. Bo ich tata był żołnierzem i oddał życie za tą walkę, bo czuł potrzebę żeby trafić tam i swoimi rękami zdziałać coś więcej, aby w końcu zapanował pokój w miejscach, gdzie od dawna nie znają definicji tego słowa. Mógł mieć pewnie znacznie więcej pobudek z tym związanych, o jakich się nie dzielił, ale co ostatecznie się sprowadza do faktu, iż nie chce narazić swoją partnerkę na to, że musiałaby go pewnego dnia opłakiwać. Tak, jak to się stało w przypadku ich mamy… I chociaż obydwoje nie mogli być źli na ojca za to, co się mu i im przytrafiło, tak mimo wszystko gdzieś w głębi ducha żyje i tli się pewne forma
żalu, że obecnie jest jak jest. Pomimo to, nie uważała że hunter powinien się aż tak ograniczać przez ścieżkę jaką wybrał, tylko zrobić to co podpowiadało mu serce. I nawet nie chodziło jej o samą w sobie Prudence, chociaż polubiła ją od ich pierwszej rozmowy w szpitalu, tak jednocześnie po prostu chciała dla swojego brata dobrze - chciała, aby się poczuł szczęśliwy, nie wiedząc czy od dłuższego czasu choć przez moment realnie to szczęście odczuł na swojej skórze.
Dlatego też teraz, przez wzgląd na obecność wszystkich przy stole, odpuściła mu ów temat, ale na pewno nie raz i nie dwa z nim o tym porozmawia - żeby potem wszystko zgonić na hormony!
— Wiesz, że nie umiesz kłamać? — może i to nie było zgodne z prawdą, może i trochę udało mu się ją nabrać, ale nie postanowiła tego po sobie pokazać, zerkając na niego z uśmiechem. Była zwyczajnie ciekawa jak z tego wybrnie - tym bardziej, że naprawdę piekły ją uszy i czuła, jak robiły się czerwone od bycia obgadywaną, a przecież takie rzeczy nie mogą się mylić, co nie?! Przez to też nie zabrała się od razu za krojenie, co od razu poczyniła Andy, która zdecydowanie nie mogła się chyba najbardziej z zebranych doczekać spałaszowania deseru. Pomogła podać talerzyki do nałożenia ciasta oraz do podania ich wszystkim, by samej spróbować jak wyszło. Trochę czasu minęło, odkąd ostatni raz je robiła, więc chciała się przede wszystkim upewnić, iż nie popełniła gafy. Na szczęście tak nie było, a nawet usłyszała pochwałę od mamy Huntera.
— Chętnie się nim podzielę, nie jest skomplikowane — bo to jednak zwyczajna mieszanka biszkoptów oraz sera mascarpone w głównej mierze, którą trzeba ładnie sklecić i wstawić do lodówki, aby się wszystko ładnie z sobą scaliło. Nic udziwnionego, a jednak potrafi zrobić robotę na jednym spotkaniu - zupełnie jak teraz.
Słysząc wymianę zdań związaną z konsolą, spojrzała na żywo rozmawiające dzieciaki nie mogące się doczekać aż będą mogły rozegrać partyjkę hokeja, po czym spojrzała na niezbyt zadowoloną minę Andrei.
— Chłopcy, niedługo będziemy się zbierać, a nie rozsiadać przed telewizorem. Wujek jest zmęczony, mimo wszystko. To, że zrobiliśmy imprezę powitalną od razu jak tylko wyszedł ze szpitala, nie znaczy że nie potrzebuje odpoczynku — pomimo iż brat powiedział o tym, postanowiła sama swoim dzieciom powiedzieć to tak, aby zrozumieli lepiej. Wiedziała, że uwielbiają siedzieć u Huntera w domu pod wieloma względami - wspólne tematy, konsola do grania przed którą też on sam z nimi często zasiada, o wiele większy luz i jedzenie więcej słodkości niż powinni, bo zwyczajnie starszy brat chce ich trochę rozpieścić, skoro ma taką możliwość… Wiedziała, że to źle brzmi, niemniej wiedziała jakimi schematami myślał, uznając iż przez jego wyjazdy musi się czasem bardziej przykładać, aby oddać jej dzieciom stracony czas, gdy go nie ma, choć przecież nie musiał, a chłopcy są coraz starsi i bardziej rozumieją.
Ostatecznie na koniec swoich słów wszyscy usłyszeli zawód i ciężkie westchnięcia po stronie najmłodszych członków rodziny, na co się Prudence delikatnie uśmiechnęła w ich kierunku.
— Wiecie, po prostu Hunter boi się, że przez swoje osłabienie nie miałby z Wami jakichkolwiek szans i się z tego powodu wstydzi — postanowiła obrócić to w żart, żeby poprawić im humor.
— Haha, coś w tym jest! Wujek, dalibyśmy Ci fory przecież — odparł jeden z bliźniaków, podczas gdy pozostała dwójka śmiała się wesoło. Spojrzała na Huntera anielsko, jakby chciała udać że co złego to nie ona i to wcale nie przez nią się teraz z niego nabijają.
— Ja bym nawet zawodnikami nie ruszał, żeby Ci było łatwiej — powiedział to znacznie poważniej Matt, jakby sądził po trochę, że naprawdę mogłoby o to chodzić i chciałby aby Wujkowi nie było smutno.
— No, już, starczy chłopcy — choć sama się uśmiechała, Andrea postanowiła ich powstrzymać z dalszym komentowaniem, żeby tylko się to za bardzo nie rozkręciło - choć jednocześnie była w duchu wdzięczna Prudence za to, bo potem w drodze powrotnej do domu miałaby resztę wieczoru pod tytułem: czemu nie pograliśmy z wujkiem na konsoli w hokeja i jak bardzo źle jest nam z tego powodu.
Gdy zjadła swój kawałek ciasta, Prue z mamą Huntera postanowiły trochę zacząć sprzątać na stole, bo trochę za dużo już się tego wszystkiego znajdowało, prosząc Panią Wright aby nie wstawała, bo sama się tym zajmie. Tak też zrobiła, znikając z paroma już niepotrzebnymi talerzami, udając się do kuchni.
— Uczynna, pracowita, miła, serdeczna, zabawna, lubiąca żartować… — zaczął tak po cichu wymieniać Ethan, żeby tylko Hunter go usłyszał, chociaż na pewno trafi to też do jego żony aka gumowe ucho.
— Świetna partia na partnerkę, że też się jeszcze taka uchowała jako panna… — mówił to sugestywnie, dając znać szwagrowi, żeby przemyślał jego wcześniejsze słowa, na co Andrea zrobiła większe oczy i teraz to ona pacnęła swojego męża w ramię.
— Przestań! Jeszcze coś usłyszy Prudence, a nie daj Boże, żeby do mamy to dotarło! — zganiła Ethana, choć jednocześnie poruszyła sugestywnie brwami do brata. Jak niemo zapowiadała, temat się nie zakończył - nie spodziewając się, że to jej własny małżonek tak prędko będzie chciał o tym znów powiedzieć. Czyżby uczeń powoli doganiał swojego mistrza?
Hunter Wright