25 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Serce stanęło mu dęba!
A może raczej włosy?
Może jeszcze coś innego.
Facet, który zabrał mu plecak wziął go kompletnie z zaskoczenia. Bez-czel-nie wykorzystał moment, kiedy Lucas był zupełnie bezbronny – zamknięty ustami z Caldwell, poddając się tym przeszywającym przez kręgosłup dreszczom i otumaniony przyśpieszonym biciem serca, który wywoływała jej bliskość. Zafiksowany na smaku jej ust i dotyku, który błądził gdzieś po jego karku. Do momentu, aż poczuł, że nie ma plecaka. Może gdyby nie był zjarany, miałby jakąś szybszą reakcję, ale zanim Lucas oderwał się od Indie i namierzył wzrokiem faceta, typ już dawno zdążył zniknąć w tłumie. Dlatego liczył na to, że chociaż ona widziała, w którym kierunku się ulotnił.
Chyba?! – powtórzył po niej, robiąc wielkie oczy. – No przecież stałaś przodem, to nie patrzyłaś? – tak, na pewno kurwa. Całowała go z otwartymi oczami, gdyby przypadkiem jakiś typ chciał go okraść. To jak on czasami nawijał od rzeczy, to naprawdę było niesamowite. Pokręcił głową z dezaprobatą dla ś l e p o t y Caldwell, po czym dał się pociągnąć w tym chyba właściwym kierunku.
Ludzi było od groma. Pełno. Do każdej budki ciągnęły się kolejki, dzieciaki biegały między nogami, a raz po raz oni również o kogoś się obijali. Ciężko było upatrzeć tu kogokolwiek, a już tym bardziej faceta w kapturze.
Nie no jakie czekaj? Jakie czekaj?! – spojrzał na nią jak na wariatkę i otworzył szerzej oczy. Na co on miał czekać? Aż mu ten typ zawędzi wszystkie rzeczy? Przecież on tam miał mega ważne przedmioty, w tym klucze do kina i schowka, które miał dzisiaj oddać managerce, bo mówiła mu, że to już ostatnia sztuka, a do tego… – Telefon? – poklepał się szybko bo gaciach. Pierwsze z przodu, a zaraz potem z tyłu. Serce już miał na wysokości gardła, ale w ostatniej kieszonce wyczuł coś wypukłego i odetchnął z ulgą. – Telefon mam – wyciągnął go i pokazał Caldwell. Tylko co mu po telefonie? Na policję miał zadzwonić? Przecież i tak nikt nie weźmie go na poważnie, tym bardziej, że byli na festynie, w obcym mieście. Tu nawet nie było kamer, jakiegokolwiek punktu zaczepnego.
Ja pierdole – westchnął ciężko, przeczesując włosy, czując, jak rezygnacja powoli zalewa jego ciało. Jeszcze próbował rozejrzeć się, dostrzec cokolwiek wokół tych wszystkich ludzi, ale oczywiście na nic. – Nie no, bez sensu – czy to los go pokarał? Charlotte rzuciła na niego jakąś klątwę? Wcale by się nie zdziwił. W końcu jej matka podobno wróżyła z tarota. Może zrobiły mu jakąś laleczkę voodoo i zadźgała ją szpilkami, a teraz Lucasa spotkała kara za świntuszenie z Indie.
Przysiadł na pierwszym, lepszym murku kompletnie zrezygnowany i już chciał wyciągnać rękę do Caldwell, poszukać u niej jakiegoś pokrzepienia albo chociaż zalążku planu co dalej, tylko wtedy, gdzieś z tyłu tuż przy wejściu na kolejkę strachu, jakaś baba się wydarła.
Ale gdzie pan się wciska bez biletu?! – warknęła głośno. – I rzeczy zostawiamy w szafkach! Bez żadnych plecaków – dodała ostro, a Miller tylko podniósł wzrok na Caldwell. Może los ich jednak tak bardzo nie nienawidził?

Indie Caldwell
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
have you ever seen a pretty girl get ugly like this?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak, kurwa, bo przecież akurat krajobrazy podziwiałam — odbiła natychmiast, odwzajemniając się tonem równie oburzonym, co ten jego. Do kompletu miała jeszcze popukać się przy tym w czoło, ale wyjątkowo postanowiła sobie darować — miał farta, że Indie finalnie uznała sprawę plecaka za pilniejszą, wystarczająco naglącą, żeby tym razem oprzeć się pokusie wdania się w nikomu niepotrzebną dyskusję.
A biorąc pod uwagę, że pyskowanie dla sportu było jedną z jej nielicznych prawdziwych, głębokich pasji, odmówienie sobie takiej okazji było z jej strony bohaterskim wręcz poświęceniem. W sytuacjach podbramkowych zawsze przechodziła w tryb zadaniowy, więc zamiast tego swoją nerwową energię włożyła w próby wypracowania strategii odbicia straconego łupu. Już zaczęła robić sobie nadzieje na to, że na dzień dobry znalazła zajebiste rozwiązanie, ale nic z tego, bo Lucas za chwilę oświadczył, że telefon akurat miał. Biednemu to zawsze szmatą w ryj.
To chuj — przyznała otwarcie, krzywiąc się odrobinę, ale za chwilę doszła do wniosku, że ten ton chyba nie napawał Millera nadzieją, więc dodała: — ...trochę. — Od razu lepiej. — Trochę chuj, no ale nic, to nic. — I proszę, pięknie, morale kurwa podniesione. Tak poruszająco to nawet Luther King nie przemawiał. — Nooo bo telefon dużo łatwiej zlokalizować, dlatego właśnie lepiej byłoby, jakby go razem z plecakiem zajebał — wyjaśniła Lucasowi pokrótce, kiedy już w końcu dotarło do niej, że nie miał zielonego pojęcia, do czego zmierzała z pytaniem o telefon. Tyle tylko, że już po zawodach, więc ostatecznie nie miała innego wyboru, niż wzruszyć ramionami i podsumować krótko: — Ale teraz to wiesz... Wysrane. — Na szczęście mało było takich rzeczy, które Indie potrafiła lepiej, niż się porządnie uprzeć, dlatego w ogóle nie dała się tym ślepym zaułkiem zniechęcić. Zawieszenie broni po prostu nie wchodziło w grę, jeszcze nie, nawet jeśli znaczyło, że musiała teraz dwoić się i troić, żeby spróbować znaleźć jakiekolwiek wyjście z tej dosyć beznadziejnej sytuacji. — Ale co już zaraz, że bez sensu? Weź no, wiary trochę, a nie — zaapelowała, chociaż przecież wcale nie łudziła się, że mogła w ten sposób realnie podnieść Millera na duchu. Ani w ten, ani w jakikolwiek inny, bo wyglądał tak, jakby nadzieja opuściła go już na dobre. W przeciwieństwie do Indie wydawał się gotowy zaakceptować, że z plecakiem pożegnali się chyba jednak już na zawsze... przynajmniej dopóki wiary nie przywrócił im dźwięk podniesionego tonu obsługi, pierdolone światełko w tunelu. Aż tchnęło to w nią nową falę determinacji, więc standardowo nie traciła czasu na zastanowienie: z refleksem żołnierza sił specjalnych ruszyła przed siebie, bez ostrzeżenia szarpiąc Lucasa za rękę i bezceremonialnie ciągnąc go za sobą we właściwym kierunku.
Chyba właściwym, znaczy się, tak jej się wydawało, ale pewności przecież mieć nie mogła, zmuszona szukać źródła zamieszania trochę kompletnie na czuja. Pewności mieć nie mogła, ale przez tłum przepychała się i tak, nie tylko z pełnym zacięciem, ale też szokującą efektywnością. Manewrując pomiędzy ludźmi i okazjonalnie sprzedając komuś łokcia albo dwa była bliska osiągnięcia jebanego Zen, serio, aż trochę szkoda, że nie miała sposobności się tym w pełni nacieszyć. Trochę szkoda, a trochę w sumie jednak nie, bo znaczyło to tyle, że dała radę w całkiem dobrym czasie przepchnąć ich znacznie bliżej celu. Celu, czyli początku kolejki, bo to właśnie stamtąd było słychać poruszenie. Chyba. Znów nie mogła tego zweryfikować, bo tłum pod samym wejściem atrakcji był dużo gęściejszy, więc dobry widok miała już tylko i wyłącznie na plecy typa, który stał tuż przed nią.
Gówno teraz widzę — zrelacjonowała Lucasowi na żywo niepocieszonym tonem, jednocześnie próbując coś na to zaradzić, ale szybko doszła do wniosku, że nie miało to większego sensu. — ...weź no Ty, co? — Nie powiedziała już, co on dokładnie, nie sądząc, że było to konieczne; przecież jeśli był ktoś, kto mógłby cokolwiek z tych półsłówek i urwanych myśli wydedukować, to tylko Miller. — Bo łatwiej masz. — Jakoś ufała (może naiwnie, kto wie), że miał prędzej czy później zrozumieć, że tylko jemu wystarczało wzrostu na to, żeby czegokolwiek się dopatrzeć, więc musiał być ich oczami. — Granatowa bluza, włosy chyba ciemne, wysoki... — zaczęła wyliczać dla ułatwienia, ale szybko skończyła się lista cech, których była pewna, więc podzieliła się osobistą hipotezą: — ...ryj zgaduję, że krzywy w chuj... ale zgaduję tylko. — Mogłaby tak długo; przymknęła się tylko i wyłącznie po to, żeby się czasem za bardzo nie rozproszyć. — No i co? Myślisz, że on? Czy nie? — zaczęła zaraz dopytywać. — Bo chyba wiem jak nas tam szybko dostać. Bardzo nawet.

Lucas Miller
ʟᴇᴏ
nie lubię ai, niedbałej interpunkcji i niekonsekwentnego trybu narracji
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”