Daisy aż nie mogła się napatrzeć, jak świetnie szło jej na scenie, nie wspominając już nawet o predyspozycjach wokalnych. Z Whitmore nie była żadna ekspertka, jednak uważała, że raczej miała dobre ucho i potrafiła ocenić, czy ktoś wpadał w odpowiednią tonację. Kirze wyszło to wyśmienicie. Aż nie chciała uwierzyć, że z początku miała co do tego takie opory.
Całe szczęście Daisy odpowiednio wcześnie ją namówiła i teraz mogła pod samą sceną podziwiać talenty Finch inne niż motoryzacja. Tłum również ją pokochał i zaraz pół sali znajdowało się na parkiecie, skacząc i obracając się wokół własnej osi. Dawet Daisy dała się ponieść i nie wiedzieć kiedy zaczęła twerkować. A potem ujęła dłoń Kiry, by ta mogła obrócić ją dookoła. Wykonały tak kilka piruetów aż piosenka nie dobiegła końca, a cały tłum nie ryknął głośnymi oklaskami.
– BRAWO!! – krzyknęła Whitmore, układając dłonie w tubę dla lepszego wydźwięku i zaraz jeszcze pisnęła, jakby była prawdziwą groupie. I prosze jak się opłaciło – Kira zaciągnęłą ją do baru, oznajmiajać, że postawi jej drinka! (Bo to wcale nie tak, że już wcześniej się na to umawiały).
— Żartujesz?! — spojrzała na nią wielkimi, niebieskimi oczami. — Poszło ci zajebiście!! — Daisy Whitmore, co to za słownictwo? Przecież ona normalnie wcale nie przeklinała, a tu proszę. Istniało wielkie prawdopodobieństwo, że był to efekt nadmiernej produkcji endorfin, spowodowanej tańcem pod sceną i świetną zabawą. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. — Ruda to robiła dżdżownice na podłodze, nie wiem czy widziałaś — bo Daisy widziała i to wcale nie był najlepszy widok. Prawie wszystkie zęby sobie powybijała, kiedy kilka razy uderzyła twarzą o twardą posadzkę, ale grunt to dobra zabawa, nie?
Uśmiechnęła się do barmanki, kiedy ta rozstawiła kawałek od nich cztery wysokie szklanki i rozpoczęła przygotowywanie zamówionych trunków. A zaraz potem do Kiry, gdy blondynka spytała ją o pseudonim, jaki zapisała pod własnym imieniem.
— A co dostane jak ci powiem? — spytała zaczepnie, trochę nie w swoim stylu, wciąż na tym dobrym humorze i całej aurze tego miejsca. — Crazy Daisy — dodała po chwili, patrząc wymownie na Kirę. No czy to nie było genialne? Nie dość, że się rymowało, to jeszcze bardzo oddawało charakter Whitmore na scenie, bo akurat tam nie Miałą w sobie za grosz wstydu. Co prawda wolałaby, żeby Blacki i Marco jeszcze nie było, ale jak się nie ma co się lubi…
— A teraz zapraszamy Crazy Daisy!! — krzyknęła DJka prosto do mikrofonu, zapowiadając przy okazji odpowiednią piosenkę. A właściwie tą, którą powinna śpiewać Kira. W tym samym momencie drinki zostały przed nimi postawione, a Whitmore złapała za jednego i prawie na raz… wyzerowała.
— IDĘ — krzyknęła w stronę sceny, a po chwili zaczęła przedzierać się przez tłum, żeby odebrać mikrofon. — BRANDFORD JAK SIE BAWICIE?! — krzyknęła w drodze na podium, wyrzucając rękę w górę, a spora liczba osób faktycznie zagwizdała i rzuciła jakimś świetnie. Kilka osób na nowo zerwało się ze stolika∑ i podbiegło na parkiet, kiedy tylko rozpoczęły się pierwsze dźwięki melodii znanego utworu.
— This was never the way I planned, Not my intention. I got so brave, drink in hand, lost my discretion. It's not what I'm used to, just wanna try you on!! — rozpoczęła w punkt. I chociaz nie było to najpiękniejsze wykonanie, jakie słyszały te ściany, było ono wystarczająco energiczne, by porwać ludzi do tańca. — I’m curious for you, caught my attention — mimowolnie zawiesiła spojrzenie na Finch, uśmiechając się przy tym, co było nie tylko widać, ale również i słychać w jej głosie. I wtedy wpadł jej do głowy kolejny świetny pomysł. — I kissed a girl and I liked it. The taste of her cherry ChapStick — machnęła w stronę Kiry, a zaraz zeskakiwała ze sceny, żeby zabrać ze stolika DJskiego drugi mikrofon. Pomachała nim w stronę blondynki, zapraszając ją do siebie na scenę. A jeśli Finch miała jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, ruda Anabelle już przesuwała się w jej kierunku przez tłum, żeby wyszarpać ją osobiście na środek sceny.
kira